#IkjpW

Mieszkam w piętrowym domu na górze, niestety łazienka jest tylko na dole. Mam małe dziecko korzystające z nocnika. Czasem kiedy chce mi się siku, to nie idę na dół, tylko sikam do nocnika, a zawartość wylewam do zlewu. Kiedy nie miałam dziecka, robiłam tak z miskami, które później oczywiście myłam.

#XkW6O

Kiedy byłam dzieckiem, mniej więcej przełom podstawówki i gimnazjum, byłam strasznie samotna. W domu dużo alkoholu, co wiązało się z odrzuceniem przez rówieśników, wyzwiskami. W tym okresie starsza siostra wyjechała na drugi koniec Polski, by studiować. Musiała się również sama utrzymywać, w związku z czym dużo pracowała i rzadko mnie odwiedzała.
Właśnie wtedy wymyśliłam sobie przyjaciela. Miał na imię Iggy, był nieco starszy niż ja. Wysoki, szczupły chłopak o mlecznobiałych włosach sięgających do ramion. Był zawsze, gdy się bałam, gdy było mi źle, gdy miewałam myśli samobójcze. Stał zawsze obok, kiedy podcinałam się żyletkami i prosił, bym przestała.

Dorosłam, stanęłam na nogi, wyniosłam się z toksycznego domu. Iggy coraz rzadziej mnie odwiedzał. Już nie stał przy łóżku, gdy zasypiałam, już nie gościł w moich snach.
Mam ponad 20 lat, a ciągle zastanawiam się jak bardzo musi być zdesperowany człowiek, by jego mózg wyimaginował "człowieka", który jest jednocześnie najlepszym przyjacielem, obrońcą, wsparciem i terapeutą w jednym. Choć minęło już tyle czasu, nadal tęsknię za kimś, kogo nigdy nie było...

#VfN81

Mieszkam od urodzenia na osiedlu, gdzie jest 8 chłopaków i ja - jedyna dziewczyna.
Obecnie wszyscy są w przedziale wiekowym 20-31 lat.
Skoro razem się wychowywaliśmy to chyba jest zrozumiałe, iż do tej pory spotykamy się prawie co weekend - czasem przy alkoholu, a czasem zwyczajnie przy pizzy.

Dziś, gdy powiedziałam w domu, że w najbliższy weekend jadę do mojego byłego chłopaka na imprezę z okazji "okrągłych urodzin" - mieszka w innym mieście (dodam, że moi rodzice nigdy za nim nie przepadali), dowiedziałam się, że mama uważa mnie za dziw*ę, bo najpierw latam do sąsiadów, a później "wskakuje do łóżka" mojemu ex.

Dobrze wiedzieć, że mam wsparcie u rodzicieli.

#ilFii

Kolega w przedszkolu, z którym tańczyłam na ważnym święcie miał krostki na rękach i twarzy. Kiedy zapytałam co to takiego odpowiedział, że wpadł w pokrzywy.
No cóż, po dwóch tygodniach też wpadłam, szkoda tylko, że "pokrzywy'' to tak naprawdę była ospa i pół przedszkola się rozchorowało.

#PRa3y

Kiedyś powiedziałam rodzicom, że nie chcę robić jak co rok wielkiej rodzinnej imprezy na moje urodziny, tylko chcę zrobić imprezę w knajpie i zaprosić parę osób. Ojciec powiedział "rób sobie co chcesz, rodzinna impreza i tak będzie". Zrozumiałam, że on mi nie pozwala zrobić niczego innego niż ta rodzinna impreza. Po paru rozmowach okazało się jednak, że ojciec miał na myśli coś innego, więc ja zrobiłam sobie imprezę w knajpie ze znajomymi, a cała moja rodzina zrobiła sobie imprezę rodzinną z okazji moich urodzin bez mojego udziału.

Właśnie to się nazywa dorastanie, kiedy uświadamiasz sobie, że nawet twoje urodziny były tylko pretekstem, żeby paru wujków mogło się po prostu napić, a parę ciotek poplotkować.

#NHIXv

Byłam u lekarza, bo mam jakieś znamię na piersi. Rozebrałam się i położyłam na leżance. Lekarz założył rękawiczki, zbliżył się i wtedy do gabinetu wleciał szerszeń! Ja w pisk, lekarz w krzyk, odruchowo złapał się tego, co miał pod ręką, czyli moich piersi, ja machnęłam rękami i złapałam go za głowę, przyciskając ją do siebie. Pielęgniarka na korytarzu usłyszała ten krzyk i otworzyła drzwi, a tam czekający na mnie chłopak i moja mama, która akurat przypadkiem też była w przychodni. Pisk, krzyk, szerszeń, lekarz trzyma mnie za cycki, ja przyciskam do nich jego głowę, mama, chłopak, pielęgniarka, przypadkowe panie z kolejki... Wszyscy mieli szczęki na podłodze, tylko lekarz na moich cyckach.

