#GMoDx

Chciałabym poruszyć temat, który od pewnego czasu mnie niepokoi, a z osobistych względów ostatnio stał się dla mnie dość ważny. Być może moje poglądy nie spodobają się wielu osobom, ale trudno. Chodzi o aborcję.

Jestem osobą, która zawsze stara się znaleźć złoty środek i tak było także tutaj. Niezwykle drażnią mnie teksty typu „wpadliśmy, ale nie chcemy być rodzicami, kosztowało nas to sporo stresu, ale udało się usunąć, a jakże cudownie byłoby zrobić to ot tak, bez problemu”. No kurczę, nie do końca. Jeśli ktoś świadomie decyduje się na seks, ZAWSZE musi brać pod uwagę, że ciąża może się zdarzyć. To jest branie odpowiedzialności za swoje czyny. Mówią „moje ciało, moja sprawa”, otóż nie do końca. Wtedy to nie jest już tylko twoja sprawa. Jeśli ktoś naprawdę nie ma warunków, jest mnóstwo ludzi, którzy chcą mieć dzieci, a nie mogą. Wtedy da się szansę temu małemu człowiekowi, swojemu dziecku.

Żeby była jasność – nie jestem katoliczką i zawziętą obrończynią życia. Uważam, że w przypadku wystąpienia poważnych wad u płodu rodzice powinni mieć prawo do decyzji. Ale okrutne wydaje mi się podejście na zasadzie „a, zaszłam se w kolejną nieplanowaną ciążę, no nic, umówię się na zabieg na czwartek, będzie po wszystkim”.

To wszystko boli mnie bardziej, bo sama zaszłam kiedyś w nieplanowaną ciążę. Miałam dużo szczęścia, bo pokochałam swoje dziecko praktycznie od momentu, gdy tylko zobaczyłam je na USG. Zaraz powiecie, że nie każdy ma tyle szczęścia. Może nie, ale jeśli kobieta panicznie boi się ciąży czy macierzyństwa, może to potraktować jako fobię i pójść z tym do psychiatry. Może. Ale trzeba chcieć. Trudno chcieć, jeśli każdy przekonuje ją, że w takiej sytuacji najlepiej jest pozbyć się problemu. Gdy ktoś ma fobię społeczną, zalecane jest leczenie, a nie zamknięcie się na cały świat, prawda?
Na koniec, zdaję sobie sprawę, że zaleje mnie fala krytyki po tym wyznaniu, ale moim celem było jedynie przekazanie swoich myśli i być może zwrócenie uwagi na to, że nie wszystko jest czarne albo białe.
Cystof Odpowiedz

W skrócie dla leniwych:

Nie jestem katoliczką i zawzięta obrończynią życia ale tak tylko przypadkiem powtarzam frezesy zawziętych obrońców życia, nie po to żeby krytykować i to na pewno nie jest bait by wywołać g%wnoburzę w komentarz!"

Cystof

Kiedy ta strona dorobi się funkcji edycji bym mógł usunąć literówki...

SceptCyn

Jak wystarczająco szybko się zdecydujesz na poprawki procedura wygląda tak: skopiuj treść komentarza -> usuń komentarz -> wklej i popraw -> wyślij ponownie;)

Duszka1 Odpowiedz

Dlaczego prawo wyboru sprowadzasz do fobii? Jeśli koniecznie nie chcesz zjeść pomidorowej to od razu oznacza, że się jej boisz? To faktycznie byłby problem...

Też kiedyś byłam rozdarta w tym temacie, ale z czasem zrozumiałam, że popełniam błąd szafując słowem "odpowiedzialność", którego po prostu nie rozumiałam. Bo owszem, seks zawsze oznacza ryzyko. Można się zabezpieczać na różne sposoby, zwracać uwagę na dietę, poddać się sterylizacji czy wazektomii (zarówno najbardziej popularna metoda sterylizacji jak i wazektomia nie dają 100% gwarancji), ale gdzieś coś nie zagra tak jak trzeba i jest wpadka. Dla Ciebie tu właśnie pojawia się "odpowiedzialność".

