Przez długi czas mieszkałam w Anglii, ale pewnego razu z pewnych powodów musiałam wrócić na trochę do Polski. Żeby nie siedzieć bezczynnie, zaczęłam pracować jako kelnerka w bardzo dobrym hotelu.
Tego dnia musieliśmy pracować przy obsłudze przyjęcia, gdzie było wielu zagranicznych gości. Poza mną były jeszcze 4 osoby w moim wieku (plus minus), z tym że oni trzymali się razem, a ja za bardzo się z nimi nie lubiłam. W pewnym momencie otoczyli mnie z niemal paniką, pytając:
- Tyyy, a jak oni mówią ''thank you',' to jak im odpowiedzieć po angielsku ''nie ma za co''?
- You're welcome - odpowiedziałam.
W tym momencie wszyscy zgięli się w pół i zaczęli krztusić ze śmiechu.
- Przecież welcome to witamy! ''Jesteś powitany'' mamy im mówić? Byłaś w Anglii, a gadać nie umiesz.
I odeszli nie lubiąc mnie jeszcze bardziej, za moje braki w wiedzy.
Pewnego dnia, siedząc na bulwarze, byłam w czarnej rozpaczy po rozstaniu z chłopakiem.
Musiałam ukoić moje cierpienie pijąc piwo. Gdy podszedł do mnie policjant nieumundurowany, pokazując legitymacje policyjną, byłam zdezorientowana, nie wiedziałam co powiedzieć. Przypuszczałam, że otrzymam mandat za spożywanie alkoholu. Po chwili policjant zobaczył, że coś jest ze mną nie tak. Etui z odznaką zdjął z szyi i schował do kieszeni, zapytał, czy może się dosiąść. Nie chciałam mówić, że mój 2-letni związek zakończył się z dnia na dzień. Dlatego okłamałam go, że zmarła moja ciocia.
Funkcjonariusz był bardzo wyrozumiały i zaproponował, żebym wylała niedokończony trunek. Poznaliśmy się nieco bliżej, zaproponował, żebyśmy wymienili się numerami. Nie chciałam, żeby na mojej drodze ponownie stanął mężczyzna, który może mnie zranić. Koniec końców podałam mu numer, ale podchodziłam do tego z dystansem.
Po 4 dniach Bartek się odezwał do mnie. Zapytał jak się czuję i czy mam ochotę wyjść z nim napić się czekolady, nie miałam za dużo nauki na kolokwia, więc przyjęłam zaproszenie pana podkomisarza. Naprawdę starał się poprawić mi humor, co mu doskonale wychodziło. Zaczęliśmy się spotykać częściej.
Wyznałam mu jaka była prawda z moim eks, sądziłam, że zerwie ze mną kontakt albo rozczaruje się tym, że go okłamałam, lecz jego reakcja była inna, co mnie zaskoczyło - wziął mnie za rękę i delikatnie pocałował. Postanowiłam go zaprosić na obiad i przedstawić rodzinie. Rodzice polubili mojego nowego partnera. Twierdzili, że stróż prawa to facet, który zawsze mnie obroni. Czułam się zawsze przy nim pewnie.
Ale moja pewność do jego osoby prysnęła jak bańka mydlana gdy oznajmiłam mu, że jestem w ciąży, nie było z nim kontaktu, przez cały dzień nie mogłam się dodzwonić, a na komisariacie nie udzielili mi żadnych informacji. Martwiłam się, że mnie zostawi na lodzie i okaże się dupkiem, który nie dorósł do roli prawdziwego partnera.
Jednak zaskoczył mnie po raz kolejny. Następnego dnia cały w skowronkach pojawił się u progu mych drzwi, wpuściłam go do środka. Padł na kolana, oznajmił, że bardzo mnie kocha i wyciągnął pierścionek wypowiadając słowa "Kochanie, wyjdziesz za mnie?". W moich oczach pojawiły się łzy szczęścia i wydukałam to jedno słowo "Tak".
Razem z Bartkiem oczekujemy narodzin naszej córeczki. Zaś przyjaciółka z roku kręci się ostatnio koło brata mojego lubego. Chyba chce chwycić nogi Pana Boga, jak ja :-)
Jestem bi - do czasu nikt o tym nie wiedział. Miałam dziewczynę, a wszyscy myśleli, że my się tylko przyjaźnimy (jak wiadomo koleżanki mogą się tulić, całować w policzek, a nawet w usta i w większości brane jest to za normalne).
W wakacje przed studiami wynajęłam kawalerkę w tym samym mieście, co moja siostra już od dwóch lat studiowała. Jednakże rodzice stwierdzili, że wyjeżdżają na dwa tygodnie nad morze i poprosili mnie o pilnowanie domu. Jak się potem okazało - siostra wiedziała tylko o wyjeździe, a nie była świadoma tego, że ja w domu będę wręcz musiała przebywać, aby podlewać kwiatki itd.
