#EGgCj

Słowo o mnie: boję się strzykawek i igieł.

Kiedy miałam 4 albo 5 lat, mama zabrała mnie na kontrolę oraz szczepienie do lekarza. Kiedy pytałam się po co tam idziemy, mówiła, że pani doktor tylko mnie zbada i sprawdzi, czy wszystko jest dobrze. Wiedziała, że bardzo boję się zastrzyków, więc nie wspominała o szczepieniu.

Krzyczałam? Uciekałam? Nieee, to nie było w moim stylu. Całą wizytę byłam grzeczna, w momencie szczepienia zamknęłam oczy, uroniłam łzę i przecierpiałam.
Prawdziwa akcja działa się jednak po wyjściu z gabinetu. Jak zareagowalibyście, słysząc z ust 5-letniej dziewczynki słowa "Ty wyrodna matko! Kochasz ty jeszcze dziecko swoje?!".
Tak... Ludzie patrzyli się na moją mamę jak na potwora, a ona w szoku złapała mnie za rękę i prawie wybiegła z poczekalni. Kiedy teraz o tym myślę, to aż mi jej szkoda :D

#79lIn

Razem z rodzicami mieszkam w małej miejscowości, gdzie jak wiadomo wszyscy się znają. Jako że moja mama jest pielęgniarką, często jak ktoś ma jakiś problem to przychodzi właśnie do niej - a to jakiś zastrzyk, a to ściągnięcie szwów.

Oczywiście jak to również bywa, chodzę do najbliższej szkoły, gdzie 99% moich nauczycieli to również moi sąsiedzi.

Wracam kiedyś do domu i co widzę? Mój wychowawca z wypiętym gołym tyłkiem klęczy tyłem do mojej mamy. Robiła mu zastrzyk.
Jego mina następnego dnia na godzinie wychowawczej bezcenna :D

#4tO17

Kiedy byłam młodsza, za moje wszelkie przewinienia mama zamykała mnie w... piwnicy.
Czasem było to kilka minut, czasem godzina, czasem więcej.
Mama gasiła światło i zamykała drzwi na klucz, a ja byłam przerażona, ponieważ były tam miliardy ogromnych pająków i innych obrzydliwych robali.

Teraz mam 16 lat, mam arachnofobię i klaustrofobię, które okropnie przeszkadzają mi w codziennym życiu. Kiedyś rano zobaczyłam na podłodze wielkiego czarnego pająka - zamknęłam się w pokoju i nie poszłam do szkoły.
Nie ma mowy o wejściu do windy czy zamknięciu się w publicznej toalecie.

Dziękuję, mamo.

#hZHH1

Po ostatniej mocno zakrapianej imprezie kumpel zgodził się mnie przenocować.
 
Nie wiem, czy ktoś z Was też ma jakieś dziwne sny po alkoholu, ale mi się śniło, że stoję na ringu, mam rękawice bokserskie, a moim przeciwnikiem jest jakiś 2-metrowy olbrzym. Myślę sobie, no to do dzieła, czego to się nie robiło w życiu, ale jakoś słabo mi szło, dostawałem baty, co mnie coraz bardziej rozwścieczało. Wkurzyłem się już na tyle mocno, że rzuciłem się na wielkoluda, spychając go jakimś cudem do narożnika i zacząłem z całych sił okładać pięściami. Naprawdę, czułem w sobie tę mega moc, że mogę pokazać mu gdzie jego miejsce!

Przeciwnik już się chwieje na nogach, widzę już biegnących w moim kierunku sędziów. Trzech sędziów w białych koszulach rzuca się na mnie i mnie odciąga, ale czułem w sobie tę moc, że naprawdę ciężko im to przyszło. Ale w końcu udało się, posadzili mnie w moim narożniku i nadal trzymają, bo ciągle się wyrywałem, po czym nagle, plask! Jeden z sędziów daje mi z liścia, który zakończył całą walkę... ponieważ się obudziłem.
Co się okazało?

W nocy zacząłem zasłaniać głowę rękami, przed nie wiadomo czym, by zaraz rzucić się na szafę, która stała naprzeciw mojego łóżka i z całych sił okładać ją pięściami. Uderzałem w nią z całych sił tak długo, aż nie przybiegła cała rodzina mojego kumpla, zaalarmowana hałasem. Kumpel, jego brat oraz jego ojciec zaczęli mnie odciągać. Podobno szarpali się ze mną dobre 5 minut, aż w końcu udało im się mnie posadzić, ale bylem tak nabuzowany, że musieli mnie trzymać, ponieważ ciągle się wyrywałem, aż w końcu jeden z nich zdzielił mnie "listwą" i obudził.

Najdziwniejsze jest to, że po przebudzeniu popatrzyłem na nich, po czym jak gdyby nigdy nic położyłem się spać i od razu zasnąłem.

