#qCo1p
18 z hakiem, jakieś ostatnie reklamy. Z sali wychodzi wkurzony (W)idz:
W: Panie, ja na 18 przyszedłem film obejrzeć, a tu reklamy jakieś!
J: Proszę pana, tak jest zawsze. Reklamy powinny się skończyć za chwilę i gramy film.
W: Miała być, ku*wa, 18, a nie później!
J: Proszę pana, tak jest w regulaminie, ja nic na to nie poradzę.
W: Oszukujecie ku*wa ludzi! (tu facet już porządnie się przegrzał, bo całą czachę czerwoną miał, a na dodatek łysy był, to było super widać).
J: Mogę co najwyżej zawołać kierownika...
W: ZESRAJ SIĘ KU*WA!
I wrócił na salę :D
#15MpR
Poprosiła mnie abym przyjechała po nią na peron (bo wracała piątek wieczór ze stancji, torby, laptop i te sprawy). Tutaj zaznaczyć muszę, że na stację pieszo mamy jakieś 7 minut (samochodem ze 3 min.), a że jestem kochaną siostrą, pojechałam. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że w smsie poprosiła mnie o to żebym wzięła ze sobą.... "topek... bo zesikam się w majtki. A mam tyle bagaży, że nie mogę wyjść do łazienki". Myślę sobie ok - dopisuje jej humor, coś tam pewnie brała - zbyłam ją w smsie śmiechem "hahaha :D" i ubieram buty.
Kolejny sms: : "Paula ja mówię serio, nie żartuję. Wymyję, obiecuję". Myślę sobie - "chcesz to masz" - wzięłam ze sobą nocnik - niebieski z żółtą kaczuszką - położyłam z przodu na miejscu pasażera - i myślę sobie - będzie polewka :D
A teraz: wyobraźcie sobie 23-letnią dziewczynę, która cieszy się na widok nocnika lepiej niż małe dziecko. Wsiada w kiecce do samochodu, przytrzaskuje sobie włosy drzwiami (klamka od zewnątrz popsuta i nie można jej otworzyć), a że nie może już wytrzymać - z przytrzaśniętą czupryną ściąga gacie i leje pod siebie na nocnik ustawiony na fotelu.
Ja wyję, ryję, kulam się ze śmiechu na miejscu kierowcy :D, a że do domu blisko - to ... jedziemy. Kasia na miejscu pasażera z gołym tyłkiem i pełnym nocnikiem pod sobą xD
Dojechałyśmy, przeżyłyśmy, tapicerka nie ucierpiała.
A tego to bym się nie spodziewała :D
#00GGs
Przyszedł odpowiedni moment i podjęłam decyzję o rozstaniu. Dowiedziałam się, że 2 tygodnie później miał się oświadczać. Ulżyło mi podwójnie, bo za 2 tygodnie byłoby trudniej to skończyć.
W mojej głowie zapanował spokój, w sercu zagościła radość z życia. Odżyłam. Jednak nie trwało to długo, bo kiedy wracałam do domu mój były ciągle tam był. Tu rodzicom pomagał z komputerami, innym razem po prostu wpadł na herbatkę. Od zawsze miał dobry kontakt z moimi rodzicami, nie miałabym nic przeciwko jakby czasem wpadł do nich. Tylko, że on był u nas codziennie!
Rodzice ciągle byli obrażeni na mnie, że odtrąciłam tak wspaniałego chłopaka i że on biedny cierpi, jak ja mogłam tak postąpić! Nie liczyło się dla nich moje szczęście. Tatuś zapowiedział mi, że on nie zamierza tolerować jakiegoś mojego kolejnego partnera i koniec kropka.
Niedługo później wyprowadziłam się z rodzinnego domu, wynajęłam mieszkanie, w końcu miałam spokój od byłego i ciągłych uwag rodziców jaka to ja zła, bo taki cud z rąk wypuściłam. Długo nie wchodziłam w związki, miałam okazję, ale chciałam po tylu latach odpocząć. Po roku poznałam kogoś, związaliśmy się. Jestem szczęśliwa przy nim, dba o mnie, opiekuje się. To samo jest w drugą stronę.
