#Z4KZY
Niestety los chciał inaczej i tego feralnego dnia znowu zaspałam. Biegałam po domu jak opętana i kiedy już byłam w miarę gotowa do wyjścia, zobaczyłam przez okno komunikacyjnego rumaka, który jako jedyny mógł mnie zawieźć do szkoły. Dodam, że mogłam jechać tylko tym tramwajem, a następny był dopiero za 20 minut. Wyleciałam z domu na spotkanie tramwaju ostatniej szansy. Mieszkam 2 minuty od przystanku, więc cała akcja miała ogromne szanse na powodzenie, gdyby nie przeklęty szalik. Czerwony, długi i z takimi oczkami na końcu.
Zbiegam twardo z mojego pierwszego piętra, otwieram z impetem drzwi od klatki, widzę, że tramwaj jest już prawie na przystanku, więc postanawiam przyspieszyć i wtedy BUUUUM. Leżę jak długa pod drzwiami i czuję zaciskającą się pętlę na mojej szyi. Dotyk śmierci jak nic, ale ja cały czas miałam w głowie twarz mojej wychowawczyni i kolejne spóźnienie w dzienniku, więc wstałam jeszcze szybciej niż się przewróciłam, odplątałam ten przeklęty szalik zagłady z klamki i biegnę dalej już prawie ze łzami w oczach. Tramwaj już zamyka drzwi, ale w ostatniej sekundzie mi się udało.
Wsiadłam. Poziom szczęścia prawie jak przy wygranej w totka. I dopiero wtedy rozejrzałam się po tramwaju, tych twarzy nie zapomnę do końca życia. Ludzie nawet nie próbowali ukryć, że trzymali kciuki za powodzenie tej akcji. Jak już mówiłam, mieszkam paręset metrów od przystanku, więc cały wagon miał okazję obserwować moje poczynania. Nieskromnie mówiąc, dla niektórych był to pewnie zastrzyk dobrego humoru na cały dzień, choć dla mnie porcja siniaków. Ale powiem jedno, dla twarzy tych ludzi byłabym w stanie powtórzyć ten bieg o życie jeszcze raz.
I te emocje podczas czytania :D
dokładnie! czułam to samo :D
Dodaj jeszcze do tego wyobraźnię :) jest mega ;)
To był bieg o przetrwanie
Moja mama opowiedziała mi jak dawno temu, jeszcze jako studentka, bardzo spieszyła się na autobus. Jak zobaczyła, że bus stoi już na przystanku, postanowiła pobiec na skróty przez trawnik, który był ogrodzony łańcuchem. Oczywiście kiedy chciała przeskoczyć ten łańcuch, zahaczyła o niego nogami i jakimś cudem zrobiła fikołka w powietrzu, po czym wylądowała na kolanach na przystanku. Wszyscy bili jej brawo xD
Hahaha, czy tylko ja to sobie wyobraziłam? :D
Pozdrowienia dla mamy!
Haha, ja też miałam żenujące próby zdążenia na autobus 😂 chyba je tu opisze😉
Jedno z lepszych wyznań ostatnio :D
Dokładnie:)
A myślałam, że w tramwaju zrozumiesz, że jest sobota :D
Nawet ja się z Ciebie śmieję :D
Ja tam myślałam na początku, że plecaka zapomnisz :D
Na przypale albo wcale 😀😄
Mamy w klasie kolegę, który często się spóźnia. Kiedyś wszedł w środku trzeciej lekcji i mówi: "Przepraszam za spóźnienie, zaspałem" 😂