#GwY1V

Jestem bardzo nieśmiałą osobą.
Od kiedy pamiętam, zawsze się wstydziłam powiedzieć cokolwiek mojej rodzinie jeśli chodzi o jakiekolwiek związki. Jest to główny powód tego, że jeszcze nigdy nie miałam chłopaka.

W czasach szkolnych miałam adoratorów, ale nigdy nie pozwoliłam się nikomu do mnie zbliżyć, żeby nikt z rodziny się o tym nie dowiedział. Myślałam, że jestem jeszcze za młoda, że jest to bardzo dziwne, niepoprawne.

Mam teraz 20 lat i poznałam chłopaka, jednak planując i wybierając się na spotkanie, robiłam to tak aby tylko nikt się nie zorientował.
To głupie przeświadczenie nadal we mnie jest. Wesela, spotkania rodzinne - zawsze sama, przeciwnie co do mojego rodzeństwa. Raz nabrałam odwagi i chciałam powiedzieć siostrze cokolwiek o moim życiu, ale stchórzyłam.
Próbuję wyjść na osobę, która nie potrzebuje uczuć, miłości, a życie jest dobre takie jakie jest, ale to nieprawda. Czuje się samotna, jednak nie wiem czy kiedykolwiek zrobię coś w tym kierunku.

Przecież to wszystko jest ludzkie, naturalne, jednak nie mam sensownego wytłumaczenia, dlaczego tak jest.
slackerbitch Odpowiedz

Często dzieje się tak, kiedy rodzice nie pozwalają dziecku okazywać emocji w odpowiedni sposób. Tj. np. reagują krzykiem na płacz dziecka, bo uważają, ze histeryzuje. Tez tak mam. Brzydzi mnie myśl, ze w oczach swojej rodziny jestem człowiekiem - a co za tym idzie, mam emocje. Brzydzi mnie, ze to na tyle logiczne, ze musza sobie z tego zdawać sprawę. Jedyna emocja, która potrafię okazać, to gniew. :)

Furiatka

Ciekawe ujęcie. Miałam podobnie, chociaż nie mogę powiedzieć, żebym się brzydziła okazywania emocji, ale zawsze wydawało mi się to niestosowne, obojętnie czy to wśród obcych, czy wśród rodziny. Mówiłam np. że mam chłopaka, że ktoś mnie wkurzył itp., ale unikałam emocjonalnego podejścia, bo powodowałoby to jakieś niepotrzebne pytania, na które nie chciałam odpowiadać.

stutututu

Ja nie mogłam i nadal nie mogę powiedzieć, że jestem mi przykro lub smutno. Zawsze wtedy jest krzyk ,,Myślisz, że tylko tobie może być przykro ??!!"
Jedyne akceptowane emocje przez moją rodzinę to gniew i zdenerwowanie. Wszystkie inne są juz złe

powinnamsieuczyc

Ja mam tak, ze o wiele łatwiej okazać mi negatywne emocje niż pozytywne. Łatwiej mi krzyknąć w złości niż powiedzieć szczere "lubię cię" do moich znajomych

nirrvana

Ja nie okazuje żadnych emocji przy rodzinie, za to w innych środowiskach nie mam z tym najmniejszego problemu. Prawie z nimi nie rozmawiam, ale chyba nie wychodzi mi to na dobre bo gdy mnie denerwują, mam ochotę rozłupać ich głowy o parkiet. Jestem tak dobrą aktorką , że żodyn nie ma nawet cienia podejrzeń. Żodyn.

Szafran

Ciekawa teoria, i w sumie wydaje się być prawdziwa. Moja matka narzeka, że nie okazuję emocji, że nie pokazuję jak się cieszę z różnych rzeczy, a ja inaczej nie umiem, obawiam się pokazywać jej to, co czuję.

