#ML1sr

Powszechnie wiadomo, że psy są jednymi z największych mistrzów zjadania niecodziennych rzeczy (oczywiście zaraz po człowieku :D). Mój nie odstępował od nich na krok. Był papier kolorowy, chusteczki, błoto, nawet serpentyna (to niesamowite doświadczenie, kiedy twój pupil zaczyna biegać po dworze z zieloną wstążką wystającą z tyłka, a ty uświadamiasz sobie, że musisz ją wyjąć).
Jednak nawet to przestało mieć jakiekolwiek znaczenie po wczorajszym dniu. Mój mądry piesek zjadł mi... kaktusa. Tak. Kaktusa. Całego kaktusa z kolcami.
Po nocnych żołądkowych rewolucjach ma się dobrze :) Mam nadzieję, że jednak tego nie powtórzy.

#rpATP

Pracowałam nad morzem w restauracji. Pech chciał, że kolejnego lata pracowałam w tym samym miejscu przez krótki czas.

Przyszedł do knajpy pan z kobietą, którego pamiętałam z poprzedniego roku. Zamówili, zjedli, a że kojarzyłam typa, to chciałam nawiązać krótką pogawędkę. Na pytanie, czy smakowało, kobitka odpowiada "co w przypadku, gdyby jednak nie smakowało?". Na to ja z entuzjazmem, że widzę puste talerze i kojarzę państwa z poprzedniego roku, więc cieszę się, że do nas wrócili.

Babka patrzy na faceta, ja spojrzałam na faceta, facet patrzy już przez okno, po czym kobieta mówi, że jest tutaj pierwszy raz...

Nigdy nie chodźcie z kobietą w miejsca, w których byliście z inną! ;)

#PL0rG

Jestem pracownikiem dużej sieci sklepów, która zajmuje się sprzedażą zabawek. Jako że zbliżały się walentynki, to na półkach królowały serduszka, misie i inne rzeczy, które nadawały się bardziej lub mniej na prezent dla drugiej połówki. W niedzielę mieliśmy ogromny ruch i ciężko było nadążyć.

Ludzie młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni na ostatnią chwilę kupowali upominki. Dzisiaj około godziny 13.00 wszedł młody chłopak (około 19 lat) i ze smutną miną podszedł do kasy. Wyciągnął z torby pluszowego misia i z lekko łamiącym się głosem powiedział, że kupił go wczoraj i że chce go oddać. Bez słowa oddałem mu pieniądze.

Do końca dnia nie mogłem zapomnieć widoku tego chłopaka, jak opuszcza sklep ze łzami w oczach. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, co mógł czuć ten, ale mam nadzieję, że kiedyś znajdzie tę właściwą.

#MAXwn

Wiele lat temu mój tata miał pewien zatarg z innym facetem. Nie wiem dokładnie o co chodziło, nigdy nie wypytywałam. Wiem jedynie, że sprawa dość poważna. Żaden nie chciał odpuścić, dochodziło nawet do bójek.


Od 5 lat jestem z synem tego faceta, a wczoraj dowiedziałam się, że jestem z nim w ciąży.

#bvCFy

Zacznę od tego, że mam niepełnosprawnego brata - niemówiącego, niepiszącego, nieczytającego, o bardzo wyczulonym słuchu, o ograniczonych ruchach i mimo dwudziestu paru lat o rozumie kilkulatka. Porozumiewamy się z nim, wyrobionym swego rodzaju "szyfrem". Na ulicy ludzie zwracają na niego uwagę, bo wygląda "inaczej". Wszystko dlatego, że urodził się z niezbyt popularną chorobą, a przy życiu utrzymują go zażywane codziennie leki. Nie jest zdolny do samodzielnego funkcjonowania. Mimo że zawsze chciałam mieć starszego brata, który byłby moim dobrym kumplem NIGDY, ale to NIGDY nie zamieniłabym go na żadnego innego.

Na tyle na ile potrafi stara nam się pomóc - np. po podaniu mu talerzy zaniesie je na stół, ale z tak wielkim błyskiem w oku i uśmiechem na twarzy, że wydaje się jakby spotkało go coś najlepszego. Cieszy się z każdej, nawet najmniejszej rzeczy, potrafi tak po prostu się przytulić i podziękować za wszystko. Jest wspaniałym człowiekiem. Mimo że jest niepełnosprawny, rodzice nie chcieli ograniczać mu kontaktu z ludźmi - i tak oto od najmłodszych lat chodził do przedszkola specjalnego, później do kolejnych szkół, również specjalnych, a teraz uczęszcza na warsztaty, na których spotykają się ludzie z różnymi schorzeniami. Sami odbierając go z owych warsztatów poznaliśmy wielu wspaniałych, radosnych i otwartych ludzi. Na ile to możliwe staramy się nie izolować go od rówieśników, przyjaciół, otoczenia, a nowych gości w domu wręcz uwielbia. Ale nie o tym - po powrocie z warsztatów ma w zwyczaju - po przywitaniu każdego z domowników - iść się położyć, czy to u siebie w pokoju, czy na kanapie w pokoju dziennym i słuchając muzyki odpoczywać. Potrafi jej słuchać godzinami, uwielbia ją tak samo jak zwierzęta i naturę.

