#iA79G

Aktualnie chodzę na praktyki do przedszkola. Dyrektorka pewnego dnia przyprowadziła swojego syna (ma prawie 8 lat). Chłopak szybko polubił mnie i moje koleżanki.

Dzisiaj wchodzi dyrektorka do sali i pyta o mnie (nazwijmy mnie Natalią). Powiedziała, że podczas snu jej syn powiedział: Całuj mnie, żeż... Natalio.

Chyba znalazłam męża ;)

#q4sJc

Cześć!
Pracuję w pubie, czyli nietrudno się domyślić, iż lwia część klientów to płeć męska. Jedną z rozrywek tegoż pubu jest automat hazardowy zwany potocznie "jednorękim bandytą". Wszyscy wiedzą, że szanse na wygranie czegokolwiek są nikłe, jednak każdy chce spróbować szczęścia... i po godzinie zostają bez 150-200 zł (jako ciekawostkę dodam, że za mojej kadencji w barze, czyli z początkiem września zaczynam siódmy tydzień, rekordzista stracił 1145 zł w niecałe 4,5 h).

Początkiem sierpnia (dwa tygodnie po otrzymaniu pracy) przyszedł do mnie mężczyzna, na oko 50-55 lat, najprawdopodobniej pierwszy raz gościł w naszym lokalu. Uprzejmie i nieśmiało spytał się mnie, czy może zagrać i czy pomogę mu w obsłudze "jednorękiego bandyty". Oczywiście zgodziłem się, ale uprzedziłem go, że maszyna ma w sobie algorytmy, które sprawiają, że niezwykle rzadko się wygrywa nawet niewielkie stawki. Pan dość zagadkowo na mnie popatrzył i z zawahaniem poprosił mnie o rozpoczęcie gry za stawkę 200 kredytów (tj. 20 zł). Pomogłem mu uruchomić grę na tyle, na ile umiałem, potem jakoś leciało...

Podczas gdy obsługiwałem klientów, raz po raz byłem proszony przez wspomnianego mężczyznę o odczytanie komunikatu (wyświetlały się po angielsku, najczęściej oznaczały bonusowe losowanie lub ekstra kredyty). Po kilkunastu wezwaniach i dwóch godzinach latania w tę i nazad zaczynałem tracić cierpliwość. W pewnym momencie mężczyzna zamarł w bezruchu i wyraźnie się skrzywił. "No, chyba przepuścił już swoje kredyty, nie będzie mnie już wołał..." - pomyślałem i udałem się do niego.
Okazało się, że mężczyzna wygrał turę losowań i ma 8401 kredytów, czyli 840 zł. Powiedziałem mu o tym fakcie, na co on natychmiast wypłacił wygraną.
Zebrawszy monety (168 pięciozłotówek) włożyliśmy wszystko do torebki strunowej, jednak zanim mężczyzna opuścił lokal, wręczył mi 40 zł z wygranej (pomimo moich protestów, tym bardziej że w pubie raczej nikt mi nie zostawia napiwków). Z nieukrywaną radością powiedział "Nigdy w życiu jeszcze nic nie wygrałem, a pan mi pomógł zdobyć te pieniądze..."

Nie zachęcam nikogo do hazardu. Ale z całą pewnością zachęcam do pomagania innym, nie oczekując niczego w zamian :)

#gxiph

Pierwsze wyznanie z mojego dzieciństwa się dobrze przyjęło, to czas na drugie, które znam tylko z opowieści rodziców, miałam wówczas może 4-5 lat. :)

Mama wyszła rano do pracy, więc obowiązek zajęcia się mną spadł na tatę, a jak wiadomo - ojciec dla dziecka może zrobić prawie wszystko. Nowa zabawka? Nie ma sprawy. Nowy rower? Nie ma sprawy. Basen w domu? Nie ma sprawy.

Mama była nieźle zaskoczona widokiem swojej pociechy radośnie pluskającej się w basenie na środku kuchni. :D

#1cyDV

Historia wydarzyła się wczoraj, kiedy wybrałam się z moją kuzynką (nazwijmy ją Jola) do galerii na zakupy.

W trakcie naszej wycieczki Jola stwierdziła, że chce iść kupić pomadkę. Więc udałyśmy się do właściwego sklepu aby dokonać zakupu. Wybierając produkt Jola chciała kupić pomadkę taką jaką już kiedyś kupiła. Dlatego pokazała mi w torebce pomadkę żeby sprawdzić jakiej jest marki i aby kupić tę samą w tyle, że w innym kolorze.

