To było ze dwa lata temu. Byłam wtedy w liceum, wracałam z jakiejś wycieczki szkolnej i bardzo mocno wiał wiatr. Tak mocno, że oczy zaczęły mi łzawić, więc stwierdziłam, że na pewno rozmazał mi się tusz do rzęs i wyglądam jak panda, niestety nie miałam gdzie tego zweryfikować (nie było wtedy telefonów z wielkimi wyświetlaczami ani nie miałam lusterka) .
Niedaleko stał zaparkowany samochód z przyciemnianymi szybami, stwierdziłam, że świetnie mnie w nim widać. Zaczęłam dłubać sobie w oku. Stwierdziłam też, że spadają mi rajstopy i przydałoby się je poprawić. Oglądam się, czy nikt nie idzie i hyc, kieca do góry. Poprawiam, poprawiam, odwracam się, żeby jeszcze raz zobaczyć oczy, a wtem szyba w samochodzie się opuszcza i gość z bananem na twarzy pyta:
- Pomóc w czymś pani?
Zwiałam stamtąd błyskawicznie.
Czytałem te historie o Sebkach, czas na moją.
Idę z kolegą, po drugiej stornie Sebki. Podbiegli do nas. Było ich 6-7.
Skończyliśmy w szpitalu.
Było to kilka/kilkanaście lat temu. Pojechałam na wakacje do babci, byli tam też moi kuzyni, więc się nie nudziłam. Po kilku dniach ktoś wysunął propozycję zabawy - chowanego. Pierwszy szukał najstarszy kuzyn, więc wszyscy pobiegliśmy do kryjówek.
Ja ruszyłam w stronę mojej niedawno odkrytej miejscówki, która znajdowała się w najdalej od ulicy wysuniętej części ogrodu. Rosła tam wysoka trawa, kilka krzaków i drzew. Położyłam się w tejże trawie i napawając się lekkim wietrzykiem, szumem drzew i śpiewem ptaków, zamknęłam oczy. Leżałam tak, jak się zdawało, kilkanaście minut, po czym stwierdziłam, że zapewne wszyscy już znalezieni, więc wstałam i zadowolona ruszyłam w stronę podwórka.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy na miejscu zobaczyłam... radiowóz, spanikowaną babcię rozmawiającą z policjantem i zapłakanych kuzynów obok!
Okazało się, że zasnęłam w trawie i nie było mnie kilka godzin. W końcu babcia wezwała policję, a dziadek szukał mnie z psem po lesie. Nikt nie podejrzewał, że przez cały ten czas byłam w ogrodzie.
Historia miała miejsce podczas tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia. Mój chłopak mieszka w Anglii, wyjechał tam do pracy.
Mój dajmy na to Paweł często wysyła mi kwiaty na różne okazję, tak też było tym razem. Wysłał mi róże na urodziny. Zdziwiło mnie, że na kartce od pana z poczty kwiatowej pisze, że zostały nadane z Polski. Stwierdziłam, że Paweł chce zrobić mi niespodziankę i przyleciał do kraju, aby świętować ze mną urodziny.
Postanowiłam, że i ja go zaskoczę i odwiedzę mojego lubego w domu, w którym mieszka sam, gdy wraca na jakiś czas. Ale żeby efekt był lepszy, to ubrałam na siebie tylko seksowną koronkową bieliznę i pończochy, na wierzch założyłam długi płaszcz i w drogę. Ludzie na ulicy patrzyli na mnie jak na debilkę, ponieważ na mych stopach były wysokie szpilki, a pogoda sugerowała aby wziąć kozaki.
Dobra, jestem na miejscu, dzwonię dzwonkiem, drzwi się otwierają, ja rozpinam płaszcz i wychodzi mój Pawełek! Był trochę zdziwiony, ale o to chodziło. Ja wpycham go do środka mieszkania, już chcę skierować go na kanapę, gdy mój miś mówi, że chętnie by mnie przyjął, ale nie zrobi tego bratu. Tak, mój chłopak ma brata bliźniaka! Wstyd mi było za siebie, że go nie poznałam.
Zaraz wszystko mu wyjaśniłam, przeprosiłam i dowiedziałam się, że kwiaty faktycznie były wysłane przez niego, bo Pawełek zapomniał i poprosił brata, aby to zrobił, bo wiadomo, z Polski dojdą szybciej niż z Anglii. Po wszystkich wyjaśnieniach przyszły szwagier (mam nadzieję), odstawił mnie do domu i tak zakończyła się moja przygoda.
