#x00j6

Jakiś czas temu pracowałam w pewnym dużym markecie, nie będę przytaczać nazwy. Zatrudniał mnie pośrednik, jednak musiałam wykonywać polecenia wydawane przez kierowników hipermarketu. Jednym z nich była dość dziwna, śmierdząca (tak, nie używała dezodorantu i waliła na odległość dobrych trzech metrów) kobieta, myśląca wyłącznie o zysku dla firmy, a nie o klientach.

Ja pracowałam wówczas między innymi na stoisku wagowym, obejmującym słodycze oraz bakalie. Od tamtej pory wolę wydać więcej i kupić coś paczkowanego niż na wagę... Ale do rzeczy:

1. Długie żelki z dosyć drogiej firmy (ok 30-35 zł/kg) spadły chłopakom na podłogę podczas transportu. Zważyłam je i zaniosłam na straty. Kierowniczka X po wysłuchaniu dlaczego żelki znalazły się na półce ze stratami, kazała je wrzucić z powrotem do "kuwet". FUJ.

2. W każdej "kuwecie" ze słodyczami wycięta była kartka z terminem przydatności do spożycia. Powiedziałam X, że bananki w czekoladzie (takie pianki) mają termin do końca miesiąca i zaczynają się pokrywać białym nalotem. Powiedziała "to zamówię jeden karton, żeby była dobra data. Zostaw je w kuwetach".

3. Podróby "delicji" miały termin do końca marca... W czerwcu X kazała mi je zapakować do małych, plastikowych pudełeczek, zważyć i dać na... wyprzedaż. Do dziś serce mi się kraje, gdy przypomnę sobie starszego pana, który wrócił do mnie z pretensjami "że te ciastka są tak twarde, że nawet gołębi nie mógł nimi nakarmić". Przepraszam pana...

4. Przyszedł przedstawiciel firmy XYZ i powiedział "nie produkujemy tych truskawkowych cukierków już od dawna. Muszą być przynajmniej pół roku po terminie". Zważyłam je i zaniosłam na straty. Jak tylko wyszedł, X kazała mi je z powrotem wrzucić do kuwet...

5. W kuwecie z ciastkami zalęgły się muszki owocówki. Prosiłam, aby X załatwiła jakiś środek odkażający, abym mogła je umyć... rezultat? Kuweta umyta zwykłą wodą, a ciastka, na których siedziały te muszki (i pewnie składały jajka) wróciły do kuwety...

Nie będę liczyć, ile przeterminowanych produktów tam było... I to po trzy miesiące, po pół roku... Czasem jak przychodził ktoś starszy lub ktoś z dzieckiem, mówiłam nieśmiało np. "tych wafelków nie polecam...". Niektórzy rozumieli i dziękowali mi za uprzedzenie ich, ale tym, którzy się oburzali, że "przecież mają prawo je kupić!" no niestety ważyłam i sprzedawałam...
Tak, źle mi z tym, choć nie uważam, że to moja wina.
Nie, nie mogłam tego nikomu zgłosić. Gdybym powiedziała dyrektorowi, X zadbałaby, aby mnie wyrzucono z pracy.
Tak, X dalej pracuje i dalej śmierdzi, ale ja pracuję już gdzie indziej i mogłam się podzielić z Wami tą historią.
I tak pewnie mnie zhejtujecie za "brak reakcji", ale cóż. Ot, anonimowe wyznanie.
tamtaramtam Odpowiedz

Ja bym anonimowo sanepid nasłała na ten sklep, podkreślając gdzie jest problem. Kto by wiedział, że to Ty? A przynajmniej miałabym czyste sumienie, że coś zrobiłam w tej sprawie.

tamtaramtam

Jak pracowalam w takim dużym sklepie za granicą to sanepid informował, że będzie... 15 min przed przyjazdem :D wtedy już nic się nie dało zrobić i menadżerowie obrywali :) a po anonimach wogóle nie uprzedzali.. Nie wiem jak w Polsce..

Serwatka31

Jeżdzę od kilku lat na obozy harcerskie. Przynajmniej tam, terminy wizyt sanepidu w żadnym wypadku nie mogą być zapowiedziane.

Raz bardzo mocno oberwało się jakiejś drużynie bo ktoś zrobił komuś głupi kawał typu porozrzucanie rzeczy i akurat tego dnia trafił się sanwpid i widząc to przywalił sporą karę.

tamtaramtam

Autorko dawaj nazwe sklepu i nazwisko Pani X :D Anonimowi zadzwonią anonimowo :D :D

SpacMiSieChce

Zdaje się że tam gdzie karmią dzieci (typu obóz) oraz szpitale nie mają "zapowiedzianej" wizyty. Reszta wygląda to tak ze jest telefon "przyjdę na kawę do waszej kawiarni" i pracownicy wiedzą ze kontrola będzie.

xwieszakx

Kontrole nie zawsze są zapowiedziane! Pracując w tajskim barze (gdzie mieliśmy suszone żaby w grzybach) przyszedł koles z sanepidu bez zapowiedzi po "anonimowym" telefonie. 3azjatow i kierowniczka uratowali sie przed mandatem za brak książeczki tylko dlatego,że koleś nie wiedział jak do nas wejść od tyłu i podszedł do lady,a w tym czasie azjaty uciekały.

