#KIi77
Mieszkam w małej miejscowości, w której wszyscy się znają. Obecnie nie mamy nawet sklepu spożywczego, ale kiedyś, gdy jeszcze funkcjonował, w jego okolicy kręcili się miejscowi pijacy. Mieli wódkę pod nosem - nic tylko kupować, pić i zapomnieć o bólu istnienia.
Tata mojej, już wtedy, byłej przyjaciółki (pan Romek), był jednym z nich. Żona z dziećmi od niego odeszła, kiedy stracił kontrolę nad swoim nałogiem. Bił ich, wykorzystywał ją i pił na potęgę - najtańsze alkohole, płyny do płukania ust, perfumy, denaturat...
Pewnego letniego, sobotniego wieczoru, wybrałam się rowerem do mojej babci, bo miałam do niej jakąś sprawę. Po drodze minęłam pana Romka, który leżał w rowie i gadał do siebie. Przyspieszyłam, bo nie chciałam, żeby mnie zauważył. Gdy wracałam, nadal tam był. Tak się złożyło, że tego dnia jeszcze dwa razy byłam u babci, z czego wynika, że sześć razy przejechałam obok pijanego człowieka, leżącego w rowie.
Wiem, że pisząc to wyznanie, pozwalam Wam, Anonimowi, oceniać mnie, więc chcę się w jakiś sposób wytłumaczyć. Może to marne usprawiedliwienie, ale widok pijaka w rowie był w naszej miejscowości tak powszedni, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że on może potrzebować pomocy. Miał obsikane spodnie, obrzyganą bluzkę, więc piętnastoletnia ja po prostu za wszelką cenę chciałam go uniknąć.
Następnego dnia rano mama obudziła mnie słowami: "Romek nie żyje, zapił się na śmierć".
W szkole podeszłam do jego córki, a mojej byłej przyjaciółki, żeby ją pocieszyć. Płakała bez przerwy. Byłam na pogrzebie i widziałam piątkę jego dzieci, które płakały za ojcem, który, wydawałoby się, nie dał im nic, oprócz koszmarnych wspomnień i cierpienia.
Był taki dzień, kiedy żona pana Romka odwiedziła nas z dziećmi (jeszcze przed jego śmiercią). Mój tata bawił się wtedy z jej synkami i moim bratem. Robił im "samoloty", kopał z nimi piłkę, budował zamki z piasku. Najmłodszy z nich powiedział wtedy do mojego brata: "Chciałbym mieć takiego tatę jak twój". Jednak widok jego zapłakanej twarzyczki na pogrzebie rozdzierał serce. A ja mogłam do tego nie dopuścić...
Właściwie w mojej historii przewijają się dwa wątki: moje wyrzuty sumienia i tragedia rodziny zniszczonej przez alkohol. I to chyba wszystko, co chciałam Wam powiedzieć. Do dziś strasznie żałuję, że nie pomogłam temu człowiekowi i do dziś nikomu o tym nie powiedziałam.
Sam dokonał wyboru, wolał pić niż zmienić się dla rodziny. Nie masz się co zadręczać
Wg mnie nikt z własnej woli nie zostaje menelem... Chociaż tak to może czasem wyglądać. Alkohol w przerażający sposób wpływa na mózg i taki pijaczek sam sobie nie da rady. Absolutnie nie mam żadnych pretensji do jego żony, bo wierzę, że trudno wytrzymać z alkoholikiem. Zgadzam się też z Tobą, że autorka nie powinna się zadręczać.
Kinda7 a właśnie, że z własnej woli. Alkohol nie uzależnia po 1 wypiciu, i każdy normalny i mądry człowiek kiedy widzi, że ciągnie go do jakiegoś nałogu za bardzo, potrafi przestać. Jak ktoś nie potrafi nad sobą panować, to nie powinien po żadne używki w ogóle sięgać. Siłą nikt nikogo nie zmusza, to jest wybór.
@Buka85 "Potrafi przestać", mówisz? Obawiam się, że to wcale nie jest takie proste jak ci się wydaje..
Dobrze że alkohol mi nie smakuje :)
A co mogłaś zrobić, mając w dodatku 15 lat? Skoro widok pijaczyn w rowie był w Waszej miejscowości powszechny, to za trudno, byś miała podejść i zapytać "Przepraszam panie Romku, ale czy to jest przypadkiem ten dzień, w którym pan się w końcu zapije na śmierć?" albo każdemu dobrze znanemu Ci śpiącemu menelowi badać puls. Gdyby jeszcze żył, to by Cię prawdopodobnie przegonił i tyle by z tego było.
