Mając trochę ponad pół roku mój syn dorwał zieloną kredkę. Po niedługim czasie w pieluszce znalazła się śliczna zielona kupka. Niestety, mój pies [wówczas świeżo wzięty ze schroniska szczenior, demolujący dom od czasu do czasu, dopiero w trakcie nauki załatwiania się na dworze] postanowił otworzyć szafkę i przejrzeć śmieci. Przy okazji dopadł pieluszkę, a zawartość zeżarł. Na następny dzień w domu pojawiła się zielona kupa.... którą pierwszy znalazł mój syn. Zeżarł ją [nie całą, tylko trochę]. Kolejna przeklęta zielona kupa została wyrzucona na śmieci zaraz po zrobieniu jej przez Młodego.
Długo nie mogłam patrzeć na zielone kredki...
cane
A, z "pocieszaczy" przypomniała mi się jeszcze opowieść o moim bracie.
Miał ponad pół roku [stał już sam w łóżeczku, przy szczebelkach], jak wreszcie przespał całą noc. Rano, jak rodzice się obudzili to znaleźli swojego pierworodnego szczęśliwego jak prosię w deszcz... Braciszek wyciągnął z pieluchy to, co przez noc w nią narobił i rozsmarował... Całe łóżeczko, pościel, ściana [ile sięgnął tyle ozdobił] i on sam były pokryte równiuteńką warstwą. Jedynie wokół ust miał małe, czyste kółeczko - ślad po smoczku :D.
Btw. za każdym razem jak to słyszałam to zastanawiałam się.... jakim cudem on tyle gówna wyprodukował w jedną noc?!
Wielkie mi halo. Mój brat jak był mały to był strasznym niejadkiem. Więc babcia chciała jakoś go nakłonić żeby jadł, to wymyślała różne rzeczy, a to na parapecie a to przy kwiatkach... No i pewnego dnia tak mój braciszek siedział przy kwiatkach, a babcia zniknęła z pola widzenia. Zesrał się, wysmarował gównem siebie, podłogę i ścianę, oraz wyrwał kwiatki z doniczek :)
Moja mama wycierała kiedyś młodszemu bratu pupę chusteczką po kupie a on później niczego nie świadomy wytarl sobie nią twarz :p
Padłam XD Tak się zaśmiałam, że zaczęłam się dusić...
Dlaczego jej nie wyrzuciła?
No, wreszcie jakaś sensowna historia! Wstydliwa, obrzydliwa, nietypowa... Wiara w anonimowe przywrócona :D
Nietypowa to raczej nie.
Z powazaniem pozeraczgownanumerdwa! 😂
@YouDoNotDestroyMe: Hahahaha! :D
dokładnie !
Pocieszyć ciebie? [uprzedzam, będzie obrzydliwie]
Mając trochę ponad pół roku mój syn dorwał zieloną kredkę. Po niedługim czasie w pieluszce znalazła się śliczna zielona kupka. Niestety, mój pies [wówczas świeżo wzięty ze schroniska szczenior, demolujący dom od czasu do czasu, dopiero w trakcie nauki załatwiania się na dworze] postanowił otworzyć szafkę i przejrzeć śmieci. Przy okazji dopadł pieluszkę, a zawartość zeżarł. Na następny dzień w domu pojawiła się zielona kupa.... którą pierwszy znalazł mój syn. Zeżarł ją [nie całą, tylko trochę]. Kolejna przeklęta zielona kupa została wyrzucona na śmieci zaraz po zrobieniu jej przez Młodego.
Długo nie mogłam patrzeć na zielone kredki...
A, z "pocieszaczy" przypomniała mi się jeszcze opowieść o moim bracie.
Miał ponad pół roku [stał już sam w łóżeczku, przy szczebelkach], jak wreszcie przespał całą noc. Rano, jak rodzice się obudzili to znaleźli swojego pierworodnego szczęśliwego jak prosię w deszcz... Braciszek wyciągnął z pieluchy to, co przez noc w nią narobił i rozsmarował... Całe łóżeczko, pościel, ściana [ile sięgnął tyle ozdobił] i on sam były pokryte równiuteńką warstwą. Jedynie wokół ust miał małe, czyste kółeczko - ślad po smoczku :D.
Btw. za każdym razem jak to słyszałam to zastanawiałam się.... jakim cudem on tyle gówna wyprodukował w jedną noc?!
Akurat ostatnio historii "o gównie" jest całkiem sporo :)
Chciałam to samo napisac ;)
Kiedyś zrobiłam tam samo tylko bezpośrednio z pieluchy 😂😂
o takie anonimowe nic nie robiłem
To ja już wolę te wyznania o miłości...
Wielkie mi halo. Mój brat jak był mały to był strasznym niejadkiem. Więc babcia chciała jakoś go nakłonić żeby jadł, to wymyślała różne rzeczy, a to na parapecie a to przy kwiatkach... No i pewnego dnia tak mój braciszek siedział przy kwiatkach, a babcia zniknęła z pola widzenia. Zesrał się, wysmarował gównem siebie, podłogę i ścianę, oraz wyrwał kwiatki z doniczek :)
Mi zawsze pies wyjadał :/
Kiedyś, żeby ułatwić mu konsumpcję wywaliłem wszystko na dywan i zadowolony poszedłem odnieść nocnik :D
Uff, czyli nie jestem jedyny... Ale ja byłem chyba starszy, bo pamiętam tą sytuację. Czy muszę dodawać, że dzięki swojemu nazwisku mam ksywę "Stolec"?