Wincolet

@Serwatka31 Wiem, że może nie do tematu, ale czy tylko u nas na obozach i zimowiskach przed wizytą sanepidu chowamy karimaty i kanadyjki np. w las? Zawsze mnie to ciekawiło :D

ciekawski234

Szpitale mają na pewno zapowiedziane wizyty sanepidu.

Natalia

Zapowiedziane kontrole to zupełne mijanie się z celem. U mnie w szkole mydło i papier bywały, ale tylko w dniach wywiadówek po południu :)
Sanepid powinien być jak Hiszpańska Inkwizycja. Nikt nie spodziewa się Sanepidu!

Heisenberg

@aston122 pracuję w branży hotelowej i miałem do czynienia z sanepidem. Jeśli człowiek się stara to nie są aż tacy źli (chociaż za brak tabliczki "zakaz palenia" chcieli dać 500 zł mandatu, to udało się go uniknąć bo szybko wyskoczyłem po takowy do sklepu, nawet nie musiał być przywieszony). Prawdą jest, że jeśli chcą przeprowadzić kontrolę we własnym zakresie to muszę się anonsować wcześniej. Jednak jeżeli dostaną anonimowy telefon z donosem to są od razu i bez zapowiedzi.

Heisenberg

@tamtaramtam Doskonale rozumiem autorkę, co czuła podczas pracy w takim miejscu. Sam miałbym wyrzuty sumienia, że nie mogę nic w tym kierunku zmienić. Ale co do tego anonimowego telefonu, nie wiem, czy byłby to dobry pomysł. Sanepid lubi nakładać kary pieniężne również na pracowników, którzy "zaniedbują" swoje obowiązki... Myślę, że jednak jednak spróbowałbym gdzieś u samej góry sprawę załatwić.

Zobacz więcej odpowiedzi (6)
KnightingKnight Odpowiedz

W sumie to chyba lepiej byłoby gdybyś powiedziała gdzie to jest, może przynajmniej część osób by to ustrzegło przed korzystaniem z tego miejsca... a skoro tam nie pracujesz, to chyba nic ci nie szkodzi, prawda? ;_;

Kostucha

W każdym hipermarkecie podejrzewam, że jest podobnie, niestety..

KnightingKnight

Na pewno nie każdym, tak samo jak was to obrzydza, nie każdy kierownik to świnia ^^"
Aczkolwiek nie zaprzeczam że pewnie tak rzadkie to to nie jest...

DzieciakSlytherinu

W wielu marketach jest podobnie. Tak jak ja w wakacje pracowalam w markecie przy owocach i warzywach. Kazali mi przy nowych dostawach wyciągać ze skrzynek to co juz w nich bylo, klasc do nich świeże owoce/warzywa a na to te które wczesniej wyjelam. "bo zapach od świeżych przejdzie przez te starsze i w końcu siw ich pozbędziemy a nie możemy miec tyle jedzenia wpisanego w straty"

xwieszakx

@DzieciakSlytherinu my w sklepie robiliśmy to samo. Świeże na dół z dnia wczorajszego na górę i jakoś nie uważam tego za nic złego,bo nie było tam zadnych zepsutych owoców czy warzyw. Po prostu były z dostawy dzień wcześniej.
Nie znienia to faktu,że to,co opisane jest w wyznaniu jest grubym przegięciem... Takie rzeczy to tylko do wyjebania sie nadają i osobiście myślę,że to jednak Tesco.

nkp6

w marketach tak to już robią. Tam liczy się sprzedaż, np. mięso z białym nalotem jest myte wodą z mydłem i leży jako świeże za ladą...

lilpug Odpowiedz

moja mama kiedyś pracowała w małym sklepiku, tam tez dzialy sie takie akcje. Jednego dnia przyszła kobieta z małym dzieckiem i poprosiła o szynkę dla malucha, którą parę godzin wczesniej szefowa wypłukała w ludwiku...moja mama próbowała ją zniechęcić do zakupu, ale za jej plecami stała szefowa i musiała sprzedać. Po wyjściu tej kobiety mama pod pretekstem przerwy na papierosa pobiegła za kobietą i powiedziała, że ma to wyrzucić bo szynka była grubo po terminie...a kilka dni później sie zwolniła

Niveam Odpowiedz

Też pracowałam w hipermarkecie przez pośrednika. Pracowałam na wykładaniu towaru, do moich obowiązków należało także sprawdzanie dat ważności i ewentualne wrzucanie produktów na straty, bądź (gdy byłam na dziale ze słodyczami) wykładać towar i ważyć słodycze z tych "kuwet"- ciastka, cukierki etc. Znam te przypadki, które opisała autorka, niestety, tak niektórzy robią. U nas, na szczęście, były kierowniczki, które wręcz stroniły od takich akcji i bardzo konsekwentnie pilnowały by nie było niczego po terminie etc

F9T Odpowiedz

Masakra, ostatnio tyle się dowiaduje co oni robią właśnie w sklepach czy piekarniach, że niedługo chyba zacznę wszystko produkować sama.

Milady Odpowiedz

Szlag mnie trafia, jak czytam o czymś takim 😠 Jaką świnią trzeba być?

PatiKot Odpowiedz

Łatwo jest dawać dobre rady, mogłaś zrobić to, tamto.. Ja sie nie dziwie, że bałaś sie zareagować, w końcu to praca, o którą nie łatwo i niestety czasem trzeba robić rzeczy wbrew sobie, brutalna rzeczywistość. Współczuje Ci, bo wyobrażam sobie, że to nie było łatwe. A na tamtą kobietę brak słów.

Kofukuu Odpowiedz

Kim trzeba być, by zrobić coś takiego? Czy ta kobieta naprawdę nie rozumie, że to niebezpieczne?

Crezzy Odpowiedz

A teraz ja wam coś powiem.
W sklepach pewnej sieci nie wyrzucają mięsa tylko moczą calą noc w czymś domestosopodobnym i na następny dzień dają do sprzedaży. Oczywiście nie chce obrażać sklepów gdzieś indziej w Polsce bo nie wiem jak tam wygląda ta sytuacja

brudnaklawiatura

Moja koleżanka mówiła, że w supermarkecie w którym pracowała myło się płynem do naczyń.

Zbanki

To jest normalna praktyka, niestety. Są przypadki częste, że nawet zamrażają mięso np w mięsnym.

Agadzina

Moja mama zawsze kupuje mięso na tackach w folii, w hipermarketach. Wtedy nie mogą go namaczać tak jak to często robią w sklepach mięsnych. Jedyne ryzyko to to, że mogą nakleić zmienioną datę ważności.

FilippaEilhart

W Horexie mięcho myje się płynem do naczyń. Wiem, bo pracowała tam koleżanka.

kawtkawt

Może powiesz jakiej sieci?

Lancelota Odpowiedz

Też pracuję w markecie, lecz u mnie codziennie: pamiętaj o sprawdzaniu dat :)
Aczkolwiek serce mi się kraje ile pieczywa jest wyrzucane. Tyyle drożdżówek i bułek :(
Ja rozumiem, bułki zaczynają robić się twarde, ale nie są przecież jakieś stare. Na bułkę tartą, czy do zupy mlecznej byłyby idealne ;-; To jest 1 worek na śmieci który ma może 60 litrów jak nie więcej...

Kostucha

Nie zawsze to pieczywo jest wyrzucane, dostawca pieczywa w sklepie w którym pracuje moja ciotka, sprzedaje takie pieczywo po wioskach gdzie ludzie je kupują taniej i sami je jedzą lub dają chodowanym zwierzętaom.

Peter134

A na Śląsku z suchego chleba robi się wodzionkę.

mechi

Dlatego podoba mi się praktyka Kauflandu (przynajmniej w moim mieście). Zawsze wieczorem, na jakieś dwie nawet trzy godziny przed zamknięciem obniżają ceny pieczywa. Tak że dzisiaj kupiłam bułeczki z czekoladą za niecałe 50gr, kiedy normalnie kosztują ponad 1zł. To samo ma się do owoców, warzyw, jogurtów i temu podobnych.

Heisenberg

@Lancelota A jak któryś z prywatnych przedsiębiorców (piekarzy) oddawał chleb, który się nie sprzedał w ciągu dnia potrzebującym to skarbówka mu doje**ła taką karę, że zapomniał jak się nazywa (kolokwialnie mówiąc). Nigdy nie zrozumiem takiej polityki...

Heisenberg

@mechi moja ciocia pracuje w Kauflandzie, miejscowość zostawię dla siebie. Krótko po otwarciu marketu pracownicy mogli zabierać do domu uszkodzone towary, ale jak szybko się to zaczęło to jeszcze szybciej się skończyło. Patologia zaczęła specjalnie niszczyć opakowania żeby odpisać na straty i później wałówa do domu gotowa. Cioci mi mówi, że co kilka dni jest zabierany od nich cały, ogromny kontener żywności, w tym kawy, napoje i pieczywo, i konserwy, i absolutnie wszystko co mogłoby się przydać ludziom w potrzebie. Niestety Polacy mają jeszcze taką mentalność, że choć mają wystarczająco to chcieliby wyszarpnąć jak najwięcej, nie dbając przy tym zupełnie o innych. To jest przykre i żywię nadzieję, że kiedyś jeszcze się to zmieni.

Zobacz więcej komentarzy (36)
Dodaj anonimowe wyznanie