#HlAua

Przeczytałam przed chwilą wyznanie o uzależnieniu do obgryzania policzków od wewnątrz (bądź co bądź, też tak robię :P ), ale podzielę się z wami o moim innym uzależnieniu. Pewnie większość z was uzna, że to obrzydliwe, w najlepszym wypadku - śmieszne. Do rzeczy.

Od małego uwielbiałam kichać, sprawia mi to po prostu przyjemność, nie wiem dlaczego.
Od jakiegoś czasu mam manię wywoływania kichania, dla czystej przyjemności. Jak to robię? Wkładam sobie do nosa np. wsuwkę do włosów, końcówkę długopisu, pędzelek lub cokolwiek co jest na tyle wąskie, by się zmieściło w mojej dziurce nosowej. Podrażniam tak sobie nos aż nie kichnę. Robię to codziennie, wielokrotnie i nie potrafię przestać, a chciałabym. Mam 20 lat, jestem studentką i zadbaną dziewczyną, a wkładam sobie co tylko znajdę pod ręką do nosa, byle kichnąć. Brzmi tragicznie, wiem.
Nikt o tym nie wie i mam nadzieję, że oprócz was nikt się nie dowie.

#RWtcR

Nie wiem czy kogoś to zainteresuje, ale jestem zawodowym strażakiem, od dwóch lat. Denerwuje mnie, gdy do nas porównują często niewyszkolonych ratowników OSP. Bynajmniej nie narzekam na nich, bo oni naprawdę robią genialna robotę. Trochę o specyfice pracy w straży.

Pracuje się 24 godziny po czym 48 godzin luzu w domu. Mamy łóżka, xboxa, kuchnię, ale w każdej chwili może zawyć syrena i jedziemy. Wiele osób myśli że praca strażaka, to łatwe wydarzenia, nie. Opowiem o dwóch moich pierwszych akcjach.

1. Pojechaliśmy by na prośbę policji dostać się do mieszkania. Mieszkanie na pierwszym piętrze, balkon otwarty, no sielanka. Wchodzimy i co widzimy młodego może 22-letniego chłopaka powieszonego na grubym sznurze. Wiadomo pogotowie itd., już mamy się zbierać gdy dowódca mówi: " Ej, młody. Idź go odciąć. Ktoś musi go zdjąć." Tak musiałem ściągać trupa ze sznura.

2. Jak pech to pech wracam z akcji mija może 15 min., jedziemy znów. Wypadek. Nigdy w życiu nie widziałem czegoś takiego. Czołówka tico z tirem. Dwie osoby, jak się później okazało - 19 chłopak kierowca i jego 22 letnia dziewczyna. Zmiażdżeni, kompletnie zmiażdżeni. Naprawdę nie należę do osób wylewnych czy tez uczuciowych, ale wtedy się popłakałem. I tutaj dziękuje dowódcy, który kazał mi się ogarnąć i siąść w samochodzie, wszyscy chłopacy zachowali się mega ok, zresztą wszyscy byli wstrząśnięci.

Ta praca ma też mnóstwo zalet. Uwierzcie mi, że nie ma nic cenniejszego niż szczera wdzięczność osób, którym pomogliśmy. I tu nieważne czy uratowaliśmy dom milionera od pożaru czy też kotka pani Stasi, który wpadł do komina i nie umiał wyjść.

I tutaj taka prośba od wszystkich służb mundurowych. Szanujcie wszystkich żołnierzy, strażaków, ratowników OSP i policję. Bo my wszyscy robimy to dla was.

#XX2A6

Moja mama pochodzi z małej wioski, w której dom w dom rządziły cztery "wartości": bieda, picie, bicie i kościół. Znajdował tam się też DPS prowadzony przez zakonnice. Prowadziły one też różne zajęcia dla dzieci, w szczególności dla dziewczynek. Zabierały je na kilkudniowe wycieczki do jednego z większych miast Polski. W większości składały się one z modlitwy i nabożeństw, ale poza tym była tam bieżąca woda oraz obfite posiłki. Dla tych dzieci to był raj.

