#BJ2sG

Jestem żołnierzem zawodowym (dla nieznających tematu to tak jak umowa o pracę na czas nieokreślony). Jestem oficerem, porucznikiem.

Okres wakacyjny, pogoda elegancka, ale niestety nie mogłem liczyć na urlop, bo był straszny nawał obowiązków i do tego złożyło się na to wiele innych spraw.
Więc postanowiłem, że zrobię żonie i synom niespodziankę i wysłałem ich na wczasy do Chorwacji, z racji tego, że ja nie moglem.

Udało mi się dostać przepustkę na weekend, więc postanowiłem odwiedzić mamusię, której dawno nie widziałem.
 
Do rzeczy: jadę sobie drogą, patrzę - ktoś stoi, awaryjne włączone, myślę sobie, że pewnie auto się popsuło, a że jestem mechanikiem, to zatrzymałem się i mówię, że mogę pomóc. Starszy pan, ok. 60 lat, ucieszony.

Jednak okazało się, że wysiadł silnik i na miejscu nic nie zrobimy, z racji tego, że byłem prawie na miejscu, a mój kuzyn ma warsztat obok rodzicielki, to zadzwoniłem do niego, przyjechał lawetą i zabrał panu auto do warsztatu, a ja pytam starszego pana, czy daleko mieszka, bo auto jutro będzie gotowe i zaproponowałem mu, że może przenocować u nas, a on się zgodził.

Po powrocie ulokowałem pana w gościnnym pokoju. Wraz z kuzynem, mamą i starszym panem zjedliśmy obiad.
Starszemu panu bardzo miło się rozmawiało z moją rodzicielką, a ja z kuzynem naprawiłem panu autko. Rozliczyliśmy się, a pan powiedział, że tylko się przebierze i zaraz wraca. Po chwili kuzyn robi oczy jak pięć złotych, ja się dziwię co mu się stało, odwracam się i mnie wmurowało...

Starszy pan okazał się być wojskowym, i to pułkownikiem. Ja troszkę w szoku, więc od razu na baczność i według wojskowej etykiety melduję podając stopień, imię, nazwisko, przydział etc. i melduję, że pojazd jest sprawny i gotowy. Pan pułkownik uśmiechnął się, podziękował mi i kuzynowi, że mu naprawiliśmy auto, potem poszedł do rodzicielki, ucałował rękę, podziękował za obiad i miło spędzony czas i powiedział, że będzie miał mnie na uwadze.

I tak  oto jestem dziś kapitanem i zostałem przeniesiony do sztabu. Żona za to była tak zdziwiona, że nie wiedziała co powiedzieć, ale stwierdziła, że bardziej tym wyjazdem zrobiłem niespodziankę sobie jak im :)

#a2tJF

Pracuję jako pielęgniarka w dużym szpitalu specjalistycznym.

To było późnym wieczorem, koło godziny 22. Miałam akurat chwilę dla siebie, więc poszłam zapalić przed główne wejście szpitala. Na schodach stała starsza pani i głośno mówiła różaniec. Każdego dnia widzę wielu chorych, często beznadziejnie, więc nie zwróciłam dużej uwagi na modlitwę, która bardziej przypominała lament.

W pewnym momencie do starszej pani podeszli chłopak i dziewczyna, mieli coś koło 20 lat. Normalnie ubrani, nic nadzwyczajnego. Zapytali starszą panią w jakiej intencji się modli i czy mogą się przyłączyć, powiedzieli, że bardzo chętnie poproszą przyjaciół, by też się pomodlili.

Starsza pani na początku nie wiedziała, jak zareagować, w końcu jednak wyjaśniła, że chodzi o jej umierającego syna, którego nerki przestały pracować. Wyglądała jakby zobaczyła na ulicy dwa anioły. Prawie się rozpłakała.

Przez chwilę stali tak w trójkę i odmawiali różaniec.

Nie wiem, czy syn tej pani cudownie wyzdrowiał. Nie widziałam jej już więcej. Choć nie mam nic do kościoła ani osób religijnych, to nie jestem katoliczką i nie wierzę w cuda. Ale dawno nie zostałam świadkiem tak wzruszającego wydarzenia.

#fnoKA

Od zawsze czułam w sobie powołanie do nauczania. Patrzyłam na nauczycieli z podziwem, traktowałam ich jako osoby, które mają wpływ na życie młodego człowieka i jego zamiłowanie bądź niechęć do swojego przedmiotu. Uważałam, że prawdziwy nauczyciel powinien być przewodnikiem, przekaźnikiem wartości oraz informacji. Powinien zachować pewien dystans do uczniów, ale jednocześnie być dla nich kimś godnym zaufania i przyjacielskim.
Wiedziałam, że to jedyny zawód, jaki chcę wykonywać.