Postanowiłam na te dwa tygodnie do mojego rodzinnego domu zabrać swoją dziewczynę. Był to trzeci dzień bez rodziców w domu, akurat zjadłyśmy wspólne ugotowany obiad i zajęłyśmy się intymniejszą częścią związku, gdy usłyszałyśmy otwierane drzwi. Szok, panika, szybkie ubieranie. Wychodzę do przedpokoju, moja dziewczyna za mną.
Moja siostra wleciała do domu, całując się ze swoją dziewczyną. Dotarło do nich, że nie są same dopiero wtedy, gdy zaczęłyśmy się śmiać.
Przynajmniej zaczęłyśmy siostrzaną akcję-przykrywkę, aby rodzice nie dowiedzieli się, że mają dwie córki żyjące w lesbijskich związkach Niestety, rodzice nie akceptują homoseksualistów, o czym przekonała się moja siostra, ujawniając się przed nimi.
Mój związek z dziewczyną się popsuł, a potem zakochałam się w chłopaku, który został moim mężem, więc nie miałam tego problemu, choć i tak od rodziców się odsunęłam i wspieram siostrę....
Miałam kiedyś taką okropną "przypadłość". Objawiała się ona tym, że kiedy zależało mi na jakiejś osobie, a ona nie poświęcała mi wystarczająco dużo uwagi i czasu, to przyznawałam się jej do mojej śmiertelnej choroby. Wtedy zyskiwałam to, czego chciałam + dużo współczucia...
Nigdy nie miałam żadnej poważnej choroby...
Nie pochodzę ze zbyt bogatej rodziny, ale radzę sobie jak mogę. Kilka złotych tu, kilka tam, nie przelewa się, ale na to co potrzebne zawsze starcza. Mniej więcej dwa lata temu poznałem na studiach dziewczynę, którą dalej w tym tekście będę nazywał W. W była piękną, bardzo inteligentną dziewczyną. Zaprosiłem ją na kawę, potem do kina. Szybko staliśmy się parą. Byliśmy w sobie bardzo zakochani.
Wyjechaliśmy na wakacje, zamieszkaliśmy razem. Nasze uczucie nie malało, a właściwie rosło z każdym miesiącem. Uznałem, że druga rocznica naszego poznania będzie idealnym momentem na oświadczyny. Dwa lata to dla niektórych może być za szybko, ale ja byłem pewien, że to ta jedyna. I byłem przekonany, że ona myśli tak samo. Chciałem to zrobić tradycyjnie. Niekoniecznie prosić o rękę W jej ojca, ale zrobić to przy jej rodzicach, przynieść jej mamie kwiaty, jej tacie butelkę dobrej szkockiej, a mojej ukochanej W najlepszy pierścionek na jaki było mnie stać. Nie był to co prawda wielki brylant za wielkie pieniądze. Był to skromny, co prawda złoty, pierścionek z cyrkonią za 400 zł. Te z brylantami czy innymi kamieniami były ponad moje możliwości.
Gdy nadszedł dzień oświadczyn, byłem bardzo podekscytowany. Przybyliśmy punktualnie do domu rodziców W. Ona o niczym nie wiedziała. Myślała, że jedziemy do jej rodziców ze zwykłą wizytą. Wziąłem szkocką, po drodze kupiłem kwiaty, a pierścionek cały czas miałem w wewnętrznej kieszeni garnituru. Gdy tylko zamieniłem z rodzicami W kilka słów, odczułem, że coś jest inaczej niż zwykle. Po krótkiej rozmowie okazało się, że starsza siostra W zaręczyła się z bardzo dobrze sytuowanym adwokatem. Rodzice W nie kryli z tego powodu zadowolenia, kilkakrotnie wspominając podczas rozmowy o tym, że pieniądze są w życiu bardzo ważne.
Sami również mieli ich pod dostatkiem, więc chyba nie wyobrażali sobie innego życia. Ja niezrażony tym wszystkim wygłosiłem bardzo kwiecistą przemowę o miłości mojej i W, po czym uklęknąłem przed moją wybranką i spytałem, czy za mnie wyjdzie. W uśmiechnęła się i już chciała powiedzieć "tak", gdy jej ojciec wyrwał mi pierścionek z rąk i krzyknął, że żadnego ślubu nie będzie. Matka W natomiast, gdy zobaczyła pierścionek, jaki chciałem dać W, roześmiała się i powiedziała, że jej córka na pewno zasługuje na coś więcej niż jakiś rupieć z bazaru.
W nie wiedziała co ma zrobić. Nic nie powiedziała, westchnęła i wybiegła do pokoju, w którym mieszkała zanim się wyprowadziła. Rodzice W oddali mi pierścionek, szkocką i kwiaty, po czym wyrzucili mnie z domu. W wyprowadziła się z mieszkania, w którym mieszkaliśmy, kilka dni później, z polecenia ojca. A ja siedzę, piję szkocką, którą kupiłem dla ojca W i zastanawiam się, co mam dalej robić ze swoim życiem.