Po wybraniu odpowiedniego produktu czekałyśmy w kolejce aby zapłacić. I po dokonaniu zakupu, gdy miałyśmy zamiar już wychodzić zatrzymał nas ochroniarz wraz z jednym pracownikiem (asystentem).
Panowie poprosili abyśmy z nimi poszły na zaplecze.
I tak właśnie wściekła i zdenerwowana razem z kuzynką trafiłyśmy na zaplecze gdzie czekał drugi ochroniarz i jakieś dwie pracownice.

Tak o to właśnie zaczęli się pytać co Jola ma w torebce , ponieważ jest podejrzenie o kradzież. Oczywiście nie obyło się bez straszenia nas policją czy też rodzicami. No i moja kuzynka pokazała że jest to stara pomadka którą kupił już dawno (miała ona już zdarte napisy więc było widać ślady użytkowania), to pan asystent stwierdził, że wygląda to jak nowy produkt (koleś chyba okularów nie miał).

Co chwilę nam mówili, że lepiej się przyznać i tak dalej. Po prostu totalny absurd. Naturalnie też im powiedziałyśmy dlaczego wyjmowałyśmy starą pomadkę itd. Stwierdzili, że zobaczą na monitoringu co tam "ukradłyśmy". I po długim czekaniu przyszedł pan asystent i z pogardą i wyższością powiedział, że nas przeprasza ale następnym razem jeśli mamy jakiś produkt ze sklepu lepiej powiedzieć ochronie przed wejściem na zakupy.

Napisałam to dlatego bo wątpię, że każdy przed wejściem do sklepu sprawdza czy ma coś co można kupić w tym sklepie i zgłasza to ochronie.

A drugim powodem było to jak wkurzył mnie "wielce niesamowity bohater sklepu" czyli pan asystent. Po prostu tę pogardę i wyższość było czuć i widać na kilometr. To jego spojrzenie i mowa pokazywało jak bardzo chciał żebyśmy były winne. Naprawdę nie mogę uwierzyć jak ludzie potrafią być okrutni.

#USHjm

Było tu już wyznanie o ludziach, którzy reagują na strach czy stres śmiechem, płaczem. Ja za to w takich sytuacjach... sikam.

Nie umiem tego opanować. Pierwszy raz zdarzyło się to, gdy miałam jakieś 8-9 lat, tata na mnie nakrzyczał, a ja się posikałam. Potem poszło. Nauczyciel na mnie krzyczy? Siuuuu... Stresuję się na sprawdzianie? Siuuu... Z wiekiem nauczyłam się nad tym trochę panować. Teraz mogę napisać ważny egzamin bez mokrej plamy, czuję jedynie chęć oddania moczu. Na krzyk jednak reaguję wciąż tak samo. Wykorzystuję wtedy całą moją moc, przeskakuję z nogi na nogę, ściskam uda, byleby tylko się nie posikać. Jeśli trwa to dłużej niż 10 sekund, nie wytrzymuję i płonę ze wstydu. Czasami się udaje, wiję się wtedy jak ryba wyrzucona z morza.

Niebawem wizyta u specjalisty.

#4Fju6

Moim nowym hobby jest agresywna jazda na rolkach. Jeżdżę dopiero 3 miesiące, więc nie jestem jakimś pro skaterem, ale trochę już potrafię. Podczas ostatniej sesji na skateparku miałem wypadek i spadłem z rampy prosto na twarz. Po reakcji innych ludzi zorientowałem się, że krwawię. Okazało się, że dosyć głęboko rozciąłem sobie łuk brwiowy, ale jako że nic poza tym mi się nie stało i nie panikuję na widok krwi, to pojechałem spokojnie do domu, skąd razem z dwiema koleżankami wybrałem się do szpitala.

Nie było wielkim zaskoczeniem, że rana wymaga szycia. Moim największym zmartwieniem było to, że prawdopodobnie będą musieli wygolić mi brew do zabiegu, ale to i tak nic czym można by się załamywać. Po 6 długich godzinach oczekiwania uradowany wszedłem do gabinetu chirurga, kiedy usłyszałem swoje nazwisko. Jeszcze nigdy nie byłem taki szczęśliwy wobec perspektywy, że zaraz będą mi wbijać igły. Leżąc już na stole operacyjnym doktor zrobił mi znieczulenie, założył pierwszy szew, drugi, trzeci, po czym słyszę jak odzywa się do pielęgniarki
- I co pani o tym myśli, pani Basiu?
- No nie wiem, panie doktorze, to pan tu jest od szycia.
- Kur#a... Robię to pierwszy raz.

