#VKq64

Siedziałam w salonie i oglądałam telewizję. Nagle usłyszałam dziwne krzyki dobiegające z ogródka: "Niech pan już schodzi! Obiecuję, że nic się panu nie stanie! No jak to, boi się pan zejść!? Ahaaa, dwa miesiące temu miał pan wypadek i spadł pan z dachu... Trudno! Musi być pan dzielny! Jak się weszło, to trzeba w końcu zejść! W razie czego jestem tutaj i pana złapię...".

Kominiarz wszedł na dach, przeprowadził kontrolę komina i bał się "wrócić na ziemię". Po dobrym kwadransie się udało. Jednak moja mama to bardzo przekonująca kobieta!

#GdFuA

Parę lat temu oglądałam film. Nie przepadam za romansami, jednak ten mnie urzekł. Opowiadał o tym, jak kobieta dla artykułu chciała sprowokować mężczyznę do zakończenia związku. W jednej scenie powiedziała, że podaruje jemu kwiatuszka doniczkowego. Miał być metaforą ich związku - jak nie zadba, to znaczy, że nie pamięta o niej i nie pielęgnuje uczucia między nimi.

Parę lat temu na Walentynki przypomniałam sobie o tym. Myśl prosta - kupię kwiatka. Dla żartu. Tak długo jak mój M. będzie o niego dbał, to będziemy razem! I kupiłam, kaktusa. Mało wymagający, więc raczej "zadba".
Mój chłopak strasznie się ucieszył z tak osobistego prezentu. Nawet poszedł moimi śladami (prawie wszystko w moim pokoju ma jakieś imię) i ochrzcił kaktusa wyszukanym imieniem Gerwazy.
I tak Gerwazemu dokupił nową doniczkę, podmienił ziemię oraz podlewał go. Tak przez około 3 lata.

Później mój M. miał małe życiowe rewolucje i na czas przeprowadzek, przywiózł Gerwazego do mnie, aby nic się jemu nie stało.

I tak w mojej opiece Gerwazy ususzył się i wszystkie igły zgubił :(

#7aS4x

Sytuacja miała miejsce, kiedy byłem w podstawówce. Moim hobby była wówczas piłka nożna. Często zostawaliśmy po szkole na boisku i graliśmy do późna.

Pewnego razu przy graniu zaczął boleć mnie brzuch. Kiedy wiedziałem już, że pójście do toalety jest nieuniknione, opuściłem boisko. Sprawa jednak zaszła tak daleko, że problemem stało się niepokazanie wewnętrznego wysiłku, jaki wkładałem w powstrzymanie nadchodzącej katastrofy. Zaciskałem zwieracze z całych sił, jednocześnie starając się iść prosto i spokojnie, aby nie wzbudzić podejrzeń kumpli myślących, że idę za salę gimnastyczną, aby zrobić siku. 2/3 drogi do pokonania było niestety na widoku, więc czerwony na twarzy, pocąc się i zaciskając zęby szedłem myśląc w kółko "uda się. zdążysz do kibla!". Ostatnie metry przed zniknięciem za salą gimnastyczną pokonałem niczym Robert Korzeniowski na igrzyskach - idąc najszybciej jak się tylko da.

Wreszcie! Zniknąłem z pola widzenia. Teraz można już biec, a zostało niewiele drogi. Po paru metrach biegu nie wytrzymałem. Popuściłem. Słychać cichy pierd i czuć oszałamiający smród. Co robić? Parę metrów dalej stoi kontener na śmieci, ale na szczęście, w ostatniej chwili przed zdjęciem zafajdanych majtek, zauważam kamerę. Trzeba kontynuować akcję i biec do szkoły. Będąc już przy wejściu czuję jak wielka, ciepła masa w moich majtkach zaczyna powoli spływać po udzie - jest krytycznie. Nie dając po sobie niczego poznać, mijam ochroniarza. Znowu w trybie Korzenia lecę do kibla. Nie będę rozwodził się nad widokiem, który ukazał się moim oczom po zdjęciu spodni, ale uwierzcie, że był obrzydliwy.

