#xOf7F

Chyba każde dziecko przechodzi przez okres wymyślania, kim zostanie w przyszłości. Wiecie: księżniczką, astronautą... i różne inne miłe zawody. Zapewne pamiętacie swoje pierwsze marzenia. Ja owszem. I do dzisiaj zastanawiam się, co mną wtedy kierowało.

Jako rezolutna kilkulatka widziałam przed sobą wyłącznie dwie drogi zawodowe. Pierwszą z nich było pójście do wojska. Ach, jak ja marzyłam, żeby w mundurze i z karabinem w ręce zabijać tych złych! A już najlepiej na stanowisku snajpera.
Opcją nr 2 było... zostanie płatnym zabójcą. Mój mały móżdżek roztaczał przede mną upojne wizje strzelania do ludzi i dostawania za to grubego hajsu.

Nie, nie jestem socjopatką; wyrosłam na wrażliwą dziewczynę. I tylko ogromna słabość do wojska (i wojskowych) została ze mną do dziś.

#B4HYO

Historia sprzed dobrych kilkunastu lat. Zacznę od tego, że nigdy nie byłam zbyt wierząca. Bóg mnie po prostu nie interesował. Kiedyś w wakacje z ciekawości poszłam do kościoła. Oczywiście tłok i gorąco, co skończyło się tym, że po prostu zemdlałam.

Kiedy się ocknęłam zobaczyłam nad sobą bardzo przystojnego mężczyznę. Dalej historia jak z dobrego romansidła - spotkania, zaręczyny, ślub i szczęśliwe życie. Od tamtej pory regularnie chodziłam do kościoła, po prostu czułam, że muszę Bogu podziękować za mojego męża.
7 lat po ślubie okazało się, że mąż jest chory na raka. Trzustki. Nie miał zbyt dobrych rokowań. Zmarł pół roku później...

Mimo to, co tydzień i w każde święto jestem w kościele. Dziękuję Bogu za to, że dał mi szansę być żoną tak cudownego mężczyzny. Piszę to, ponieważ chcę pokazać, że dostajemy to, co najlepsze, ale często to tracimy. Mimo wszystko starajmy się doceniać to, że w ogóle mieliśmy szansę skorzystać z tego "dobrego".

#qO1KK

Od dwóch lat pracuje w sklepie. Pewnego dnia szef zapytał mnie dlaczego nie rozmawiam z klientami?

Odpowiedziałam, że jeżeli będę chciała z kimś porozmawiać, zaproszę daną osobę na kawę. Wystarczy, że jestem miła i zawsze doradzę klientowi jak najlepiej.
Ale po dłuższym namyśle stwierdziłam, że w końcu zacznę z nimi rozmawiać więcej.
A więc wchodzi mężczyzna, mega przystojny, ubrany w garnitur, w którym wyglądał nieziemsko.

No to pytam: - Pan na wesele się dziś wybiera?

Po czym mężczyzna odpowiedział: - Nie, ja z pogrzebu wracam.

#miCkT

Sytuacja, którą opiszę, wydarzyła się w październiku 2015 roku.
Pracowałam jako kelnerka w niedużej restauracji. Wspomnę tylko, że miejsce, gdzie trzymaliśmy filiżanki, widelce, gdzie był komputer i generalnie nasze stanowisko, znajdowało się w przejściu pomiędzy dwiema salami. Właśnie tam, obok komputera ładowaliśmy sobie komórki i terminal.

Owego dnia także ładowałam moją nową komórkę, którą kupiłam TRZY dni wcześniej.
Dochodziła godzina 18, miałam na sali 3 zajęte stoliczki i właśnie podawałam herbatę, gdy pojawił się mężczyzna o typowo tureckiej urodzie, w wieku około 45 lat. W dłoniach trzymał jakąś teczkę.
Mruknął coś po angielsku, żebym podała herbatkę do stolika, a on zaczeka.
Zatem podałam herbatę, odwróciłam się i co zobaczyłam?
Owego faceta, wychodzącego spokojnym krokiem z restauracji, chowającego MOJĄ komórkę do kieszeni spodni. Nie spodziewał się, że tak szybko się zorientuję...
Nie myśląc o tym, że zostawiam gości samych (menadżer był akurat w kuchni), wybiegłam za nim, wołając by zaczekał. Wiem, że to głupie, ale uwierzcie mi, że byłam w szoku!