Znacie to, kiedy czasami widzicie jakąś dziwną, ciekawą etc. osobę i musicie po prostu zrobić jej zdjęcie? Albo akurat wam kogoś przypomina. Tak, tak, wiadomo, że nie wypada itd., ale nie mówcie, że nigdy nie mieliście takiej ochoty. No więc mnie też to spotkało.
Zacznę od tego, że mam przyjaciółkę, która uwielbia Johnny'ego Brawo. Tak więc wchodzę do metra, jadę parę przystanków i nagle dosiada się on - szerokie bary, różowa koszula, blond włosy zaczesane do tyłu i te okulary. No spotkałam sobowtóra. No dobra, to teraz jak zrobić po cichu zdjęcie? Manewruję telefonem, staram się. Po czym nagle - flesz. Włączył się, tak po chamsku. Telefon ukradkiem wykierowany w Johnny'ego, a flesz świeci prosto na niego. Telefon mnie nienawidzi. No to bawię się nim, klikam tysiąc przycisków naraz, udaję, że chciałam zrobić selfie. Nie podnoszę wzroku. Dodatkowo jak na złość z nerwów zaczynam chichotać. Zostały tylko dwa przystanki i wysiadam. Wstając uderzam głową w metalową poręcz. Powoduje to dodatkowy chichot, a ludzie dookoła patrzą jak na dziwaka. Jak tylko drzwi się otwierają, spieprzam najszybciej jak mogę i już mnie nie ma.
Nigdy więcej zdjęć po kryjomu.
Siedzę ze znajomymi na plaży nad jednym z naszych pięknych, żółtych zalewów polskich. Obok nas siedzi para przyjaciół, dwóch facetów i pani.
Rozmawiają, nagle jeden opowiada historię swojego dziecka.
- Mój syn ostatnio chciał naskarżyć na brata. Mówi: "Tato, bo X powiedział brzydkie słowo na "ł". Zgadnijcie.
Wszyscy myślą, w tym my.
- Łotdefak.
No cóż.
Kojarzycie żele antybakteryjne?
A takie na bazie alkoholu?
Znacie takich opętanych ludzi, którzy nadmiernie dbają o higienę?
Pewnego dnia, po dłuższych posiedzeniu w nie swojej toalecie, przy braku dostępu do wody, dostałam olśnienia. Żel!
Myślałam, że wyżre mi odbyt.
Wiecie jak to jest, kiedy twój chłopak klęka na kolano przy stoliku w drogiej restauracji i wyciąga piękny pierścionek z diamentem, i pyta się, czy spędzisz z nim resztę życia?
No cóż, ja wiem.
Ale na mojej ręce dalej pierścionka brak. Będąc ze mną... oświadczył się naszej wspólnej znajomej, z którą podobno nie ma już kontaktu.
Dalej nie pojmuję jego toku rozumowania, żebym jeszcze go nakryła na zdradzie, ale kurna, na oświadczynach?!
Historia poniżej zdarzyła się kilka miesięcy temu.
Jestem osobą, która boi się zjaw, demonów, horrorów i tym podobnych rzeczy.
Pewnej nocy miałam okropne koszmary. Śniło mi się, że gonią mnie jakieś stwory niecodzienne, typu krwawa Mary czy inne gacie, tak straszne, że się musiałam obudzić. Więc zrywam się na łóżku do pionu, szybko zapalam lampkę przy łóżku - okej. Tutaj potworów nie ma (zapomniałam dodać, że mam również zbyt wybujałą wyobraźnię). Rozglądam się po pokoju - dobra, w miarę bezpiecznie, kot pod pachę i zapalone światło główne pokoju. Okej. Bezpiecznie. Wychylenie głowy przez drzwi, ręka w górę do zapalenia jakże małego światełka - okej. Kot się wyrywa, a spadaj kocie! Szybko podbiegam do światła korytarza głównego i na schody - dobra, szybko siusiu, na dół, do łazienki i będzie okej. Zbiegam jak po spotkaniu diabła, wpadam do toalety, w głowie kołacze myśl: nie patrz w lustro, nie patrz w lustro! Siadam, łatwię sprawy, myję ręce (głowa schylona w dół, co jeśli w lustrze coś za mną jest? jakieś coś strasznego?), wychodzę z łazienki, gaszę światło, pędzę po schodach w górę, już patrzę do pokoju, bezpieczny pokoik!
Jednak nie... Na środku pokoju stoi kobieta w białej koszuli nocnej, z potarganymi, ciemnymi włosami i przekrzywioną w bok głową.
Krzyk na całe gardło wyrwał się z mojej piersi, łzy potokami spływają po mojej twarzy, zanim zorientowałam się... że to moja mama.
Dodaj anonimowe wyznanie