#KqDPj
Co ważne, z moim bratem mam bardzo złe relacje. Głównie to on prowokuje wszelkie kłótnie, rozpowiada o mnie plotki w szkole, niszczy moje rzeczy, wyciera ręce w moje ubrania i można by wymieniać wiele sytuacji, ale zabrakłoby mi znaków. Przechodząc do sytuacji właściwej:
Rok temu jak zwykle bardzo angażowałem się w pomoc w przygotowaniu kolacji wigilijnej. Kiedy wreszcie zasiedliśmy do stołu, przyszedł czas na składanie sobie życzeń. Nigdy nie zapomnę, jak mama powiedziała: "Żebyś się wreszcie zmienił, bo ja już z tobą nie wytrzymuję".
Resztę świąt spędziłem zapłakany w swoim pokoju.
#eQnq1
Pomimo kilku wyjątków dzieciaki są naprawdę cudowne, potrafią poprawić nam humory na cały dzień i odciąć się od problemów czekających poza pracą. Niektóre są u nas tak często, że zapamiętują nasze imiona, zostajemy ich "ciociami" i najlepszymi powierniczkami szkolnych bądź przedszkolnych dramatów i sekretów, z których już nie raz było sporo śmiechu. Generalnie zajęcie byłoby idealne, gdyby nie... Rodzice, a jakże.
Nie chcę tym wyznaniem się skarżyć, a jedynie zaapelować do osób wychowujących dzieci, a wiem, że m.in. wśród czytających ten portal jest ich sporo. Notorycznie przytrafiają się osoby, które potrafią kłamać w żywe oczy co do wieku swojego dziecka, byle tylko móc je zostawić i wybrać się na shopping ze znajomymi, doskonale wiedząc, że za kilkanaście minut dziecko będzie płakało lub wynikną problemy ze skorzystaniem z łazienki. To nie tak, że nie chcemy zajmować się czyimś dzieckiem i lecimy na wygodę - wbrew pozorom na sali jest naprawdę mnóstwo dzieciaków, a dziecko 2-3-letnie pozostawione bez opiekuna non stop jest naprawdę narażone na wiele niebezpieczeństw, przed którymi nie zawsze jesteśmy w stanie je uchronić. Ba, zdarzają się sytuacje, w których dziecko płacze już na wejściu, ale niewzruszeni opiekunowie machają szybko na pożegnanie i się ulatniają. W kryzysowych sytuacjach (zazwyczaj kiedy kłamstwo na temat wieku nie przechodzi) padają propozycje łapówek (w kwotach 5 - 10 zł) za "rzucenie okiem" na dzieciaka. Do tego dochodzi szereg osób pozostawiających dzieci na 8-9 godzin (!), często nie zaopatrując ich w nic do jedzenia czy picia.
Sama nie jestem jeszcze rodzicem, co często zarzucają mi moi klienci, których decyzje krytykuję, ale na miłość boską - to ich własne dzieci. Ukochane, wyczekane, najlepsze, najwspanialsze, nawet jeśli czasem dają w kość. Powinni myśleć o nich zawsze w pierwszej kolejności. Place zabaw to miejsca, które mają dawać dzieciakom radość i fajne wspomnienia, a nie przechowalnie dla przeszkadzających w zakupach "bachorów".
#Sdq0t
25.11.2016 - ważny dla mnie dzień, egzamin praktyczny z prawka, pełen stresik, godzina 17 wchodzę do MORD'u w Krakowie, zajmuje swoje miejsce w poczekalni i staram udawać, że choć trochę nie chce stamtąd uciekać. Mija 10 minut i jakieś dziewczyny za mną zaczynają rozmawiać o egzaminie, stresie, itp. - więc się odwracam i zagaduje, co by mniej myśleć o nadchodzącej zagładzie.
40 minut minęło na miłej rozmowie, śmieszkach i kawałach, w międzyczasie wszyscy ludzie wychodzili i nie zdawali - zwłaszcza jeden egzaminator zadowolony ze swoich wyników wchodził i wychodził z pokoju. Korzystając z tego, że jeszcze moja sentencja śmierci nie została podpisana zaczęliśmy opowiadać sobie rasistowskie kawały - poleciał jeden, drugi, trzeci i nadeszła moja kolej - opowiedziałem na cały głos żart: "Czym się różni parasol od murzyna? - Parasol nie śmierdzi jak się rozkłada". W tym samym momencie wyszedł egzaminator i wywołał mnie.
W przerażeniu udałem się z nim poza ośrodek, a tam mi się przedstawił "Witam nazywam się P. Murzyn i będę dzisiaj oceniał Pana umiejętności jazdy"... Poczułem, że to najwyższy czas, żeby uciekać, a wyniku możecie się domyślić.