Teraz mam opatrunek, więc nie wiem jak wygląda moja brew. Pewnie doktorek żartował... ale jeśli nie?

#fwtuO

Z zawodu jestem perukarzem. Wbrew pozorom jest to zajęcie wyczerpujące i bardzo męczące dla oczu i pleców. Po kilku godzinach tkania peruki lub, co gorsza, sztucznych zarostów, moje oczy są czerwone, załzawione i lekko opuchnięte, a przez ogólne zmęczenie zdarza mi się słabo kontaktować.

Jestem ciekawa, kiedy rodzina zacznie mi wierzyć, że wcale nie ćpam...

#ZraaM

Sytuacja z zeszłego roku szkolnego. Szłam sobie po miejscowości, w której jest jest jedna szkoła. Miałam na sobie rybaczki, bluzkę i taką lekką koszulę i plecak. Dlaczego to piszę?
Otóż zatrzymał mnie patrol policji w okolicy szkoły i zapytali mnie, dlaczego nie jestem na lekcjach.
Co w tym dziwnego? Ano to, że mam 25 lat i pracuję. Do pracy zamiast torebki zabieram plecak.

#JgCh3

Moja osobowość jest dość złożona, a całą prawdę o mnie wie tylko jedna osoba - mój chłopak.

Mieszkamy razem w Anglii, tutaj też pracuję w dużej międzynarodowej korporacji. Mój dress code to eleganckie ubrania w stonowanych kolorach, szpilki, upięte włosy, delikatny makijaż, te sprawy. Ludzie z pracy znają mnie jako dojrzałą, poważną osobę, "bizneswoman".

Nie wiedzą, że pod tymi eleganckimi ubraniami kryje się mnóstwo tatuaży, nie wiedzą, że gdy wracam do domu, odpalam w głośnikach moją ulubioną muzykę - ostry metal ze wszystkimi jego odmianami, a kiedy tylko mogę, jeżdżę na koncerty moich ukochanych zespołów, między innymi Lamb of God, Slayer czy Rammstein. O tym wiedzą moi przyjaciele, którzy koncertują ze mną. Oni znają mnie jako szaloną metalówę, którą jestem na koncertach.

Nie wiedzą za to, że kocham wszystko, co słodkie. W glanach kryją się skarpetki w króliczki lub różowe w serduszka. Uwielbiam dziewczęce sukienki, co tydzień robię sobie nowe paznokcie i doklejam rzęsy. Namiętnie kupuję też słodziutkie ubrania, bluzy z uszami, swetry z myszką miki, im słodsze, tym lepsze. Jestem bardzo dziecinna - wciąż urządzamy sobie z chłopakiem bitwy z pistoletami na wodę, namówiłam go, by wybudować domek na drzewie, a w nocy, gdy wszyscy śpią, idziemy na pobliski plac zabaw i szalejemy jak dzieci.

Ale jest jeszcze coś, o czym nikt nie wie. Otóż śpię z pluszowym misiem. Nie potrafię bez niego zasnąć. Nawet na wyjazdy delegacyjne go biorę. Mojemu chłopakowi to nie przeszkadza, śpimy we trójkę :)

#lm24g

Lata sześćdziesiąte, moja babcia rodzi mojego tatę. Czasy takie, że po urodzeniu dziecka trzeba było iść powiadomić urząd o istnieniu pociechy. Odpowiedzialność ta spadła na dziadka. Imię wybrane grubo przed terminem - Mirosław. Dziadek po narodzinach w pełnej trzeźwości poszedł "zarejestrować" syna.

Po dwóch miesiącach do domu wpada pielęgniarka w celu zrobienia zastrzyku. Od progu wita ją babcia i wywiązuje się dialog:
(P)ielegniarka: Dzień dobry, przyszłam zrobić szczepienie Romanowi Nowakowi.
(B)abcia: Chyba Mirkowi.
P: Nie, nie. Proszę spojrzeć na dokument.
Babcia ponoć oczy jak pięć złotych i woła dziadka. Po krótkim namyśle dziadek odpowiada: A, no ta, bo ja w urzędzie zapomniałem jakie to imię miało być, a nie chciałem robić kolejki, to pierwsze co mi się nasunęło podałem.

Ochrzan miał przez długi czas za to, że zapomniał jak nazwał pierworodnego.
Dodaj anonimowe wyznanie