A odpowiedzialność tak naprawdę zaczyna się dużo dalej. I nie jest to fobia. Ale, żeby to zrozumieć musisz sięgnąć do historii, których niestety nie brakuje w internecie. Chyba najbardziej dosadna jest grupa "żałuję rodzicielstwa" na fb, ale często też na "matkowych" grupach można spotkać mnóstwo takich przypadków. I bardziej bezpośrednio - we własnym otoczeniu. Twoją "odpowiedzialność" ponoszą bowiem wszyscy. Matka, która mimo terapii nie potrafi pokochać własnego dziecka, która została ze wszystkim sama mimo licznych obietnic rodziny i przyjaciół, która nagle staje się człowiekiem, którym nigdy nie chciała się stać. Ojciec, który jest wiecznie rozdrażniony, bo przecież nie taki obraz "rodziny" mu serwowano, który nie poznaje swoje żony i nie zgadza się na wykładanie kasy na łóżeczko, bo jakim cudem kilka zbitych desek kosztuje aż tyle?! A wiesz, kto w tym wszystkim najbardziej cierpi? To dziecko. W zależności od tego, w którym modelu wyląduje albo znosi chłód emocjonalny albo słyszy, że jest śmiec...iem, który nie powinien się nigdy urodzić.

Czy widzisz tu jakąś osobę szczęśliwą? Nie? Ale przecież wedle Ciebie wystarczy zapisać się do psychiatry. I cała trójka niech jedzie na psychotropach. Może nawet do końca życia. Bo przecież według Ciebie to właśnie jest odpowiedzialność, prawda?

Postac Odpowiedz

Każdą ciążę zaniosłam ciężko, ale niech będzie ostatnia jako przykład.
Rzygałam jak kot, a tabletki na mdłości powodowały u mnie okropne zawroty głowy - więc ich nie brałam. Zmęczenie takie, że wracałam z pracy i szłam spać, żeby wstać następnego dnia do pracy. Przez to poszłam na chorbowe bardzo szybko. Ominęły mnie z tego powodu 2 podwyżki. Bolały mnie biodra, żebra i skóra na brzuchu. Do końca ciąży zdarzały się wymioty, nie mogłam jeść, nie mogłam się ruszać (bo dziecko się krzywo ułożyło), do toalety chodziłam co 15-30 minut. Nie mogłam spać. Nie miałam siły zajmować się starszymi dziećmi. Na szczęście dziecko zdrowe.
Ciąża przenoszona, wywołanie porodu bardzo bolesne i nieskuteczne, dziecko duże, finalnie cesarskie cięcie. To jest operacja przypominam, ból po tym niesamowity, rozejście mięśni, obniżenie narządów - potrzebna fizjoterapia uroginekologiczna, która nie jest refundowana.

Jakbym się zdecydowała na aborcję, bo nie daje rady, to jaki obrońca życia by mi pomógł w codzienności? Czy tylko by krzyczał, że to nie tylko mój wybór? Jak nie mój to czyj? Kto ponosi konsekwencje - ja, czy anonim?

Torototo

Chwała Tobie za odpowiedzialność i poświęcenie. Wiesz, jaka jest waga życia i tylko przyklasnąć Twojej postawie.
A co do Twojego pytania: na tym świecie w każdej sytuacji (i przy porodzie, i przy aborcji) ponosi konsekwencje kobieta, w przypadku aborcji wiadomo, że i dziecko, bo to ono jest mordowane. Kobieta będzie znosić ból, urazy wewnętrzne, uraz na psychice. Więc dziesięć razy niech się zastanowi, czy chce się dopuszczać możliwości zajścia w ciążę.
Niedawno rozmawiałam z kobietą, która miała założoną spiralę. Spirala była jeszcze w połowie swojej ważności, a mimo to kobieta zaszła w ciążę. Lekarz zadecydował, że należy wykonać aborcję.
Dziesięć razy się zastanowić. Odpowiedzialność i konsekwencje leżą na nas, w każdej sytuacji.

ohlala

@Torototo

Dziecko nie ponosi żadnych konsekwencji, bo nie ma dziecka. Jest płód. A odsetek kobiet żałujących aborcji jest niewielki.

"Lekarz zadecydował, że należy wykonać aborcję" - co za wyssana z palca bzdura.

Koniczynka368 Odpowiedz

Piękne podsumowanie: nie wszystko jest czarne albo białe. Może sama weźmiesz sobie te słowa do serca, bo to wyznanie im przeczy.

