Ostatnio byłam na zakupach z moim chłopakiem, jako że miał doskonały humor na takie męczarnie, postanowiłam namówić go, żeby przymierzył spodnie rurki. Byłam ciekawa jak będzie w nich wyglądał, on sam też chyba był ciekawy, więc przymierzył spodnie i z uśmiechem na twarzy w wielkim tłumie w przymierzalni oznajmił mi głośno:
- Kotek!! Ja mam za duże jajca na takie spodnie!
Mina ludzi była niezapomniana, a ja nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy spalić ze wstydu.
Pozdrawiam wszystkich mężczyzn, którzy mają za duże przyrodzenie i nie chodzą w rurkach :)
Swoją opowieść zacznę może od tego, że od zawsze źle znosiłam niskie temperatury. Zima jest dla mnie potwornym zjawiskiem.
Jakiś czas temu, bodajże w styczniu, przyjechał do mojej rodziny w odwiedziny dziadek. Został na noc. Był w szoku, gdy zobaczył, że śpię pod trzema kołdrami. Wytłumaczyłam mu, że w nocy jest mi zimno, pomimo 23 stopni w domu.
Dzisiaj wraz z rodziną pojechaliśmy do niego w odwiedziny. Jakież było moje zdziwienie, gdy dziadek dał mi w prezencie... Kołdrę, żeby w końcu było mi ciepło. Nie miałam serca powiedzieć mu, że tydzień temu rodzice kupili mi kołdrę puchową.
Właśnie takie małe gesty świadczą o człowieku. Mam wspaniałego dziadka.
Ostatnio między mną a moją babcią wywiązała się taka rozmowa:
- Marcia, kiedy w końcu wyjdziesz za tego Kubę, co o nim wciąż gadasz?
- Babciu, a wiesz, że Kuba to mój pies?
Heh, psa mam od dwóch lat...
Kochana babcia...
Historię zacznę od tego, że od kilku miesięcy miałam problem z chodzeniem, bez jakiegokolwiek powodu zaczęłam kuleć na nogę i tracić w niej siły.
Pewnego razu, idąc ze znajomymi na uczelnię, koleżanka zażartowała sobie z mojego dziwnego kuśtykania. Z żartem rzuciłam, że pewnie kuleję, bo mam jakiegoś raka czy coś.
Tak, rezonans wykazał nowotwór uciskający na mój rdzeń kręgowy.
Powinnam uważać na swoje żarty.
Ksiądz chodzący podczas kolędy stał się momentem przywołania pewnej historii, która wydarzyła się mojej rodzicielce i jej bratu.
Dobrych kilka lat temu moja mama, oczekując wizyty księdza, usłyszała dzwonek do drzwi, lecz kiedy je otworzyła, zobaczyła swojego brata, który z uśmiechem powiedział:
- Cześć, siostra, przyjechałem do ciebie, bo zwiałem przed księdzem.
Moja mama w tamtym momencie nie mogła powstrzymać śmiechu, widząc za swoim bratem... księdza :)
Duchowny zaśmiał się i powitał wujka słowami:
- Zapraszam, zapraszam, może pan przyjąć kolędę tutaj, skoro nie zrobił tego u siebie.
Podobno mój wujek do końca kolędy nie powiedział słowa :)
Wydawałoby by się, że babcia to najukochańsza osoba w naszym życiu. Lecz nie zawsze tak bywa. Moja babcia była koszmarem mojego życia, jak i moich rodziców. Przez ponad 10 lat mieszkaliśmy w jednym domu w małej miejscowości na północy Polski. Ciągłe WYZWISKA i kłótnie, co doprowadzało moją mamę do płaczu. Nawet nie powstrzymała się przed uderzeniem mnie w twarz, a to wszystko przez to, że usłyszałam jak przez telefon obsmarowała moją mamę - a swoją własną córkę.
W końcu po paru latach się wyprowadziliśmy, lecz i tak przy każdym możliwym spotkaniu musiała dorzucić swoje uwagi, które znowu doprowadzały moją mamę na skraj wytrzymania. Przez 3 lata chorowała i wymagała ciągłej opieki. Moja mama wraz ze swoją siostrą cały czas się nią zajmowały, karmiły, kąpały. I nawet wtedy nie powstrzymywała się przed komentarzami na nasz temat. Miała 5 dzieci, lecz tylko jedna córka była tą "ukochaną”, mimo że przez cały czas jej choroby ani raz nie pomogła. Widziałam, jak to wykańcza psychicznie moją mamę. W końcu babcia zmarła i może to zabrzmi okrutnie, ale ucieszyłam się, że po tylu latach w końcu będziemy mieli spokój.
Z drugiej strony - mój dziadzio. To była najwspanialsza osoba, jaką spotkałam w moim życiu. Kochał swoją synową tak jak nawet jej własna matka nie potrafiła. Zawsze miał dla mnie czas i nigdy nie było dla niego ważniejszej sprawy niż jego wnuczka. Lecz wiadomo, że los bywa okrutny i niesprawiedliwy. Zachorował na raka. Gdy się o tym dowiedział, było już za późno na cokolwiek, ponieważ to cholerstwo było wszędzie. Lekarze dali mu miesiąc, góra dwa. Pamiętam, jak kilka dni przed jego śmiercią pojechałam, żeby go odwiedzić i pożegnać się. Gdy usiadłam koło niego, nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa, a on wziął mnie za rękę i zaczął pocieszać. Stwierdził, że już pogodził się z faktem, że umiera i teraz musi pomóc mi się z tym pogodzić. Mimo że minęły już prawie 2 lata, ja i tak się z tym nie pogodziłam...
A morał z mojej historii jest krótki.
NIE TRAĆCIE ŻYCIA I NERWÓW NA LUDZI, KTÓRZY SPRAWIAJĄ WAM TYLKO BÓL, BO MOŻE WAM BRAKNĄĆ CZASU DLA TYCH, KTÓRYCH NAPRAWDĘ KOCHACIE.
Cała historia wydarzyła się ładnych parę lat temu.
Mianowicie - kiedy moja mama była w ciąży, a mnie miał urodzić się młodszy brat.
Mama zawsze była ukochaną wnuczką swojej babci, a mojej prababci. Będąc w dość zaawansowanej ciąży (a na pewno zauważalnej) postanowiła odwiedzić staruszkę.
Prababcia miała wtedy ok. 90 lat i "początkującą" demencję.
Zauważywszy spory brzuszek mojej mamy nasunęło jej się pytanie:
- A kto ci to zrobił?
Mama, przyzwyczajona do zabawnych sytuacji, odpowiedziała:
- Mąż, babciu, mąż.
- No to bardzo dobrze - odpowiedziała babcia. - A przystojny chociaż?
Mama rozbawiona:
- Babciu, ale uroda to nie wszystko!
- No nie wszystko, nie wszystko. Ale co? Z brzydalem do łóżka iść?
Tak właśnie 90-latka podsumowała popularną frazę "uroda to nie wszystko".
Chcieliście coś żenującego - to proszę bardzo! I tak większość moich znajomych zna tę historię, więc podzielę się i z Wami. Większość mojego życia mieszkałam z babcią, której po przebytym udarze sprezentowałam wymarzonego yorka. Dodam, że zdarzały mi się odbicia, jak każdemu w tym wieku, ale szanowałam mój dom i zasady, babcia miała do mnie zaufanie. Te fakty będą kluczowe.
Mniej więcej, gdy miałam 17 lat - jak na okres buntu nastoletniego przystało - podczas ferii zimowych spotkałam się z dwoma starszymi kolegami wieczorem na osiedlu. A że chłopaki lubili popić, to wpadliśmy na pomysł wizyty w alkoholowym, a że fundusz nie był duży, to zakupiliśmy 3 nalewki: miód z lipą i 2 leśne jagody - nigdy tego nie zapomnę!
Po konsumpcji pierwszej w ramach przekomarzania i zakładu wypiłam całą butelkę naraz. Po chwili wiedziałam, że przesadziłam i poprosiłam o odprowadzenie do domu, natychmiast. Pod klatką zaczął zamazywać mi się film.
Obudził mnie potężny ból głowy. Gdy w końcu sturlałam się z łóżka, byłam w stanie tylko iść na czworaka. Byłam ubrana i w kurtkę, i w buty, cała pościel ubłocona. I posuwając się do przodu ślimaczym tempem, walcząc z rażącym w oczy słońcem, natrafiłam na kałużę wymiocin. Już zrezygnowana czekającym mnie sprzątaniem i moim stanem sunąc dalej natrafiłam na jeszcze ciekawsze znalezisko.
Wielce zdziwiona, niewiele myśląc, zaczęłam wołać:
- Babciuuu, pies nasrał mi na dywan!
Babcia otworzyła drzwi, zobaczyła wszystkie opisane powyżej aspekty i odpowiedziała:
- Gdzieś ty się, łajzo, szlajała i w jakim stanie wróciłaś, że zwalasz na yorka g**no większe od niego samego?!
Po czym zaczęła się okrutnie śmiać. Zszokowana nie dopuszczałam do siebie tych faktów, dopóki nie znalazłam w drugim kącie mojego ukochanego miśka z dzieciństwa, którym najpewniej się podtarłam... To był najgorszy kac w moim życiu. Nie wiem, ile czasu szorowałam dywan i ile się kąpałam, ale dla mnie to była wieczność!
