#DA5ld

Standardowa wizyta u ginekologa - chwila rozmowy, rozbieram się, już chcę wgramolić się na fotel, kiedy mojej lekarce (znamy się od lat, mieszkamy w jednym bloku) przypomniało się, że mają jakiś stażystów (może ktoś naprostuje, nie pamiętam dokładnie na jakich zasadach ci ludzie tam byli). No więc pyta się mnie czy dwie osoby mogą przyjść i obserwować badanie, na co się zgodziłam - w końcu muszą się na kimś nauczyć.

Do gabinetu wchodzi chłopak i dziewczyna, dzień dobry, te sprawy, a chłopak do mnie: "Cześć, Moniś!". Nie byłoby źle, gdyby nie dodał do tego "miło cię widzieć" :). Tak, ten chłopak to mój znajomy, dawno się nie widzieliśmy i nie miałam pojęcia jaką specjalizację wybrał po studiach. Poza tym jakie jest prawdopodobieństwo, że w prawie milionowym mieście twój znajomy będzie "oglądał" akurat ciebie?

Ogólnie skończyło się dobrze, pełen profesjonalizm, żadnego śmieszkowania (chyba, że robili rysunki do notatek :D), tylko pani doktor mocno się zawstydziła, że narobiła mi takiej przykrości (niesłusznie).

Po latach, gdy czasem spotkamy się w gronie znajomych pozwalamy sobie na małe żarty o "stronie, z której wy na pewno się nie znacie", choć wtedy nie było mi do śmiechu.
A teraz pracuje w tej właśnie przychodni, jednak ja zostałam przy swojej pani doktor ;)

#fTAOD

Od dziecka byłam wrażliwa i kochałam Boga. Do tego kompletnie nie radziłam sobie z kwiatami, wszystkie rośliny na moim parapecie gniły albo usychały w ekspresowym tempie. Kiedy nieco podrosłam, zaczęłam podważać niektóre dogmaty, a także istnienie Maryi. Zaczynałam skłaniać się ku protestantyzmowi.

Pewnej nocy obudziłam się i zaczęłam się niesamowicie bać. Byłam cała spocona, jednak nie miałam gorączki. W drugim pokoju pochrapywał mój tata. Nie chciałam nikogo obudzić, więc płakałam w ciszy. W pewnym momencie usłyszałam najczulszy i najpiękniejszy kobiecy głos pod słońcem.

Mówił, żebym się nie bała, żebym była spokojna, bo nie umrę, po śmierci będę hodowała kwiaty. Miesiąc później wszystkie kwiaty, które podlewałam zakwitły tak pięknie, jak nigdy dotąd. Nie wiem co to miało oznaczać i nikt o tym nie wie, ale od tej pory nie zapominam o Maryi. Ot, takie anonimowe wyznanie.

#Vk6DO

Dowiedziałam się dzisiaj, że mój chłopak ma nietypowe hobby. Mianowicie pisze kartoteki o ludziach, po co? A po to, żeby wykorzystać informacje, które tam zapisuje przeciwko nim! Zapisuje tam wszystko co wie o danej osobie, głownie tajemnice i prywatne sprawy.
Chyba ten związek długo nie pociągnie...

#mLGGI

Mam 22 lata i chodzę na dziwki. Głównie chodzę do dwóch dziewczyn, które razem wynajmują mieszkanie i przyjmują w nich klientów, wybieram w zależności, która jest wolna. Marta i Magda. Nie jest to często, raz, może dwa razy w miesiącu, ale trwa to już ponad rok. Dzięki nim dowiedziałem się, że seks może sprawiać niesamowitą frajdę, gdyż moje poprzednie partnerki przejawiały spontaniczność i temperament kłody. Dziewczyny są zawsze uśmiechnięte, z zaangażowaniem wykonują swoją pracę i do tego są całkiem niezłe 8/10. Obie są w podobnym wieku do mnie i obie są całkiem inteligentne. Dla mnie zajebisty układ, z jednym minusem - cena 400 zł/h.

Mieszkam razem z rodzicami w małej miejscowości w mazowieckim. Kompletne zadupie, nic tu nie ma, więc żeby cokolwiek kupić czy załatwić, włącznie z poruchaniem, trzeba jechać do Warszawy oddalonej o ok. 40 km.

Nazbierało się kilka spraw do załatwienia, więc postanowiłem jechać do Warszawy . Miałem kupić sobie kilka rzeczy, iść do fryzjera i może odwiedzić którąś z dziewczyn. Gdy o wyjeździe dowiedział się o tym mój ojciec, postanowił jechać ze mną. Powiedział, że chce odwiedzić znajomego, posiedzi kilka godzin, a ja w tym czasie pozałatwiam swoje sprawy. Dojechaliśmy do Warszawy, wysadziłem go na Mokotowie, a sam pojechałem na Ursynów. 

