Z okazji Dnia Kobiet kupiłam sobie bukiet tulipanów, postawiłam go na stole, zrobiłam sobie dobrą kawę i odpaliłam wiedźmina 3: dziki gon.
Ot, forever alone też ma swoje prawa.
Sytuacja z walentynek.
Poszedłem do supermarketu po drobne zakupy (artykuły biurowe plus piwo i coś do pochrupania do jakiegoś dobrego filmu sensacyjnego, który miałem zamiar obejrzeć wieczorem w Internecie).
Na sklepie, jak to przy takich świętach bywa, marketingowy szał. Poczułem, że robi mi się od tego niedobrze, więc czym prędzej zanurkowałem w dział z artykułami biurowymi, by choć na chwilę odciąć się od przelewającej wkoło "miłości". Zacząłem przeglądać długopisy żelowe; porównywać ceny, jakość, wielkość opakowania. I tak zdejmowałem i odkładałem te pisaki, gdy nagle za swoimi plecami usłyszałem pretensjonalny, kobiecy głos:
- Czy mógłby pan tak nie machać tymi rękami?
Odwróciłem się, żeby zobaczyć o co chodzi. Zobaczyłem przed sobą panią podchodzącą pod 50-kę i pomyślałem, że może niewiele zabrakło, a bym ją uderzył, więc chciałem przeprosić, ale nim zdążyłem otworzyć usta, nieznajoma wyjaśniła:
- Nie mogłam zobaczyć, którą godzinę pana zegarek pokazuje.
Zrobiłem wielkie oczy zszokowany jej bezpośredniością, a pani - jakby nigdy nic - wzięła mnie za rękę, sprawdziła godzinę, rzuciła chłodne "dziękuję" i się oddaliła.
Jej zachowanie pozostawię bez komentarza...
Ostatnio nową zabawą gimbusów na Facebooku "Anonimowych wyznań" jest czatowanie na godziny 10:50, 13:50, 16:50 i 19:50, kiedy to dodawane są na nim wybrane historie i liczą, że jako pierwsi napiszą komentarz pod owym wyznaniem. W tą zabawę wkręcił się również kuzyn (15 lat), który przez tą głupotę mało nie stracił życia...
Otóż wczoraj byłam w odwiedzinach u cioci i wujka, którzy mieszkają w piętrowym domu. Kuzyni pochwalili mi się nowym Xboxem i wkręciłam się z nimi do zabawy. Od 14-tej nie wychylaliśmy się sprzed telewizora, do czasu kiedy nie zaczęła dobijać sławetna godzina "16:50". Kuzyn zauważył, że została minuta i jak poparzony zaczął biec do pokoju, znajdujący się na piętrze do komputera. Niestety nie zdążył, gdyż potknął się na schodach i z nich zleciał.
Efekt? Lekkie wstrząśnienie mózgu, noga i ręka w gipsie i przestroga przed głupimi zabawami na Facebooku. Kuzyn długo nie wejdzie na Facebooka za taką jazdę. Przynajmniej ma do dyspozycji Xboxa i dodatkowe dni wolne od szkoły...
Zacznę od tego, że nie wierzę w paranormalne zjawiska, a wszystko można racjonalnie wyjaśnić.
Wynajmuję budynek gospodarczy już od roku i nic większego się nie działo, jakieś dwa tygodnie temu dowiedziałam się, że mam możliwość wyjechać za granicę, a że mieszkam sama, szkoda byłoby rezygnować ze stancji, wiec wzięłam sobie współlokatorkę (nazwijmy ja W.) żeby mi przetrzymała na te pół roku.
Pierwszą noc W. spędziła sama, ponieważ ja pojechałam do chłopaka. Rano wydzwaniała do mnie że coś ją straszyło, a to ktoś jej dmuchał do ucha jak podkładała do pieca, a to że słyszała jak ktoś jej podkłada itp. Jak mogłam zareagować? Oczywiście śmiechem, i tak było przez parę dni, więc powiedziałam że zostanę z nią jedną noc i się przekonamy. Nic się nie działo tej nocy, już nawet zaczęłam myśleć że bierze i jej się w głowie przestawia... Jakież było moje zdziwienie jak pokłóciłam się z chłopakiem i wracając na stancje W. powiedziała, że dzisiaj jej nie będzie. Pomyślałam że może to i lepiej, wypiję piwko i spokojnie pójdę spać.
Rozpaliłam w piecu, nic się nie działo, ok 21 wyszłam z pokoju żeby położyć drewna i zza drzwi wyjściowych głośne dźwięki, jakby kot ze wścieklizną rzucił się na dziecko. Moja gospodyni ma i kota i dziecko, więc wytłumaczenie jak ta lala, dołożyłam parę drewienek i wróciłam przed komputer. Siedzę i słyszę, że ktoś worek z drewnem ciągnął po podłodze, wytłumaczenie? Ruszałaś, to więc pewnie się drewno zsunęło i stąd ten dźwięk. Poszłam spać.