Jednakże nie było to do końca bezinteresowne. Pokazywały tym dziewczynkom jak świetnie jest u nich, namawiały, by wystąpiły do zakonu. Po prostu próbowały przekupić 12-14-letnie dziewczynki, by zostały zakonnicami.

Siostra mojej mamy, wówczas 14-letnia Ania, dała się nabrać na te ich obiecanki. W tym wieku wyjechała do dużego miasta i wstąpiła do zakonu. Siostry, owszem, dały jej możliwość kształcenia się, ale nie za darmo. Cena jaką za to płaciła było nękanie jej. Niszczyły one psychicznie młode zakonnice. Wyzywały od ladacznic, rzucały w nie przedmiotami, gnębiły. Nawet gdy któraś z młodych dostała list, to te stare potrafiły go im nie dać albo podrzeć na ich oczach. A przecież miało być tam tak pięknie...
Moja ciocia wytrzymała tam 8 lat przez wiarę w Boga. W końcu w niej coś pękło i wystąpiła z zakonu.

Teraz ma partnera (rozwodnika), żyją 20 lat razem, bez ślubu. Od 22 lat nie przekroczyła progu kościoła i jest ateistką.

Tak właśnie "wysłanniczki Boga" potrafiły zepsuć tak piękną miłość, którą Ania obdarowywała Boga.

#IRM4y

Miałam troskliwych rodziców, nigdy nie pozwalali mi wychodzić nigdzie na noc, miałam ustalone godziny policyjne, musiałam zawsze mówić gdzie i z kim wychodzę. Nie miałam chłopaka, choć było kilku kandydatów. Kiedy nadszedł rok, kiedy mój rocznik kończył 18 lat, zaczęły się imprezy z tego powodu. Moi rodzice raczej nie robili problemów, bym na nie chodziła, ale też nigdy u nikogo na imprezie nie bawiłam się całą noc, taki warunek, że 24:00 mam być w domu. Kiedy nastała 18-tka mojej najlepszej koleżanki, rodzice zgodzili się na całą noc. Wiadomo impreza imprezą, wypiłam kieliszek wódki (więcej nie, bo mi nie podchodziła), dwa piwka smakowe i zaciągnęłam się może ze 3 razy jointem od chłopaków, nie tylko ja zresztą. Fajna zabawa, jemy, pijemy, tańczymy, a ja jakoś źle się czuję.

Do domu 30 km, prawie wszyscy pili, kolega (myślałam wtedy, że może nawet przyszły chłopak), zorganizuje mi dojazd do domu. Godzina pierwsza w nocy, żegnam się ze wszystkimi i tyle pamiętam. Obudziłam się w swoim własnym łóżku, troszkę obolała, z kacem tym alkoholowym i moralnym, bo totalnie nie wiedziałam jak znalazłam się w domu. Rodzice normalnie się odzywali, więc nic nie odwaliłam, więc o sprawie zapomniałam. Po dwóch miesiącach stwierdziłam, że coś jest nie tak, nie miałam okresu, moje piersi stały się jakieś większe, zaczęłam się źle czuć. Ale byłam dziewicą.

Poszłam do ginekologa, który rozwiał moje wątpliwości, byłam w ciąży. I wyobraźcie sobie szok, kiedy nagle dowiadujecie się, że straciliście dziewictwo, nie wiadomo z kim, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo kiedy. Załamałam się. Po rozmowie z przyszłym niedoszłym chłopakiem, dowiedziałam się, że z imprezy odwoziło mnie dwóch jego kolegów, żaden nie przyznawał się do gwałtu. Ja też nigdzie tego nie chciałam zgłaszać, bo jak to by brzmiało - o gwałcie dowiedziałam się równo z tym, że jestem w ciąży. Nigdy nie chciałam mieć dzieci, mój świat runął. Kolega sprzedał własny samochód, dał mi pieniądze na aborcje. Pojechałam na Słowację. Nie żałuję. Nie wiem, kto mnie wtedy zgwałcił, nie pamiętam swojego pierwszego razu, ani pierwszego partnera. Cieszę się tylko, że nie muszę wychowywać dziecka z tej szalonej nocy.