Kilka tygodni temu otrzymałam wyniki badań. Guz mózgu. Nie do wyleczenia.
Tydzień temu zrobiłam kolczyk w języku, a wczoraj tatuaż.
Dziś nie wyszłam z łóżka z bólu. Może już z niego nie wyjdę.
Róbmy to, na co mamy ochotę, dopóki możemy.
Jak byłam mała - miałam może 4 latka, mama zawsze mi wmawiała w trakcie burzy, że gdy grzmi, to wtedy krzyczy Bozia.
Pewnego razu w mamy imieniny, kiedy było mnóstwo gości (w tym także nasza sąsiadka, której nie lubiłam), ja byłam bardzo nieznośna. Biegałam, krzyczałam i nie dawałam wszystkim spokojnie porozmawiać. Tak się złożyło, że była wtedy burza. Grzmiało ostro. Sąsiadka już nieco zdenerwowana, rzekła:
- Widzisz? To Bozia na ciebie krzyczy, bo jesteś niedobra.
I co wtedy zrobiła wkurzona 4-latka?
Ku zaskoczeniu wszystkich wybiegłam na dwór i zaczęłam krzyczeć:
- BOZIA, ZAMKNIJ TĘ MORDĘ!
Jak widać to nie był dobry sposób, żeby mnie uspokoić :D
Postanowiłem ożenić się ze swoją dziewczyną.
Zaręczyny wyglądały w ten sposób, że zobaczyłem ją, kiedy stała do mnie plecami, stuknąłem ją palcem i w czasie, kiedy ona się odwracała, ja już uklęknąłem. Odwróciła się i wtedy patrzę na jej twarz. A TO NIE ONA, pomyliłem ją z moją dziewczyną z powodu płaszcza, które obie miały taki sam.
Niestety moja luba widziała to i dostałem z liścia. Musiałem zaręczyny przesunąć na przeprosinową kolację.
W Dzień Kobiet moja klasa się postarała. Stwierdzili, iż chcieli abyśmy poczuły się wyjątkowo, dlatego jako jedyna klasa nic nie dostaniemy.
Kilka lat przed ślubem odbyłam poważną rozmowę z moją babcią.
Dziadek był starszy od babci o 10 lat, to dużo, nawet bardzo dużo, ale babcia nie zastanawiała się wtedy nad tym, bo bardzo kochała dziadka. W końcu wzięli ślub, przeżyli ze sobą szczęśliwych 40 lat. Naszedł dzień, że dziadziuś zachorował i zmarł.
Nie wiem, czy to u nas rodzinne, ale ja również poznałam mężczyznę dziesięć lat starszego od siebie i długo myślałam, czy wiązanie się z nim to najlepsza decyzja, ponieważ wszyscy naokoło doradzali mi żebym sobie odpuściła. Zwłaszcza rodzice, głównie mama. Byłam w rozterce. Wiedziałam, że go kocham, ale słysząc powtarzające się słowa mojej mamy: "Zobaczysz za parę lat, to ty będziesz musiała się nim opiekować, bo on się szybko zestarzeje, a ty będziesz jeszcze bardzo młoda".
Słysząc tak przykre słowa nie mogłam poradzić sobie ze swoimi myślami i ciągle zadawałam sobie pytanie, czy to wszystko ma sens. W końcu postanowiłam zwrócić się z problemem do mojej babci, której opowiedziałam całą sytuację i w odpowiedzi usłyszałam tylko:
"Mnie nikt nie doradzał, jakiego męża mam sobie wybrać. Tego wyboru nie żałuję. Przeżyliśmy razem 40 wspaniałych lat". I na koniec dodała "Wiekiem się nie przejmuj, jak kochasz, to się nie zastanawiaj, nie trać czasu na myślenie. Twój każdy życiowy wybór jest zapisany w niebie".
Kocham moją babcię najbardziej na świecie.
Kiedyś strasznie nie chciało mi się iść do szkoły. Postanowiłem więc, że wmówię mamie ból głowy. Ale jako że nie lubiłem kłamać, musiałem coś wymyślić.
Wtedy wpadłem na genialny pomysł. Oparłem się rękoma o parapet i mocno uderzyłem w niego głową. Zadziałało. Głowa bolała, a ja nie poszedłem do szkoły. :)
Dodaj anonimowe wyznanie