Zawsze kiedy jem i jakieś zwierzę zacznie prosić mnie o kawałek czegoś, co aktualnie spożywam (np. mój pies), to nie potrafię mu odmówić, nigdy. Zawsze myślę sobie: "Kurczę, a co jeśli kiedyś był człowiekiem i to było jego ulubione jedzenie?"
Co ze mną jest nie tak? :"")
W ostatnim czasie uprawiałam seks z chłopakiem. Nagle mama wparowała do mojego pokoju i tonem zwycięzcy powiedziała: "Tym razem was przyłapałam!" Nie byłoby w tym wyznaniu nic nowego, gdyby nie to, że był to nasz pierwszy raz...
Taka sytuacja z dziś. Jako że święta, dziś mam wolne. Mama stwierdziła, że zrobię ciasto i pojechała do miasta po zakupy (mieszkam na wsi).
Wróciła ze wszystkimi składnikami poza margaryną. No tak... Norma. Musiałam iść do naszego lokalnego sklepiku. Poszłam.
Dokonałam zakupu i wracam do domu. Mam do tego "supermarketu" blisko, więc wyszłam w luźnych dresach, bluzie, spod której wystawała piżama, włosy nieuczesane, tylko pozostałość po wczorajszych warkoczach, zero makijażu Jednym słowem nie wyglądałam przepięknie.
Idę szczęśliwa, podziwiam uroki jesieni. Nagle zobaczyłam małego słodkiego pieska. Był taki uroczy. Wołam go, on nieśmiało zbliża się. Jest już dwa metry ode mnie, poziom słodkości sięga zenitu. I w tym momencie psiaczek się zrzygał... I to w biegu!
Ja rozumiem, że w makijażu i eleganckich ubraniach wygląda się lepiej, ale bez przesady xDD
Znacie to uczucie, kiedy ktoś was podrywa? Był już podryw na kasztana i bardziej tradycyjny na numer telefonu. Ale czy któraś z was została poderwana na kiełbasę?
Stoję sobie przy przejściu dla pieszych, czekam na przyjaciółki, aż tu nagle podjeżdża auto, szyba się opuszcza, wychyla się chłopak z kiełbasą w ręku i woła do mnie: "Hej! Chcesz gryza?". Ja stoję jak wryta, on się uśmiecha i mówi dalej: "Jak nie chcesz tej, to możesz spróbować mojej, he he".
Widząc moją reakcję chyba się zniechęcił i odjechał. No, powiem wam, panowie, coraz lepsze metody wymyślacie...
Gdy się urodziłam, lekarze wykryli u mnie wadę serca. Mimo podjętej operacji i pozornego stabilnego stanu i tak nie byli pewni, czy uda mi się dożyć 18 roku życia.
Dzisiaj kończę 19 lat.
Szach mat, kardiolodzy!
Wiecie co? W całym swoim życiu, widziałam różne rzeczy. Ale to, że rodzony brat odbił swojej siostrze chłopaka, jeszcze nie było. Tak, to ja jestem tą siostrą...
Pierwszego okresu dostałam w wieku 12 lat. Na treningu karate. Będąc w kimono. Wyglądałam jak pieprzona flaga Japonii.
Podzielę się z Wami historią, jakiej jeszcze nie słyszeliście. Mogę to teraz zrobić, bo wiem, że nikt z osób, które brały udział w całym przedsięwzięciu nie dowiedzą się, że to zrobiłam.
Działo się to w jednym z polskich szpitali.
Do szpitala trafiła kobieta, lat 30, przewieźli ją z innego szpitala, do którego trafiła karetką - zasłabnięcie, odpłynięcie, niewyczuwalny puls i tak dalej.
Kobieta wcześniej już miała problemy z sercem, więc mąż szybko zadzwonił pod 112, niestety w szpitalu do którego trafiła, nikt nie był w stanie jej pomóc.
Znacie takie osoby, których pozytywna energia, ciepło przechodzi na wszystkich dookoła?
Taka była i ona. Rozmawiałam z nią wiele razy, była niesamowicie inteligentna, jej poziom empatii był ponadprzeciętny, do tego była przepiękna. Wiecie, w innej sytuacji każda z nas poczułaby się zazdrosna spotykając taką kobietę.
Czekała na przeszczep. To jedyna możliwość, jedyna szansa dla niej, inaczej po prostu by zmarła.
Jej mąż - 35-letni, bardzo, bardzo bogaty. Tak, pieniędzy im nie brakowało. Jednak z tej pary to ona była tą lepszą. Jego aura była zdecydowanie inna, wzbudzał respekt, a jednocześnie strach.
Czas uciekał, serca nie było.
Dyrektor naszego szpitala znał się dobrze ze mężem pacjentki. Byli przyjaciółmi. Beznadziejna sytuacja - pieniądze ani kontakty nie były w stanie jej pomóc.
Do tego jeszcze dwuletnia dziewczynka czekająca na mamusię i tatusia w domu (tatuś ciągle bywał w szpitalu) nie pomagała im z poradzeniem sobie z nieuniknionym. Dochodziły mnie słuchy, że facet próbował 'załatwić' serce dla żony na boku.
Po jakimś czasie, po kolejnym już odpłynięciu kobiety i po kolejnym 'straceniu' jej, dowiedziałam się, że została przeprowadzona próba krzyżowa. Dawcą miał zostać mąż. Pomyślałam - jak to tak? Jak to możliwe? Wtedy połączyłam ze sobą fakty, tj. pieniądze + znajomości + przyjaźń z dyrektorem.
Szybko połknięte tabletki, odcina od rzeczywistości i jazda na stół.
Nad nieżyjącym przyjacielem stał płaczący dyrektor, który sam musiał przeprowadzić zabieg. Nic, naprawdę nic do tej pory nie wywołało we mnie takiego szoku jak tamte zdarzenia.
Rozmawiałam z nią jeszcze tylko raz, przed samym jej wyjściem, powiedziała mi, że zostawił jej list z wyjaśnieniami i była na skraju załamania, naprawdę - ona chciała umrzeć.
Sprawa została zmieciona pod dywan, papiery również czyste, nikt nie wie, że zrobiono jej przeszczep, że serce jej męża bije w niej.
Do dziś zbiera mi się na płacz gdy o tym myślę.
Czy to ciągle prawdziwa miłość czy już choroba? Co nim kierowało?
Proszę nie próbować namierzyć z jakiego miasta dodałam post, próbowałam się ukryć różnymi bramkami, ale wiem, że to nie wystarczy.
Moja przyjaciółka rozstała się z chłopakiem kilka miesięcy temu. Od tamtego czasu prowadzi mocno aktywny tryb życia w okolicy swojej miednicy. Taka Ewa Chodakowska od mięśni Kegla :) Kiedy ostatnio powiedziałam jej żeby lekko przystopowała, przestała się do mnie odzywać. Wczoraj dostałam od niej telefon, że mnie przeprasza i że miałam rację...
Złapała "wenerę".
Dawno temu spieszyłam się żeby zdążyć na film "Troja". Wpadam do domu akurat jak Brat Pitt był w akcji. Mówię - "ależ on bosko biega" :-) Na co mój dziesięcioletni wtedy syn odparował:
- Co mamo, chciałabyś takiego ogiera? Od razu zyskałbym na genach...
No szczena mi opadła.
Dodaj anonimowe wyznanie