#d4SIT

Zalogowałam się na Tinderze. Pierwsze „matche” posypały się szybko i zaczęła się kaskada znajomości... tych normalniejszych i tych, dyplomatycznie rzecz ujmując, specyficznych. W tym wyznaniu jednak chciałam skupić się na mojej pierwszej „randce” z Tindera. Miało to miejsce dłuższy czas temu, ale dopiero niedawno dotarło do mnie, że to stało się naprawdę i że chcę się tym podzielić.

Pisanina się kleiła przez kilka dni, więc wymieniliśmy się numerami telefonu. W trakcie rozmowy wydał się lekko specyficzny, ale zrzuciłam to na nerwy. Zaproponował spotkanie, ja zaproponowałam czas i miejsce – samo południe w dość chętnie uczęszczanym przez spacerowiczów parku. Za ten wybór do dziś jestem sobie wdzięczna.

Zjawiam się o wyznaczonej porze, podchodzi do mnie facet, wyglądający na grubo ponad 30 lat... W profilu miał 24, ale stwierdziłam, że co mi tam... jak już przyszłam, to chociaż pogadam. Spytałam o wiek, on kurtuazyjnie odpowiedział: „Wiesz, piwko i papierosy robią swoje, hy, hy”. To był pierwszy raz, kiedy mój mózg dał mi jasny sygnał „UCIEKAJ!”. Zignorowałam jednak mózg, zaczęliśmy spacerować.
Rozmowa szła całkiem normalnie, do momentu, kiedy nagle zaproponował, że puści mi „świetną nutkę”. Nie wiem, czy kojarzycie „Demonologię”, ale jeśli nie, to tylko w skrócie powiem, że teksty dość obrazowo przedstawiają zjawiska takie jak nekrofilia, kanibalizm i gwałty. Kwestia gustu, co się komu podoba, ale dość odważny wybór repertuaru na pierwszą randkę.

Odsłuchałam, lekko mnie zatkało. Popatrzył na mnie z powagą, po czym zaczął się śmiać jak rasowy psychopata. Spoważniał. Po chwili patrząc mi w oczy, spytał: „Masz ochotę na s3ks? Bo ja bardzo”. Dopiero wtedy komunikat „UCIEKAJ!” dotarł, gdzie powinien. Wydukałam tylko: „Źle trafiłeś. Idę w drugą stronę, a jak będziesz za mną szedł, to zacznę krzyczeć”. Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Na szczęście iść za mną nie miał odwagi. Wydzwaniał i wypisywał do mnie jeszcze przez kilka tygodni z różnych numerów, aż w końcu odpuścił.

Po tej przygodzie przekonałam się, że gaz pieprzowy to jednak nie fanaberia, a uraz do spotkań z ludźmi poznanymi przez Internet miałam przez kilka miesięcy.

PS Macie jakieś straszne/śmieszne przygody z Tindera albo przemyślenia na temat tej apki? Chętnie poczytam. Myślę, że nie tylko ja ;)
norskemeg Odpowiedz

Kiedys, dawno temu spotkalam sie z jednym gosciem, byl bardzo mily, gdy pisalismy, w realu takze bardzo mily. Tylko jeden problem- brakowala mu kilku przednich zebow. Udawalam, ze tego nie widze i wszystko jest okay. Rozmowa tez byla okay, ale sie nie odezwalam po "randce" i pozniej zawsze chcialam zdjecia z usmiechem od przyszlych randek by nie ryzykowac. Chlopak trenowal jakies sztuki walki, wiec moze to dlatego? Nie wiem, ale wspolczuje mu.

Dragomir

Miał szczęście, że sama się zawinęłaś :)

ludojadow Odpowiedz

Miałem mnóstwo tinderowych przygód, w tym kilka z nękaniem xD Ale długoby pisac xD

Dragomir

Jak to Ty nękałeś, to faktycznie słaba autoreklama.

Dragomir Odpowiedz

Czyli jednak nie miałaś ochoty na strzyks? :)

wyzwolonaa Odpowiedz

Kiedyś umówiłam się na randkę w drogiej restauracji (ja wybrałam miejsce). Zjadłam naprawdę pyszny obiad, ale gość mi się nie podobał, więc od początku zamierzałam go spławić. Niestety on okazał się szybszy, powiedział że idzie do toalety i zniknął. Pół godziny później podchodzi kelnerka i wręcza mi rachunek za moje danie (on zamówił coś tańszego). Byłam w szoku, że tak mnie potraktował, ale jako kobieta z klasą zapłaciłam

HansVanDanz

Kobieta z klasą licząca na darmowy posiłek.
Jesteś zlepkiem memów i stereotypów.

Dragomir

Postmodernistycznym zlepkiem trollowego gunwa.

wyzwolonaa

@HansVanDanz no wiesz, jeśli facet zaprasza mnie na randkę to powinien zapłacić. Podstawowe zasady kultury, ale tego widać na wykopie nie uczą

Dodaj anonimowe wyznanie