5 lat temu, jadąc autem ulicami Krakowa, przez przypadek potrąciłem kobietę. Złamała rękę i nos. Dzisiaj mam z nią dziecko i ślub kościelny, a jej nos dalej "odstaje" od reszty.
Tego typu opowieści są fajną przeciwwagą dla innego typu. Jeden typ to ,,Traktowałem dziewczynę jak księżniczkę, a ona mnie zdradziła", a drugi to ,,Prawie dziewczynę przejechałem a ona za mnie wyszła". Coś pięknego xD
Taki nowy podryw mam rozumieć XDD
Specjalnie jej nos przetrącił, żeby nie odeszła do innego :P
Zastanawiam się jak poznam swojego męża. I mam wielką nadzieję, ze w mniej bolesny sposob.
Przez przypadek... Chyba też kogoś potrącę. Da się rowerem ?
Bogu dzięki, że kościelny ;)
Ale na ten nos to powinieneś jej załatwić operację...
Haha, jestes lepszy niż latający worek i przytrzasniete palce z niedawnego wyznania:)
Tego typu opowieści są fajną przeciwwagą dla innego typu. Jeden typ to ,,Traktowałem dziewczynę jak księżniczkę, a ona mnie zdradziła", a drugi to ,,Prawie dziewczynę przejechałem a ona za mnie wyszła". Coś pięknego xD
HAHA
No i fajnie
podryw ekstremalny....
teściową pierwszy raz to przywitałeś ciosem sztachetą pewnie ....