Volchitsa

Ja nie jestem nieśmiała, ale też niczego nie okazuję. Co więcej, chyba nie umiem. Nic nie robi na mnie wrażenia, ani nie wzbudza emocji. Często myślę, że jestem robotem, tylko mam specjalnie zaprojektowane ciało, żeby tylko na pozór krwawiło i bolało :/

arkp

@slackerbitch Nie jestem sama, uf! Też mnie brzydzi to, że według nich jestem człowiekiem. Nie wiem jak to przełamać, a chyba chciałabym, bo to jednak męczące tak żyć.

Krokodylelzy Odpowiedz

Jakbym czytała o sobie. Też wszystko w ukryciu.

Hermiona12

Ja tak samo, ale u mnie głównie dlatego, że jak tylko coś to zaczynają się głupie docinki ze strony mamy i siostry, a tata wszystko rozpowiada każdemu dookoła, męką było szukanie partnera na studniówkę, jak wreszcie znalazłam to oczywiście były komentarze, a jak raz zaprosiłam go do domu to już w ogóle dlatego jak potem się z nim parę razy spotkałam to mówiłam, że idę na spacer

14255

hm...mam lat 26 a mam podobnie. U mnie to dlatego, że kiedyś, jako jakaś taka nieopierzona dziewuszka (początki nastoletniości), wiecie miałam już jakieś tam upodobania w stosunku do chłopców. Nie odkrywałam się, bo wiadomo - dojrzewanie, wstydliwość. Ale pewnego dnia, całkiem bez powodu, bo siedziałam po prostu coś bazgrząc na kartce przy biurku, usłyszałam od ojca "za lekcje się weź, a nie coś bazgrzesz! pewnie się na jakiegoś chłopaka zapatrzyłaś! głupoty Ci w głowie!" i dalej w tym tonie. Bardzo mi to utkwiło i trzymałam się z dala od chłopców.
Później, na początku studiów podobnie w tym tonie od matki...bo wpadły mi jakieś słabsze stopnie (ale nie dwóje...przez całe studia wszystko zdawałam w pierwszym albo zerowym terminie, więc nie rozumiem dlaczego w ogóle mi się oberwało). Usłyszałam, że jak się będę uganiać za facetami zamiast się uczyć, to skończę jako panna z dzieckiem, że na to właśnie mi się te moje studia zdadzą, że nawet ich nie skończę. Nawet nie miałam wtedy chłopaka. Te dwa główne wydarzenia i wiele pomniejszych uwag ze strony rodziców i nie nabyłam jako podlotek żadnego pozytywnego doświadczenia w związkach.

wiecejugru

Dokładnie, ja też mam tak samo :c

imcalled

heh, u mnie tak samo :/

Ankaaa

Mi chyba w pamięci utkwiło, jakie zamieszanie było w rodzinie, kiedy moja siostra znalazła sobie chłopaka. Nie było to niemiłe, czy chamskie, ale rodzina od strony taty jest dość mocno "dociekliwa" i tak bardzo obawiałam (wstydziłam?) się tych wszystkich pytań i komentarzy, że nie mają pojęcia, że mam za sobą ponad dwuletni związek :D
Oczywiście okazało sie, że przesadzam i jak się przyznałam do obecnego chłopaka, to wcale nie było to takie straszne, ale co się naukrywałam, to moje :D

Veryimportantperson

U mnie to standard zawsze jak ktoś w moim wielu mówi mi o swoich chłopakach/dziewczynach zawsze się pytam co na to jej/jego rodzice, ponieważ dla mnie to zbyt nie naturalne

Leczo

Widzę, że nie jestem sam... Łączmy się w bólu

annabeth88

Ja także wszystko w ukryciu. Nie potrafię powiedzieć, że np. idę się spotkać z kolegą, bądź jadę na randkę. Nie miałam nigdy chłopaka ale gdybym miała to na pewno bym to ukrywała najdłużej jakby się dało. Nie lubię rozmawiać z rodzicami o uczuciach. Może kiedyś się to zmieni.

