#wtC3L

Jestem kobietą raczej drobną. Pracuję w sklepie spożywczo - monopolowym, a jak monopolowy to piwerka u nas nie brakuje. Mimo moich 169cm i jakiś 48kg posiadam niemały power w rękach, mało tego przeniesienie większego ciężaru (głownie transporterów z piwem) nie stanowi dla mnie raczej problemu - co będzie istotne w tej historii.

Wyżej wymieniony sklep raczej do gigantycznych supermarketów nie należy, raczej to coś pokroju sklepiku osiedlowego jednak zaplecze z magazynem jest dość spore ze względu na ilości w.w. transporterów pełnych czy też pustych.

Pewnego piątkowego wieczoru siedzę więc sobie i czekam na cud jakim miał być koniec mojej zmiany, kiedy podjeżdża samochód. Patrzę - wielkie czarne BMW przed sklepem (naczytałam się za dużo anonimowych, żeby przez myśl mi nie przeszło, że pewnie jakieś Sebki), jednak wysiadły z niego dwie blondynki. Na moje oko ciut starsze, no i na pewno większe (tu i tam trochę więcej ciałka). Weszły owe maniurki (jedna z pieskiem pod pachą) z długaśnymi tipsiorami, rzęsami jak wachlarze i w obcasach do nieba i wywiązuje się między nimi taki dialog:

X: Jakie to on chciał to piwo?
Y: Ja nie wiem, to twój oganiacz.
X: Kur*a, dzięki za pomoc - po czym zwróciła się do mnie - Poproszę cały transporter piwa.

No to ja hyc na zaplecze i wspinam się niczym alpinista, żeby ściągnąć to cholerstwo ważące jakieś 18kg z samej góry po chwili słyszę:

Y: No i co ona się tak guzdra?! Ileż można czekać?!

Udało się, ściągnęłam, idę zadowolona z tym i kładę to dziadostwo przy drzwiach. Dziewuszki zapłaciły, po czym znowu zwracają się do mnie:

X: A do auta nam już nie łaska zanieść?
Ja: Niestety nie należy to do moich obowiązków.

X prawie zapowietrzona ze złości, jednak schyliła się i podnosi, po czym słyszę cichy komentarz do Y: - Jak ona to niosła, to wydawało się, że nic nie waży, kur*a jakie to ciężkie...

Niestety nie usłyszałam ani dziękuję ani do widzenia.

Ot, takie maniurkowe wyznanie.

#4Vscd

Kiedy chodziłam do gimnazjum, byłam chuda i miałam paskudny zwyczaj obgryzania paznokci. Mimo to, jakimś cudem udało mi się zainteresować swoją osobą pewnego chłopaka, był moją pierwszą miłością. Zawsze prawił mi komplementy, wychwalał pod niebiosa moje włosy, figurę, praktycznie wszystko. Zawsze powtarzał jednak, że nie lubi 10 centymetrów mojego ciała - paznokci.

Kiedyś babcia spytała, czy interesują się mną jacyś chłopcy. Odpowiedziałam, że jest taki jeden, bardzo mu się podobam, tylko 10 centymetrów mojego ciała nie lubi. Babcia zmierzyła mnie wzrokiem i spytała:
- Chodzi mu o cycki, tak?

#k7Jjz

Kolega kiedyś mi opowiadał, że jego tata - w celu sprawdzenia psa jak zareaguje na jakiś wypadek człowieka - położył się na ziemi i nie ruszał się. Pies przybiegł, zaczął szczekać i głową zaczął uciskać klatkę piersiową (serio).

Stwierdziłam, że też spróbuję, bo jednak człowiek ciekawy. Wróciłam ze szkoły i aktorsko omdlałam, zamknęłam oczy, przewracając się na ziemię. W pewnym momencie słyszę skomlenie i skrobanie do drzwi, myślę "oho, pewnie próbuje jakoś zawołać mamę".