Tylkopoco Odpowiedz

Gratuluję, nie chciałaś aborcji więc jej sobie nie zrobiłaś. Daj innym żyć jak chcą. Aborcje wykonuje się z przeróżnych powodów, nie tylko z powodu lęku przed porodem. A ty co? Zmuszałabyś kobietę chcącą przeprowadzić aborcje do przymusowego leczenia psychiatrycznego by zrozumiała że chce urodzić?

ohlala Odpowiedz

Masz rację, nie jesteś obrończynią życia - jesteś pro-birth.

TakiTen Odpowiedz

Nie ustawiaj innym życia.
To ich życie ich decyzje i ich konsekwencje nic Ci do tego.
Nie znasz historii danej osoby, jej psychiki ani nic tylko suche fakty. Wiec po co oceniać zmuszać umoralniać? Czujesz moralna wyższość nad innymi bo nie dokonałaś aborcji i teraz chcesz ich pouczać...
To już wole hipokrytów zasłaniających się wiara i naukami kościoła.

karlitoska Odpowiedz

OMG, możesz sobie myśleć co chcesz, prawda jest taka, że to nie jest walka o dostęp do aborcji, bo on jest czy ci się podoba czy nie. To jest walka o dostęp do bezpiecznej aborcji i wsparcia. Kobiety od bardzo dawna znały sposoby na zbywanie niechcianej ciąży. Tu chodzi o to, żeby nie musiały kupować tabletek w podziemiu.

coztegoze2 Odpowiedz

Tylko, że sama ten temat traktujesz w sposób czarno-biały. Jak ktoś ma fobię związaną z ciążem i porodem to może zdecydować, że po prostu nie chce mieć dziecka. To całkiem skuteczny sposób.

Diddl Odpowiedz

Zgadzam się w jednym z tobą: Nie jesteś pro life, tylko pro birth. Tak jak większość ludzi szumnie zwącymi się obrońcami życia (ale tylko póki się nie urodzi). Przedstawiłaś tu wszystkie klasyczne argumenty ,,pro life". Wiesz że nie każde dziecko oddane do adopcji tej adopcji doczeka? Adopcja to nie jest łatwy proces i wcale nie ma tłumów chętnych do adopcji (chociaż pro life powinni się kolejkami do adopcji ustawiać, a jakoś tego nie robią), a tymczasem domy dziecka są przepełnione. Plus ciąża (o czym powinnaś wiedzieć, skoro w niej byłaś) to jest obciążenie dla organizmu, niesie ze sobą konsekwencje zdrowotne, podobnie jak poród. Nie każda chce przez to przechodzić, tylko po to, żeby ,,dać szansę swojemu dziecku", nie mając żadnej gwarancji, że to dziecko w ogóle znajdzie kochającą rodzinę, że ktoś je adoptuje, że nie spędzi całego dzieciństwa w domu dziecka i że nie będzie tam gnębiony. Piszesz że nie wszystko jest czarne albo białe, a całe twoje wyznanie jest przedstawione w stylu ,,czarne albo białe". To że ktoś nie chce ciąży, nie znaczy że ma fobię. A nawet jak kobieta faktycznie ma tokofobię, to jedna wizyta u psychiatry nie sprawi nagle, że będzie chciała zatrzymać niechcianą ciążę i urodzić. Prędzej poroni ze stresu związanym z fobią. Fobii społecznej też nie wyleczysz jedną wizytą u psychiatry, jak już chcesz porównywać. I osoby z fobią społeczną nie należy zmuszać na siłę do wyjścia do ludzi, bo to zamiast pomóc, przyniesie odwrotny skutek. Więc tym bardziej kobiety z tokofobią nie należy zmuszać do donoszenia niechcianej ciąży i porodu. Jeszcze kwestia tego, że kobieta tokofobii może nabawić się po traumatycznym porodzie, tzw. tokofobii wtórnej. Taką jakby zaszła w niechcianą drugą ciążę też wysłałabyś do psychiatry, myśląc że wtedy magicznie przestanie się bać? I niepokochanie dziecka nie równa się paniczne banie się ciąży. Po prostu nie każdy chce mieć dzieci. I nikt nie traktuje aborcji jak antykoncepcji jak ty sugerujesz.

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie