Pewnego dnia po powrocie z pracy, w domu powitał mnie okropny zapach. Postanowiłem zapytać o niego moją piękną narzeczoną.
- Co tak śmierdzi? Kot znowu zesikał się na wycieraczkę?
Okazało się, że postanowiła zrobić mi niespodziankę i ugotowała kolację...
Kiedyś dowiedziałam się, że jestem bardzo kobieca. Jak to było?
Mąż kupił mi BMW - stare, silne, w nienagannym stanie. Na parkingu mężczyźni podejmowali ze mną rozmowę: "Jaki rocznik? Za ile? Ile ma na liczniku?"
Na wszystkie pytania starałam się odpowiadać profesjonalnie - po męsku.
No i padło pytanie: - A jaka pojemność?
- Na pięć osób - odpowiedziałam...
Od dziecka byłem inny niż wszyscy, zawsze wyróżniałem się na tle ludzi i rówieśników.
Pewnego dnia dostaliśmy pracę bodajże w piątej klasie szkoły podstawowej. Nie pamiętam dokładnie tematu, ale było coś na zasadzie innego zakończenia książki.
Wpadłem na genialne nowe zakończenie lektury szkolnej. Bohaterka przedawkowała leki i rzuciła się z mostu, to nie był jakiś wymuszony pomysł - taki mi pierwszy wpadł do głowy. Po kilku dniach mama przychodzi do szkoły i zostałem poproszony do pedagoga.
Padło pytanie czy mama mnie bije albo czy mam jakieś problemy. Moja mama to kobieta anioł, zawsze oddawała ostatnie grosze na moje potrzeby i zajęcia dodatkowe. Pani psycholog stwierdziła, że boję się przyznać i na każdej lekcji wfu mam przychodzić na konsultacje z nią. Było mi tak szkoda, traciłem takie wspaniałe lekcje. Szkoła uznała jednak to jako mój wybryk.
W liceum dostałem do napisania pracę wejściową o toksycznej miłości. Trzeba było się odwołać do jakiegoś utworu. Wpadł znów mi genialny pomysł do głowy. Kiedy moi rówieśnicy pisali o miłości Romea i Julii, to ja napisałem o miłości do heroiny, alkoholu i przemocy w domu. Mama została wezwana do szkoły, znowu ... Ze względu na bardzo mocne rysy mojej twarzy i "wystające kości policzkowe" zostałem nietrafnie osądzony o branie narkotyków. Plotka rozniosła się po szkole i zrujnowała mi życie. Wpadłem w depresję i zostałem skierowany do psychiatry. Opowiedziałem mu o tym wszystkim, zobaczył że jestem wyjątkowy. Dostałem serię testów sprawdzających IQ. Wynik pokazał 145. Zrozumiałem dlaczego miałem wrażenie, że nikt nie potrafił mnie zrozumieć.
Jednak takie wypracowanie z "polaka" potrafiło zrujnować całe moje dotychczasowe życie. Coś kosztem czegoś. Poznałem dzięki temu moich najbliższych przyjaciół, którzy nie odwrócili się ode mnie, gdy każdy inny to zrobił :)
Na wstępie zaznaczę, nie skończyłem nawet gimnazjum. Wszyscy spisywali mnie na straty, "Tacy jak Ty kończą na państwowym garnuszku". Mieszkałem na małej wsi, zawszę wolałem sobie dorobić parę groszy, niż się uczyć. Jak miałem 12 lat, kosiłem trawnik raz na dwa tygodnie, Potem gdy nie skończyłem gimnazjum, pracowałem u rolnika za 8zł/h, myślałem że to już koniec karierki życiowej, ale po paru miesiącach trafiła mi się praca w Niemczech. Też u rolnika, przy warzywach, pracowałem często po 6dni w tygodniu po 12h...
Dzisiaj mam swój dom, rodzinę, swą firmę, która dość dobrze prosperuje, zatrudniam 8 ludzi. A miałem skończyć tak źle.
Gdy wszyscy mówią Ci złe rzeczy, olej to. Rób to co lubisz. A przyniesie Ci to pieniądze. :)
Kupiliśmy w zeszłym roku mojemu tacie jego pierwszy telefon komórkowy (starego typu Nokia).
Pierwszy sms, jaki wysłał do mojej mamy brzmiał:
"dojechałem do pracy. kocham ciepa".
