#TgMj4

Pewnego razu zabrałem żonę na romantyczną kolację w dniu jej urodzin. Za naszymi plecami duży stolik i około 8 lub 10 osób. Nagle światło zostało przyciemnione, normalną muzykę zastąpiło "Happy birthday to you" i w naszym kierunku śpiewając "Happy birthday" zbliżały się kelnerki wraz z torcikiem. Byliśmy bardzo miło zaskoczeni, ponieważ wszyscy z sąsiedniego stolika śpiewali głośno i radośnie... Wyglądali na trochę zmieszanych, kiedy torcik wylądował na naszym stoliku :)
Jak się okazało - drugi torcik, na ich stoliku, pojawił się jakieś 15 minut później. Dziewczyna obok też świętowała urodziny :)

#eCmzg

Na zakończeniu drugiej klasy liceum ja i moich dwóch kolegów, jako dumni reprezentanci klasy matematyczno-fizycznej, musieliśmy obsługiwać nagłośnienie i oświetlenie podczas ceremonii przyznawania wyróżnień za ponadprzeciętne wyniki w nauce. Uroczystość odbywała się na sali gimnastycznej, w której znajdował się także niewielki balkonik - trzymano tam sprzęt sportowy i główną elektronikę. Podłączyliśmy więc dwa laptopy, wszystkie kable i zajęliśmy się ustawieniami.

Wszystkim zajmowałem się ja i jeden z moich kolegów - drugi przyszedł do nas tylko dlatego, że nie chciał słuchać ceremonii. Dla własnej rozrywki z jednego z laptopów puściliśmy pierwsze lepsze radio i rozsiedliśmy się wygodnie.

Dyrektor rozpoczął uroczystość, podziękował wszystkim za przybycie, a następnie wymienił nazwiska naszej trójki i pochwalił za cały rok ciężkiej pracy przy szkolnych ceremoniach.

W pewnym momencie kolega, który pomagał mi przy nagłośnieniu musiał wyjść na chwilę do łazienki. Ja z kolei zostałem wyczytany, by odebrać nagrodę za wyniki w nauce. Szepnąłem do kolegi, który nam towarzyszył, by w razie jakiś problemów przełączył dwa przyciski z lewej strony i pognałem po schodach. Wpadłem na salę gimnastyczną, dotarłem do sceny. Odebrałem nagrodę, jeszcze tylko powiem trzy słowa i wracam na górę.

Mikrofon, który mi wręczono jednak jak na złość nie działał. Popatrzyłem w kierunku balkoniku i dawałem dyskretne znaki mojemu koledze, by zajął się problemem. Ten zerwał się jak poparzony, widziałem tylko jak przyciskał coś na planszy do nagłośnienia.

Mikrofon nadal nie działał. Za to z głośników ustawionych na sali słychać było dość wymowną reklamę pewnego nocnego klubu, który organizuje nieco... intensywne wieczory kawalerskie. Z początku mnie lekko sparaliżowało, ale kiedy poczułem na sobie zabójczy wzrok pana dyrektora, fala gorąca uderzyła mi do głowy. Nie pamiętam żebym kiedykolwiek tak szybko pokonał jakieś schody. Nie wiem dlaczego nie odłączyłem od razu kabli, zamiast bawić się w wyłączanie radia, ale zajęło mi to dłuższą chwilę. W końcu wpadł mój przerażony kolega i wyłączył główny zasilacz. Kiedy już się ze wszystkim uporaliśmy, wysłałem znajomego (twórcę zamieszania), by zszedł na dół i w imieniu naszej trójki przeprosił wszystkich za tę niewiarygodną wpadkę.

Ja sam nie zszedłem na dół jeszcze dobrą godzinę po zakończeniu uroczystości. I co by tu dużo mówić, w trzeciej klasie nie zajmowaliśmy się już organizacjami ceremonii.

#yHoRe

Sytuacja wydarzyła się kilka dni temu, ale kiedy o niej myślę, robi mi się wstyd...