Bilans to wgniecenia w szafie (dość duże), złamanie ręki oraz obdarcie ich aż do krwi.
I to, że raczej nigdy więcej nie zostanę tam na noc, chociaż rodzinka spoko, zawiozła do szpitala i pośmiali się ze mnie razem z lekarzem.

#wDogy

Ostatnio zauważyłam u siebie problem ze znikającymi ciuchami. Nikt z domowników nie widział ostatnio rzeczy, których poszukiwałam. Czyżby pralka weszła na nowy poziom i oprócz skarpetek pożerała też ubrania?

Następnego dnia miałam się spotkać z chłopakiem, postanowiłam wbić się w ulubioną sukienkę. Wyprałam, powiesiłam na podwórku za domem. Warto dodać, że płot odcinający mnie od sąsiedniego ogródka nie jest za wysoki.
Wychodzę z zamiarem zdjęcia prania i wpadam w furię. Sukienki nie ma! Rozglądam się, czy przypadkiem wiatr jej gdzieś nie porwał, chociaż to był typowy upalny dzień. Ani śladu. No trudno, nie mam czasu, trzeba wymyślić coś innego, śledztwo przeprowadzę innym razem.

Jakieś trzy dni później w nocy obudził mnie hałas. Podbiegam do okna i co widzę?
Moją kochaną sąsiadkę, leżącą wraz z przewróconym drewnianym płotem pod moim praniem. Tak, kradła mi ubrania z podwórka :)

#ll5Zx

Dość często można przeczytać tu o genialnych pomysłach rodzeństwa/rodziców/dziadków/partnera. Myślę jednak, że mój brat byłby brany pod uwagę w klasyfikacji "WTF". Oto jego pomysły.

Talerze i szklanki braciszka zawsze lśnią, nie ma co nawet myśleć o smugach, jednak jedzenie ma dziwny posmak. Ostatnio dowiedziałam się, że tak naprawdę w butelce Fairy znajduje się odżywka do włosów.

Kiedyś poprosił mnie, żebym przyniosła chleb z zamrażarki. No to poszłam do spiżarni, otwieram, a tam poduszki. Bo mu się niedobrze śpi na ciepłych.

W dzieciństwie uwielbialiśmy oglądać "Przygody Pippi Langstrumpf", jednak widok jak pędzi po kuchni z przyczepionymi mopami do nóg i tak mnie zaskoczył.

Wszystkie ręczniki w praniu, a ty chcesz się wykąpać? Przecież po to stworzono poszewkę od kołdry.

Ma basen wypełniony balonami z wodą. Przyczepiony do deskorolek. Wozi się nim po korytarzu i salonie.

O kubku wypełnionym gąbkami i przyczepionej do niego szczoteczce elektrycznej wolałabym nie wspominać, gdyby nie fakt, że jakiś czas temu poznał dziewczynę. Myślałam, że trochę go naprostuje, dopóki nie zobaczyłam, że wśród jej pięknie pomalowanych, długich paznokci, znajduje się jeden złamany z przyklejoną kartką mającą dawać złudzenie, że wszystko okay.

Boję się, jakie dzieci wyjdą z tego związku.

#50IKM

Dziś rano zadzwoniła do mnie moja siostra z prośbą, abym pomogła jej w kupnie laptopa dla siostrzenicy. Siostrzenica nazbierała pieniądze z komunii i urodzin, więc miała określoną kwotę - max 3 tysiące. Pracuję jako informatyk, więc bez problemu wyszukałam odpowiedni model, ale niestety - drogi. Gdy mój szef zobaczył nad czym kombinuję, zaproponował bez wahania, że odstąpi mi swoją 35%-ową zniżkę na ten model, bo sam miał zamiar kupić, ale z jakichś przyczyn nie będzie tego robił, a tak to rabat nie przepadnie.

Aby jeszcze zejść z ceny, pomyślałam, żeby zaproponować siostrze oryginalną licencję systemu operacyjnego (z racji tego, że studiuję informatykę, mam dostęp na czas studiów do niektórych zasobów za darmo). Dzwonię więc uradowana z pytaniem, czy takie opcje jej odpowiadają. Wszystko opowiadam. Po czym słyszę:

- No chętnie weźmiemy taki laptop... A czekaj, z tego co pamiętam, ty dałaś Kasi tylko 100 zł na komunię, może jej coś jeszcze dokupisz?

I mnie zamurowało.
Owszem, na komunię rok temu do koperty wrzuciłam "marne" 100 zł, bo tylko na tyle mogłam sobie pozwolić. Studia, miałam problemy z pracą i w zasadzie to cała rodzina o tym wiedziała, więc taki tekst trochę zabolał...

PS. Mam zamiar kupić szefowi dobry alkohol za tę zniżkę!
Dodaj anonimowe wyznanie