Rano wstaję do pracy, wchodzę do kotłowni... kawałki lustra na podłodze?! Hmm... skąd to lustro? Otwieram drzwi do łazienki, cała łazienka w rozbitym lustrze, kawałki były wszędzie, dodam że lustro wisiało na 4 kolkach które były nienaruszone... A najciekawsze jest to że musiał być jeden wielki huk, a ja nie słyszałam nic...
Wczoraj ani ja ani W. nie spałyśmy tam, umówiłyśmy się, że po mojej pracy pójdziemy tam dzisiaj we dwie.
Od razu dodam, że nie mam dużych piersi i mam z tego powodu mały kompleks, ale moja babcia, całkowicie mnie dobiła.
Byłam u babci, oglądałyśmy jej ulubiony serial gdy nagle babcia do mnie mówi:
- Tak właściwie, to po co nosisz biustonosz?
Dzięki babciu, też Cię kocham :))
Poznałam kiedyś na czacie pewnego chłopaka. Był nieustępliwy, bardzo chciał mój numer, który potem dostał. Stało się tak, że zgodziłam się z nim umówić na spotkanie. Miałam się ładnie ubrać, jednak dzień przed spotkaniem złamałam obcas i zostały mi tylko ciężkie trapery. Idealne ubranie na randkę :)
Tak więc poszłam, czekam na kawalera i nagle zajeżdża auto, ja zestresowana, bo to pierwsze takie moje spotkanie ever. Było lekko nerwowo, chłopak okazał się fajny i miły.
No, ale czas wracać do domu. To kawaler rzecze:
- Podwiozę cię, żebyś nie zmarzła (była zima).
I tak jedziemy, podjeżdżamy pod mój dom, patrzę na niego, auto jeszcze się zatrzymać nie zdołało, a ja hop siup cześć i wyskakuje w locie do domu.
Uciekłam mu z samochodu. Zdenerwował się widocznie, bo dość nerwowo nakręcił. Sama nie wiem czemu uciekłam, totalny odruch, wstyd mi było, nie powiem, że nie.
Następnego dnia napisałam mu wiadomość z przeprosinami, był trochę zły (wcale mu się nie dziwię), ale zgodził się na jeszcze jedno spotkanie u mnie w domu.
Było lepiej niż poprzednio, ale niestety miał pecha do mojej osoby, bo w drodze powrotnej dostał mandat. Po kolejnej randce zepsuł mu się samochód. Po jeszcze jednej znów dostał mandat.
Uparł się jednak, bo ani mój mało atrakcyjny ubiór, ani moja ucieczka, ani nawet mandaty i problemy z autem nie zdołały go wykurzyć z mojego życia. Dziś po 5 latach dalej trwa u mego boku. Pech skończył się po kilku miesiącach.
Dziś żartuję, że to było dla niego ostrzeżenie przed wariatem, którym jestem, ale cieszę się, że był taki uparty i nie posłuchał :)
Była to godzina 20.
Nie wiedząc dlaczego zawsze wieczorami łapię doła...
Akurat siedziałam sama w domu.
Dostałam SMS- a od mamy z pytaniem, co robię.
Szczerze odpisałam, że jakoś mi smutno. Niestety mama nie mogła być obok mnie, ale zadzwoniła.
Kiedy chciałam się przywitać, albo chociaż powiedzieć "halo"... To mama przerwała mi śpiewając: "Co się stanie, gdy oreo dam..."
Na mojej twarzy pojawił się "banan".
Mama zawsze wie co robić :)
Może wydawać się, że to wyznanie nie ma trochę sensu, ale naprawdę... Nigdy nie lekceważ mamy i jej możliwości :D
Co tu mówić. Dziewczyna, w której podkochuję, dziś się mnie spytała, czy będę świadkiem na jej ślubie...
Matka natura wolała obdarzyć mnie urodą niż inteligencją. Dzięki temu nie miałem problemów, by znaleźć się w tak zwanej elicie szkolnej. Wiecie, grupka ludzi, którzy albo są mega ładni, albo bogaci, albo jedno i drugie. I zaczęło się moje licealne życie, otaczanie się dziewczynami, chodzenie na melanże. Takie życie mi odpowiadało, nie musiałem przejmować się nauka, bo yolo, zawsze się znajdzie praca dla synka w firmie rodziców.