Leżę tak sobie dobre 3 minuty i nie wytrzymałam, otwieram oczy i widzę psa srającego nad moją głową. No cóż, skomlenie było chyba próbą zawiadomienia mnie, że chce mu się na dwór, a jeżeli naprawdę by mi się coś stało, to może zapach mnie ocuci.

#dkDnz

Mam 16 lat. W moim domu było dość surowe wychowanie. Zanim skończyła się jedna kara, zaczynała kolejna. Siniaki na ciele. No wiecie. Jednak nikt niczego nie widział.
 
Uczyłam się dość dobrze, średnia powyżej 5.0, zachowanie wzorowe. Mówiąc w skrócie - nauczyciele nie narzekali. Zaczęłam pracować w wakacje, gdy miałam 12 lat. Ale jak wiadomo, nie są to duże pieniądze. Teraz też pracuję, choć nie ma jeszcze końca roku szkolnego. I wcale nie wydaję tego na kosmetyki czy ubrania, ale odkładam na internat, żeby się wyrwać. A wiecie co powiedzieli moi rodzice? "I tak ci się nie uda. Pieniędzy na internat nie dostaniesz, no chyba że zaczniesz się sprzedawać, bo do niczego innego i tak się nie nadajesz. Pójdziesz do zawodówki. Koniec tematu''.

 No to jeszcze zobaczymy... ;)

#6yIfG

Wiecie jak to jest kogoś stracić? Pewnie wielu z was straciło kogoś bliskiego... A czy wiecie jak to jest, gdy ktoś kogo kochacie jest obok was, możecie go przytulić, możecie mu powiedzieć, że go kochacie, a jednak czujecie się jakbyście go stracili i czekacie żeby wrócił?

Kilka lat temu mój kochany młodszy braciszek postanowił nas zostawić, mnie, rodziców, przyjaciół, wszystkich i po prostu umrzeć, odebrać sobie życie... W ostatniej chwili zdążyliśmy pokrzyżować mu plany. "Zdążyliśmy"... Nie wiem, czy to dobre słowo. "Uratowaliśmy mu życie"... Nie wiem, czy można to nazwać uratowanym życiem...

Nie zdążyliśmy... Doszło do niedotlenienia mózgu, dziś nie chodzi, nie mówi, nie je, czasem się śmieje, czasem płacze, ale wiem, że wszystko rozumie, wszystko wie... Codziennie go widzę, codziennie go przytulam, mówię do niego, a mimo to cholernie za nim tęsknię, za jego głosem, uśmiechem, rozmowami z nim, za prostymi rzeczami jak wspólne oglądanie serialu, nawet za kłótniami... Chciałabym, żeby wrócił, żeby wszystko było jak dawniej... Żałuję, że nie przyszłam kilka sekund wcześniej, może wtedy wszystko wyglądałoby inaczej, a z drugiej strony jestem ogromnie wdzięczna Bogu za to, że codziennie mogę chociaż usiąść obok niego i potrzymać go za rękę, bo zdaję sobie sprawę z tego, że nawet tego mogłam nie mieć...

Wierzę, że jeszcze wszystko się ułoży i że kiedyś napiszę tutaj historię o tym, jak mój brat wyszedł ze śpiączki, albo on sam o tym napisze, trzymajcie za niego kciuki.

#BUT7a

Ostatnio tyle się mówi o aborcji. Więc opiszę historię dziewczyny, której dotyczy to osobiście. A właściwie będzie to historia o mnie, czas wydarzeń: 8 lat wstecz.

Miałam wtedy 13 lat. Poznałam 3 lata starszego od siebie chłopaka. Ja wpadłam mu w oko od pierwszej chwili. On mi niekoniecznie. Starał się bardzo - kwiaty, listy i wiersze niemal codziennie. Za każdym razem odmawiałam i tłumaczyłam - Jestem na to wszystko za młoda, szukam tylko przyjaźni. Na związki mam jeszcze czas. Ale mogłam sobie mówić, a on swoje. Odmawiałam za każdym razem, zaczęłam unikać. Ale wtrącił się moje przyjaciółki. Prosiły, żebym dała mu szansę, bo on przecież tak bardzo się stara. Po wielokrotnych namowach dałam się przekonać, choć zrobiłam to z niechęcią. I to był mój największy błąd.

