Pracuję w miejscu, gdzie mam stały kontakt z ludźmi (klientami), od tego czasu myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy (ludzie są różni).
Ale do sedna.
W moim miejscu zatrudnienia ludzie mają dostęp do toalety (mogą swobodnie wejść i załatwić potrzebę). Notorycznie znikają odświeżacze powietrza, które są usytuowane dość wysoko, więc jak je kradną? Nie wiem, ale to co ostatnio się wydarzyło przeszło moje oczekiwania.
Jeden z gości odwiedzających WC wyniósł... sedes.
Tak, kibelek w całej jego okazałości, który oczywiście przymocowany był do podłogi.
Oczywiście po wyjściu z paraliżującego mnie zaskoczenia dogoniłem pana i sedes odzyskałem.
Opowiem wam historię z 1 września. Jak wiadomo, nowy rok szkolny, mniej młodych chłopaków - więcej grzybów dla mnie.
Poszedłem o 5 do lasu, po drodze mijając faceta siedzącego przy drzewie i bawiącego się zapałkami (zapalał i dmuchał). Wydawało mi się to dziwne, ale cóż, różni są ludzie. Chodząc dobrą godzinę po lesie usłyszałem przeraźliwy krzyk, obracając się dookoła, bo jak każdy wie echo idzie niezłe, próbowałem zlokalizować kierunek... Po chwili widzę faceta spod drzewa, biegnącego w moją stronę. Zastanawiałem się co on robi i nagle zobaczyłem odyńca wielkości połowy malucha, poważnie, nigdy takiego wielkiego dzika nie widziałem. Po chwili zacząłem uciekać, zastanawiając się po co ten facet biegnie w moja stronę. Takim właśnie sposobem dzik przestał jego gonić, a zaczął mnie... Nie sądziłem, że wejdę tak szybko na drzewo. Spędziłem tam dwie godziny... Ot, taka przestroga dla grzybiarzy :)
To, że chodzenie do ginekologa jest krępujące wie każda kobieta. Chyba że trafi się na dobrego lekarza. Miałam różnych lekarzy, ale przy tym ostatnim to się naśmiałam.
Poszłam z mamą do ginekologa, którego nie znałam. Mama weszła pierwsza, ja jeszcze rozważając ucieczkę czekałam na maminkę. No, ale niestety. Nadszedł mój czas. Wchodzę do lekarza (G) i rozgrywa się dialog:
G: Pani J.?
J: Tak, to ja.
G: A ta pani wcześniej.... Też pani J.?
J: Tak, też pani J.
G: A kto to jest dla pani?
J: Moja mama.
G: Jak mama? Przecież mama mówiła, że nie rodziła.
J (z największym uśmiechem): No tak. Bo ja jestem adoptowana.
Lekarz poczerwieniał, zapluł się, zaczął przepraszać... Ale wiecie co? Jeszcze tak delikatnego lekarza nie miałam :)
Właśnie podbiegł do mnie spanikowany młodszy brat (10 lat) ze swoim tabletem i poprosił mnie żebym mu go naprawił. Cały ekran jest czarny, tablet wygląda na wyłączony, przycisk "Power" nic nie robi, a mimo to z tabletu leci dźwięk.
.
.
.
Dźwięk z japońskiego porno... xD
Mieszkam w domu dziecka, mam 15 lat. Cieszyłam się, gdy tu trafiłam, bo
na początku myślałam, że może to lepiej. Bo przecież pracują tu osoby po studiach socjoterapeutycznych, psychologicznych i pedagogicznych i będą potrafili mi pomóc.
Niestety rozczarowałam się.
Wychowawcy potrafią tylko robić nam na złość. Przykre, ale prawdziwe.
Najgorsze było chyba to, że obgadywali nas na każdym kroku. Jeśli jakiś wychowanek im się sprzeciwia, robią wszystko co tylko możliwe w ich mocy, aby umieścić go w MOW-ie (Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy) - inaczej mówiąc więzienie za kratami dla młodych nawet do 21 roku życia. Jak wypowiemy swoje zdanie na jakiś temat zawsze muszą stwierdzić, że my młodzi nie mamy prawa głosu, ponieważ oni są mądrzejsi od nas, bo skończyli studia. Życie tutaj to koszmar jednym słowem.
Moim zdaniem opiekować się nami powinni ludzie z powołania, którzy kochali by tę pracę, a nie tacy, co robią to na przymus.
Nie rozumiem takich osób, aż taką przyjemność im sprawia robienia nam pod górkę?? Jeszcze chyba nikt mnie tak z równowagi nie wyprowadzał, jak te "wielkie panie po studiach". Niby pokończyły psychologię itp. a tak naprawdę nic nie potrafią.
Modle się tylko, by czas do mojej osiemnastki szybko mi zleciał i uciekam z tego piekła jak najdalej :(
Oto moja kolejna historia w stylu ''nie oceniaj człowieka po okładce''.
Mam własną firmę, w związku z czym należę do grupy tych osób, które posiadają całkiem sporą sumę pieniędzy. Sporo odziedziczyłem też po rodzicach, więc do biednych nie należę.
Teraz przejdźmy do sedna sprawy. Od zawsze (może się to wydać dla was dziwne) lubię chodzić w koszulkach tych nieoryginalnych, tzw. podróbach (coś w stylu odwrócony znaczek NIKE z przekręconą literką w nazwie).