Zadziwię Cię: są ludzie, którzy wszystko by oddali, aby ich ojciec-alkoholik zdechł. Tak, zdechł. A dlaczego taką formę wybrałam? Bo niektórzy nie zasługują nawet na złamanego grosza szacunku, aby za nim płakać, tęsknić, wspominać.
Do pewnego momentu ojciec Twojej koleżanki był normalnym ojcem, kochającym, zawalił mu się świat, nie potrafił sobie z tym poradzić. Dlatego skończył, jak skończył.
Nope, nic nie mogłaś zrobić. Doskonale wiem jak wygląda sytuacja na wsi, jak zachowują się sklepowe pijaczki i jak to jest mieć takiego w rodzinie. "Mój pijaczek" zakończył pięciodniową libację alkoholem metylowym. Miałam 13 lat, dzieciak, który wyszedł do szkoły myśląc "dlaczego on to robi, nienawidzę go", a wracając już go nie było. Wyrzuty sumienia, płacz, niedowierzanie. Dlaczego nic nie zrobiłam? Dlaczego nie pożegnałam się z nim?
Był dobrym człowiekiem, wesołym, spokojnym, ale miał swoje 3 dni co 3 miesiące.
Tykająca bomba, która wybuchła.
Nie mozesz sie za to winic. W mojej okolicy mieszkal tez pan pokroju Romka. Mial towarzystwo z ktorym sie upijal, a upijal sie tak szybko i mocno, ze za kazdym razem padal gdzie popadnie i zasypial (tez obsikany i takie tam) W ten sposob uspil czujnosc otoczenia a ktoregos dnia tez tak padl, i nikt nie zwrocil na to uwagi. A tu okazalo sie, ze padl bo dostal wylewu. Nikt nie zareagowal od razu bo to bylo niejako normalne u niego i zanim ktos wreszcie po dlugim czasie sie zorientowal, ze kolega cos dlugo nie wstaje i wezwal pogotowie bylo juz za pozno. Nie umarl, nie, ale zostal do polowy sparalizowany i jezdzi na wozku calkowicie zalezny od innych. Nie potrafi sam zjesc, umyc sie, ubrac. Zciagnac i ubrac majtki przy wizycie w toalecie.... A to wszystko zdarzylo sie w obecnosci przynajmniej 15 doroslych osob.
Co ty dziecko moglas zrobic widzac Romka spiacego w rowie wiedzac, ze to nie jest jakas nowosc w jego wydaniu? Nie win sie za cos czego nie zrobilas. I nie czuj sie odpowiedzialna za czyny innych. Pozdrawiam i trzymaj sie bez zadnych wyrzutow sumienia!
Dlaczego masz wyrzuty sumienia? Facet sam się tak załatwił, to jego wina, że nie żyje a nie Twoja. Wolał pić niż być normalnym człowiekiem więc nie ma mu co współczuć, że umarł.
Ty nie miałaś absolutnie żadnego wpływu na jego śmierć. Sam wybrał dla siebie taki koniec. Żeby umrzeć z przepicia nie wystarczy slchać się raz, zabija się siebie powoli, z każdym upiciem...w tym dniu akurat po prostu jego narządy już nie wytrzymały, ale zapewniam Cię, że pracował sobie na to latami. Poza tym nikt mu tych wszystkich alkoholowych specjałów siłą w gardło nie lał, sam chciał. Skoro nie umiał sobie w pewnym momencie powiedzieć "stop", to dlaczego masz go żałować?
Płacz po osobie bliskiej, choćby najgorszej, zwłaszcza w przypadku dzieci jest rzeczą normalną. A co do Twoich wyrzutów sumienia, brutalnie zapytam - czy tej rodzinie żyje się teraz lepiej czy gorzej?
Nie zadręczaj się tym, bo jak przychodzi na kogoś czas, to po prostu tak będzie.
Natrafiłam też kiedyś na cytat, zapomniałam kogo, ale może jak poszperacie w googlach to się znajdzie, a szedł mniej więcej tak: "Nigdy nie obwiniajcie się za to, że kiedyś czegoś nie zrobiliście. Nie zrobiliście, bo nie mogliście".
I ja tak to widzę. Podjęłaś taką decyzję bo wtedy wierzyłaś, że jest słuszna. Nie mogło być inaczej.
Skoro bił swoje dzieci i wykorzystywał żonę to niewiadomo co mógłby zrobić Tobie. (A tak poza tematem. Ktoś też przed chwilą nie mógł wejść na stronę?)