#eWPFG
Na początku liceum, poznałam przypadkowo Tomka. Chodził do równoległej klasy i zobaczył mnie na korytarzu, gdy wypadły mi książki. Pomógł mi, przedstawił się i jeszcze tego samego dnia napisał do mnie na fejsie. Tak zaczęła się nasza znajomość, która później przerodziła się w coś więcej.
Tomek był idealny, Dobrze wychowany, bardzo zabawny, mądry, troskliwy a do tego z pasją - kochał koszykówkę nad życie, mówił, że jest to jego dziewczyna nr 2. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, nawet w dni szkolne - razem wtuleni uczyliśmy się na sprawdziany.
Starałam się chodzić na wszystkie jego mecze i kibicować mu z całego serca.Wiedziałam, że to dla niego ważne, imponował mi tym, tak samo moim rodzicom i znajomym. Nawet nauczyciele uważali, że do siebie pasujemy i zawsze serdecznie się do nas uśmiechali.
Pewnego dnia którego prawdopodobnie nigdy nie zapomnę, zadzwoniła do mnie jego zapłakana mama. Z trudem powiedziała mi, że Tomek miał wypadek. Jest w bardzo ciężkim stanie i nie wiadomo czy przeżyje. Mój świat się zawalił..
Po tygodniach strachu i rozpaczy, stan Tomka się znacznie poprawił i w końcu się wybudził... sparaliżowany od pasa w dół.
Tomek, największy optymista zmienił się w wiecznie smutnego chłopaka. Nie mógł grać, biegać, chodzić.. Moi rodzice sugerowali mi, abym go zostawiła, ale ja kochalam zbyt mocno.. To on zaczął mnie odtrącać. Przestał mówić mi, że mnie kocha, za to ciągle się nad sobą użalał, wyżywał się na mnie, czasami w ogóle się nie odzywał. Rozumiałam go, starałam się być cierpliwa. Kosztowało mnie to moje zdrowie (anemia, bulimia) ale nie chciałam go zostawiać. Ciągle żyłam nadzieją, że Tomek pogodzi się z tym wszystkim, że pewnego dnia będzie jak dawniej..
Niestety pomyliłam się. Było coraz gorzej, nie mówił nic innego oprócz tego, że jest beznadziejny, nienawidzi świata i stracił wszystko co kochał.. Nigdy nie zapomnę tego, jak bardzo zraniły mnie te słowa, poczułam się jakbym w ogóle się dla niego nie liczyła.
Pół roku temu uświadomiłam sobie, że Tomek nie jest tą samą osobą, którą pokochałam. Że czas w końcu pomyśleć o sobie i zawalczyć o swoje zdrowie. Miałam dosyć tego, że mnie nie docenia, że traktuje mnie jak śmiecia.. Skończyłam nasz związek. Powiedział tylko, że rozumie, bo z taki kaleka jak on na nic nie zasługuje.
Wieść o tym, że się rozstaliśmy szybko doszła do wszystkich. Nikt nie zna tej historii z mojej perspektywy, nikt oprócz moich bliskich nie wie o mojej zrujnowanej psychice.. Znajomi nie chcą mnie znać, mówią, że nie spodziewali się tego po mnie. Każdy ma mnie za pustą lale, która zostawiła chłopaka tylko dlatego, że jeździ na wózku.
To nie wózek był problemem - problemem było jego użalanie się nad sobą i odtrącanie mnie i mojej pomocy.
Wózek był problemem, ale nie dla Ciebie, wózek był problemem dla niego.