Jak to chłopaki, w wieku około 20 lat mamy często do czynienia z filmami pornograficznymi w różnych sytuacjach i miejscach. Często z kolegami wysyłamy sobie różne memy, gify i zdjęcia odnoszące się do takowych filmów. W tamten sądny dzień, siedząc na wykładzie, wpadł mi w ręce idealny gif, którego od razu postanowiłem przesłać do moich, tak samo upośledzonych umysłowo, kolegów.
Klikając na messengerze opcję "Prześlij", ukazuje się lista znajomych. Przez przypadek wysłałem gifa do dziewczyny, o której względy się staram.

Do dzisiaj mnie unika i nie odpisuje na wiadomości.

Brawo ja.

#mLgap

Od małego interesuję się komputerami i elektroniką. Składam nawet PC'ty na zamówienie, doradzam przy kupnie laptopów. Tak słowem wstępu.

Od jakiegoś czasu rozglądam się za kupnem nowych słuchawek pod USB. Mam kilka upatrzonych modeli, ale żeby nie kupować "kota w worku", postanowiłem udać się z tabletem do jednego z dużych sklepów rtv-agd. Nie miałem zamiaru ich tam kupować, po prostu przetestować, jak się sprawują, czy są wygodnie, itd.

Przechodząc przez dział z laptopami, zauważyłem dziewczynę, lat na oko 18-19, wraz z rodzicami. Szukali komputera dla swojej pociechy, pewnie na studia. Obok nich stał konsultant ze sklepu, który zachwalał praktycznie każdą oglądaną sztukę. Ja wiem, że taka jego praca, ale to było dość żenujące co robił, albo raczej w jaki sposób to robił.

Rodzinka nie mogła się zdecydować ostatecznie, co wybrać, więc tak, udając, że oglądam, podszedłem bliżej i zagaiłem rozmowę. Zagaiłem, to może złe słowo. Po prostu wdałem się z konsultantem w dyskusję nt. sprzętu, który właśnie próbuje sprzedać. W trakcie naszej "rozmowy" małżeństwo z córką dowiedziało się, że jakaś połowa laptopów, które próbowano im wcisnąć, to totalny złom, 1/4 ma wieczne problemy z chłodzeniem, czyt. "bez podkładki chłodzącej nawet przy lekkim obciążeniu będzie działał jak piec". Z całości prezentowanego sprzętu, może 2 były godne uwagi, natomiast cena pozostawiała wiele do życzenia. Zdążyłem im jeszcze dodać, że jeśli już któryś mają zamiar kupować, to niech spiszą sobie model i zamawiają przez internet.

Co się działo dalej? Ze sklepu wywaliła mnie ochrona, bo ponoć byłem "agresywnym klientem" i się awanturowałem z obsługą.

Ja rozumiem, że w tego typu sklepach, zadaniem obsługi jest wcisnąć klientowi możliwie najwięcej sprzętu, a w szczególności takim laikom, którzy we wszystko uwierzą. Ale na miłość boską, sprzedawca zyska dużo więcej, kiedy będzie z klientem szczery i będzie opierał się na faktycznym doradztwie, a nie ściemnianiu w żywe oczy i wciskaniu kitu...

#KIi77

To było dobrych parę lat temu, ale nie zapomnę o tym nigdy.

Mieszkam w małej miejscowości, w której wszyscy się znają. Obecnie nie mamy nawet sklepu spożywczego, ale kiedyś, gdy jeszcze funkcjonował, w jego okolicy kręcili się miejscowi pijacy. Mieli wódkę pod nosem - nic tylko kupować, pić i zapomnieć o bólu istnienia.

Tata mojej, już wtedy, byłej przyjaciółki (pan Romek), był jednym z nich. Żona z dziećmi od niego odeszła, kiedy stracił kontrolę nad swoim nałogiem. Bił ich, wykorzystywał ją i pił na potęgę - najtańsze alkohole, płyny do płukania ust, perfumy, denaturat...