Pewnego dnia załatwiałem sprawy na mieście, przechodzące obok 2 kobiety widząc moją ''podróbkę'' koszulki od razu stwierdziły, że muszę być bardzo biedny, gdyż nie stać mnie na oryginalną koszulkę tej firmy. Jak zawsze z taką krytyką miałem to głęboko gdzieś.
Parę dni potem wybrałem się do domu dziecka, który znajduje się nieopodal mojego miasta, aby dobroczynnie wpłacić tam pewną sumę z moich oszczędności. Tego dnia również miałem na sobie ową podrobioną koszulkę. Udałem się do kancelarii domu dziecka, gdzie za biurkiem zobaczyłem kobietę, która ostatnio stwierdziła na podstawie mojej koszulki, że jestem biedny. Wpłaciłem u niej 15 000 zł na dom dziecka, a odchodząc rzuciłem tekstem, że ''przynajmniej serce mam oryginalne''. Mina owej pracowniczki bezcenna ;)
Sytuacja w mięsnym.
Stoję w kolejce w sklepie mięsnym chcąc kupić kurczaka na obiad. Przede mną stoi (P)ani. Stoimy w kolejce, aż przychodzi kolej tej pani.
(E)kspedientka
(P)- Dobry, macie może świńskie odbyty?
(E)- Niestety, ale nie. Takich rarytasów nie posiadamy, ha, ha. A co za potrawę pani chciała przygotować ze świńskich odbytów?
(P)- A nic, czasami lubię sobie possać. Takie moje małe uzależnienie. No dobrze, jak nie ma, to idę. Do widzenia.
Pani ekspedientka w szoku, cała kolejka w szoku, nikt nie wie co powiedzieć, a mi i kilku osobom za mną odechciało się jeść, bo wyszliśmy z kolejki.
Kiedy miałam trzy czy cztery lata, zazwyczaj budziłam się przed moimi rodzicami, tak jak i tego dnia. Poszłam na dół (mieszkałam w domu) i włączyłam telewizję. Leciał jeden z tych programów co są emitowane rano przez trzy godziny, telewizja śniadaniowa. Jako że nie było czegoś innego do roboty, to zaczęłam to oglądać. Najpierw było dosyć nudno, ale nagle redaktor powiedział: "A teraz odpowiemy na kolejne pytanie, a mianowicie kiedy jest najlepszy czas na powiedzenie dziecku, że Święty Mikołaj nie istnieje".
Trauma dzieciństwa :/
Kiedy byłam dzieciakiem, często odwiedzałam razem z moim tatą jego kolegę, który miał córkę rok młodszą ode mnie. Prócz wspólnej zabawy na podwórku, grania na starej konsoli i pływania w jeziorku, miałyśmy jedną ulubioną zabawę.
Obydwie znalazłyśmy kryjówki na pornosy naszych tatusiów i przy każdym spotkaniu zamykałyśmy się w toalecie z lalkami Barbie i Kenami i pokazywałyśmy na nich jakie nowe pozycje odkryłyśmy w gazetkach.
Nie ma to jak siedmio i sześciolatka, które znają cały wachlarz pozycji seksualnych :)
PS. Tatusiowie nigdy się nie dowiedzieli.
Pamiętacie wyznanie http://anonimowe.pl/ngXcW? Autorka pisze jaka to amerykańska szkoła jest rasistowska wobec białoskórych itd. Pisze też, że polska szkoła o wiele lepsza. Pozdrawiam Cię autorko i przedstawiam drugą stronę lustra.
Jestem Azjatką, każdy pewnie już kiedyś niejedną widział. Na WF-ie graliśmy w "ziemniaka". Pewna koleżanka była "ziemniakiem", bo źle podała piłkę. Zaczęła się jednak wykłócać, że to JA mam nim być, bo mam brązową skórę i bardziej go przypominam.
U nas w szkole nie można korzystać z telefonów. Podczas przerwy 2 nauczycieli pilnuje, żebyśmy nie grali. Ja musiałam zadzwonić do mamy, więc idę do nauczyciela X i wyjaśniam o co chodzi (drugi nauczyciel Z był wtedy gdzie indziej). Gdy dzwoniłam pani Z przyszła do mnie i bulwers, że co ja wyprawiam itd. Powiedziałam, że już się pytałam. Rozmowa trwała dość długo, więc podeszła do mnie 4 razy, bo mogłam UDAWAĆ, że rozmawiam z mamą. A co robili inni? Grali ile wlezie. Nawet się niczym nie zakrywali.
Raz napisałam bardzo dobrze sprawdzian z j. polskiego. W czym problem? Gdy pani to powiedziała, to z zewsząd teksty, że ściągałam, bo ja nie mogę przecież tak dobrze napisać (co z tego, że urodziłam się i wychowywałam się w Polsce?).
Nie raz byłam nazywana kupą czy świnką (ciemna skóra, płaski nos).
Dużo osób śmiało się też z mojego imienia (nie mam polskiego).
W ankietach jakie przeprowadzono 99% uczniów stwierdziło, że w szkole nie ma rasizmu. 99% uczniów to Polacy. Nie zrozumcie mnie źle, nie mówię, że białoskórzy to zło. Po prostu trudno zauważyć problem, który nas nie dotyczy.
PS Dodam tylko, że moje rodzeństwo też miało "fajne" przygody w tej szkole.
Dodaj anonimowe wyznanie