#suZLO
Autobus ma zaraz ruszać, a ja poczułem dziwny skręt w brzuchu. Myślę sobie, że śniadania nie zjadłem i to pewnie będzie to. Słucham dalej. Nagle po raz drugi doznaję tego niepokojącego uczucia. Zdjąłem słuchawki i słyszę to dziwne bulgotanie dobiegające z czeluści moich jelit. W tym momencie już wiem co się święci. Nie jest dobrze. Wysiąść nie mogę, bo nie zdążę do pracy, a nawet jeśli, to i tak nie ma gdzie w pośpiechu udać się na stronę. Zaciskam zęby. Jadę!
Jako, że wsiadam na pierwszym przystanku, to autobus jest praktycznie pusty i jakoś wybitnie nie krępuje mnie ten głos pana ciemności, dobiegający z mojego brzucha. Z każdym przystankiem ludzi jednak przybywa. Póki co rozsiadają się w dość dużym promieniu ode mnie. Pewnie mają mnie za psychopatę. Siedzi z wytrzeszczonymi oczami, mętnym wzrokiem wpatrzony w oparcie fotela przed sobą, z kroplami potu na czole. Wolne miejsca się kończą, pole manewru wsiadających jest coraz mniejsze i nagle spada na mnie grom z jasnego nieba!
Siada obok piękna dziewczyna. Co tu robić, co robić?! Nerwowo zadaję sobie wciąż to samo pytanie. Moje zażenowanie sięga górnych granic. Jelita jakby się wściekły i wręcz niczym organy kościelne rozbrzmiewają na cały autobus. Czuję jak moja twarz staje w płomieniach ze wstydu. Mam przecież słuchawki! Zatapiam się dźwiękach ukochanych melodii, zwiększając głośność maksymalnie, aby najlepiej nie słyszeć własnych myśli.
Byłem naiwny sądząc, że to coś pomoże, przestałem w ogóle słyszeć muzykę i potrafiłem tylko wsłuchać się we wzywający mnie zew natury. Nerwowo spoglądałem przez okno ile jeszcze zostało do końca mojej wycieczki wstydu. Kątem oka zerkałem też na dziewczynę. Siedziała z twarzą pokerzysty. Reszta drogi minęła mi na rozmyślaniu o tym, co żenującego myśli sobie o mnie reszta pasażerów.
Na moim przystanku wypadłem z autobusu jak poparzony, w pobliżu była stacja benzynowa. Prawie wbiegłem do środka. Prawie, bo przez to, co działo się z moim organizmem nie byłem już w stanie szybciej się poruszać. Zawsze miałem problem żeby skorzystać z toalety publicznej, nawet jedyneczka mnie krępowała. A tym razem, możecie mi wierzyć, nic dla mnie nie istniało na tej stacji. Widziałem tylko drzwi toalety na końcu korytarza. Po wyjściu zobaczyłem ile ludzi było akurat w środku. Myślę, że nie dało się mnie nie słyszeć. Kupiłem tylko coś do picia żeby zrehabilitować się za gęstą atmosferę i szybkim krokiem wyszedłem w stronę pracy.
Tę dziewczynę widuję często. Zapytałbym co słychać, ale boję się, że odpowie "gówno".
Nie no, traumy nie mam i przynajmniej skończyły mi się problemy z korzystaniem z publicznych toalet ;)
Przynajmniej zdążyłeś do toalety, nie to, co większość :D
I nie ma traumy, tak jak większość tutaj ;D
I nie są po ślubie
I nie mają dzieci :D
I nie zdradził go mąż
Niestety jestem 'wiekszosc' :'( Jak uklad pokarmowy cale zycie mialam ze stali (kefir+kawa+jablko=zdrowa kupka;), tak pewnego dnia cos zgrzytnelo i poczulam ze musze do toalety juz teraz NATYCHMIAST.
Nie zdazylam. Od natychmiastowej smierci ze wstydu uratowaly mnie tylko ciasne majtasy i kurtka, ktora przewiazalam sobie w pasie...
Zapytałbym co słychać, ale boję się, że odpowie "gówno". - Hahahaha, śmiechłam 😂😂
Haha. Mnie też to rozwaliło 😀😂
A kogo nie xD Mało nie padłam XD
Mistrz po prostu :D
A ja padłam xd
To rozwaliło system :'D
ja tez ryknelam na caly glos w pracy :)
Mogla by tez powiedzieć. "Gowno z tego bedzie"
Ważne że przetrwałeś atak kupy i dzielnie z nią walczyłeś. Powinieneś być z siebie dumny.
Ja przepraszam bardzo, ale całe to długie wyznanie jest o gościu któremu chciało się do kibla, bo go cisnęło i na szczęście zdążył?
Ale jak w każdym anonimowym wyznaniu jest trauma, więc to wyznanie jak najbardziej tu pasuje :)
Nie wiem kto dodał tu to gówno.
Alfons nie mów mi jak mam żyć.
Boże to było na Polsacie. Takie zryte a zwlaszcza ta piosenka 😅
*przepraszam komentarz dodany nie w to miejsce. Wybaczcie.
Też dziś robiłam kupę.
Smaczna.
To fajnie
Kupiłem tylko coś do picia żeby zrehabilitować się za gęstą atmosferę :D
I tu mi się przypomniał dialog podczas panującej w seminarium duchownym grypy żołądkowej:
- Jak leci?
- Często, ale rzadko. :D
Nie jesteś sam przyjacielu 🐷🐗🐲
Rozwieję Twoje wątpliwości - ona nie zapomni.
Brawo ty, zdążyłeś do kibla jako jeden z niewielu tutaj