Pewnego letniego, sobotniego wieczoru, wybrałam się rowerem do mojej babci, bo miałam do niej jakąś sprawę. Po drodze minęłam pana Romka, który leżał w rowie i gadał do siebie. Przyspieszyłam, bo nie chciałam, żeby mnie zauważył. Gdy wracałam, nadal tam był. Tak się złożyło, że tego dnia jeszcze dwa razy byłam u babci, z czego wynika, że sześć razy przejechałam obok pijanego człowieka, leżącego w rowie.

Wiem, że pisząc to wyznanie, pozwalam Wam, Anonimowi, oceniać mnie, więc chcę się w jakiś sposób wytłumaczyć. Może to marne usprawiedliwienie, ale widok pijaka w rowie był w naszej miejscowości tak powszedni, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że on może potrzebować pomocy. Miał obsikane spodnie, obrzyganą bluzkę, więc piętnastoletnia ja po prostu za wszelką cenę chciałam go uniknąć.

Następnego dnia rano mama obudziła mnie słowami: "Romek nie żyje, zapił się na śmierć".

W szkole podeszłam do jego córki, a mojej byłej przyjaciółki, żeby ją pocieszyć. Płakała bez przerwy. Byłam na pogrzebie i widziałam piątkę jego dzieci, które płakały za ojcem, który, wydawałoby się, nie dał im nic, oprócz koszmarnych wspomnień i cierpienia.

Był taki dzień, kiedy żona pana Romka odwiedziła nas z dziećmi (jeszcze przed jego śmiercią). Mój tata bawił się wtedy z jej synkami i moim bratem. Robił im "samoloty", kopał z nimi piłkę, budował zamki z piasku. Najmłodszy z nich powiedział wtedy do mojego brata: "Chciałbym mieć takiego tatę jak twój". Jednak widok jego zapłakanej twarzyczki na pogrzebie rozdzierał serce. A ja mogłam do tego nie dopuścić...

Właściwie w mojej historii przewijają się dwa wątki: moje wyrzuty sumienia i tragedia rodziny zniszczonej przez alkohol. I to chyba wszystko, co chciałam Wam powiedzieć. Do dziś strasznie żałuję, że nie pomogłam temu człowiekowi i do dziś nikomu o tym nie powiedziałam.

#8Ts8i

W dzieciństwie jeśli mi się śnił koszmar, to tylko jeden, mianowicie okropny mężczyzna stojący w progu moich drzwi do pokoju. Mówił coś i krzyczał.

Kilka lat temu, jak byłam z rodzicami na wakacjach, tata będąc już w stanie upojenia alkoholowego wygadał, że zanim przeprowadziliśmy się do mieszkania (miałam roczek), poprzedni właściciel powiesił się na klamce od drzwi mego pokoju.

#bhm7c

Lat wtedy miałam 21, ze swoim chłopakiem chodziłam od 3. On zawsze powtarzał, że kiedyś chce mieć dziecko, ja, że nigdy się na to nie zgodzę. Rozmawialiśmy o tym wiele razy, zawsze słyszałam to samo - "zmieni ci się", "zobaczymy", "pogadamy o tym później", etc.. Mimo wszystko byliśmy razem, świetnie się dogadywaliśmy, planowaliśmy wspólne mieszkanie. Wtedy okazało się, że jestem w ciąży. Nie wiem jak to się stało - zawsze się zabezpieczaliśmy, w dodatku moje problemy hormonalne właściwie uniemożliwiały zajście w ciążę. Na początku świat zawalił się nam i naszym rodzinom. Oboje byliśmy na studiach, dopiero zaczynaliśmy jakieś prace dorywcze.
Potem jakby wszystko się ułożyło. Zamieszkaliśmy razem, chłopak i rodzice zaczęli się cieszyć na to dziecko.

W szóstym miesiącu ciąży miałam poważny wypadek komunikacyjny. Byłam nieprzytomna przez kilka dni. Kiedy "wróciłam do żywych", chłopak przekazał mi, że straciliśmy synka. Ryczałam przez kilka miesięcy.