Powoli i sprytnie odsunął mnie od znajomych, później zaczął bić, a na koniec gwałcić. Robił to tak często, że z biegiem czasu przestałam się bronić. Po prostu płakałam. Za każdym razem, gdy chciałam odejść prześladował mnie i moją 10-letnią siostrę. Groził, że ją zabije. Chorej matce bałam się powiedzieć. Myślałam, że to ją wykończy. W końcu pojawił się ktoś, z kim mogłam porozmawiać i się zwierzyć - nauczyciel katecheta. Przykładny mąż i ojciec. Był dla mnie jak najlepszy przyjaciel, spotykaliśmy się nawet po lekcjach. To on pomógł mi, odbyła się sprawa w sądzie. A później... na dyskotece szkolnej źle się poczułam. Zaproponował, że mnie odwiezie do domu. Pojechał do lasu i mnie zgwałcił. Brutalnie. Powiedział, że nikt mi nie uwierzy. On jest nauczycielem, a ja gówniarą, która dopiero co sądziła się o gwałt.
O tym, że jestem w ciąży, dowiedziałam się w 12 tygodniu. Nie zwróciłam uwagi na brak miesiączki. Byłam w okropnym stanie psychicznym. Rodzicom powiedziałam, że po prostu wpadłam z chłopakiem, który się mną interesował w tamtym czasie. Akurat wyjechał do Sydney z rodzicami, na stałe. Ojciec dał mi wybór: jeśli będę chciała urodzić: pomoże mi. Jeśli nie, to wyjeżdżamy. I tak zabrał mnie za granicę na aborcję. Usunęłam ciążę w 16 tygodniu. Chwilę przed zabiegiem poczułam pierwsze już ruchy dziecka. To było obrzydliwe.

Po latach wiem czym jest poród. W drugiej ciąży miałam zatrucie ciążowe, rozstępy od łona aż po piersi. Rodziłam trzy dni w ogromnych bólach. Ale nie żałuję tego, bo moje dziecko było chciane. To jest dziecko mojego męża. Kocham swoją córkę najbardziej na świecie i dlatego byłam w stanie znieść ból i oszpecenie. Ale dlaczego jakiś polityk miałby mi kazać to znosić tylko dlatego, że ktoś mnie zgwałcił?! Pierwsza ciąża nie była żadnym cudem, tylko pasożytem. Była najgorszym, co mogło mnie spotkać. I nie życzę tego żadnej kobiecie. Taka ciąża i poród to dla nas kara za gwałt. Gdybym wtedy musiała rodzić, patrzeć na to dziecko za każdym razem... Zabiłabym się.

#KfxOI

To moja pierwsza historia w tym serwisie, ale chcę się nią podzielić, choć nie wiem, czy to do końca dobre miejsce na anonimowe wyznanie, bo o tym warto przecież mówić głośno.

Dziś dowiedziałem się, że mam najwspanialszą mamę na świecie. Od kilku miesięcy zauważyłem, że borykam się z pewnymi problemami orientacyjnymi. Nie wiedziałem kim jestem, ciągle zadawałem sobie to pytanie. Dobrze czułem się w towarzystwie kolegów, widziałem w nich pociągających i przystojnych ludzi, ale nie gardziłem też pięknem kobiecego ciała. Jestem jedynakiem, więc myślałem, że moja mama oszaleje kiedy dowie się, że mam mieszane uczucia, ale nie umiejąc sobie z tym poradzić postanowiłem, że muszę się do tego przyznać. Oto więc jak wyglądała rozmowa z moją mamą, która wiedziała, że coś leży mi na sercu:

[Ja]
[M] - Mama.

[Ja] Mamo, muszę ci się do czegoś przyznać.
[M] Chcesz mi wreszcie powiedzieć co cię tak gryzie?
[Ja] Tak, mam pewien problem, z którym nie potrafię sobie sam poradzić, bo chyba nie ma wyjścia z tej sytuacji.
[M] Synku, dobrze wiesz, że każdy problem można rozwiązać. Jak nie metodycznie, to siłą.
[Ja] Nie jestem pewien swojej orientacji. Boję się, że jestem gejem.