Rodzina po jakimś czasie została poinformowana o moim obecnym lubym i moim szczęściu . Nie przyjmują do wiadomości jego istnienia, udają, że to nie istnieje. Były nadal u nich siedzi dość często, rodzice pytają kiedy dam mu szansę. Ojciec zarzuca mi, że mogłam być już mężatką. Któregoś dnia zirytował mnie i kazałam mu rozwieść się z mamą i wyjść za mojego byłego skoro tak go kocha.
Kontakt z rodzicami utrzymuję, z byłym mam poprawne relacje. Czekam na dzień, w którym pogodzą się z moją decyzją.
#56AY3
Droga rowerowa, bardzo przyjemna, równa, lekko z górki no to jedziem! A jeszcze jedno, chodnik był oddzielony od drogi rowerowej pasem zieleni. Tak tylko dodaję.
No to się rozpędzam, 20km/h, 25, 30 i co? I daje ostro po hamulcach żeby nie wjechać w ludzi. Szybkie "to jest droga rowerowa, obok jest chodnik" i odjeżdżam dalej. Znowu przyspieszam i znowu ludzie na drodze! Znów zdzieram opony, no ale jadę dalej.
Teraz główna historia. Jadę tą drogą rowerową i widzę zakręt. Ale tak niefortunny, że nie widać co za nim. Dla bezpieczeństwa zwalniam i jadę po łuku. Zaraz za zakrętem co widzę? Tak! To znowu ludzie! Dokładniej dwie panie w podeszłym wieku. Już naprawdę zdenerwowany tym, że nie mogę w spokoju pojeździć, postanowiłem zrobić tak...
Ostro hamuję i zjeżdżam w bok na trawę, tak żeby zasymulować upadek. Wstaję z ziemi, udaję, że mnie boli noga i kuśtykam. Krzyczę do tych kobiet, że obok jest chodnik, a droga rowerowa nie jest dla pieszych. A one do mnie ryczą, że takich to do więzienia i że jak ja jeżdżę - jak pirat, a w ogóle to ona mnie do sądu pozwie o jazdę na chodniku. Ja odpowiadam jakoś tak "no to powodzenia przy zbieraniu dowodów na swoją niewinność", po czym pokazałem palcem na kamerkę sportową zamontowaną na moim kasku. I w tym momencie moher, używając całej swojej many wyprowadza ostateczną "ripostę" w postaci szybkiego cięcia orężem wprost w punkt krytyczny przeciwnika.
Innymi słowy dostałem od babuszki po kasku z parasolki. Tak, że kamerka spadła na ziemię. Szybkim ruchem odebrałem broń staruszce w razie kolejnego, niespodziewanego ataku. Ta zaczęła się drzeć, że widzimy się w sądzie, że jestem złodziejem, kanciarzem i oszustem i kryminalistą (tak, specjalnie użyłem dwukrotnie "i"). Ja jej powiedziałem, że w sądzie spotkamy się jak nie zejdzie ze ścieżki rowerowej. Oddałem babuszce jej oręż, ale na pewno nie oddałem jej zwycięstwa! Udało się! Starsze panie zaczęły chodzić po chodniku!
I tu dwie prośby do Was. Proszę Was z całego serducha. Jako pieszy chodźcie po chodniku, a nie po drodze rowerowej. A druga prośba? Zawsze ubierajcie kask! :D
#NJVzc
To i tak nic. Wyobraźcie sobie minę lekarza, gdy się o tym dowiedział.
#FouMd
Chyba z pomocą Tymbarka oszukałem przeznaczenie.
#QrgWd
Gdy już było po wszystkim, biegłem powiedzieć całej rodzinie, że w kibelku jest kameleon, bo woda z niebieskiej zabarwiła się na zielono...
Ach, moja wyobraźnia z dzieciństwa...