Oczywiście, rodzina nie zareagowała na to dobrze. Pojawiły się komentarze, że studia o specjalności nauczycielskiej to "zmarnowanie ambitnej młodej osoby" (!), rynek jest niepewny (...jak w każdym zawodzie...), a zarobki marne.
Wiecie, co mnie najbardziej wzburzyło? To, że za moich szkolnych lat rodzina narzekała na brak nauczycieli "z powołania", a sami blokują jednego z nich. I jak się tutaj dziwić, że jest ich tak mało, skoro pewnie słyszeli podobne rzeczy od najbliższych?

Poszłam na studia, na specjalizację nauczycielską, uczę w liceum. W czerwcu "wysłałam w świat" już drugą klasę, której byłam wychowawcą. To praca niezwykle inspirująca, momentami ciężka, ale bardzo satysfakcjonująca. Uwielbiam, gdy spotykam moich byłych uczniów i słyszę, że wywarłam jakiś wpływ na ich życie. Kocham moją pracę i nie żałuję.

#Hz3zC

Kiedy miałam 11 lat, zaczęłam podejrzewać, że mam cukrzycę. Nie znałam żadnych konkretnych objawów, po prostu byłam trochę gruba i jadłam dużo słodyczy.

Co w takiej sytuacji zrobiłaby normalna osoba? Dowiedziałaby się czegoś więcej o tej chorobie lub poszła do lekarza. Co zrobiłam ja? Postanowiłam spróbować swojej krwi, żeby sprawdzić, czy nie jest słodka. Wzięłam z kuchni nóż i skaleczyłam się w rękę, po czym polizałam powstałą ranę. Krew nie była słodka, raczej mdła i niedobra. Mimo to powiedziałam o swoich podejrzeniach mamie, która zabrała mnie do lekarza.

Okazało się, że jestem zdrowa.
Przynajmniej fizycznie...

#mmiK6

Kiedy miałam 15 lat, na jednej z uczniowskich imprez dosypano mi do napoju narkotyku. Zostałam zgwałcona przez znajomego ze szkoły, którego odrzuciłam. Proszek nie zadziałał do końca tak, jak powinien. Byłam obezwładniona i otumaniona, ale nie utraciłam świadomości. Wszystko widziałam, wszystko także zapamiętałam. To było tak, jakbym została uwięziona we własnym ciele.

Mój oprawca nie został skazany. Jego ojciec był burmistrzem miasta, więc z łatwością przechylił szalę na swoją korzyść. Gwałciciel - imieniem Adam - miał wsparcie ze strony swoich kumpli, którzy ze śmiałością zeznali w sądzie, że wszystkiego byłam całkowicie świadoma. Powiedzieli, że uchodziłam za rozwiązłą dziewczynę. Opowiedzieli się po stronie Adama, wyrzucając z siebie całe steki bzdur. Badania wykazały jedynie otarcia, niczego więcej nie zdołano udowodnić. Adam został uniewinniony, a moja rodzina została obarczona kosztami sprawy sądowej. Byli zmuszeni opłacić zarówno mojego adwokata, jak i adwokata Adama, co miało być swoistą karą za celowe upokorzenie syna burmistrza. Moi rodzice musieli wziąć ogromny kredyt, który do teraz z trudem udaje im się spłacać.

Po gwałcie nie miałam żadnych lęków czy problemów z codziennością. Nie bałam się mężczyzn. Nie straciłam wiary w ludzkość. Nie znienawidziłam siebie. Moja terapeutka naprostowała mnie.

Wyjechałam z rodzinnego gniazdka na studia, na drugi koniec Polski. I tam po raz pierwszy w życiu się zakochałam. Przez wiele długich miesięcy nie potrafiliśmy się do siebie zbliżyć. Bałam się, że jeśli wylądujemy w łóżku, coś pójdzie nie tak. Bałam się, że wspomnienia o Adamie wrócą. Ale ten problem także rozwiązaliśmy, idąc ku sobie małymi krokami. Skończyliśmy studia rok temu.

