#7qkaA

Gdy miałam jakieś cztery latka, wraz z rodzicami wyjechałam do babci na wakacje. Mama mojego tata mieszkała w malutkiej wsi, gdzie wszyscy wszystkich znają i każdy jest ze sobą spokrewniony. Rodzina często przychodziła do nas w odwiedziny. W tym jeden z moich wujków, nazwijmy go Tadek. Zawsze go bardzo lubiłam, on opowiadał mi często o zwierzątkach i innych tego typu rzeczach. Pewnego dnia wziął mnie na kolano i postanowił nauczyć mnie wierszyka. Zapamiętałam i poszłam bawić się dalej. Szczęśliwa hasałam sobie po podwórku, chodziłam do koleżanek, piłam mleko prosto od krowy. Takie to swojskie wakacje.

Ale potem przyszedł wrzesień, moi rodzice poszli do pracy, ja do przedszkola. Pani zapytała nas, co robiliśmy w wakacje i czy nauczyliśmy się jakiego wierszyka. Ja oczywiście zgłosiłam się, opowiedziałam wszystkim o swoich wakacjach i powiedziałam wierszyk.

Następnego dnia mój tatuś został wezwany do przedszkola. Dlaczego? Otóż mój wierszyk brzmiał:
- Wyszły z dziury dwa robole, takie duże, ja pier****

Panie przedszkolanki powiedziały też, że mam bardzo wybujałą wyobraźnię. Opowiadałam o wuju Tadziu, który jeździł traktorem i chodził z krową na seks. Wyobraźcie sobie, co czuł mój tata odpowiadając, że to nie moja fantazja, tylko czysta prawda. :D
Otóż wytłumaczenie było proste: Wujek chodził z krową do byka, a na pytanie mojej cioci, gdzie idzie, odpowiadał, że na seks. XD

#zcOmT

Była jesień. Byłam wtedy na stażu w pewnej firmie, co kosztowało mnie mnóstwo nerwów, nieprzespanych nocy i stresu. W dodatku moja mama leżała wtedy w szpitalu.

Od zawsze na stres najlepiej działało u mnie jedzenie. Tak było i tym razem.
W czwartek po pracy pojechałam do mamy do szpitala. Wracając, zrobiłam zakupy - chleb, wędlina, ciastka, woda i... wędzona makrela. Pachniała już od wejścia do sklepu, nie mogłam się więc powstrzymać.
W domu od razu po powrocie ją zjadłam ze smakiem.

Następnego dnia obudziłam się do pracy. Wstałam z łóżka i poczułam... ogromny smród! Śmierdziało tak, jakby wywaliło szambo, albo jeszcze coś gorszego. Brat wstał do pracy i pierwsze co, krzyknął do mnie: "Jezus Maria, co tak wali?!". Obudziłam ojca. Od razu poczuł zapaszek, który, delikatnie mówiąc, obudziłby nawet zmarłego. Poprosiłam go, aby obwąchał cały dom. Więc grzecznie chodził po domu i sprawdzał - obwąchał rury, kibel, prysznic, dywany, kąty, dosłownie wszystko i nic.
Otworzyliśmy okna, zrobiło się OK, więc poszliśmy wszyscy do pracy.

W pracy zrobiłam sobie małą przerwę na siku około godziny 11. Weszłam do łazienki, sikam sobie spokojnie, gdy nagle poczułam, że zbierają się we mnie gazy. Myślę sobie, a co, mały bezwonny cichacz i od razu poczuję się lżejsza.

Niestety. Na całym piętrze słychać było ogromnego bąka. No nic, myślę, dam radę.

Zrobiłam głęboki wdech... i to był mój błąd. Smród palił mnie w oczy, a zamiast siedzieć cicho ryknęłam śmiechem.

Tak, ten smród w domu to ja. Pierdziałam całą noc, psując powietrze w domu, a na dodatek kazałam ojcu szukać źródła smrodu, kiedy to ja nim byłam...

#n2tCH

Razem z koleżankami założyłyśmy klub Fineasza i Ferba, kupiłyśmy pluszowe maskotki Pepe pana dziobaka, namiętnie kupujemy też kubki, ubrania i wszystko, co ma z tym związek. Spotykamy się, bierzemy pluszaki i oglądamy naszą ukochaną bajkę, śpiewamy piosenki, jest cudownie.

Jesteśmy dorosłymi kobietami, w okolicach trzydziestki, mamy mężów i dzieci, a to jest nasza słodka tajemnica.

#IvVUZ

Kiedy byłam mała, cechowały mnie dwie rzeczy: uwielbiałam oglądać telewizję i miałam bujną wyobraźnię. Oczywistym było, że kiedyś te dwie rzeczy połączę.
Tak też się stało, kiedy naoglądałam się dramatycznych seriali, w których przejawiał się alkoholizm, przemoc domowa i w ogóle niestworzone dramaty.

Kiedy pewnego dnia zadzwoniła do mnie babcia, żeby spytać "co u nas", postanowiłam podkoloryzować nieco nasze życie rodzinne. Odtworzyłam mniej więcej to, co widziałam w telewizji i powiedziałam, że moi rodzice się pokłócili, tata wyrzucił telewizor przez okno, mama uderzyła go w głowę butelką i w dodatku chcą się rozwieść.