#C0BtR

Zawsze chciałem mieć dom i rodzinę, jednak do tej pory pomimo pięciu związków z różnymi kobietami nie udało się założyć rodziny.
Jak miałem 17 lat, miałem pierwszy poważny związek, a przynajmniej dla mnie był poważny, bo jak się potem okazało, moja wybranka chciała tylko misia, drugi związek rozpadł się po miesiącu, jak dotarło do mnie, że moja kolejna dziewczyna woli ćpać niż podjąć leczenie, iść na odwyk i zmienić coś w swoim życiu.
Z kolejną wybranką spędziłem ponad rok i nawet zamieszkaliśmy razem z jej rodziną. Jednak po dłuższym poznaniu oboje uznaliśmy, że to nie to, a zerwała ze mną, bo pojechałem na zajęcia zamiast z nią na jej urodziny do klubu, a wiedziała, że kiepsko się czuję w takich miejscach.
Kolejna była ode mnie sporo starsza, prawie o 10 lat, ale nie przeszkadzało mi to, sądziłem, że przy niej będę szczęśliwy i coś poważnego z tego będzie, kiedy jednak dowiedziała się, że nie mogę się przeprowadzić, zostawiła mnie ze względu na swojego syna. Jestem w stanie ją zrozumieć, mogła jednak pomyśleć wcześniej o tym, że mieszkamy od siebie jakieś 400 km i jedno z nas będzie musiało się przeprowadzić i powinniśmy to uzgodnić zanim dowiedziałem się, że ma syna, który będzie odgrywał ważniejszą rolę w jej życiu (co oczywiście jest to dla mnie całkowicie normalne i zrozumiałe). Kilka miesięcy po rozstaniu z nią spróbowałem swingowania i w sumie bardzo mi się spodobało (zresztą któremu facetowi by się nie spodobało?), cały czas jednak chciałem poznać kogoś, z kim będę mógł spędzić resztę życia. Próbowałem chyba wszystkiego, aplikacje, strony randkowe i randki na fb, wszystko lipa. W końcu na jednym ze spotkań poznałem już chyba moją byłą, bo w sumie nie wiem, czy dalej jesteśmy razem czy nie, wątpię, że coś z tego będzie, ale wciąż mam nadzieję.
Nie wiem, czy mam takiego pecha czy zwyczajnie przyciągam dziewczyny, które są niedojrzałe i nie wiedzą czego chcą, czy to ze mną jest coś nie tak.
Obecnie jestem w miarę zabezpieczony w kwestii mieszkania i proponowałem mojej dziewczynie, żeby się przeprowadziła do mnie, skoro ona nie ma gdzie mieszkać, a do tego będzie bliżej swoich synów, nie wiem dlaczego ona nie chce się przeprowadzić niby to z powodu depresji bo nic jej się nie chce a musi pozbierać swoje dokumenty, zaproponowałem że przyjadę to ucina temat. Najgorsze jest to, że od prawie dwóch tygodni mało co się do mnie odzywa i jedyny kontakt odbywa się przez naszą wspólną znajomą, która też była na spotkaniu. Nie wiem co robić, bo moja propozycja pomocy w leczeniu, wspólnym mieszkaniu i walki o jej dzieci została skwitowana krótkim „eh”. No serio, tylko tyle? Tak jakby jej nie zależało, a ja najwyraźniej jestem największym naiwniakiem, bo wciąż mam nadzieję.

#lPVAB

Jestem studentem studiów zaocznych, rok temu zacząłem studia mgr. Wsiadam w pociąg w swojej miejscowości, a jako że sporo ludzi jechało tym pociągiem, dosiadłem się do pewnej dziewczyny.

Początek podróży minął bardzo cicho. Dopiero mniej więcej w połowie drogi do miasta akademickiego spadł jej telefon na podłogę. Po tym, jak go podniosłem, zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że też jedzie na zjazd, ba! Studiujemy na tej samej uczelni. Jak się później okazało, byliśmy w tej samej grupie i... mieszkaliśmy w tym samym mieście. Sprzyjało to częstym spotkaniom. A teraz... jesteśmy w sobie zakochani i nie potrafimy bez siebie żyć. Tak oto PKP łączy ludzi.
Dodaj anonimowe wyznanie