Anonimowy jest w tym fakt, że nikt nigdy nie dowiedział się (i się nie dowie), że płakałam z ulgi. Bóg mi świadkiem, że nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak wtedy.
Podczas ciąży nienawidziłam siebie, swojego chłopaka i tego dziecka. Ciągnęło mnie na wymioty za każdym razem, kiedy poczułam ruch syna. Każdą czynność, która wymagałaby odsłonięcia brzucha, wykonywałam z zamkniętymi oczami. Dla mnie ciąża stała się symbolem mojego złamanego życia. Czułam, że nie mam kontroli nad własnym ciałem.
Tak jakby w moim wnętrzu rozwijało się jakieś obrzydlistwo. Coś jak tasiemiec, albo obcy.

Dziś nie jestem już z moim ówczesnym facetem, mieszkam sama w kraju, w którym dostęp do aborcji jest powszechny, jestem po podwiązaniu jajowodów. Jedno wiem na pewno - nigdy więcej nie przeżyję tego koszmaru.

#eThdu

Moi rodzice się rozwiedli jak miałam 8 lat. Mieszkałam z mamą w domku piętrowym. Nigdy jednak nie miałam nic przeciwko jej nowym związkom. W końcu chciałam, żeby była szczęśliwa i ułożyła sobie życie.
Jak miałam jakieś 17 lat, poznała nowego mężczyznę.

Pewnego dnia wróciłam do domu dość późno, bo około północy.
Mama z jej nowym chłopakiem leżeli w salonie na łóżku przed telewizorem. Grzecznie się przywitałam i zaczęłam wchodzić po schodach do swojego pokoju.
Nagle jej partner przemówił:
- Może chcesz posiedzieć z nami? Zaraz w telewizji będzie fajny pornol.

Osłupiałam. Miliony myśli w głowie w jednej chwili. Szybkie spojrzenie ma mamę, ale zero reakcji.
- Nie, dzięki. Wolę nie wnikać w to jak spędzacie czas - wydukałam i uciekłam na górę.
W myślach oczywiście złorzecząc na "tego zboczeńca". Nagle zawołała mnie mama.
- Hej, co ty usłyszałaś?
- Nie moja sprawa, mamo, jak się zabawiacie, ale mnie w to nie mieszajcie - uwierzcie mi, poczułam się, jakby mi ktoś zamienił rodziny.
Nagle odezwał się partner mamy:
- Zabawianie się przy horrorze?

No tak. "Jakiś fajny horror"...

#VhArc

Cofnijmy się w czasie do 01.XII.2016.

Moja narzeczona pochodzi z Indii, nasz związek nie jest na pokaz i nie afiszujemy się nim na portalach społecznościowych, natomiast współpracownicy narzeczonej wiedzą o tym że jest w związku.

Na początku tego roku do pracy Lubej przyjęto nowego pracownika dla potrzeb historii nazwijmy go Januszem. Janusz jak to Janusz lubił pożartować w niewybredny sposób, z kult/ura osobistą mu lekko nie po drodze, jednak trzeba mu przyznać jest specjalistą w swoim fachu i dlatego nie trudno mu dostać pracę w korporacji. I tak oto Janusz od początku roku w bardzo niewybredny sposób podrywał moją Lubą, Luba nie mówiła mi o tym ponieważ uznawała to za małą szkodliwość i po prostu uważała Janusza za palanta. Aż do 31.11.2016 wtedy wróciłem bardzo późno z firmy koło 21 i zobaczyłem że siedzi bardzo zmieszana i ogólnie jak nie ona tak wyglądała, opowiedziała mi co się działo w ten dzień w pracy. Doznałem szoku. Pierwszy raz w życiu byłem wściekły że nie myślałem logicznie. Ale poprosiła mnie żebym nie reagował bo nie chce afer w pracy. Obiecałem. No i mamy czwartek. Zadzwoniłem do Lubej koło 15 że będę w okolicy jej biurowca i że jak chce mogę ją rzucić do domu. Luba podziękowała i nie rozłączyła rozmowy, pech chciał że to usłyszałem.
Janusz: Czekoladko może chcesz skosztować białego loda?
Luba: Daruj sobie oblechu.
Janusz: Będziesz piała z rozkoszy

Wtedy rozmowa się skończyła.