W międzyczasie zadzwoniłem do dziewczyn, żeby się umówić. Okazało się, że całe popołudnie mają zajęte i jak chcę to mogę wpadać teraz. Wszedłem, chwila gadki, coś do picia i poszedłem się umyć. Wracam i bierzemy się z Martą do akcji. Po około dwudziestu minutach do Magdy przyszedł klient. Normalka w tego typu miejscach. Dziewczyny zazwyczaj tak planują spotkania, żeby uniknąć kontaktu pomiędzy klientami, chociaż zdarzało mi się ich mijać na klatce lub pod blokiem. W przerwie żartujemy sobie z Martą i opowiada mi o kliencie, który właśnie rucha jej koleżankę. Gościu zawsze wpada na 30 min, przynosi jakiś prezent typu słodycze czy kwiatek i zostawia napiwek. 

Potem opowiada mi o jego preferencjach i sposobach robienia poszczególnych rzeczy. Wtedy to było nawet śmieszne. Skończyliśmy wszystko, rozliczyliśmy się, Marta sprawdza czy mogę wychodzić i już mam opuszczać mieszkanie, gdy z drugiego pokoju wychodzi mój ojciec. Dziewczyny panika, przepraszają, że się nie zrozumiały z czasem. My z ojcem kamienne twarze i nie dajemy po sobie poznać, że się znamy, ja wychodzę pierwszy. 

Po chwili dogania mnie ojciec i pyta czy jadę do domu i zaczyna mi opowiadać, że jego kumpel Marek kupił sobie nowe zraszacze do ogródka xD. Pewnie to była zaplanowana historia, którą miał mi opowiadać po tzw. odwiedzinach znajomego. Tak, to wszystko, zero rozmowy. Jakby sytuacja przed chwilą nie miała miejsca. Zawsze z mistrzowską precyzją unikał trudnych tematów. Szczególnie tych, które dotyczyły seksualności, ale to już był absurd.

#etMMg

Mój syn niedawno przedstawił mi swoją nową dziewczynę. Ma ona na imię tak samo jak ja, a na nazwisko jak chłopak, z którym chodziłam na studiach...
Nie wiem, czy to na pewno jego córka. Może to zbieg okoliczności, ale tak zielone oczy, jak tej dziewczyny, widziałam ostatnio na studiach.

#rcEip

Historia z numerem telefonu.
Moja babcia miesiąc przed śmiercią, oddała swój telefon razem z kartą SIM mojej siostrze. Moja siostrzyczka poinformowała rodzinę, że jest teraz ona posiadaczką tego numeru. Oczywiście jak to bywa, ktoś się nie do informuje.

Teraz najlepsze. Idziemy 1 listopada na grób babci i zauważamy ciocię z kuzynem. Ludzi trochę na cmentarzu i zauważyliśmy, że rodzina chce już opuścić cmentarz. Na to moja siostra, że zadzwoni do kuzyna, aby poczekali. Dwa sygnały w telefonie, a my widzimy, że nasz kuzyn zemdlał. No to my szybko tam do grobu babci, aby go ocucić.

Kiedy się ocknął zapytaliśmy się co się stało, a on nagle:
- Modliłem się do babci, a tu nagle telefon od niej (nadal siostry numer miał zapisany jako babcia).
My z siostrą w śmiech, tłumaczymy mu, że to siostra ma ten numer.
Od tego momentu kiedy dzwoni kuzyn do siostry zaczyna rozmowę: halo babcia.

#VeaLi

Raz w gimnazjum musiałem zrobić doświadczenie na fizyce, żeby poprawić sobie trochę ocenę. Nie musiałem, ale chciałem. Dodatkowo nauczycielka była starej daty, nie za bardzo ogarniała fizykę, ale jak się wściekła na kogoś, to nie było kolorowo.

Doświadczenie polegało mniej więcej na podgrzaniu fiolki z wodą, zatkanej korkiem. Fiolka umieszczona była na małym samochodziku. Woda miała wrzeć, korek wystrzelić, a samochód pojechać. Do podgrzania fiolki miałem użyć palnika spirytusowego (taki z lekcji chemii).

Wyszedłem na środek, ustawiłem wszystko na biurku nauczycielki i zacząłem. Niestety za lekko złapałem podpalony palnik, który wypadł mi z ręki, rozlewając denaturat po całym biurku, które zapłonęło.

Byłem w takim szoku, że zamarłem. Panika nauczycielki, próbującej ugasić ogień - bezcenna. Oczywiście klasa o mało nie posikała się ze śmiechu.

Jednak najciekawsze jest to, że to nie ja dostałem opierdziel od nauczycielki, która już uporała się z pożarem, tylko cała klasa, za to że "śmieją się z kolegi i nie są solidarni między sobą". Tyle wygrać :D

PS. Doświadczenie nie zostało zaliczone, musiałem je powtórzyć, jednak zostałem poproszony, aby nie korzystać z żadnych płomieni i innych takich :D

#o7zWY

Co roku z przyjaciółmi organizujemy imprezę przed świętami Bożego Narodzenia. Tradycyjnie robimy losowanie, aby później wręczyć sobie prezenty. Dwa lata temu wylosowałam chłopaka, którego nie znałam, więc poprosiłam kolegów o pomoc w wyborze prezentu, tu muszę podkreślić, że było ograniczenie finansowe do 20 zł. Michał i Kacper powiedzieli mi, że Maciek jest zapalonym wędkarzem i będzie zadowolony z jakiegoś gadżetu wędkarskiego.

