#1skTY

Czytałam kiedyś wyznanie, że chłopak uniknął dawania biletów do kontroli mówiąc znany fragment z Biblii. Wiele osób po przeczytaniu tego wyznania również próbowało swoich sił, a następnie opisywało to na Anonimowych. Kiedyś jadąc tramwajem postanowiłam wypróbować ten sposób. Jak pomyślałam tak też zrobiłam.

Gdy podszedł do mnie kontroler i poprosił o bilet powiedziałam
- Błogosławieni Ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli.
Spodziewałam się wielu reakcji, ale ta, którą usłyszałam wbiła mnie w siedzenie. Pan około trzydziestki z kamienną twarzą powiedział:
- Bardzo śmieszne, a teraz dawaj bilet, albo wpier*olę Ci taki mandat, że zapamiętasz mnie do końca życia.

Dobrze, że miałam ten bilet.

#76YhY

Będąc małym brzdącem ok 2-3 lata rodzice zabrali mnie po raz pierwszy na cmentarz. Jak wiadomo dla małego dziecka to nowe ciekawe wydarzenie. Tak też i dla mnie była to niesamowita przygoda.

Gdy byliśmy już na miejscu oczywiście wszędzie zaglądałam i bacznie obserwowałam, co robi mój tato. Tatuś, jako głowa rodziny i jedyny z wolnymi rękoma (mama pilnowała jeszcze młodszej siostry) odpalał znicze. Ja zauważywszy palące się "coś" szybko podbiegłam do taty, zdmuchnęłam palący się znicz i zaczęłam śpiewać "100 lat".

Tak, właśnie to. Mama mówi, że mina ludzi na około była bezcenna i że wszystkim poprawiłam tym humor. Tak to jest zabrać małe dziecko na cmentarz.

#rZlfI

Kilka dni temu odbył się w moim domu zjazd rodzinny i straszą część towarzystwa wzięło na wspominki a młodzież uważnie słuchała. Brat mojego taty opowiedział jak zaopiekował się moją starszą siostrą.

Gdy moja siostra miała 4 latka była bardzo ruchliwym dzieckiem, a że mama pojechała do miasta zajęła się nią babcia. Gdy malutka biegała po całym podwórzu, babcia nie dała rady za nią latać i wtedy mój genialny wujek przeją inicjatywę. W tamtym czasie coś budowano i wszędzie było pełno pustaków. Wujek wziął jeden z nich, postawił na środku podwórka i przywiązał do niego sznurek, a drugi koniec przymocował do nogi mojej siostry. I tak radosne dziecko biegało wkoło pustaka udając kozę.

Mama o tym wydarzeniu dowiedziała się dopiero na tym spotkaniu, siostra zyskała przezwisko Melka, a ja nawet nie chcę wiedzieć jak on zajmował się swymi córkami.

#ifaqJ

Każda dziewczyna-singielka wie, co oznacza zima. Długie spodnie, nieogolone nogi...

Tego dnia wracałam do domu. Niedaleko jest opuszczony parking, na którym dzieciaki robią sobie ślizgawkę. Niestety, zapomniałam o nim i runęłam jak długa. Moja noga, a konkretnie kość, rozbiła się na kawałki. Dzwonię więc do taty i mówię o niefortunnym wypadku.

Decyzja - szpital. Przepuszczeni w kolejce, ponieważ tata to prokurator i wystarczy magiczna karteczka z tą informacją. Wchodzimy, młody chirurg siedzi na krześle. Tata cichaczem wychodzi, a ja opowiadam lekarzowi o zdarzeniu. Nawet nie musiał robić prześwietlenia, noga do gipsu. Mówi mi, że mam ściągnąć spodnie i wtedy pojawia się czerwona lampka. Kiedy ja je ostatnio goliłam? Świetnie, 4 miesiące temu. Czuję, jak moje policzki pieką, ale wykonuję polecenie. Po chwili słyszę śmiech chirurga:

- Coś nam tutaj zarosło, ale nie martw się, teraz też nikt nie zobaczy.