Doprowadzam się do porządku, ale co zrobić z gaciami? Przecież nie założę, ani też nie zostawię, żeby nie spowodować traumy u sprzątaczki. Mam ufajdane ręce, więc nie przejmuję się tym, że jeszcze bardziej je ubrudzę wylewając większość zawartości do kibla. To była kupa z rodzaju szampańskich. Po tej operacji majtki są o pół kilo lżejsze, ale nadal przesiąknięte brązową mazią. Muszę je stąd jakoś wynieść, ale przy wyjściu jest ochroniarz. Pomyślałem, że jak będę trzymać śmierdzący pakunek w lewej ręce, to nie zobaczy, bo będzie po mojej prawej stronie.

Wychodząc z kibla stanąłem jak wryty. Moja nauczycielka polskiego gada z dyrektorką. Przechodząc na pewno zwróciłyby na mnie uwagę. W ten sposób stoję za rogiem i nasłuchuje kiedy pójdą. Trwało to dobre 10 minut. Szybko wyglądam i patrzę, czy jest czysto. Idę. Mijam spokojnym krokiem ochroniarza, nie oglądając się na nic. Po wyjściu ze szkoły poczułem ulgę. Nadal miałem pakunek w ręku, ale nic już nie mogło pójść źle. Wyrzuciłem majtki do kontenera. Grałem jeszcze chwilę dla niepoznaki, pożegnałem się i wróciłem do domu. Nikt niczego nie podejrzewał ani nie zauważył, że straciłem bezpowrotnie jedne majtki. Dobrze, że spodenki były czarne i nie było widać śladów.

#zerYq

Moim największym marzeniem jest pomoc oraz ratowanie życia ludzkiego.

Odkąd skończyłam 18 lat, chciałam oddawać krew.
Niestety zawsze moje wyniki były nieodpowiednie i byłam odrzucana. Tak przez rok.

Strasznie z tego powodu cierpiałam. W końcu mama kazała mi pójść do lekarza. Wiele badań wizyt i okazało się, że jestem bliska białaczki i nie ma mowy o oddawaniu krwi. Słowa lekarki "Nie będzie pani mogła nigdy oddać krwi, a sama będzie pani jej potrzebować", codziennie chodzą po mojej głowie i wywołują łzy w oczach.

Jedyne co mogłam zrobić to zostać pośmiertnym dawcą narządów, jak na razie trzymam to w tajemnicy przed rodziną.
Tak bardzo chcę pomagać innym, a sama potrzebuję tej pomocy.

Ale wiecie co? Uważam że warto wierzyć, że nasze marzenia kiedyś się spełnią. Ja wierzę.

#9eOqs

Zainspirowała mnie historia chłopaka, którego dziewczyna wyciągnęła z nałogu.
W wakacje na imprezach byłam częstowana narkotykami - nie, nie marihuaną, a cięższym białym proszkiem. Niestety wciągnęłam się. Bez niego nie mogłam zdać sesji, obronić się. Gdy chłopak się o tym dowiedział kazał mi zerwać z tym.

Niestety wybrałam narkotyki. Wiadomo - fajna zabawa, "dzięki nim" prawie nie ucząc się, obroniłam pracę na 5, na renomowanej uczelni. Wszystko "pięknie", ale któregoś dnia przesadziłam i wylądowałam na OIOMie. Nie, moja historia nie ma szczęśliwego zakończenia. Prawie umarłam z przedawkowania. Mój były chłopak przyszedł, posiedział ze mną, a jak już czułam się dobrze, dał mi buziaka w policzek i powiedział, że nie chce wiązać się z narkomanką (mimo, że dużo osiągnęłam w życiu, miałam dobrze płatną pracę w dobrej kancelarii).

I tu apel do was! Nigdy nie sięgajcie tego, bo zmarnujecie sobie życie - ja nie mam najlepszego chłopaka ani zdrowia, bo wybrałam łatwą drogę do kariery.

#BL1Je

Sytuacja miała miejsce w szkole. Siedzę na lekcji ze swoim chłopakiem, a że dostałam wtedy miesiączki to byłam ledwo żywa. Nagle on schyla się do plecaka, sięga po coś i mówi do mnie "masz, odpręż się", po czym podaje mi..... folię bąbelkową.

On nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.
Dodaj anonimowe wyznanie