nasmasz

No to nie jestem jedyna ;) mam 20 lat, a nie potrafię nikogo nawet poznać. Jak jeden jedyny raz się spotkałam z kolegą to modliłam się żeby nie przyniósł mi żadnej róży albo czekolady... Najgorsze, że jak jestem na kogoś zła to nie potrafię dokładnie wytłumaczyć o co mi chodzi. Więc trzymam to w sobie i mówię, że nieważne... No i w ten sposób jestem samotna i boję się pójść gdziekolwiek gdzie są nowi ludzie.
Dzięki anonimowi! W końcu zrozumiałam siebie..

powinnamsieuczyc Odpowiedz

Mam tak samo. Nawet doszło do momentu w którym jest mi wstyd przed sama sobą o to, ze ktoś mi się podoba i robię wszystko by go znienawidzić. U mnie to pewnie kwestia charakteru ale i wychowania przez moich rodziców, bo ani brat, ani siostra nigdy nikogo nie mieli i o nikim nigdy nie wspominali

Foxy16 Odpowiedz

Heh... Mam tak samo. Już na studiach, czyli jako niby dorosła kobieta, przez 3 lata byłam w związku. Moja rodzina nic o tym nie wiedziała, a cały czas mieszkałam wtedy w rodzinnym domu.

guska1888 Odpowiedz

Nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem. Przemyślałam to i widzę, że ja i moi bracia też zostaliśmy stlamszeni w ten sposób... tylko moja siostra nie. Co więcej, tylko ona była w kilku związkach... a my w żadnym pomimo, że mamy po 20kilka lat :/

Cara2540

A może po prostu odebrała wam wszystkie dobre aspekty wyglądu XD

kizia

@Cara2540.. Wg mnie jesteś idiotką. Dziękuje, nie pozdrawiam.

liquidsky Odpowiedz

Jakbym czytała o sobie! W dodatku moja mama za każdym razem, gdy mam gorszy nastrój, jestem mniej skupiona niż zwykle czy coś podobnego, mówi "A może ty się zakochałaś?!" i to takim tonem, jakbym tym zakochaniem miała zrobić komuś niewyobrażalną krzywdę. Przez to boję się powiedzieć komukolwiek, że ktoś mi się podoba, bo boję się takiej agresywnej odpowiedzi. Na każde pytanie o sympatię czy podobanie się reaguję usilnym zaprzeczaniem bez względu na to, co o tym myślę.

Marcepanik

Jejku jakie to prawdziwe

Kproject

u mnie jest dogryzanie niby w żarcie

kooltv Odpowiedz

Mam identycznie i podejrzewam, że też wyniosłam to z rodzinnego środowiska. Mam głęboko zakorzenione poczucie, że oni zawsze będą we mnie widzieć pięciolatkę i tak mnie traktować, więc wobec rodziny automatycznie włącza mi się zachowanie "sprawy dorosłych mnie nie dotyczą"... Przykre, bo pewnie chcieli dobrze, a nie wiedzą, ile mi sprawili problemów emocjonalnych.

CorpseParty Odpowiedz

Ja też mam problem z otwieraniem się, paradoksalnie właśnie najbardziej do rodziców. Jako dziecko obrywało mi się za płakanie, głośne śmianie się i generalnie zbyt otwarte okazywanie emocji, teraz mam wrażenie, że to niestosowne. Każde moje zainteresowanie było bagatelizowane, a ja zostawiałam je. Przez to czuję, jakby zdradzenie informacji o sobie wiązało się z utraceniem tej części osobowości. Każdą informację dla nich filtruję, żeby była jak najbardziej neutralna. Trudno mi powiedzieć rzeczy typu "lubię rysować", wolę to przekazać jako "pani w szkole pochwaliła mój rysunek". Mam problemy z zdradzaniem jakiej lubię słuchać muzyki, co rysuję, jakie książki czytam, jakie postacie fikcyjne mi się podobają, bo jest to tak silnie związane z moimi uczuciami i tym co przeżywam wewnątrz siebie, że nie potrafię dać do tego dostępu ludziom z zewnątrz. Ostatnio, kiedy mama zauważyła, że na tapecie w telefonie mam ustawioną postać z anime i zapytała, co to, było mi zwyczajnie przykro. Miałam wrażenie, że po tej sytuacji powinnam porzucić to zainteresowanie, bo jest "skażone". Kiedy czasem w rozmowie niechcący napotknę, że coś lubię, albo wyrażę swoją opinię na jakiś temat, potem brzydzę się sobą i rozpamiętuję to tygodniami. Moim zdaniem to przerażające, jak dorośli ludzie mogą wpływać swoim negatywnym zachowaniem na dzieci i w konsekwencji je popsuć.

