#LXMPP
Był rok 2009, albo 2008.
Pojechałem nad piękną rzeczkę za takie dość grube przewalone drzewo (nurt był tam dość mocny, przez co ryby liczyły tam na łatwy łup), które jakby zawisło nad rzeką, dookoła były chaszcze, więc byłem praktycznie jak w raju. Rozłożyłem wędki i przystąpiłem do łowienia.
Po całym dniu delektowania się pogodą postanowiłem wrócić do domu. Uznałem, że dobrym pomysłem byłoby upuszczenie trochę bagażu w postaci moczu. Jak pomyślałem, tak zrobiłem, wyciągnąłem Freda i przystąpiłem do dzieła. Podczas tej czynności na Fredzie usiadł komar. NO KURNA! Usiadł mi na mojej własności, jeszcze tak prywatnej, i zaczyna na niej ucztę. Tego było za wiele, przypomniały mi się wszystkie najbrutalniejsze metody zabijania komarów, lecz jedna z nich wydała się iście szatańska... Napompowanie go krwią, aż pęknie! Ha Ha! Idealne! Ale zaraz? Jak zrobić, by do Freda napłynęła krew? Rękę się napina i buum, a tu? Wiem... Wy już też pewnie wiecie (męska część).
Nie wiem, co za szatan to wymyślił, nie wiem, kto weryfikował ten plan w moim mózgu jako dobry, ale na pewno powinno się go zwolnić. Odpaliłem sobie na telefonie film i przystąpiłem do oglądania, a zarazem rękodzieła. Oczywiście delikatnie, by nie spłoszyć szataństwa, któremu widocznie posmakowało. Fred zaczął zachowywać się jak dres na sterydach (napakowany, wyżylony). Ale co jest!? Czemu komar nie chce pęknąć? Czemu to nie działa, a on nadal siedzi po tak długim czasie!? Pytania się piętrzyły, ale nie było odpowiedzi. Kontynuowałem dzieło...
Nadszedł czas kiedy Fred był bliski kresu. Kątem oka, patrząc na telefon i na niczym niewzruszonego komara, dostrzegłem dziwny obiekt wyłaniający się zza drzewa, a sunący po wodzie. Ale tego nie dało się powstrzymać! W tym samym czasie Ferdynand wystrzelił niczym szampan w nowy rok, prosto na dziób sunącego po wodzie obiektu. Pół sekundy później skojarzyłem obiekt. KAJAK! Dalej było tylko gorzej. Zza drzewa wyłoniły się dwie pasażerki 9/10, które spostrzegły mojego przyjaciela oraz mnie. Zobaczyłem ich twarze, przerażone bardziej niż w jakichkolwiek horrorach. Ale widok nie trwał długo, bo niesione przez rwący nurt szybko zniknęły, a po chwili gdy ogarnąłem co się stało usłyszałem przeraźliwy krzyk. Zapaliła się lampka "Uciekamy!", wyrzuciłem ryby do wody, chwyciłem wędki i uciekłem. Ale do dziś nie mogę uwierzyć, że "strzeliłem" dziećmi w nowo poznane, a nawet jeszcze nie zobaczone, dziewczyny ;/.
Dla dociekliwych:
Dziewczyn nie widziałem już nigdy więcej i wolałbym nie zobaczyć.
Komar nie pękł
Jestem z Fredem razem już od 25 lat.
Purchel po ukąszeniu był nie do zniesienia.
Bo rozplaszczenie komara byłoby zbyt proste.
Podczas sikania? Bynajmniej.
No pewnie, uderz się w przyrodzie bo komar :p
Wystarczyłoby go odgonić.
"Dopiero gdy komar usiądzie ci na jajach, zdasz sobie sprawę że nie wszystko da się rozwiązać siłą"
. Kropka
Jedno z najlepszych wyznań w ostatnim czasie :D.
Zdecydowanie :D
Wreszcie coś bez Sebków i kupy :D
Taaak
Dokładnie 😉
Hahahaha gościu, jestes mistrzem! Gdybym była facetem chyba wolałabym zabić tego komara a nie czekać aż pęknie z przejedzenia i do tego trzepac w takim miejscu. Ahahahha.😂😂
Moja wyobraźnia chyba działa aż za dobrze 😨
Ja nie rozumiem jak długo komar mógł siedzieć na Twoim przyjacielu
Może to była komarzyca😂
No raczej komarzyca. Komary nie są krwi
*ssą
hahahhaaha.
Obrzydliwe, że szok :D
Ciekawy pomysł 😂
Genialna narracja!
Zajebiste wyznanie! :D Styl pisania 12/10 :)
Zgadzam się :D
Rzadko śmieję się z wyznań, ale to konkretnie mnie rozbawiło, dzięki! XD