Facet, gdy tylko mnie zobaczył, zaczął uciekać. Więc zaczęłam go gonić.
Ludzie zaczęli na nas patrzeć, bo to w sumie niecodzienny widok. Gdybym mogła cofnąć czas, krzyczałabym: złodziej, złodziej! Jednak wtedy byłam w takim szoku, że po prostu biegłam, krzycząc, by zaczekał... I nie dogoniłabym go. Jednak nagle usłyszałam głos młodego chłopaka:
- Popilnujcie mi samochodu, ja go dogonię!
I jak strzała pobiegł za tym facetem, kierowany przez ludzi, którzy widzieli, gdzie uciekał.
Gdy złodziej zauważył, że chłopak go dogania, rzucił komórkę na trawnik, który był przy drodze. Komórka uratowana! Wybawiciel chciał dogonić tego faceta i zadzwonić na policję, jednak gdy już go prawie miał, to ten użył gazu pieprzowego i się szybko zmył.

Do tej pory nie mogę uwierzyć w swoje szczęście, gdyby nie ten młody chłopak i jego dobra kondycja, nie miałabym mojej nowej komórki...
Po tej sytuacji wróciłam do restauracji i przyjmowałam zamówienia jak gdyby nigdy nic, ale przyznam, że byłam w szoku przez dobrych kilka godzin.
Do dzisiaj żałuje, że nie dałam mojemu wybawicielowi żadnych pieniędzy, lub nie zaproponowałam obiadu :(
Mam nadzieję, że zawsze będzie pamiętał, że jest dla mnie bohaterem :)
Pomógł mi bezinteresownie, co niesamowicie doceniam.
Oby więcej takich wspaniałych ludzi :)

#ehkZl

Wraz ze swoją dziewczyną po szkole udaliśmy się do sklepu, żeby kupić coś na wieczór. Jak zawsze kupiliśmy sok i naczosy i pierwszy raz, aby spróbować dokupiliśmy sos no nich.

Jedliśmy je w łóżku oglądając przy tym telewizję. Niestety sos się wylał na pościel i musiałem ją zmienić. W tym samym czasie wrócili moi rodzice z pracy i zastali mnie w przedpokoju z pościelą w ręku, którą właśnie niosłem by zmienić. Mama zapytała się, co z nią zrobiłem, a ja nie zastanawiając się jak może zabrzmieć dwuznacznie to, co powiem odpowiedziałem: poplamiliśmy.

Zdziwienie na twarzy mojej mamy bezcenne, spojrzała się na mnie, po czym na moją ukochaną, na co mój tata ze swoim uśmiechem odpowiedział: „Na pępuszek mogłeś, to byś nie poplamił”.

Moja dziewczyna popłakała się ze śmiechu, a przy tym załamała. Nie dziwię się jej...
Oczywiście wszystko jak najszybciej wyjaśniłem rodzicom i do dzisiaj nie możemy jeść naczosów z sosem w łóżku.

#PDeJ4

Będąc jeszcze małym brzdącem uczącym się jazdy na rowerze, uległam dość poważnemu wypadkowi. Otóż wjechałam prosto w płot sąsiada na tyle niefortunnie, że jeden z prętów pozostawił na połowie mojej twarzy trwałą bliznę i niemałe problemy z widzeniem na prawe oko.

Od tamtego czasu przez twarz ciągnie mi się cudowna blizna, której przykrycie makijażem graniczy z cudem. Mimo częstego załamywania się z jej powodu (bo przecież kto będzie chciał chodzić z dziewczyną wyglądającą jak Popek tyle, że z blizną przechodzącą centralnie przez środek oka, policzek oraz czoło), nie byłam i nie jestem jakaś zamknięta w sobie i odsunięta przez społeczeństwo. Wręcz przeciwnie, mam duże grono znajomych i po wielu latach narzekań znalazłam również cudownego mężczyznę, którego kocham. Często nawet zapominam o tym, że zostałam "napiętnowana" jednak nie zawsze…

Sytuacja wydarzyła się, gdy jadąc z pracy autobusem w jednym z większych miast zobaczyłam, że przygląda mi się grono moherowych żołnierzy (około 6 pań, których siateczki zajmowały dodatkowe miejsca, bo jak wiadomo one też się męczą). Ich uporczywe spojrzenie było wręcz palące. Wtem jedna z nich na cały głos w autobusie "Chodzą bezbożnice na te całe sakryfikacje, zamiast do kościoła iść! Zobacz Wiesia (oczywiście imię zmienione na potrzeby wyznania), jak ona wygląda! Zero kultury i szacunku, żeby tak się tak pokazywać publicznie". Wzrok praktycznie każdej osoby w autobusie był zwrócony na mnie. Nikt nic nie powiedział. Wysiadłam na najbliższym przystanku i poprosiłam męża o to, by po mnie przyjechał. Od tamtego czasu nigdy więcej nie wsiadłam do komunikacji publicznej, a moherowe panie omijam szerokim łukiem.