KaczkaWymiataczka

Mam podobnie jak ty i czasami naprawdę źle się z tym czuje. Najgorzej jest, jeśli ktokolwiek pyta o moje uczucia do czegokolwiek - nieważne, czy byłyby pozywne czy negatywne, nie potrafić o tym mówić w odniesieniu do siebie. Odpowiadam wtedy z pewną dozą ironii - przykładowo, mama pyta mnie, czy z chłopakiem, o którym wspomniałam, coś mnie łączy - odpowiadam wtedy coś w stylu: "Nieważne, czy mi się podoba, ważne, że ma pieniążki. Potem jakiś spadek się trafi i będę ustawiona do końca życia". Nie są to moje prawdziwe myśli, ich po prostu nie potrafię wyjawić. Kiedy widzę swoje przyjaciółki w złym stanie, naprawdę trudno jest mi je pocieszyć słowami czy też fizycznie, po prostu czuję taką blokadę w środku i nie potrafię reagować na bieżąco, chociaż wiem, że powinnam to zrobić. Na dodatek mam ogromny problem z wyrażaniem gniewu - na codzień duszę go w środku, zwłaszcza w szkole. Nawet w domu nie potrafię powiedzieć, że coś mnie złości, dlatego stałam się kozłem ofiarnym swojego młodszego brata, co wprowadza mnie w jeszcze gorsze położenie. Nie potrafię odpowiedzieć jej co czuję, kiedy mnie wyzywa czy nagrywa, kiedy sobie tego nie życzę, chowam się po prostu w pokoju i czekam, aż przeminą wyzwiska związane z tym, że nie umiem się zająć bratem, który rzekomo jest "chory" i nie chcę mu we wszystkim ustępować. Przy ludziach przyjmuję postawę stoika, czasami nawet nieco robotycznego, którego praktycznie nic nie rusza, można powiedzieć, że "odczłowieczoną". Przez kilkunastoletnie zakopywanie się w takich warstwach mam ogromną trudność także z wyrażaniem emocji względem innych osób w sposób naturalny, a nie zblokowany, czasami wydaje mi się, że to co czuję jest dziwne i jakby nie należało do mnie. Dodatkowo mam problem z asertywnością - nie potrafię powiedzieć człowiekowi wprost, że jego zachowanie względem mnie mi się nie podoba, zwłaszcza kiedy ktoś nadużywa mojej cierpliwości. Później taka reakcja wytwarza kolejną i powstaje błędne koło, któremu nie mogę zaradzić.

PotworMorski Odpowiedz

Mam tak z moimi zainteresowaniami. Zawsze, kiedy zaczynałam coś lubić, słyszałam docinki, że po co mi to, że strata czasu, żebym lepiej wzięła się do nauki (pomimo faktu, że zawsze miałam dobre stopnie). Wszystko co lubiłam, było kwitowane złym słowem. Przez co długo nie potrafiłam cieszyć się rzeczami, które robię, a nie mają związku z nauką/pracą. Koleżanek też zawsze brak, bo przecież po co mi one, będą mnie tylko odciągać od nauki. Śmieszy mnie, że te same osoby, które we mnie to zakorzeniły, mają teraz pretensje o bycie aspołecznym dziwakiem właśnie DO MNIE. :D Od dłuższego czasu zmieniam swoje podejście, widzę widoczny progres, ale tylko wewnątrz mnie, nikt mi znajomy nie może się dowiedzieć.

KotkaVpsotka Odpowiedz

możemy przybić sobie piątkę

Zobacz więcej komentarzy (23)
Dodaj anonimowe wyznanie