Dostałem białej gorączki. Podjechałem do biura mojej Lubej widzę że znów jest coś nie tak. Poprosiłem ją na chwilę na zewnątrz powiedziałem co słyszałem poprosiłem żeby pokazała mi Janusza, Janusz jako miłośnik dymka wychodził co rusz na pole. Poczekałem przed biurem na Janusza zapytałem czy nie ma numeru do tej kobiety wskazując na Lubą.
Janusz: Koleś odpuść to moja dupa ale taka tylko do ru*hania.

I w tym momencie Janusz skończył swój wywód.
Nerwy moje puściły, pięści pierwsze pomyślały. Janusz skończył w szpitalu (z tego co wiem dostał zwolnienie chorobowe).

Ja skończyłem na komendzie wiem że będę miał postawiony zarzut.
Na pytanie moje wśród współpracowników Lubej czemu nikt nie zareagował dowiedziałem się że to nie ich sprawa i nie będą się mieszać. Luba tego samego dnia złożyła wypowiedzenie z pracy.

Dzięki temu zobaczyłem jakim środowiskiem jest korpo, zostanę skazany oraz zyskałem pracownika biurowego który będzie przewalał dokumenty :-)

Apel widzisz, że ktoś gdzieś kogoś poniża, ubliża. Nie bój się reagować. Pomyśl że to mogła być Twoja Mama, kobieta, siostra. Ktoś bliski Tobie.

Przyszły skazaniec.

#bATek

JAK PRZEŻYŁAM HISTORIE RODEM Z HORRORU

Chciałabym Wam opisać historię, która przytrafiła mi się stosunkowo nie dawno.

Zacznę od tego, że ze względu na prace mojej mamy często zostaje sama w domu na pare godzin lub czasem i na noc. W tym czasie młodszy brat zostaje wysłany do niani, więc w domu nie ma żadnej żywej duszy. Przejdźmy jednak do historii...

Tamtej nocy zostałam sama w domu. Mieszkam na odludziu, z dala od ulicznych lamp, więc spoglądając nocą przez okno, nie zobaczy się kompletnie niczego.
Strasznie boję się ciemności, więc zawsze wchodząc do pokoi zapalam lampy.
Warto zauważyć, że kuchnia jest połączona z salonem i można swobodnie w parę kroków się między nimi przemieszczać, więc często nie zapalam światła w obu pomieszczeniach naraz, bo nie widzę większego sensu.
Gdy jestem sama w domu, praktycznie zawsze siedzę w swoim pokoju na górze, czasem właśnie od czasu do czasu schodzę na dół do kuchni się czegoś napić albo zjeść, więc i tamtego wieczoru zeszłam na dół.

Schodzę powolutku po schodach, zapalam światła i wchodzę do kuchni. Jak wspominałam nie włączałam światła w salonie, wiec stojąc w kuchni i patrząc w stronę salonu widziałam zupełną ciemność. Niesamowicie mnie to przerażało, wiec postanowiłam odwrócić wzrok od ciemnej pustki.
A teraz drodzy czytelnicy wyobraźcie sobie jak jesteście sami w domu, w kompletnej ciemności oraz ciszy...
.
.
.
.
.
.
i nagle na końcu ciemnego pokoju włączyła się wam jakaś zabawka i zaczyna śpiewać. Sytuacja niczym z filmów o opętanych lalkach.

Kurde no, myślałam, że się posram.

Bez chwili namysłu ze łzami w oczach ze strachu próbowałam najszybciej jak to możliwe zapalić lampę w salonie i wyłączyć to coś.

Ostatecznie spieprzyłam z tego miejsca i tamtego wieczoru nie miałam zamiaru schodzić na dół - nawet do toalety.
Dodaj anonimowe wyznanie