Babcia była u nas już kilka minut później, w stanie chyba przedzawałowym. Wbiegła do salonu, patrzy... rodzice w najlepsze oglądają telewizję, wszyscy cali, szczęśliwi... Prócz babci, która myślała, że moi rodzice właśnie się zabijają.
Oczywiście dostałam baaardzo długi szlaban na oglądanie telewizji...

#Nh4Zk

Wigilia, święta i inne duperele zbliżały się bardzo wolnymi krokami. Moja mama jest pedantem, wszystko ma być umyte, czyste i poukładane na czas.
I wiadomo, rybki albo kupuje się martwe, albo żywe. Ja zawsze prosiłam o żywe, bo mogłam je sobie przez 1,5 - 2 dni pooglądać.

Rybki jak rybki, myślałam, że były brudne, a z racji tego, że chciałam zadowolić mamę, by ta nie musiała się martwić i nie ryczała po wszystkich jak co roku, postanowiłam pomóc. Wyobraźcie sobie miny rodzinki, jak oznajmiłam im, że umyłam rybki mydłem w kostce i polałam domestosem, by nie było żadnych bakterii i by można było to zjeść spokojnie i nie zarazić się pasożytami (wtedy myślałam, że pasożyty są na skórze, skoro ryby są brudne).


Rok później nie było rybek w wannie, już od paru lat kupujemy zabite na miejscu.

#OoNn3

Wracałam pewnego dnia (a raczej nocy) z imprezy przez pewien skwerek na Czerniakowie. Skwerek to w sumie jedna alejka długości pięciuset metrów nad bajorkiem udającym rzeczkę. W pewnym momencie odpalam papierosa, zagadnął mnie siedzący na ławeczce z kolesiem dresik, prosząc o szluga. Szybka ocena sytuacji i konkluzja: "Nie dam rady nałgać w żywe oczy, że nie mam fajek, chowając paczkę do torebki, a w szpileczkach daleko nie ucieknę".
- Dobra, bierz.
- A można dwa?
- Nie można.
- Niuniuś, zluzuj, przecież ja je odkupię, zaraz ci dam hajs.
- Ech... dobra, bierz.
- Dzięki, niuniuś, dzięki. Już zaraz rozmienię i ci oddam.

Odchodzę, klnąc w myślach moje miękkie serce i ogólne frajerstwo. Po chwili dogania mnie dresik.
- Już, niuniuś, już daję. - I do kolesia - Dawaj portfel, trzeba pani zapłacić.

Odstawił Tatrę, pogrzebał w portfelu, rozświetlając telefonem mroki czerniakowskiej nocy i zapłacił.
Po euro za papierosa.
Później żałowałam, że wziął tylko dwa :)

#jB8aH

Byłem w związku przez 1,5 roku, z czego przez ostatni rok była narzeczona namawiała mnie do zrobienia badań ogólnych (tak profilaktycznie).

Niedawno ze mną zerwała, postanowiłem, że zrobię dla niej te badania łudząc się, że jeszcze będziemy razem...

W tamtym tygodniu odebrałem wyniki badań...
...Okazało się, że mam nowotwór trzustki

Jak się p***doli - to wszystko naraz.

#CKE75

Kiedy się urodziłam okazało się, że mam zrośnięte dwa palce u stopy. Moja mama z racji tego, że nie było to nic wielkiego, nie chciała nic z tym zrobić. Mimo że była możliwość operacji, bała się, że coś może mi się stać. Tak więc żyję z dwoma zrośniętymi palcami. W ogóle mi to nie przeszkadza, ludzie gdyby o tym nie wiedzieli nawet by na to uwagi nie zwrócili. Nie mam żadnych problemów z tym, jednakże to co się stało, kiedy miałam około 13 lat sprawiło, że poczułam się inna.
Moja mama jest dosyć zakręconą osobą i na gwiazdkę jednym z moich prezentów były skarpety... z palcami. Było mi przykro, że nie mogłam ich założyć. Popłakałam się, a mama dopiero wtedy zrozumiała co zrobiła źle.

#guoUO

Byłam ze swoim chłopakiem ładnych kilka lat i oczywiście zaczynałam nieśmiało planować nasz ślub (powiecie "typowa kobieta", ale co mi tam). Oboje byliśmy bardzo zaangażowani w nasz związek i myślałam, że oboje chcemy tego samego.

Pewnej nocy usłyszałam pukanie do drzwi. Po otwarciu zobaczyłam na progu zapłakaną mamę mojego narzeczonego. Łkając rozpaczliwe objęła mnie i powiedziała: "Jesteś taką wspaniałą dziewczyną. Nie mogę uwierzyć, że cię rzucił, tak mi przykro..."

Też nie mogłam w to uwierzyć, bo... mi tego nie powiedział. Wysłał swoją mamę, aby zerwała ze mną w jego imieniu. Stałam zdezorientowana, w samej piżamie i trzymałam w ramionach matkę mojego chłopaka płaczącą z okazji zerwania, o którym nie miałam pojęcia...
Dodaj anonimowe wyznanie