#brPvu

Gdy skończyłam 18 lat, moim rodzicom zebrało się na wspomnienia tego, skąd pomysł na moje imię:
Była zima, rok 1992. Rodzice mieli 3 dzieci, czwarte (ja) w drodze.
I tak to mama pojechała do szpitala, żeby urodzić swoje najcudowniejsze dziecko. Tata musiał zostać z pozostałą trójką w domu.
Rzecz to jasna, że zniecierpliwiony tata wyczekiwał na telefon od mamy ze szpitala, nie mógł się doczekać informacji o tym, jak wygląda jego cudowne dziecko.
Mama od razu po porodzie zadzwoniła do taty:

Tata: I jak?
Mama: No czarne.
Tata: Co czarne?
Mama: No czarne dziecko.
Tata: Co?!?! Urodziłaś murzynkę??!?!?!
Mama: Niee. Ma czarne loki jak afro i jest cała fioletowa. Powinniśmy ją nazwać Jagoda.

Ot, cała historia ;-)
Przynajmniej dowiedziałam się skąd moje zamiłowanie do rapu zza oceanu.
Czarnuchy trzymają się razem ;-)

#0Okh1

Zdarzenie to miało miejsce w podstawówce, kiedy to miałam swój pierwszy wymarzony telefon - starą niezawodną Nokię. Któregoś dnia dostałam smsa od koleżanki:
"Weź wyślij mi plan lekcji".
Niestety nie mogłam wtedy tego zrobić, bo byłam czymś bardzo zajęta. Odpisałam więc: "Sorry Marta, ale nie dostałam tej wiadomości o planie lekcji, no ja nie wiem co z tymi telefonami jest..."

Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie co zrobiłam i było mi przed nią strasznie głupio.

#ZfM5c

Mam niewielkie problemy z matmą. (3 LO) Spytałam mojego nauczyciela czy mogłabym przyjść do niego na zajęcia wyrównawcze, które są dla pięciu klas bardzo późnym popołudniem. Jako jednej z jego ulubionych uczennic, zaproponował mi żebym przyszła po tych zajęciach, to będzie mi mógł wszystko wytłumaczyć na spokojnie, bo będziemy we dwójkę.
No ok, pasuje mi, więcej się nauczę.

Wróciłam do domu po szkole i jak na złość mama zrobiła duże pranie. Została mi spódniczka i sweterek. Kompletnie nie w moim stylu. Ubrałam się i wyszłam na matmę.

Spojrzenie pana nieco mnie zdziwiło, bo zaczął obserwować moje nogi. Zaproponował żebym usiadła blisko niego i zaczął mi tłumaczyć zagadnienia. Nazywając trójkąt użył liter A B G. Pytam się:
- Czemu akurat "G"?
A on spojrzał na mnie i powiedział z uśmieszkiem:
- Domyśl się co to "G"...

Zaniemówiłam. Już nic nie będzie takie jak kiedyś ;)

#ak0jz

Pracowałam w sklepie obuwniczym. Wydaje się, że to taka miła i przyjemna praca, ale wcale tak nie jest. Zdarzało się bowiem wiele sytuacji, które utwierdzały mnie w przekonaniu, że niektórym ludziom zależy jedynie na tym, by uprzykrzyć innym życie. Przytoczę tu jedno takie wydarzenie.

Godzina 9:10 (czyli sam początek dnia, zaraz po otwarciu sklepu).
Wchodzi starsza, elegancko ubrana Pani.
Ja wstaję, uśmiecham się i mówię - DZIEŃ DOBRY!
Pani nic. Staje na środku sklepu i jednym tchem wyrzuca z siebie mniej więcej takie słowa:
- Buty, najlepiej skórzane, rozmiar 36, takie wysokie, ale nie za bardzo, żeby się nie ślizgały, taka podeszwa dobra, na obcasie, ale nie za wysokim. - i z wyczekiwaniem patrzy na mnie.

Nie powiem, zagotowało mnie. Początek dnia, a tu już taka sytuacja. Powstrzymałam niepochlebne komentarze i postanowiłam utrzeć kobiecie nosa. Przyodziałam się w swój najszczerszy uśmiech firmowy nr 5 i zwróciłam się do owej damy, która czekała chyba, aż padnę do jej stóp:
- DZIEŃ DOBRY, CZY MOGĘ PANI W CZYMŚ POMÓC? - mówię i uśmiecham się promiennie.

Kobieta w szoku. Nic się nie odezwała, spuściła głowę, pochodziła między półkami i po minucie wyszła, również bez słowa pożegnania.

Tak oto wybrnęłam z tej sytuacji i - być może - nauczyłam kobietę trochę kultury. :)
Dodaj anonimowe wyznanie