Babcia stwierdziła, że mam wystarczającą nauczkę i przez kilka dni podśmiechiwała się sromotnie pod nosem. A i przy rodzinnych spotkaniach byłam atrakcją. Wspominam tę historię również dlatego, że kilka miesięcy temu moja babcia zmarła. Chcę jej podziękować za cierpliwość do mnie. Za dom, jaki mi dała. Mimo paru młodzieńczych wyskoków, dzięki niej wyszłam na ludzi. I mogę podzielić się tą żenującą wpadką. Trudno to przebić!
Panicznie boję się dentystów od czasu, kiedy jako dziecko miałam usuwany ząb, przez pana, który był bardzo niedelikatny i ciągnął ząb na siłę, co spowodowało u mnie pewnego rodzaju traumę.
Jakiś rok temu musiałam mieć usuwany ząb mądrości, który, na moje nieszczęście, nie przebił się przez dziąsło, tylko zaklinował się gdzieś w środku i uciskał inne zęby. Tak więc zabieg chirurgiczny, przy miejscowym znieczuleniu. Stresowałam się strasznie, zwłaszcza kiedy zostałam poinformowana o ryzyku zabiegu (z paraliżem twarzy włącznie), do tego naoglądałam się w internecie filmów na ten temat, więc do gabinetu weszłam ze stanem przedzawałowym... :p Pan dentysta bardzo miły, młody, przystojny, sympatyczny, zapytał mnie o moje samopoczucie. Powiedziałam szczerze, że bardzo się boję (co sam mógł zauważyć po trzęsących się rękach i nogach i przerażeniu w moich oczach) i poprosiłam o coś na uspokojenie. Niestety pan doktor odmówił, podał tylko znieczulenie i przystąpił do zabiegu.
Tak więc ja, dorosła kobieta, rozpłakałam się jak dziecko zanim jeszcze doktor zdążył mnie dotknąć, w trakcie kilka razy złapałam go mocno za rękę, którą trzymał w moich ustach, na dźwięk łamanej kości zupełnie odruchowo machnęłam nogą i przypadkiem kopnęłam panią asystentkę, a do tego przy każdym dźwięku wiertła głośno krzyczałam, sama nie wiem czemu, może żeby zagłuszyć ten straszny dźwięk :D.... Zabieg był w 100% bezbolesny...
Po wszystkim rozbawiony pan doktor wręczył mi naklejkę wzorowego pacjenta i powiedział, że nie zdarza się, żeby kobiety tak głośno krzyczały w jego w gabinecie... i wtedy cały flirciarski nastrój się skończył, bo mając znieczuloną całą twarz, nie poczułam strumienia śliny i krwi cieknącej mi po brodzie, zorientowałam się dopiero, kiedy przystojny pan doktor mi ją wytarł :D...
Nie, nie jesteśmy teraz parą, nadal boję się dentystów :p
Miałam wtedy jakieś 5 lat. Mieszkałam z rodzicami na wsi. Bawiłam się w piaskownicy (moim ulubionym zajęciem było lepienie kotletów z błota). Usłyszałam, jak tata mówi do mamy, że jedzie do sklepu. Uwielbiałam podróżować, więc od razu pobiegłam za tatą do czerwonego malucha, oznajmiając, że jadę z nim. Spojrzał na mnie i odparł, że cała jestem w błocie i nigdzie mnie nie zabierze. W dodatku moje piękne białe rajstopki były całe podziurawione. Byłam bardzo niepocieszona. W końcu płaczem ubłagałam tatę, ale był jeden warunek, mianowicie nie mogłam wysiąść z auta. Powiedziałam, że jeśli dostanę batona, to będę siedziała cichutko w samochodzie.
Podjechaliśmy pod sklep, tata jeszcze raz upomniał mnie, żeby nie przyszło mi do głowy iść za nim. Czego nie robi się dla batona! Siedziałam sama w samochodzie, czas mi się dłużył... Postanowiłam, że nie mogę dłużej czekać (może tata zginął, może go porwali?)
Zauważyłam, że pod siedzeniem leży rolka białego papieru toaletowego. Stwierdziłam, że wypcham sobie nim dziury w rajstopach i nikt niczego nie zauważy. Skrupulatnie poupychałam papier i wyruszyłam w kierunku drzwi sklepu.
- Dzień dobry - powiedziałam i weszłam sobie jakby nigdy nic.
W sklepie było bardzo dużo ludzi. Nagle mój tata, który właśnie wybierał mi batona, odwrócił się i zamarł. Wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać. Tatuś szybko zapłacił za zakupy, wziął mnie na ręce i wybiegł ze sklepu. Gdy wsiedliśmy do samochodu, sam zaczął się z tego śmiać i stwierdził, że jestem bardzo pomysłowa.
Dodaj anonimowe wyznanie