Zaś wczoraj mój chłopak nareszcie mi się oświadczył. Zamiast inwestować w huczne wesele, wybieramy się do mojego domu na kolację. Zamierzamy wręczyć moim rodzicom pieniądze na spłatę kredytu. Wówczas będą mogli odciąć się od pogardliwych spojrzeń sąsiadów i pracodawców. Będą mogli uciec. Tak jak ja.

#GOmPp

Kilka lat temu byłam prostytutką. Możecie myśleć o mnie co chcecie, lecz przez długi czas nauczyłam się nie dbać o zdanie innych. Zajmowałam się tym przez ponad pół roku. "Pracowałam" nieraz całymi dniami i nocami, aby mieć jak największe zarobki. Łatwiej byłoby nazwać to katorgą niż pracą. Pozwalałam dotykać się obleśnym obcym facetom i robić cokolwiek ze mną chcieli, byleby otrzymać dużą zapłatę. Nienawidziłam tego co robię, nienawidziłam patrzeć na siebie w lustrze, bo widziałam tylko wizerunek puszczalskiej dziwki. Skutki tego co robiłam ciągną się za mną już dłuższy czas, odwróciła się ode mnie duża część przyjaciół i znajomych, każdy chłopak, który dowiedział się o mojej przeszłości zostawiał mnie. Nie mogę ich winić, kto chciałby być z byłą prostytutką.

Teraz, po tak długim czasie mogę powiedzieć, że pomimo piekła, które przeszłam i wciąż przechodzę, jestem dumna. Czuję dumę za każdym razem, kiedy widzę moją mamę uśmiechającą się do mnie, która z każdym dniem jest zdrowsza i coraz silniejsza.
Całą sumę pieniędzy, które zarobiłam przeznaczyłam na operację dla niej. Nikt nie chciał podjąć się tak trudnego zabiegu w naszym kraju. Jedyne czego żałuję to to, że okłamywałam ją co do sposobu zarabiana przeze mnie pieniędzy.
Mamo, kocham Cię, jesteś dla mnie najwspanialszym w życiu.

#2cpuZ

Zacznijmy od tego, że od około 6 lat interesuję się zielarstwem. Chodzę czasami po różnych łąkach, niezabudowanych terenach i zbieram dziko rosnące zioła.
Mieszkałam wtedy w Poznaniu (co jest istotne). Nie spałam wtedy całą noc, a że zbliżał się piękny, letni poranek, włożyłam buty i wyszłam z domu na "polowanie".

Z dróżki na naszym osiedlu zeszłam gdzieś w bok i po parunastu metrach ukazuje mi się... pole. Jakaś pozostałość starego budownictwa, jakaś ruina w oddali, na ziemi leżały jeszcze płyty betonowe i gruz, a wszystko porastało zielsko. Cała sceneria oblana słońcem, zero ludzi w okolicy. Widoki jak z post-apo.
Wyobraźcie mnie sobie rozradowaną, śpiewającą coś dziewczynę z naręczem zielska, biegnącą do krzaka w samym centrum tego pola, kiedy ze wszystkich 4 stron świata zawyły syreny, jakbym weszła na jakiś teren poligonu.
Spieprzałam wte pędy jak najszybciej od pola. Syreny przestały wyć jak tylko dobiegłam do bloków.

Skąd te syreny?
Zapomniałam na śmierć, że tego dnia była obchodzona rocznica Czerwca '56 i o godzinie 6:30 miały wyć syreny.
Dokładnie o tej porze znalazłam się na polu.

#CplbG

Jestem osobą dość strachliwą oraz ufną. Więc gdy pewnego razu zobaczyłam program o prepersach, a potem o wizjach post-apokaliptycznych, zagładzie planety itp., bardzo się tym zainteresowałam. I co tu dużo mówić - postanowiłam wziąć sprawy w swoje pulchne rączki :D

Zebrałam z całego domu i podwórka wszystkie rzeczy, które wg mnie przydadzą się w czasach zagłady, porwania, anarchii itp. Były to np. woda utleniona, waciki, odblaski, baterie paluszki, scyzoryk, czekotubka (nie smakowały mi, a zawsze przyda się trochę energii w czasie ucieczki przed zombie :D) i spakowałam do nieprzemakalnego pudełka po okularkach do pływania.

Po pewnym czasie przedstawiłam rodzicom Zestaw Kryzysowy. Nosiłam go ze sobą dosłownie wszędzie. Byłam naprawdę dumna! A rodzice... zaczęli się śmiać i żartować. Troszkę mnie to zraniło, ale potem po prostu nie zwracałam uwagi.