Z tego miejsca mam do was ogromną prośbę, nie oceniali innych zbyt pochopnie… Nie każdy z blizną, to od razu kolejny Popek (nie obrażając oczywiście nikogo z jego fanów), a mówiąc w ten sposób na głos jedynie niszczycie czyjąś pewność siebie.

#rskIQ

Mam 17 lat. Jako że są ferie jak zawsze przyjechałam do mojego dziadka na wieś. Moja babcia nie żyje od kilku lat, więc wiem, że czuje się samotny. Zawsze, gdy siedzieliśmy wieczorem przy herbacie on opowiadał mi historie ze swojej młodości. Tym razem padło na opowieść o jego pierwszym razie.

Było lato, lata 50 - mój dziadek miał wtedy 15 lat. Na wieś przyjeżdżały "kurpianki" jak to on nazywa, czyli dziewczyny z okolic Przasnysza. Jedna z takich kurpianek, która była w wieku mojego dziadka stacjonowała u kobiety ok. 40-50 lat. Był on zauroczony swoją rówieśniczką, więc wybrał się do niej wieczorem żeby "poświntuszyć".

Gdy zaczęli się całować opiekunka weszła do pokoju i położyła się między nich twierdząc, że "nie chce mieć problemów, gdy ta zajdzie w ciążę". Mój dziadek jest uparty, więc leżał i czekał aż ta zaśnie i wtedy przejdzie do działania. Wyszło na to, że zasnęła jego wybranka, a kobieta zaczęła go uwodzić. Jako młody, niewyżyty chłopak stwierdził, że nie ma różnicy, więc jak to ujął "pokutasił" kilka razy w ciągu nocy i nie musiał się bać, że zostanie ojcem.

Żałuję tylko, że nie widziałam swojej miny, podczas gdy mi to opowiadał. A niby dzisiejsza młodzież jest taka rozrywkowa.

#dwOtM

Historia ta zdarzyła się na działkach ogrodowych, na obrzeżach miasta. Mój dziadek, jako osoba, która codziennie przebywa na tej działce (ponieważ hoduje gołębie), zna tam każdego i z każdym dobrze żyje, przynajmniej się stara. Jest jednak jedna osóbka, której mój dziadek za nic w świecie nie może strawić - Pani Basia, która jest po 60-tce i wszystko ją interesuje.

Pewnego dnia, dziadek umówił się z kolegą ze wsi, że weźmie sobie od niego trochę obornika, ponieważ chciałby przekopać sobie ziemię pod warzywa, a do tego dodać naturalny nawóz. Dziadek nie potrzebował tego wiele, bo ma mały ogródek, ale mimo tego poprosił mnie żebym mu pomógł w ładowaniu tego u jego kolegi, ponieważ nie wypada, żeby to on jeszcze nam pomagał. Więc znaleźliśmy parę worków plastikowych, żeby się przy tym nie pobrudzić, załadowaliśmy to do tych worków i hyc na przyczepkę. Jak już wróciliśmy pod ogrody działkowe, to zaczęliśmy znosić te worki powoli na jego działkę, aż tu nasza sąsiadeczka wykukała nas zza swojej fosy i do mojego dziadka:

- A co to szanowny sąsiad niesie tym razem?

Na co mój dziadek ze stoickim spokojem odparł:

- A gówno.

Uwierzcie mi, mina jej była nie do opisania, a dziadek jak już wszedł na swoją działkę, to dopiero zaczął się tak śmiać, aż powiedział mi, że sam nie wierzy, że coś takiego na szybko wymyślił :D

PS. Od tamtego zdarzenia podobno sąsiadka już mówi tylko dzień dobry ;)

#1skTY

Czytałam kiedyś wyznanie, że chłopak uniknął dawania biletów do kontroli mówiąc znany fragment z Biblii. Wiele osób po przeczytaniu tego wyznania również próbowało swoich sił, a następnie opisywało to na Anonimowych. Kiedyś jadąc tramwajem postanowiłam wypróbować ten sposób. Jak pomyślałam tak też zrobiłam.

Gdy podszedł do mnie kontroler i poprosił o bilet powiedziałam
- Błogosławieni Ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli.
Spodziewałam się wielu reakcji, ale ta, którą usłyszałam wbiła mnie w siedzenie. Pan około trzydziestki z kamienną twarzą powiedział:
- Bardzo śmieszne, a teraz dawaj bilet, albo wpier*olę Ci taki mandat, że zapamiętasz mnie do końca życia.

Dobrze, że miałam ten bilet.
Dodaj anonimowe wyznanie