Moja mama głowiła się dłuższą chwilę, kto to jest ten CIEP. :)
Jedna spacja, a kobieta już zazdrosna :D
Kojarzycie może film "Śnieżny zaprzęg"? Jest tam moment, gdy czarnoskóry mężczyzna gryzie psa w ucho, a ten później go słucha.
Postanowiłam tak zrobić z Czarusiem, kundelkiem. Ukucnęłam przed nim, ugryzłam go w ucho, a ten dziabnął mi w krocze.
Szybki był.
Kiedyś z moją lubą spacerowaliśmy czekając, kiedy moi rodzice wyjdą, żeby mieć wolną chatę. Wpadłem na genialny pomysł - zadzwonić i dowiedzieć się czy teren czysty, i między mną, a moim ojcem wywiązał się taki oto dialog:
- Halo, tato jesteście w domu?
- Nie... - Odpowiedział i rozłączył się.
Zadzwoniłem na stacjonarny.
Piszę to na anonimowych, bo nigdy przenigdy się do tego nikomu nie przyznam.
Kilka miesięcy temu dostałam od nieznajomego numeru, dosyć pikantną wiadomość. I chociaż uświadomiłam go o pomyłce przez kilka dni wymienialiśmy tego typu SMSy. Gdy się znudziłam przestałam pisać, chociaż on jeszcze przez pewien czas próbował się ze mną skontaktować.
Zapomniałam o sprawie.
Wczoraj byłam u cioci, która gościła u siebie swojego starszego brata, mojego przyszywanego wujka. Taki podstarzały, obrzydliwy kawaler z łysiną i ciążą spożywczą. Wszyscy go nie znoszą, ale jako że rodzina, to trzeba tolerować. I ponieważ nie miałam go w kontaktach poprosił, żebym zapisała numer do niego.
Tak, to był TEN numer.
Nie, nie jesteśmy razem. Fuj.
P. S. W wiadomościach podał inne imię, a ja nie mam pojęcia, czy jego pierwszy SMS to rzeczywiście była pomyłka. I nie chcę o tym myśleć.
W moim życiu przeprowadzałam się dwa razy. Pierwszy raz w wieku 5 lat, kiedy tata zmienił pracę, a drugi raz kiedy poszłam na studia, do miasta na drugim końcu Polski. Na samym początku studiów była uroczystość, podczas której wręczono nam indeksy i oficjalnie powitano nas w gronie studenckiej braci. Witał nas rektor, który w swojej przemowie mówił o tym, że studia są najlepszym okresem w życiu, że to tutaj poznamy przyjaciół i być może teraz obok siedzi przyszły mąż lub żona.
Spojrzałam na chłopaka obok, wymieniliśmy uśmiechy, trochę nieśmiałe. Każdy już się domyśla, że koniec tego wyznania będzie brzmiał "teraz jesteśmy małżeństwem"... no nie do końca ;)
Z tym chłopakiem poznałam się dopiero na III roku, bo wcześniej byliśmy w innych grupach. Jednak już od samego początku coś zaiskrzyło. W miarę kiedy poznawaliśmy się lepiej, okazywało się, że coraz więcej nas łączy. Oboje dojeżdżaliśmy na studia z drugiego końca Polski, tego samego końca, bo okazało się, że pochodzimy z miast oddalonych od siebie o 50km, a do tego on jest z miasta, w którym ja mieszkałam jako dziecko... a nawet z tego samego osiedla. Taki tam zbieg okoliczności...
Opowiedział mi jak wraz z rodzicami wprowadzili się do nowego domu, były wakacje, on nie miał się z kim bawić. Wystraszony wyszedł na podwórko i obserwował jak inne dzieci grają w piłkę. Wtedy podeszła do niego rudowłosa dziewczynka, przywitała się, zaprosiła do zabawy wraz z nimi. Powiedział też, że było mu bardzo smutno, kiedy okazało się, że następnego dnia ta dziewczynka wyprowadza się do innego miasta... ;)
Tak, jesteśmy razem od trzech lat, a znamy się od dwudziestu ;)
W tegoroczny dzień kobiet, gdy wróciłam do domu ze szkoły dostałam piękny, mały bukiecik czerwonych róż od brata. Na moje "dziękuję" odpowiedział:
- Znalazłabyś se wreszcie chłopa, nie będę dawał ci bukietów do końca życia.
Mam 16 lat.
Kochany braciszek.
Dodaj anonimowe wyznanie