#t7kng

Jestem sobie młodą osóbką, edukuję się w szkole średniej. Dobrze się uczę, jestem cicha, spokojna, nie piję, nie palę, nie imprezuję, co najwyżej nałogowo czytam książki. Ogólnie dość aspołeczny ze mnie człowiek.
Nigdy też nie byłam typem nastolatki, której telefon przyrósł do ręki. Jednak ostatnio coraz częściej się z nim nie rozstaję, czytam coś w skupieniu, czasem się głupio do niego śmieję. Moi zatroskani rodzice cieszą się, że w końcu kogoś poznałam, może jakiś chłopak, jakaś nowa przyjaciółka.
Tymczasem ja po prostu uzależniłam się od anonimowych. Ale csssiii, niech myślą, że jestem normalną osobą, a nie taką, której dwa lata zajęło zakumplowanie się z nową klasą, bo tak bardzo jest nieśmiała.

#EaoOr

Tatuś nigdy mnie nie uznał, odszedł od mojej mamy i założył później kolejną rodzinę, został pozbawiony prawd rodzicielskich w stosunku do mnie.

Niestety w wieku 18 lat musiałem uczestniczyć w rozprawie o podwyższenie alimentów. Nie chciałem, ale co zrobić. Był na sali, widziałem go po raz pierwszy. I wtedy on, ku mojemu zaskoczeniu, zapytał wysokiego:
- Czy Piotr mógłby odstąpić od ubiegania się o alimenty, wtedy ja na starość nie będę żądał wsparcia finansowego od niego?

Zatkało mnie, podwójnie. Mam na imię Paweł.
Zazdroszczę każdemu, kto ma ojca. Prawdziwego.

#pC0Pr

Tylko tutaj mogę ukazać moją historię na światło dzienne...

Mam kota. Kotkę. Jeszcze niewysterylizowaną, która dość często ma ruję. Kto posiada kotkę ten wie, że w tym czasie chcąc uciec na wolność mruczy, kwiczy, grucha - non toper. Moja drze się jak oszalała. Gdy przychodzę wieczorem z pracy, to naprawdę, słuchanie jej rozpaczy jest ostatnią rzeczą, której mam ochotę słuchać (szczególnie że mieszkam w bloku, gdzie wszyscy myślą, że codziennie zabijam i torturuję koty).

Ostatnio po wyjątkowo ciężkim dniu rzuciłem ciuchy gdzie popadnie i poszedłem pod prysznic. Jakież było moje zdumienie, gdy przez dobre 15 minut nie usłyszałem nawet cichego "miau"... Wyszedłem. Kotka leżała na moich całodniowych gaciach, zachłannie niuchając każdy ich centymetr. Cisza. Spokój.


Nie pytajcie, co robię po powrocie z pracy.

#Ks2Gi

Akcja, którą opiszę wydarzyła się ponad rok temu, ale odcisnęła piętno na mojej psychice chyba już do końca życia. Mianowicie, moja dziewczyna (nazwijmy ją Kasią) musiała zrobić badania sanepidowskie, a jak powszechnie wiadomo w tym celu trzeba trzykrotnie zanieść tam próbkę ykhm… kału. Nadszedł dzień zaniesienia pierwszej próbki, a że mi się nudziło postanowiłem towarzyszyć Kasi w tej wyprawie. „Próbka” szczelnie zapakowana w specjalnym pojemniczku, schowana na dnie torebki.

Na miejscu Pani laborantka uprzejmie poprosiła Kasię o jej dane oraz „próbkę”, jednak po spisaniu danych musiała gdzieś na chwilę wyjść. Wtedy zobaczyłem, że Kasia panicznie grzebie w torebce. Zapytałem więc „Co zgubiłaś?”.

W odpowiedzi usłyszałem „GÓWNO!”. Aż mnie zamurowało. Myślę, o co chodzi? Czemu się do mnie tak brzydko odzywa? I wtedy moim oczom ukazał się pusty pojemniczek, BEZ WKŁADU. Zrozumiałem – z tym „gównem” wcale nie kłamała… Ale najlepsze wydarzyło się dopiero na koniec. Kasia wpadła na genialny pomysł przyspieszenia poszukiwań poprzez wysypanie całej zawartości torebki na ladę nadal nieobecnej Pani laborantki. Wiadomo w torebce można znaleźć wszystko, ale widok wypadającego z niej gówniaka rozłożył mnie całkowicie.

Wybuchłem śmiechem, a Kasia jak najszybciej zebrała próbkę do pojemniczka. Dosłownie 2 sekundy później wróciła Pani laborantka, patrząc na nas (wkurzoną do granic Kasię i mnie płaczącego ze śmiechu) jak na idiotów. Na szczęście nie zorientowała się co tam przed chwilą się wydarzyło. Jak to mówią SHIT HAPPENS.

