#bc0Z2
Pracowałam dniami i nocami, pojęcie „dzień wolny” było mi kompletnie nieznane. Byłam zmotywowana tym bardziej, że było widać efekty i byłam doceniana m.in. poprzez kolejne awanse. Kariera, kariera… Ale z rodzinką kontakt był. Martwili się, że zdrowie, że brak czasu, że tęsknimy… I on. Mój facet. Najcudowniejszy i najważniejszy, serducho moje cudne – pięcioletni bratanek Michał.
Któregoś dnia zadzwonił na Skype powiedzieć, że w weekend (był wtorek) gra pierwszy w życiu mecz i że strasznie by chciał, żebym go zobaczyła. To mówię – OK, powiemy tacie, żeby zabrał tablet i będę na Skype oglądać. „Nieee, ciocia. Tu chcę, żebyś była!”. Skubany ;)
Ale wtedy we mnie pękło, to jak mówił, że tak strasznie by chciał… Cóż. Telefon do szefa, 2 lata w domu nie byłam, chcę 2 tygodnie, koniec i kropka. Marudził, ale się zgodził. Bilety kupione, nic nikomu nie powiedziałam. I ruszyłam (co też było jednym wielkim „spontanem”, ale się udało!).
Mina Michała, jak ciocia w potarganym płaszczu i ze złamanym obcasem (nie polecam podróżowania na ostatnią chwilę) biegnie po usłyszeniu gwizdka rozpoczynającego mecz – bezcenna. Krzyk, radość, przerwanie meczu, mina rodziny – warto było!
Widziałam się ze wszystkimi, a że były wakacje, to Michał towarzyszył mi dosłownie wszędzie. Sobota, ostatni weekend przed wyjazdem, prosi, żebym poszła z nim w niedzielę do kościoła na mszę dla dzieci. Więc idziemy.
Przy ołtarzu zbierają się dzieci, jak zwykle podczas kazania ksiądz idzie do nich z mikrofonem i będzie dyskusja. Było o marzeniach, o tym, co dzieci chciałby dostać itp. Padają „misie”, „lalki”, „autka”, „komórki” i inne rzeczy. Nagle moja przylepa odrywa się ode mnie i biegnie do ołtarza. Ciekawa tego co usłyszę patrzę, jak młody przedziera się tam, ze też coś chce powiedzieć.
„Bo ja to, proszę księdza, bym chciał coś takiego, że chcę, żeby moja ciocia tu została. Nie chcę żeby wracała tam do Jorków (tak, tak, Nowy Jork :P), bo ją strasznie kocham i niech tu zostanie! Tata i babcia mówią, że za nią tęsknią, ale to ja tęsknię najbardziej! Ja oddam wszystkie zabawki, te nowe, co ciocia mi kupiła też, ale niech zostanie”.
Soczewki wypłynęły mi ze łzami, wyglądałam jak panda, nosem pociągałam do końca mszy, a małego z rąk nie wypuszczałam :)
Wrócić do Jorka musiałam. Ale to było moje ostatnie pół roku, zrozumiałam, że karierę robić mogę też tutaj, a chwile z rodziną, a zwłaszcza z moim serduchem – są bezcenne!
A mój brat się cieszy, że chociaż jednemu facetowi w życiu udało się ukraść moje serce :)
Bo rodzina jest najważniejsza! ;)
Musisz być wspaniałą osobą, dzieci wyczuwają to najlepiej ;)
kilka wyznan w gore bylo ze dziewczyna uwazala porywaczke za dobra osobe wiec taki paradoks troche
Moja już była (niestety) dziewczyna szła na wesele z jakimś tam kolegą. Był akurat u niej bratanek i siostrzenica, początki podstawówki. Gdy się dowiedziały, że ona nie idzie ze mną, to nie chciały go wpuścić do pokoju i mówiły, że nikt inny, tylko ja, że mamy nawet ślub brać! :D A wiem to stąd, bo rozmawiałem z siostrą mojej ex. Ale trzeba żyć dalej, wiara czyni cuda, a nadzieja umiera ostatnia! :)
@anonimowyanonim2 zawalcz o nią! Jak mówiły tak dzieciaki znaczy że byliście wspaniałą parą! Może warto jeszcze spróbować?; ))
Masz świetny styl pisania 😉
Piękne!
Bo dzieci dają kopa do podejmowania decyzji :D
Kochany dzieciak <3
To jest moje ulubione wyznanie na tej stronie! Nie wiem, jakoś poczułam się zmotywowana po przeczytaniu :D Gratuluję świetnego bratanka i takiego usposobienia, bo faktycznie musisz być mega pozytywną osobą :)
teraz sama wyglądam jak panda xd
I to jest fajne wyznanie :) Gratuluję odwagi i przede wszystkim dobrych priorytetów :)
jakie kochane <3
Oooo piękne <3