A potem wydarzyło się parę sytuacji kryzysowych. Kuzynka wywaliła się w górach i strasznie poharatała kolana. Kto pomógł? Ja i mój Zestaw, ponieważ kochani dorośli nie zabrali apteczki. Szok, ale w końcu podziękowali! Albo ognisko, a więc kiełbaski, chlebek, te sprawy. Przychodzi pora na odpakowanie misternie zapakowanych kiełbas śląskich i nadzianie ich na patyki. Ups, nie będzie pieczenia, bo nikt nie wziął noża, aby patyki ustrugać, a kiełbaski uwolnić z objęć plastikowej paczki. Tutaj wkraczam ja i...nie kto inny, a scyzoryk z Zestawu Kryzysowego. Jeszcze jedno! Wracam z moją młodszą siostrą moją ciemną uliczką. Nagle dziwne ruchy przy drodze, siostra i ja wpadamy w panikę, a jeszcze latarka padła. Wtedy ja wyjmuję drżącymi z zimna i strachu palcami baterie i ożywiam latarkę (przy okazjii  moją siostrę) i jej światłem straszę chowającego się w zaroślach... kota. No, przynajmniej się nie bałyśmy i bezpiecznie wróciłyśmy do chałupki!

Teraz dorośli inaczej spoglądają na mój "dziwny" pomysł. Ba, tata zaoferował się z kupnem tabletek do uzdatniania wody :D

#MqXIw

Historia zdarzyła się jakieś 2 lata temu, ale do dziś na samą myśl czuję w sercu jednocześnie ciepło, jak i smutek...

Cała akcja tego wyznania toczy się w kościele, podczas jednej z niedzielnych mszy. Los chciał, że przewodził nam ksiądz (nie) z powołania. Wiecie, jeden z takich, co to w najbardziej optymistycznej ewangelii znajdzie ziarnko goryczy i przeobrazi je w największy problem.

Siedzę sobie zatem i słucham. Nie pamiętam, jakie dokładnie było to kazanie, jednak wiem, iż temat zszedł na homoseksualistów. I się zaczęło: No bo jak to tak można?! No jak? Co to się z ludźmi porobiło na tym świecie?!

Rozglądam się. Szeregi pań w gustownych, moherowych berecikach z uznaniem kiwają głowami. Tylko jedna babuleńka, siedząca u mego boku, ma w swych oczach smutek. Po chwili, zauważając moje zainteresowanie jej osobą, pochyliła się i odparła szeptem: "Czy ci ludzie naprawdę są źli w oczach Boga? To takie dziwne! Przecież chłopiec mojego wnuczka zdaje się być taki czuły i dobry...".

Zatkało mnie. W życiu nie spodziewałabym się tego po starszej kobiecie. Uśmiechnęłam się tylko z troską i odparłam, że na pewno tak nie jest i szczęścia im życzę.
Po powrocie do domu miałam w oczach łzy. Przejrzałam trochę Biblię, lecz nie znalazłam wzmianki na ten temat. Wydaje mi się, że kościół dorabia sobie nowe i wygodniejsze definicje. Moim zdaniem najważniejszym jest, by kochać...

#AH9Vt

Moja historia miała miejsce, gdy miałam ok. 10 lat. Razem z koleżanką wpadłyśmy na pomysł zbierania ślimaków. Zaopatrzone w duże słoiki wybrałyśmy się na odległy od naszego osiedla poligon, pełne nadziei spotkania wielu ślimaków. Miałyśmy szczęście - po godzinie słoiki były pełne. Już miałyśmy iść do domu, gdy nagle z wysokiej trawy (jak dla nas) wyszedł mężczyzna. Pamiętam do dziś: był łysy, miał wielkie oczy i cały był spocony. Powiedział "Hej, co tam szukacie?" i podszedł do nas. Ja byłam zawsze wstydliwa, dlatego cofnęłam się, za to koleżanka z dumą podeszła i pokazała mu ślimaki. On zaczął się pocić bardziej i powiedział, że tam dalej widział wielkiego ślimaka i żebyśmy z nim tam poszły. Koleżanka się zgodziła, a ja się bałam. On szedł przodem, wtedy kazałam koleżance uciekać. Biegłyśmy gubiąc się w trawie, ale uciekłyśmy.

Tydzień później w telewizji podali informacje o gwałcie na tym poligonie. Sprawca zgwałcił, a następnie udusił dziewczynkę niewiele starszą od nas.
A ja do dziś brzydzę się ślimaków.
Dodaj anonimowe wyznanie