Mama właśnie wtedy mocno mnie przytuliła i powiedziała coś, czego nigdy w życiu nie zapomnę:
[M] Widzisz, kochanie, bo miłość to takie głupie uczucie, którego nie da się w żaden sposób zdefiniować. Jeśli nie jesteś pewien swojej orientacji, to nie szukaj odpowiedzi na siłę. Dowiesz się o tym, kiedy spotkasz tą swoją jedną, jedyną i prawdziwą miłość. Nie bój się jej, niezależnie od tego jak trudna będzie.
[Ja] A jeśli się okaże, że jestem gejem to dalej będziesz mnie kochać?
[M] Oczywiście. Będę kochać ciebie i tego, którego ty pokochasz, nawet jeśli będzie krokodylem.
[Ja] I wiesz, że nie będziesz miała wnuków?
[M] Kupicie sobie pieska i będziecie mi go przyprowadzać. Zwierzaki też potrzebują opieki.

Tak, moja mama jest najwspanialsza. Dziś już wiem, że jednak nie jestem gejem. Mam kobietę i planujemy wspólne życie. Znalazłem swoją wielką miłość a mama moje dylematy zostawiła dla siebie. Bardzo ją szanuję, tak jak ona szanuje wszystkich ludzi na tym świecie.

#k5cM9

Mając jakieś 7 lat zostałam w domu tylko pod opieką taty, on nie zaganiał mnie do łóżka o 21 jak mama, pozwalał się bawić, aż sama padnę.

Tak więc siedzę z tatą w pokoju, on ogląda jakiś film, ja bawię się lalkami. Podczas przerwy na reklamy tata poszedł do kuchni zrobić jakąś bardzo późną kolacje (było około 23), a ja stwierdziłam, że poszukam bajek w tv. Skaczę radośnie po kanałach, aż natrafiłam na film, którego za nic nie mogłam zrozumieć, więc obserwowałam. Tata wrócił do pokoju i zastał swoją 7-letnią córeczkę oglądającą gołą parę ludzi, gdzie kobieta robi loda swojemu partnerowi. Telewizor momentalnie został wyłączony, tata powiedział, że to był film dla dorosłych. Więcej pytań nie zadawałam, bo i po co? Przecież już wszystko wiedziałam!

Następnego dnia, jak moja mama wróciła razem z dziadkami do domu, podbiegłam do niej z pytaniem "Mamo, a czy ty też myjesz tacie siusiaka ustami?".
Do dziś mi głupio jak myślę, że o coś takiego spytałam własną mamę, na szczęście nikt o tym nie wspomina. To chyba nie tylko dla mnie żenująca sytuacja.

#beZhA

Gdy miałam 16 lat, moi rodzice i trójka rodzeństwa mieli wypadek. Nikt nie przeżył. Została mi tylko ośmioletnia siostra. Byłam załamana. Zostałyśmy same. Dziadkowie wzięli nas pod opiekę lecz oni nie wychodzili z pokoju, bo wszystko przypominało im o nich. Przez dwa miesiące siedziałam załamana, siostra budziła się w nocy i wołała mamę.

Nie wiedziałam co mam robić. I w końcu postanowiłam się ogarnąć i pokazać mojej siostrze, że bez względu na to co się stało nie możemy tak się załamywać przez całe życie. Jak na ośmioletnią dziewczynkę wiele rozumiała, wiedziała, że oni już nie wrócą. Teraz mam 19 lat i jestem prawnym opiekunem mojej siostry.

Mimo tego, że nikt nas nie wspierał dałyśmy sobie rade, po stracie tak wielu osób jednego dnia. Pamiętajcie, że nie ważne co się stanie, nie można się załamywać tylko żyć dalej, bo śmierć bliskich osób nie oznacza końca waszego życia.
Dodaj anonimowe wyznanie