Piszę to dlatego, że ja już 8 lat temu musiałam wyjechać za granicę, by przerwać ciążę, ale dlatego, że wstyd mi było zgłosić gwałt. Za niedługo w naszym kraju w ogóle nie będzie potrzeby zgłaszać gwałtów, a dziewczyny/kobiety będą musiały rodzić dzieci, czy chcą tego czy nie. Nigdy nikomu tego nie mówiłam co tu napisałam, nikt nawet nie wie przez co przeszłam, nie żałuję aborcji, nie zniszczyło to mojej psychiki, nie wiem co oni dają tym posłankom w sejmie, że one popierają odebranie nam naszych praw, ale co by się nie działo, zawsze jest wyjście, za granicami tego chorego kraju :)

#vxJ3U

Uwielbiam rozwiązywać wszelkiego typu ankiety. Nie wiem dlaczego, ale po prostu uwielbiam. Internetowe, telefoniczne, na żywo, co kto chce. Jestem zarejestrowana na chyba wszystkich możliwych stronach, na których można sobie w ten sposób dorobić. Jak widzę jakąś ankietę to po prostu nie umiem sobie odmówić wypełnienia jej.

Dzisiaj miałam dziwny sen. Śniło mi się, że poszliśmy z mężem okradać jakiś dom. W trakcie kiedy mąż rozprawiał się z drzwiami ja znalazłam przy skrzynce ankietę, na której było napisane, że właściciele chcieliby poznać profil demograficzny osób, które je okradają, więc z radością taką ankietkę wypełniłam.

Rano opowiedziałam o tym mężowi. Bardziej niż tym, że śni mi się nasza przestępcza działalność był przerażony tym, że nawet we śnie jak widzę ankietę to muszę ją wypełnić.

#tWfzn

Kiedy byłam małym szkrabem, dostałam na święta grę 'Zgadnij kto to?'. Dla niewtajemniczonych: Gra, w której próbujesz zgadnąć postać wybraną przez przeciwnika, zadając mu pytania typu 'czy to kobieta?' lub 'czy ma nakrycie głowy?', a postacie niepasujące do odpowiedzi zakrywamy. Oczywiście, jakoś trzeba mi było wytłumaczyć zasady, wiec mama podpowiadała, np. 'Eliminuj czarnowłosych'.

Jakiś czas później przyszedł do nas ksiądz po kolędzie, a ja jak to dziecko poprosiłam, by ksiądz zagrał. No i zagrał.

Po zapytaniu: 'Czy twoja postać jest kobietą?' i mojej odpowiedzi 'nie', ksiądz średnio wiedział co ma zrobić. No to ja mówię
- Niech ksiądz kobitki wyeliminuje!
- Ja już wyeliminowałem jak księdzem zostałem...

#8G7Cf

Mój chłopak nocował u mnie po wieczorze kawalerskim swojego kuzyna, który odbywał się w formie domówki z dużą ilością jedzenia (w tym mięcha z grilla) i alkoholu. Była mniej więcej 1:30, leżeliśmy sobie w łóżku i rozmawialiśmy, kiedy nagle poczułam jakiś dziwny zapach. Mówię więc:
- Coś tu dziwnie pachnie, puściłeś bąka?
On zrobił urażoną minę, powiedział, że nie i że nic nie czuje. Ja zdziwiona, bo zalatywało dosyć konkretnie, zaczęłam "niuchać" w powietrzu, próbując skojarzyć to z jakimś znanym mi zapachem. Chłopak po chwili stwierdził, że też czuje coś dziwnego. Głośno zastanawiałam się, co może być tego źródłem, kiedy nagle doznałam olśnienia: to gaz. Totalnie śmierdziało gazem. Chłopak powiedział, że jemu jakoś to gazu nie przypomina, ale u mnie trwał już wewnętrzny proces rozpoczynania paniki.