Ucieszyłam się, bo mój tata interesuje się wędkarstwem, więc poprosiłam go o pomoc. Tata kupił takie rybki z haczykiem, ręcznie zrobione itd. Na koniec powiedział: Jak chłopak faktycznie się zna na tym, to się ucieszy.
Zadowolona, że mam dobry prezent, zgodny z zainteresowaniami Maćka, pięknie go zapakowałam.
Nadszedł czas imprezy i chwila, w której rozdawaliśmy sobie upominki. Aby dostać prezent, musieliśmy wykonać jakieś głupie zadanie. Przyszedł czas na Maćka, wykonał swoje zadanie trzymając w ręce pięknie opakowaną przeze mnie paczkę, otwiera i mówi pełen zdziwienia:
- Co to jest?!

Dwaj dowcipnisie zaczynają się turlać ze śmiechu po podłodze, a do mnie dotarło, że zrobili sobie ze mnie żarcik. W tamtej chwili nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać, w każdym bądź razie czułam jak moja twarz zmienia kolor na czerwony. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, od tamtego czasu jesteśmy z Maćkiem parą.
Podsumowując całą historię: Złapałam rybkę na haczyk.

#QUNA6

Nie będzie to do końca anonimowe wyznanie, bo nigdy z mojej rodziny nie robiłam jakiegoś wstydliwego sekretu.
Mój ojciec był alkoholikiem. "Był" to dobre określenie, ponieważ kilka lat temu umarł. Ale po kolei.

W ciągu tygodnia normalnie pracował - był lekarzem w przychodni. Dopiero w weekend zaczynało się piekło - odreagowywał pracę zatapiając problemy w alkoholu. Nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że po pijaku włączał mu się agresor i lał matkę, a mimo upojenia wiedział jak bić, by nie zostawiać siniaków.

Jakby tego było mało, kiedy byłam we wczesnej podstawówce, moja matka zachorowała na zapalenie opon mózgowych i mózgu. Wiadomo, wielka tragedia, zdarza się, ale jest w tym coś gorszego. Matka przez 3 dni leżała w domu z charakterystycznymi objawami - gorączka 40°C i sztywnością karku - a ten bydlak z pełną premedytacją nie zbadał jej, nie zadzwonił na pogotowie, a jednocześnie wmawiał mnie i mojemu niewiele starszemu bratu, że "mamie nic nie jest, po prostu się przeziębiła". Dopiero po tych trzech dniach mój brat zadzwonił po babcię, kiedy ta przyjechała, to od razu wezwała pogotowie. Dalej z górki - matka spędziła ok. pół roku w szpitalu, z czego ok. 3 miesiące w śpiączce. "Kochany tatuś" dalej się nie poprawił - po każdej wizycie w szpitalu mówił nam, żebyśmy szykowali ciuchy na pogrzeb, bo matka nie dożyje końca tygodnia.

W szkole też nie lepiej - no bo kto to myślał, żeby jakoś reagować na 8-letnią dziewczynkę, która regularnie na lekcjach wpadała w histeryczny płacz jeśli tylko temat w jakikolwiek sposób schodził na rodzinę?

Ale tak, moja matka przeżyła na złość ojcu, jedyna pozostałość po chorobie to problemy z pamięcią świeżą i sporadyczne ataki padaczki. Niewielka cena za życie, prawda?

Ale cóż, lata płynęły, ojciec coraz więcej pił i coraz mniej pracował, aż do pamiętnego wieczoru, miałam jakieś 13 lat. Wróciłyśmy z matką z zakupami, nie mogłyśmy się dostać do dużego pokoju. Zdesperowana matka wybiła szybę w drzwiach (takie mleczne szkło, nic nie było widać) i zobaczyła ojca, po pijaku powiesił się na klamce. Oczywiście panika, zdejmowanie go ze sznura, dzwonienie na pogotowie. W wyniku niedotlenienia stracił wzrok. Jakiś czas później, znowu po pijaku, miał udar mózgu, w wyniku czego stał się roślinką.

Nikomu nie życzę konieczności zmieniania pampersów, przewracania i mycia takiego starego pijaka, który jedyne co umiał powiedzieć to "ku**a" i "wóda".
W końcu z matką i babcią (brat wszystko i wszystkich olał) nie dałyśmy rady i oddałyśmy go do ośrodka, gdzie po pół roku zmarł w wyniku nowotworu żołądka. Ten dzień był jednym z najszczęśliwszych dni w moim życiu.

Najgorsze jest to, że płakałam na jego pogrzebie. Ale nie dlatego, że mi go było żal, tylko dlatego, że zobaczyłam łzy matki - płakała za nim mimo tego, że zniszczył jej całe życie.
Dodaj anonimowe wyznanie