Niestety ludziom nie dogodzisz nigdy , olej ich 👌
Jeśli nie byłaś w stanie dłużej tego znieść - dobrze że pomyślałaś o sobie. Jeśli zniszczysz siebie to nikomu nie pomożesz. Łatwo oceniać patrząc z boku. Ja miałam podobby problem, z tym że mój "Tomek" jest sprawny ruchowo, ma za to duże problemy psychiczne o których wie stosunkowo mało osób. Na codzien to zwykły facet - pracuje, śmieje się, zachowuje jak każdy inny. Patrząc na niego nie sposob powiedzieć, że jest psychicznie chory, a jednak... Przez lata trwałam przy nim znosząc wszystkie jego szaleństwa- dwubiegunowość, zaburzenia świadomości, agresję, próby samobójcze. A gdy dochodził do siebie słuchałam że jest psychopata i mam sobie pójść. Nie chciałam. W końcu moja psychika zaczęła powoli wysiadać. Zaczęłam się zalamywac, bałam się każdego dnia. Również wpadłam w bulimię a do tego nabawiłam sie kilku innych chorób. Nie miałam siły radzić sobie z pracą, studiami, ciężka sytuacją w domh rodzinnym i z jego ciągłym uzalaniem się nad sobą. Podobnie jak u Ciebie, nie jego choroba sprawiła że odeszłam, ale to, że fakt jego choroby zdominował wszystko. Ja nie bylam już jego ukochaną osobą tylko jakimś dodatkiem do jego nedznego, bezsensownego życia, pozbawionym własnych uczuć i problemów. Nadal go kocham ale teraz walczę o siebie: dbam o zdrowie, nadrabiam zaległości na studiach, zmieniam pracę na lepszą, planuję przyszłość. A że w oczach naszych znajomych jestem szmatą która zostawiła "Tomka" bo źle mu się ostatnio wiedzie w firmie? Trudno. Nikt mi nie pomagał w moim cierpieniu, teraz też ich nie potrzebuje. Dasz radę :*
Jak to czytalam to nie sadzilam, ze ktos ma podobny problem. Moj mezczyzna mial takze ciezki wypadek. Reanimowali go. Po czasie wszystko bylo ok. Poza reka. Ma zerwane trzy nerwy w lewej rece. Nie porusza nia. Po pol roku mial drugi wypadek (pech straszny). Po drugim musial przez 8 tygodni jezdzic na wozku. Po tych dwoch wypadkach bardzo sie zmienil. Przestal sie cieszyc zyciem jak kiedys. Zaczal popadac w nalog. Komputer. Psycholog mowi, ze jak siedzi na komputerze to zapomina o wszystkim. Czuje sie wtedy zdrowy jak kiedys i dlatego nie chce z niego wychodzic. Najgorsze ze najbardziej cierpie na tym ja. Nie chce go zostawic bo go bardzo kocham. Po drugie sam sie przyznal, ze gdyby nie ja to sam nie wie co on by zrobil gdyby nie ja. Ale jest mi ciezko. Po pracy potrafi nie miec dla mnie czasu. Musze czekac ja na niego. On nie widzi problemu. Potrafi byc chamem jak malo kto. Miewa gorsze dni i wtedy strach o cokolwiek go zapytac bo tak Ci odpowie, ze ci w piety pojdzie. Czuje sie juz tym wszystkim naprawde zmeczona. Ale go nie zostawie. Bo wiem ze beze mnie juz by sie kompletnie zalamal
Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Trzymaj się, autorko!
Ludziom nie dogodzisz nigdy. Mimo, że dajesz z siebie wszystko oni i tak będą wymagać od Ciebie więcej norma. Ja dostałam rykoszetem za swoje dobre serce pomagałam wszystkim w duperelach a sama walczyłam w tym czasie o swoje życie i nie dawałam sobie sama ze sobą rady to znajomi uznali mnie za wariatkę, która nie umie cieszyć się życiem w sumie dalej tak uważają mimo że znają już prawdę xd
Nie przejmuj sie, nie mozesz przeciez byc z kims kto tylko dlatego, ze zostal sparalizowany. Ludzie zawsze znajda temat do plotek,nigdy ich nie zadowolisz - najwazniejsze,zebys Ty byla szczesliwa.. Moze Wasze rozstanie zmotywuje Tomka? Na pewno potrzebuje pomoc psychologa.. Duzo szczescia dla Was obojga!
Masz rację - czas zająć się sobą. A jeśli chodzi o Tomka to może potrzebuje on więcej czasu na zaakceptowanie obecnej sytuacji. Może kiedyś jeszcze dostaniecie swoją szansę.
Tak prawdę mówiąc to nie rozumiem nawet winienia osób, które odchodzą po takich wypadkach... Nie wszyscy dają sobie radę w takich sytuacjach i należy to uszanować. Tym bardziej, jeśli ktoś jest młodziutki, tak, jak Ty, bo jednak związek młodych ludzi, a wieloletnie małżeństwo, to różnica.
Jak czytam anonimowych, to myślę, że świat byłby piękniejszy, gdyby ludzie nie byli tak skorzy do oceniania i potępiania innych :(
Skojarzył mi bohater z filmu "vanilla Sky";)