Bo z moim pokojem sąsiaduje kotłownia. W której jest piec gazowy. Który tego wieczora mój tata uruchomił pierwszy raz w tym sezonie, bo noce zrobiły się zimne. Okazało się przy tym, że czujnik gazu i tlenku węgla się zepsuł i zaczynał wyć od razu po włączeniu, więc tata odłączył go od prądu, dopóki nie kupi nowego.

Wniosek był prosty - ulatnia się gaz, czujnik nie działa, więc zdążyło ulotnić się tak dużo, że zapach doleciał do mojego pokoju. Natychmiast zaczęłam wyplątywać się z pościeli, mówiąc coś w stylu:
- O boże, śmierdzi gazem, to na 100% gaz. Ulatnia się, wstawaj, no szybko, musimy iść wszystkich obudzić!
Chłopak zbagatelizował moje słowa i nie ruszył się z miejsca. Zszokowana jego postawą zaczęłam prawie krzyczeć, że co on, że ma wstawać, że się zagazujemy i trzeba szybko obudzić mojego tatę. A on na to, nie patrząc mi w oczy:
- Kładź się, to nie jest gaz. To byłem ja. Puściłem tego bąka, ale było mi głupio się przyznać.

#CIMNl

Kilka lat temu wynajmowałam wraz z koleżanką moje pierwsze studenckie mieszkanko. Było dość blisko uniwersytetu, ale na osiedlu nie mieszkało wielu studentów, średnia wieku raczej koło 60, albo i więcej.

Rzadko zdarzało nam się imprezować więc z sąsiadami żyłyśmy dobrze. Zwłaszcza z panią Irenką. Pani Irenka (tak ją nazwałam, bo nie wiem jak ma na imię :)) to była taka starsza (koło 80) bardzo elegancka pani, zawsze zagadała, zapytała czy czegoś nie potrzeba itp.

Nadszedł dzień moich urodzin. Na wyjście do baru było zbyt zimno więc kilkoro znajomych wpadło do nas "na piwko". Oczywiście nie skończyło się na jednym, ani na siedmiu. Wszyscy pijani, przekrzykujemy się jedno przez drugie, w głośnikach na pełną moc grzmoci stary polski rock i nagle dzwonek do drzwi.

Jako, że jestem tchórz od razu stwierdziłam, że koniec imprezy, bo będzie przypał, to na pewno policja itd. Otwieram drzwi, a tam stoi bardzo elegancko ubrana pani Irenka, patrzy na mnie i mówi:

- Mam nadzieję, że cię nie obudziłam, ale potrzebuję pomocy. Czy mogłabyś mi rozpiąć korale?

Wyobraźcie sobie moją minę. 12 w nocy, ja rozpinam staruszce perły w przedpokoju, a w kuchni stoi osiem narąbanych osób.

#Gaq3T

Jechałem ja sobie tramwajem. Wiadomo - godziny szczytu, tłok jak na Stadionie Dziesięciolecia. Na jednym z przystanków do pojazdu wturlały się dwie nastoletnie dziewczęta. Legginsy na dupach, fryzury zgodne z panującą wśród bananowej młodzieży modą, do tego gumy do żucia w gębach i generalnie elo! 

Jeszcze się drzwi dobrze nie zamknęły, a te rozsiadłszy się na siedzeniach, wyciągnęły telefon i włączyły jakieś Łan Dajrekszyn, czy inne guano. Z małego głośniczka popierdywały basy, a cały tramwaj zmuszony był słuchać jęków jakiegoś boysbandu z autotjuna. Starsza pani, która siedziała naprzeciw tych niefrasobliwych pasażerek w końcu nie wytrzymała i w imieniu większości podróżnych grzecznie poprosiła dziewczęta o ściszenie muzyki. Te jednak popatrzyły babeczkę z miną w stylu "chybaciepoebało!", zerknęły na siebie z ironicznym uśmiechem i wróciły do wsłuchiwania się w chłam rozpaczliwie dudniący z telefonu. 