#YdgSH
Każe mi usiąść i taka trochę nieogarnięta, ale dobra - rozumiem, może dopiero poznawała otoczenie. Ogółem nie boję się krwi, dlatego lubię patrzeć na to, jak moja krew jest wysysana przez potomka wampirów - strzykawkę. Już pielęgniarka szykuje igłę, opaska na ręce, pozaciskać parę razy dłoń.
Pani wbija mi igłę i... mdleje. Ja z igłą nie wiem co robić, więc panikuję. Zamiast zawołać kogoś z recepcji, wzięłam panią za nogi i umyłam nią podłogi. Po chwili sama się obudziła i nie ogarniała gdzie jest.
Wszyscy patrzyli na mnie jak na mordercę, ale nikt nie ruszył do pomocy. Może pielęgniarka miała sama sobie pomóc, ja tam nie wiem.
Zastanawiam się, co dalej będzie z naszą kochaną służbą zdrowia...
#wVrUw
Mieszkałam w 6-osobowym dwupiętrowym domu, gdzie dzieliłam malutki pokoik z moim chłopakiem. Był to sam początek naszego związku, nie znaliśmy się zbyt dobrze i gdy nie zrozumiałam o co mu chodzi, jakoś nie zapytałam. Opowiadał mi o warunkach mieszkaniowych, obowiązkach itd., no i mówił, że "na górze tylko jedynka, na dole jedynka i dwójka". Jakiś głos w mojej wtedy dwudziestoletniej głowie pytał: co to za szyfr? Ale przez natłok informacji szybko zapomniałam o niezrozumiałym dla mnie przesłaniu. Do czasu...
Na drugi dzień byłam sama w domu, postanowiłam więc zrzucić z jelit balast przywieziony jeszcze z Polski. Udałam się do łazienki położonej na górze, zrobiłam swoje i nacisnęłam spłuczkę. Z przerażeniem w oczach patrzyłam na rosnącą ilość wody w sedesie i kompletnie nie wiedziałam, co robić. Nigdy wcześniej nie zapchałam kibla. Poleciałam na dół po worek na śmieci i stwierdziłam, że najlepszym sposobem będzie wyłowienie gówna w celu utylizacji go w ubikacji na dole. Brzydziłam się łapać łapami klocka, więc mój super mózg podpowiedział, że mogę łapać łapami przez papier klocka.
No i tak robiłam, ale papier niechętnie współpracował. Robił się mokry, brudny i poszarpany, no i szybko się zużywał. Gówno wraz z toną owego papieru było już w worku, kibel odetkany, po problemie. Dumna z siebie poszłam opróżnić zawartość worka na dolne pułapy. Nie pomyślałam, że ponowne wkładanie gówna przez papier i spuszczenie wszystkiego na raz wraz z ogromną ilością papieru może nie zadziałać. Chluup chlup co za głup, cieszył się do mnie sedes, wypluwając wszystko, co w nim umieściłam.
To ja z powrotem kloca do wora z jeszcze większą ilością papieru; pozostało jedynie pozbyć się fekaliów na dworze. Wychodzę przed dom, wokół dziesiątki identycznych domków pełnych emigrantów, kosz na śmieci nieopodal drzwi. Nie nooo, ludzie tu są, nie będę gówna pod domem wywalała. Zawiniątko w trzech warstwach przeróżnych worków spoczywało niespokojnie w mojej torebce, gdy ruszyłam na poszukiwania kontenera.
Miałam wrażenie, że wszyscy wiedzą, co mam w torebce. Spacer skończyłam nie znajdując żadnego innego kontenera na śmieci, niż ten przed domem i chcąc nie chcąc z przyczajki podrzuciłam bombę.
Chłopak wrócił z pracy, przytulaliśmy się czule na łóżku, a ja, jako osoba z bardzo wrażliwym sumieniem, wymamrotałam, że muszę mu coś powiedzieć. Spojrzał mi wtedy w oczy i zapytał:
- Robiłaś dwójkę na górze i zapchałaś kibel?
Wtedy zrozumiałam, co oznaczał ten dziwny dwujedynkowy szyfr. I że do końca życia będzie czytał z moich oczu moje fekaliowe perypetie.