#DN5Xc

Jesienią pracowałam przez 2 miesiące w niewielkim sklepie obuwniczym. Pewnego razu przyszła do niego pani, która szukała białych, w miarę przewiewnych butów, ponieważ wybierała się na kilka dni wkrótce do Grecji. Z racji pory roku dość trudno było znaleźć coś, co by spełniało wszystkie wymogi, bo pani (choć bardzo uprzejma) koniecznie musiała mieć białe, ale w końcu udało się dopasować biało-srebrne trampki.

Gdy pakowałam je przy kasie między mną a panią wywiązał się taki dialog:

Ja: Na pewno bardzo się pani cieszy na ten wyjazd, u nas już zimno, a tam jeszcze w miarę ciepło.
Pani (ze smutnym uśmiechem): Wie pani co, lecę tam na pogrzeb córki. Mieszkała tam przez kilka lat razem z mężem i dwójką dzieci. Miała wypadek na skuterze. Jej mąż zadecydował, że nie będziemy się smucić, bo ona by tego nie chciała. Chcemy zrobić przyjęcie na plaży z szampanem, bo lubiła dźwięk otwieranej butelki. To była bardzo radosna, wesoła dziewczyna i dlatego wszyscy mają być ubrani na biało z czarnymi opaskami na ramieniu.

Szczerze mówiąc nie pamiętam, co odpowiedziałam, bo przez dłuższą nie wiedziałam, co powiedzieć oprócz "bardzo mi przykro", ale wiem, że tę rozmowę zapamiętam do końca życia.

#wHNj4

Kiedy miałam siedem lat, trafiłam do szpitala. Rozwaliłam sobie palce i musiałam mieć je zszywane, ale nie jest to w sumie ważne dla historii. Ważniejsze jest to, że zaprzyjaźniłam się tam z wieloma dzieciakami, a z jednym chłopakiem rozmawiałam bardzo często.

Pewnego dnia wyznał mi, że kiedyś nie spał do północy, a jego pluszaki ożyły i z nimi rozmawiał.

Do domu wróciłam po dwóch tygodniach. Przez siedem dni nie spałam do drugiej w nocy i czekałam, aż moje pluszaki ożyją i ze mną porozmawiają. Dopiero po tych dniach zrozumiałam, ze skubany mnie okłamał.

Kiedyś Cię znajdę : /

#UlS9M

Pewnego jesiennego wieczoru wracałam do domu na piechotę. Z racji braku innej drogi byłam zmuszona pokonać tory kolejowe przechodząc tunelem podziemnym. Po mieście chodzą plotki, że niejeden został tam napadnięty przez lokalnych dresiarzy. Nic dziwnego więc, że chciałam mieć tą ryzykowną podróż jak najszybciej za sobą.

W momencie, kiedy byłam w połowie schodów w dół, usłyszałam czyjeś kroki. Szybki rzut okiem - cholera, dres. Głowa łysa, na uszach słuchawki, bluza miejscowego klubu piłkarskiego. Panika to nic dobrego, więc szłam dalej udając, że moje serce nadal jest w tym samym miejscu. Po przejściu paru kroków zauważyłam, że na schodach prowadzących na powierzchnię stoi kobieta. Z dwójką dzieci. I wózkiem. I rowerkiem. Ewidentnie potrzebuje pomocy. Nie zdążyłam dokończyć myśli, a dres już biegł w ich stronę. Położył coś na ziemi, w jedną rękę wziął wózek, w drugą rowerek, zniósł na dół i wniósł z drugiej strony na górę. Kobieta nie przestawała dziękować. Wychodząc z tunelu, rzuciłam okiem na rzecz zostawioną przez dresa. Była to pięknie udekorowana róża.
Jestem dumna, że jako kolejna Anonimowa mam okazję potwierdzić zasadę "Nie oceniaj dresa po dresie"!

#ZJSYd

Stałam w kolejce do kasy. Jak wiadomo obok przyciągających uwagę dzieci słodyczy, przy kasie nie zabraknie nigdy prezerwatyw.

Przede mną stał właśnie chłopiec (na oko 7 lat) z tatą. Mężczyzna kazał wybrać synkowi coś dla siebie, kiedy ten bierze do rąk paczkę Durexów (dobry wybór) i pyta:
- Tatooo, a mogę too?
Na co zakłopotany ojciec odpowiada:
- Nie synku, zostaw to.
Na co dostaje kolejną dawkę pytań:
- Ale czemu, co to jest???
Widocznie zdenerwowany, odpowiada:
- Nie wiem!!!
Na co synek na cały głos:
- ALE WIDZIAŁEM TO OSTATNIO U CIEBIE W SZAFCE!

Mały taki spostrzegawczy :D

#hb31P

Historia sprzed 5 lat.
Miałem wtedy 20 lat, byłem na studiach. Był wieczór, wracałem z imprezy około godziny 4 rano. Jeszcze mocno wstawiony, toczyłem się ulicami Warszawy. Po pewnym czasie stwierdziłem, że nie jestem wstanie dojść o własnych siłach do domu, zatrzymałem się i zamówiłem taksówkę.
Po kilku minutach podjechał samochód. Myśląc, że to taksówka podszedłem próbując wejść do - jak się okazało - radiowozu.

Skończyłem na izbie wytrzeźwień ;)

#JHx67

Historia z około 2006/2007. Tak więc siedzimy sobie z rodzinką w domu którejś niedzieli aż tu nagle telefon od wujka, że mamy wpadać na grilla. To rodzinka pakowanie, jakieś jedzenie, ciuchy i podróż około godzinna do rodziny (80-90 km). Grill się rozkręcił i zabawa trwała w najlepsze, mój wujek namawiał moją mamę na jakieś piwko z sokiem lub coś tym podobnego, lecz moją mama nie chciała bo po prostu tak.

Rodzinka mieszka lekko po za miastem i mają wspólny ogród z sąsiadami, w tym ogrodzie znajduje się wiśniowe drzewo, z ciekawie rozstawionymi gałęziami (mniej więcej w taki sposób, że jeśli się rozbujasz to można przeskakiwać na kolejne i kolejne.) Jako iż byłem bardzo ruchliwym i ciężkim do upilnowania dzieckiem to od razu po przyjeździe powiedziała mi żebym nigdzie nie wchodził, bo wiadomo zagrożenia. Mój kuzyn zaprezentował mi jak to fajnie można spożytkować to drzewo do zabawy i po wstępnym instruktarzu powiedział żebym sobie spróbował. Nie pamiętam jak to już było dokładnie, ale chyba za mocno się rozbujałem i nie zdołałem się złapać drugiej gałęzi, co spowodowało upadek na plecy, lecz nie wiem jak to zrobiłem ale spadłem na łokieć (drzewo miało z 1.60m).

Pewnie pomyślicie, że wstałem i się otrzepałem? Nic bardziej mylnego, lecz gdy wstałem, poczułem dziwny ból w tym prawym łokciu. Co się okazało? Było to złamanie otwarte i było mi widać kość na wierzchu, krew się lała jak ze świniaka (ponoć zemdlałem po 30 minutach, problem ze szpitalem był).

Ale co jest w tym najśmieszniejsze? To, że mózg 6/7 letniego chłopca nie myślał o bólu, tylko jak zobaczył swojego brata, to powiedział "Tylko nie mów MAMIE".

Jak się domyślacie powiedział, :/ Ten brat... może by mi uszło to na sucho.
Dodaj anonimowe wyznanie