Podejrzewam, że żart mu się podobał bo zdałem :D :D, straszny egzaminator okazał się być naprawdę potworem, ale za to ze sporym dystansem, ponieważ po zakończonym egzaminie opowiedział mi kolejny kawał o murzynach :D, pozdrawiam dziewczyny, które umiliły mi swoim towarzystwem czas, dzięki wam ten egzamin nie był dla mnie aż taki straszny!
#lLgi6
Akcja dzieje się w ostatnich dwóch dniach pobytu w hotelu. Przyjechał inny obóz z gimnazjalistami, a wśród nich ON, ucieleśnienie Biebera w najczystszej postaci. Koleżanki wariowały na jego widok, kleiły się i próbowały choć skupić na sobie uwagę owego młodzieńca. Szczególnie moje dwie współlokatorki. W ostatnią noc obudziłam się wyjątkowo zła na "współlokatorki" za rozpylenie męskich perfum w pokoju, na wpół śpiąca z zamkniętymi oczami mówiłam do nich o bólach głowy, które nie pozwolą mi zasnąć. Wtedy usłyszałam słowa "Stary, to dziewczyna" - to od razu wyrwało mnie ze snu. Patrzę... leżę w łóżku, ale u chłopaka, do którego wzdychało pół obozu.
Tak właśnie dowiedziałam się, że lunatykuję ;)
#mJm5u
Otworzyłem pierwszą lepszą kabinę i zastałem tam na wpół żywą dziewczynę. Próbowałem jakoś do niej dotrzeć, ale totalnie nie reagowała, pewnie ktoś jej coś dosypał...
Przeszukałem jej kieszenie w poszukiwaniu telefonu, dzięki Bogu nie miała kodu zabezpieczającego, więc mogłem zadzwonić do jej mamy i poinformować ją o zaistniałej sytuacji.
Jak się okazało, jej mama nawet nie wiedziała o żadnej imprezie, a dziewczyna ponoć miała przenocować tego dnia u koleżanki.
Nie wiem, co się z nią teraz dzieje. Wiem tylko, że miała 16 lat, może jednak nikt jej nie zgwałcił i jakoś się trzyma, a może jednak...
Nie wiem, nie chcę o tym myśleć, ale dziewczyny, błagam: pilnujcie się, zwłaszcza w takich miejscach.
#B4qHZ
#558cW
Nawet nie wiecie, jakie to było super uczucie, gdy w końcu udało mi się wyhodować na tyle długie włosy (zawsze mi się końcówki rozdwajały), że mogłam je oddać do fundacji walki z rakiem!
#knmCH
A dlaczego się uśmiechał? Jak tylko gierka została zakupiona, powiedział mi:
- Dostań szóstkę, to sobie pograsz.
I sam zaczął grać, a także odgonił mnie od WŁASNEGO komputera. Zdziwiły mnie jego wymagania, bo oceny wtedy miałem dobre i jakoś nikt się na mnie nie skarżył.
No ale utarłem mu nosa, bo dostałem parę dni potem szóstkę. Nawet dwie.
Ale z plastyki :D
#EJQba
Czas: mniej więcej 2010.
Gdy byliśmy jeszcze małymi gnojkami z gimnazjum, często bawiliśmy się w podchody/policjantów i złodziei w opuszczonym gospodarstwie obok domu mojego kolegi.
Ot stodoła, obórki, cegły z których zrobiliśmy bunker i czasem używany drewniany wychodek obok stodoły.
Wiele rzeczy odwalaliśmy, ale tutaj opiszę akurat wychodek.
Nieraz podczas zabawy koledzy i koleżanki kryli się tam całą grupą, nie dało się ich wtedy złapać. Kminiliśmy długo jak ich zmusić do wyjścia.
No i nagle wpadliśmy na genialny pomysł, a mianowicie...nasikaliśmy do znalezionej miski, umoczyliśmy w sikach kawałki karton-gipsu i wrzucaliśmy do środka przez niewielki otwór wentylacyjny nad drzwiami. Było to wprost zabójczo skuteczne, drużyna przeciwna uciekła z kibla szybciej niż iracka armia z Mossulu.
Parę razy obie drużyny próbowały się jeszcze w owym kibelku chować, lecz skończyło się to gdy pewnego dnia, a raczej późnego wieczora ktoś wymyślił że będzie cwany i ukryje się na dachu wychodka. Dach nie był zbyt wytrzymały, więc się załamał, a pechowy delikwent mało że spadł na dół, to jeszcze z powodu tego że dziura była dość szeroka i nie było na niej deski kibelkowej, to spadł jeszcze niżej głową w dół i tkwił tak z czerepem w gównie przez jakiś czas zanim się wydostał.