Mam dwoje rodzeństwa, brata i siostrę, która tak naprawdę jest moją kuzynką, ale gdy jej rodzice zmarli w wypadku samochodowym, moi przejęli nad nią opiekę, gdy ona miała niecałe 2 latka. Zawsze, gdy odbierałem ja ze szkoły (tego dnia miała akurat 8 lat) chodziliśmy do kawiarni, gdzie czekaliśmy aż przyjedzie któryś z rodziców po nas. Pewnego dnia w trakcie zamawiania zadzwonił do mnie ojciec, że on już jedzie i mamy się spieszyć, bo ma jakieś ważne spotkanie. No to rezygnujemy z zamówienia i szybko zmierzamy do wyjścia
Już siedzimy w samochodzie i zorientowałem się, że nie mam telefonu. Zaczyna się wyklinanie, ale biorę telefon taty i dzwonię, ale się ucieszyłem, jak ktoś odebrał! Już się bałem, że w naszym kraju nikt nie zwróci nowego telefonu. Odebrała sympatyczna dziewczyna, wyjaśniła, że telefon leżał przed wejściem do kawiarni, a przez blokadę na nim nie mogła nic zrobić i czekała na telefon właściciela. Umówiliśmy się na oddanie go w tej właśnie kawiarence, powiedziałem jej, że w zamian za znalezienie stawiam kawę. No idę na umówione spotkanie, patrzę, jest chyba ta dziewczyna. Coś koło mojego wieku, ale totalnie nie w moim stylu, urodą też zbytnio nie powalała. Pomyślałem, że napijemy się kawy, pół godziny i się zwijam. Z pół godziny zrobiły się trzy. A potem wymiana numerami, częste pisanie. Kolejne spotkania.
Nawet nie wiem, kiedy zdałem sobie sprawę, że się w niej zakochałem. W dziewczynie, na którą nigdy nie zwróciłbym uwagi. Jakoś tak wyszło, że zaprosiłem ją na potańcówkę, na której byli moi znajomi. Ani ona nie potrafiła się z nimi dogadać, ani oni z nią. Następnego dnia w szkole znajomi obskoczyli mnie, co to za dziewczyna była, że jaka to ona brzydka etc. Zabolało mnie w środku to jak oni o niej myśleli, ale nie potrafiłem im się przeciwstawić. Wiedziałem, że nie skończy się to dla mnie dobrze i posłuchałem ich, że nie ma sensu być z kimś takim. Zerwałem kontakt.
Skończyłem szkołę, wyjechałem na studia, zobaczyłem, że moi znajomi z liceum byli fałszywi, zacząłem coraz bardziej pluć sobie w twarz, że zerwałem kontakt z taką super dziewczyną. Z żadną dotąd poznaną nie miałem takiej więzi jak z tamtą.
Dla fejmu zjebałem szansę na miłość.
Długo zastanawiałem się, czy dodać to wyzwanie czy nie, ale w końcu się zdecydowałem.
Jestem gejem. Studiuję i pracuję. Mam chłopaka, on również pracuje, mieszkamy razem. Patrząc na nas z boku nie da się domyślić, że jesteśmy homoseksualni. Wyglądamy i zachowujemy się jak normalni faceci z tym wyjątkiem, że jesteśmy parą. No i kocham go, jak nigdy jeszcze nikogo nie kochałem.
Ale do rzeczy.
Denerwuje mnie to, jak bardzo zmieniło się postrzeganie osób nie-hetero w Polsce i żeby było śmieszniej, nie chodzi o przeciwników. Szanuję każde zdanie pod warunkiem, że nie narzucasz go innym. Był czas, w którym rzeczywiście społeczeństwo było nam bardziej przychylne i powoli wierzyliśmy, że będzie lepiej. A teraz? Ludzie obserwują nas przez pryzmat "celebrytów", którzy tak bardzo manifestują swoją odmienność, że to obrzydza nawet ich własne środowisko. Dlaczego nie mogą promować czy pokazywać tego kim są w normalny sposób, tylko musi za każdym razem dochodzić do skandalu? I nie dziwię się ludziom, że coraz gorzej nas oceniają.
A wcale tak nie jest! Ja nie robię nikomu nic złego. Jestem facetem i chcę, żeby ludzie oceniali mnie po tym jaki jestem, a nie po tym kim jestem. Brakuje mi tego, że gdyby stało się coś najbliższej mi osobie w szpitalu, nie podadzą mi żadnej informacji, czy tego, że nie mogę po prostu przespacerować się za rękę po parku nie ryzykując awantury. Nie zamierzam nigdy manifestować przy ludziach tego, jak bardzo jestem zakochany, rany, nie o to chodzi w miłości, prawda?
Ale nie wiecie nawet ile bym dał, żebym mógł chociaż powiedzieć do niego czułe słówko nie bojąc się, że ktoś podsłucha i będzie jatka.
Dlatego jako gej przepraszam za to, co widzicie drodzy użytkownicy Anonimowych w telewizji czy w internecie. 3/4 takich osób to zupełnie w porządku ludzie, tylko się nie afiszują z tym kim są. Prawdopodobnie co najmniej kilka osób w Waszym otoczeniu jest homoseksualistami, natomiast zachowują się normalnie i nigdy nie powiedzielibyście, że właśnie nimi są.
Żyj i daj żyć innym, tak to powinno wyglądać.
My nie walczymy o dodatkowe prawa, tylko o wyrównanie ich.
Dodaj anonimowe wyznanie