#VioFk

Zaczęło się w gimnazjum. Początek młodzieńczego buntu. Zwykle ludzie mają z tego okresu dobre wspomnienia, mimo wszystkich głupot wszystko skończyło się dobrze. Nie tym razem. Miałem grupkę znajomych - wszyscy z jednego osiedla, od dziecka razem. Kilku facetów, kilka dziewczyn. Dodam też, że lubiliśmy rocka, więc już w pierwszej gimnazjum - pod wpływem starszych kolegów - zaczęliśmy być punkami.

Zaczęło się od wyjścia na piwo. Po kilku takich wypadach przyszedł czas na tanie wina. W połowie drugiej gimnazjum mieliśmy już za sobą pierwsze cięższe narkotyki. W zawodówce - również wszyscy razem poszliśmy - libacje były jeszcze gorsze. Kilka dni z rzędu w ciągu, żadnej zmiany ciuchów (bielizny też). Chodziliśmy brudni, śmierdzący. Mimo że rodzice nam już nie dawali kasy my mieliśmy swoje sposoby - kradzieże, pożyczki pod zastaw. Byliśmy wrakami. A że trzymaliśmy się grupą, to praktycznie każdy z każdym sypiał. Jeszcze przed 18-tką uciekliśmy z domów i zajęliśmy stary budynek na obrzeżu miasta i tam zamieszkaliśmy. Trwało to chyba do 20 roku życia.

Wtedy nastąpił pierwszy wstrząs - dwójce z nas wyszedł pozytywny test na obecność HIV. Co zrobiliśmy? Przestaliśmy używać wspólnych igieł. Jedna z tych osób - dziewczyna - nie wytrzymała psychicznie, że jest zarażona tym świństwem i popełniła samobójstwo.

To był kolejny wstrząs. No ale nic, trzeba imprezować dalej. Jeszcze dobre dwa lata tak żyliśmy. Często byliśmy notowani, odwożeni na izbę wytrzeźwień. Mandatów już nam nie wypisywano - i tak byśmy nie mieli za co ich zapłacić.

Razem z dwoma kumplami wpadliśmy podczas próby kradzieży pieniędzy z jakiegoś sklepiku - sprzedawca zaczął się z nami szarpać. Zamiast go po prostu znokautować i wziąć hajs - zaczęliśmy go okładać. Ktoś zadzwonił po policję, blisko był patrol. I tak trzech blisko 23 latków usłyszało zarzuty - ciężkie pobicie i próba kradzieży. 4 lata w więzieniu. W tym czasie odbyliśmy odwyk. Jeden z nas się powiesił. Od wolnych znajomych dowiedzieliśmy się, że kolejna osoba się zaćpała na śmierć.

Co pozwoliło mi wyjść z tego bagna? Nie więzienie - mógłbym wyjść i wrócić do dawnego życia. Pomogła mi wiara. Tak - nawróciłem się w czasie pobytu w zakładzie. Gdyby nie to, wątpię że bym jeszcze teraz żył. A aktualnie może nie mam luksusów, lecz wynajmuję kawalerkę i pracuję na złomowisku.

A teraz rada dla "młodych gniewnych i zbuntowanych" - nie tykajcie narkotyków, nie staczajcie się aż tak. Nie warto tracić zdrowia i życia.

#nKdxU

Kolega mojego taty obchodził ostatnio 50. Moja mama akurat w tym dniu miała inne spotkanie, więc tata poszedł sam.

Wrócił nad ranem. Mama zostawiła mu klucz pod doniczką, żeby nie musiał mnie budzić w nocy, tylko mógł sobie wejść po cichu. Niestety alkohol odebrał mu zdolność logicznego myślenia i co zrobił tata? Wykopał ziemię i wywalił kwiat z tej doniczki, bo przecież tam miał być klucz.

Wkurzył się, że go nie znalazł i poszedł na ogród walić w okno od tarasu. Otworzyłam mu i dostałam opieprz, że jeszcze nie śpię. Potem tata już w swoim łóżku, ja w swoim, cisza i nagle:
- Karoliiiinaaaaa!!
- Co tata, co się stało?!?!
- Dobranoc!
I zasnął. Rano niczego nie pamiętał.

#pCMFq

Parę tygodni temu w moim domu skończył się generalny remont. Ja i mój młodszy brat w końcu mieliśmy osobne pokoje.