Jak już wspominałam nie potrafi mówić (ewentualnie półsłówka albo wyrazy typu 'mama', 'tata', 'tak' i o dziwo 'mgła'), więc jakież było moje zdziwienie, gdy podczas szukania odpowiedniego kanału muzycznego, mój brat zaczął na swój sposób wyśpiewywać pewne słówka z tekstu "szalonej rudej". I pomyśleć, że są ludzie, którzy mówią "on i tak nic nie rozumie" - otóż rozumie, rozumie więcej niż się wydaje. I nie piszę tego oczekując ciepłych słów, tylko po to by ukazać, że wszyscy niepełnosprawni - niezależnie od schorzenia - są wspaniałymi ludźmi, nieco inaczej spoglądającymi na otaczający świat. Nie izolujmy się od nich, bo sami wiele możemy się od nich nauczyć.

#G7q8A

Działo się to jak byłem w liceum, po sprawdzianie z WOS.
Poszedłem do drogerii, żeby kupić antyperspirant. Znalazłem na półce ten, którego szukałem, rzuciłem okiem na cenę - niecałe 10 zł (w portfelu miałem banknot 10 zł i parę zł drobnych.

Stojąc w kolejce wyjąłem już banknot i rozmyślałem o sprawdzianie z WOS'u coś w stylu - czy wszystko dobrze napisałem. Wreszcie podałem pani towar, skasowała i coś tam polecała, ale podziękowałem i podałem jej banknot. Czekając na resztę, dalej myślałem o sprawdzianie.

Nagle się połapałem, że kasjerka coś do mnie mówi, a że byłem zamyślony nie usłyszałem początku wypowiedzi, tylko ostatnie pytające słowo - grosika.
No to otworzyłem kieszonkę z drobnymi, przetrząsnąłem i odpowiedziałem:
- Niestety nie.
Wówczas pani za kasą zrobiła oczy jakby się wystraszyła, ludzie za mną zaśmiali się pod nosem.

Następnie pani już z czerwoną buźką, gwałtownie wyjęła resztę i mi ją podała. Jak wyszedłem, to rzuciłem okiem na resztę - miałem w dłoni monetę 1 zł i 1 gr. I sam byłem w takim szoku, że zacząłem się śmiać.

Babka przy kasie, nie zapytała mnie czy mam grosika, tylko pytała czy może być winna grosika. A ja popatrzyłem na drobne w portfelu i powiedziałem, że nie.

Nigdy nie zapomnę, jak szybko zmienił się wyraz twarzy tej kasjerki.
Po kilku latach dalej mnie to śmieszy ;)

#CFSvM

Kiedy chodziłam do gimnazjum, borykałam się z dość przewlekłym trądzikiem. Nie pomagały kremy, specjalne mleczka do demakijażu, a sam makijaż też nie był w stanie wiele wskórać. Wszyscy mówili, że przejdzie z wiekiem i mam się nie przejmować. Tak też starałam się myśleć i szło mi całkiem nieźle.

Pewnego dnia siedziałam z moim tatą w salonie. Przeglądałam Internet, a tata siedział obok i bacznie mi się przyglądał.
- Wiesz co, Alu? - spytał w pewnym momencie.
Niechętnie spojrzałam na niego dając mu do zrozumienia, że nie chce mi się dyskutować.
- Każdy człowiek na ziemi jest do czegoś stworzony. Każdy z nas ma jakaś misję do wypełnienia. - zaczął powoli patrząc na mnie z delikatnym uśmiechem.
Przyznam, zaciekawił mnie trochę.

- Jednak niewiele z nas zdaje sobie sprawę z naszego przeznaczenia. - kontynuował, a ja z każdą kolejną sekundą uśmiechałam się szerzej ciesząc się, że mój tata zaczął opowiadać coś ambitniejszego niż jego kiepskie żarty. - Właśnie dlatego potrzebni są nam inni ludzie, żeby uświadomić nas, co powinniśmy robić w życiu. - mówił dalej a ja czekałam, aż w końcu przejdzie do meritum.
Uśmiechnął się do mnie szeroko.

- Na przykład Ty, córeczko, jesteś świetnym przykładem osoby, która jest chodzącą gazetą codzienną dla niewidomych! - zaśmiał się i zanim zdążyłam zareagować, pochylił się i przyłożył palec wskazujący do mojego czoła.
- "Ala to ciołek." - powiedział wolno udając, że czyta alfabetem Braila po moim trądziku.

Kocham cię, tato. I wiem, że to czytasz.
Dodaj anonimowe wyznanie