#oTeRJ
Wszystko zmieniło się, od kiedy poszliśmy do szkoły średniej (ja liceum, on technikum). Prawie od samego początku zaczął mnie podrywać, zapraszać na wypady do kina, do miasta, na spacery, na noce filmowe do niego do domu (!), na jego siedemnastych urodzinach byłam jedynym gościem, w wiadomościach na fb często zwracał się do mnie określeniami „kotek”, „księżniczka”, „skarbie”. Kilka razy zwróciłam mu nawet uwagę, że mi się to nie podoba (tym bardziej że jego matka upatrzyła mnie sobie na swoją synową, Boże uchowaj mnie od tej kobiety). Czasem nie zwracałam uwagi na jego wiadomości, bo już nie miałam do niego siły. Nie miałabym w sumie nic przeciwko rozmowom z nim, gdyby nie jeden mały problem: my nie mamy żadnych wspólnych tematów. Rozmowa kręci się tylko dlatego, że ja coś opowiadam, a z jego strony nie ma co liczyć na coś więcej niż słuchanie mnie i komentarze w stylu „och”, „aha” i tym podobne. Kiedy milknę, rozmowa się urywa. Warto też dodać, że o ile na fb wykazuje się niebywałą odwagą, tak w rzeczywistości jest kompletną ciapą, żeby nie użyć brzydszego określenia. W każdym razie w ciągu tych lat kilka razy mówiłam mu, że nigdy nie będziemy razem. Nie dotarło. Nadal mnie zapraszał i często składał dwuznaczne propozycje. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego po prostu nie zerwałam z nim kontaktu. Otóż mieszkamy na tej samej wsi, chodzimy do tej samej szkoły, jeździmy tym samym busem o tej samej godzinie, w dodatku ja na przystanek chodzę pieszo, a on jedzie rowerem i zawsze zatrzymuje się obok mnie, więc nawet nie mam jak go unikać (busy chodzą tak, że gdybym jechała następnym, spóźniałabym się na lekcje).
Na studniówce tańczył ze mną poloneza, jednak nie był moim studniówkowym partnerem. Piszę to dlatego, że wczoraj napisał do mnie, że po studniówce dużo myślał i musimy porozmawiać o przyszłości. Już się boję... Słodki Merlinie, miej mnie w swojej opiece ;_;
Spokojnie przecież wszyscy wiemy jak to się skończy. Ty mu powiesz że nic z tego nie będzie, on pokiwa głową a potem na fb nazwie cię dziwka.
Swietnie to ujelas.
Spokojnie. Za parę miesięcy koniec szkoły i skończą się wspólne przejazdy, wyjedziesz gdzieś na studia i łatwiej będzie Ci urwać kontakt. Póki co, metoda zdartej płyty - nie, nie jestem zainteresowana, nie mam czasu, itp. Nie podtrzymuj rozmowy na siłę z grzeczności, nie musisz się do typa odzywać nawet jak już musisz z nim iść na ten autobus, small talk nie jest obowiązkowy a on najwyraźniej odbiera to jako zainteresowanie.
Miałam takiego upierdliwego "adoratora", notorycznie go blokowałam na messengerze, ale potem litość brała górę i odnawialiśmy kontakt. Gość też kompletnie nie rozumiał "nie". W szkole średniej poszliśmy w zupełnie innych kierunkach i drogi nam się rozeszły, ale na pewnym etapie on wyleciał ze swojej szkoły (to jest bardzo patologiczna ale długa historia) i zaczął chodzić do technikum w tym samym mieście, co moje liceum. A że dojeżdżal tam jeden przewoźnik, jeździliśmy czasem tym samym busem i zawsze się dosiadał. Rzadko się mijaliśmy, bo mnie rano najczęściej podwozia mama, a popołudniu kończyliśmy o różnych porach. Któregoś poranka wsiadłam do busa zaspana (mama miała na inną godzinę do pracy akurat wyjątkowo), zobaczyłam go na miejscu niedaleko jedynego wolnego miejsca i pomyślałam,że mam dość, koniec. Włożyłam słuchawki, wyjęłam książki i zignorowalam go w najbardziej chamski możliwy sposób. Gość stukał mnie palcem po ramieniu i potrząsał, a ja nawet nie podniosłam głowy. Kontakt z nim był straszliwie męczący, rano zawsze miałam obniżona tolerancję na ludzi, a zwykłego "nie" nigdy nie rozumiał (jak dałam mu kosza, to kazał mi wypisać co najmniej 30 niezależnych argumentów dlaczego nie). Dostałam smsa o treści "fajnie tak być zignorowanym", na którego nie odpisałam i tak nasz kontakt ostatecznie umarł. Może to nie było.xbyt dojrzałe, ale biorąc pod uwagę jego reakcje na zwykłe próby ograniczenia kontaktu,.dostał to, na co zasłużył
to powiedz, że Twoja przyszłość jest w innym, dużym mieście jako studentka i jak tylko zdasz maturę to uciekasz i nie wracasz, bo nie ma do czego.
Jak będzie mówił, że też pójdzie na studia to spoko - niech idzie, ale to będzie rok, mimo wszystko, gdzie nie będziesz się z nim widywać (w końcu technikum trwa rok dłużej) i raczej do tego czasu kogoś poznasz, albo on kogoś pozna i będzie męczył bułę jakiejś innej.
Na pewno przygotuj się na to, że będziesz miała teraz bipolara bo będzie mówił, że chce z Tobą być, a potem będzie wyzywał bo "jak śmiesz nie chcieć być z nim".
Powinnaś to zgłosić na policję, to jest stalking
Stalking tutaj będzie naciągany, na 80 procent policja powie, że to nic takiego, gość zwyczajnie widzi, że są z tej samej wsi i stąd myśli, że ma przez to jakieś bonusowe punkty, myślę że jak na studia gdzieś ona wyjedzie, to gość uczepi się jakieś innej pobliskiej Anetki czy Jadzi
Ale jednak uszczerbek na zdrowiu psychicznym ewidentnie jest
Nie twierdzę że nie, ale tylko pisze jak mogłaby zareagować policja, może bym tego nie poparł, ale jeśli jest on uporczywy, to proponowałbym dwa wyjścia. Jedno to ogarnąć jakiegoś większego kolege czy kuzyna i żeby koledze wyjaśnił dosadnie sprawę. Albo niech ona zbiera dowody w postaci wiadomości, zwłaszcza tych dwuznacznych i w miejscu publicznym na przykład w klasie przy wszystkich niech każe mu się odwalić, albo wezwie policję, mogłaby się głośno zachować, wręcz krzyczeć na niego, żeby każdy to słyszał i mogłaby pokazywać wiadomości. Jeśli to faktycznie życiowa ciapa, to ziomek będzie potwornie upokorzony przez tą dramę i może to go przekona, a tak poza tym świadkowie będą po jej stronie jak coś.
Racja, chyba tak będzie najlepiej. Z doświadczenia wiem, że na takich typów nie działają prośby