Jak to bywa przy remontach trzeba zrobić porządki, zdecydować co zostanie, a co nie. Najtrudniej było z wielkim koszem na pluszaki, który stał zapomniany w kącie. Doszliśmy do wniosku, że oddamy zabawki, ale zachowamy sobie kilka do których mamy sentyment. Tym sposobem dwa ulubione pluszaki znalazły honorowe miejsce na mojej szafie, sprawiając, że nowy pokój stał się nieco bardziej przytulny. Podobnie postąpił mój młodszy brat.

Pewnego dnia, gdy rodzice pojechali do znajomych, razem z bratem popadliśmy w sentymentalny nastrój i postanowiliśmy się pobawić wspomnianymi wcześniej zabawkami. Wybraliśmy zabawę w Pokemony, sięgając pamięcią do czasów dzieciństwa bez trudu odnaleźliśmy pokemonowe odpowiedniki naszych pluszaków i zaczęliśmy zabawę.
Nigdy nie zapomną miny rodziców gdy wparowali do domu w samym środku bitwy z Zespołem R.

PS: Mam 20 lat, brat 16 i skłamał, że to jego pomysł.

#GDJHu

Centrum Tomaszowa Mazowieckiego, godz. 14, pełen upał. Siedzę w aucie i z otwartym autem czekam na mamę, bo miała coś do zrobienia. Podchodzi do mnie facet. Prosi o 2 zł na bułkę. Jak zawsze odpowiadam "pieniędzy panu nie dam, ale mogę kupić bułkę". 

Zatkało mnie, kiedy powiedział, że nie ma problemu i rozumie moje obawy. Chwilę siedziałam bez ruchu - serio się zdziwiłam, bo zazwyczaj słyszę "a to dziękuję".

Poszliśmy do sklepu, kupiłam mu mały chleb, dużą wodę, jakąś konserwę i jakieś serki do chleba. Wydałam w sumie 10 zł, ale on cieszył się jakbym dała mu 100 zł. Nie chodzi o chwalenie się dobrym uczynkiem. Są ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy. Dziś to był ten człowiek, kto wie - może ja kiedyś będę potrzebowała, a los ześle mi taką dobrą osobę, jaką ja dziś się okazałam.

Podczas rozmowy podeszła do nas pani ze straży miejskiej, mówiąc, że na "piątego" ma się szykować. Później mi wytłumaczył, że od piątego lipca dostaje mieszkanie socjalne i zatrudnienie. Życzę temu panu jak najlepiej.

#j7eGC

Niedawno przypomniała mi się sytuacja, którą przez długi czas wypierałam ze świadomości.

Jakieś 5 lat temu, kiedy to miałam 15 lat, zrobiłam coś mega głupiego. Było to mianowicie włożenie sobie do obu dziurek w nosie magnesów (takich malutkich, okrągłych). Nie wiem co chciałam tym osiągnąć, chyba sprawdzić, czy się połączą mimo chrząstki między nimi. Niestety nie mogło się zakończyć samodzielnym wyciągnięciem. Z tych nerwów przypadkowo zaciągnęłam się powietrzem i magnesy przemieściły się na koniec kanału. Musiałam iść do przychodni i tam zostały wyciągnięte. Nie będę opisywać miny lekarza, ale była bezcenna. Za to moja pełna wstydu. Nie obyło się bez komentarza typu: "5-letnie dziecko rozumiem, ale żeby 15-latka?".

Po dziś dzień jak o tym pomyślę mam ochotę rzucić się pod kołdrę i z niej nie wychodzić. Nie mogłam jak stereotypowa nastolatka iść na imprezę i się upić, wolałam eksperymentować z magnesami.

#GwSgq

Na pewno wielu z was wie co to kryształ. Nie chodzi mi tu o zastawę babci.

Parę dni temu rozmawiałam z jedną ciężarną koleżanką. W pewnym momencie powiedziała :
- Ostatnio wdupiałam tak dobrą krysię, że nie wiedziałam co się ze mną dzieje.

Kiedy to usłyszałam, szczęka opadła mi do ziemi, na moje pytanie dlaczego bierze będąc w ciąży, dlaczego truje dzieciątko, odpowiedziała:
- Spokojnie, chemia nie przechodzi do łożyska (?!?!?!), spójrz np. na Anetę (imię zmienione), brała całą ciążę i zobacz jakiego ślicznego synka urodziła.

Myślałam, że padnę na zawał, dodam, że ta koleżanka będąc w szpitalu już po porodzie wciąż brała. Inna koleżanka nosiła jej dragi do szpitala.
Jak można być tak tępym bezmózgiem?
Szkoda mi tylko tych dzieci.
Dodaj anonimowe wyznanie