Drugi raz staruszka uwagi już im nie zwróciła. Wstała z siedzenia i oznajmiła: "Skoro wy macie zamiar umilać podróż swoją muzyką, to pozwólcie teraz, że ja zaprezentuję wam moją." Następnie dumnie się wyprostowawszy zaczęła śpiewać... arię operową. A musicie wiedzieć, że jej głos był mocny, czysty i bardzo donośny. Słychać było, że babka musiała sporą część życia robić karierę na scenie. Po zakończeniu występu, wszyscy pasażerowie na stojąco bili staruszce brawo.

A dziewczęta? Czerwone na twarzyczkach niczym pawiani kuper, z nosami skierowanymi ku podłodze wytoczyły się z tramwaju na najbliższym przystanku.

#T3iP1

Lubię straszyć ludzi.

Jednakże ostatnio doświadczyłem czegoś co nazywamy "Instant Karma". Żeby było jasne, mój ojciec służy w siłach specjalnych. Gdy wracał późną nocą do domu, postanowiłem go przestraszyć. To była najgorsza decyzja jaką do tej chwili podjąłem. Ukochany tatuś tak jak się spodziewałem, wszedł pewnym krokiem do naszej chałupy punktualnie o 3:30, wszędzie ciemno, wszyscy śpią, no oprócz jednego idioty. Stałem obok lodówki, która jest "podwójna" i stała delikatnie oddalona od ściany, więc miejsce idealne do ukrycia się, z wejścia niewidzialny, kurczę ALL ACCORDING TO PLAN! Do sedna.

Tatuś wchodzi niczego nie świadom, nawet nie zapala światła bo czemu, bo po co, oczy tylko będą piekły. Lodówka stoi koło schodów na piętro, gdzie znajduje się pokój rodziców, a ja, debil, tuż obok niej, niewidzialny. Tatuś przechodził obok lodówki i wtedy wyskoczyłem. Gdy już miałem coś powiedzieć miłego na przywitanie, tato mnie uprzedził. Dostałem z pełnej mocy luja w ryj, po czym drugą ręką złapał moją głowę i jebnął nią o stół jak w jakimś filmie z Żan Klon Van Damem, który wysadza jednym obrotowym 15 typa z kozaków. Padłem na ziemię jak długi, ledwo przytomny, a ten jeszcze nie skończył!

Łapie mnie za rękę, skręcił mi nadgarstek szybkim ruchem obezwładniającym, wyciągnął pistolet z kabury i zaczął we mnie mierzyć. Ja takie, że kurwa co, i krzyczę, że tatuś to tylko ja, ała kurwa boli, no weź puść. On w wielkim szoku, że co ja, przecież do szkoły na rano, a ja nie śpię, no a ja mu mówię, że przecież kurwa sobota jest, mina mu się zmieniła i przykro mu się zrobiło, przynajmniej na chwilę. Puścił mnie, wstał, pomógł mi wstać i wtedy do mnie:
- No ale nauczyłbyś się chociaż bronić.
- Dzięki tatuś, że się o mnie tak troszczysz XD

No cóż, ciężko było wyjaśnić na pogotowiu, że niefortunnie, przez pomyłkę ojciec złamał mi kość podstawy czaszki, skręcił nadgarstek i rozciął łuk brwiowy. Co na to tatuś? Śmiejąc się powiedział, że mi to wynagrodzi i obiecał kupić mi samochód. Cóż. Sami sobie odpowiedzcie czy dalibyście sobie spuścić wpierdol za samochód XD
Dodaj anonimowe wyznanie