#vPJtI

To moja pierwsza historia tutaj, ale bardzo anonimowa. Ad rem.

Działo się to w czasach przedszkolnych, na początku lat 90. Dostałem od rodziców taki komplet (bluza i spodnie) z weluru. Całość miała bordowy kolor, a na bluzie był fioletowy pasek z wyszytymi misiami. Słowem: koszmar. Miałem wtedy jakieś 5 lub 6 lat i nienawidziłem go. Przeżywałem wtedy okres w życiu pt. "chcę być dorosły" i chciałem nosić spodnie z paskiem, garnitur i same poważne rzeczy, jak na dorosłego przystało. Welurowy komplecik w najmniejszym stopniu nie wpisywał się ten model.

Pewnego dnia miałem poszedłem w znienawidzonym stroju do jeszcze bardziej znienawidzonego przedszkola (dlaczego? to temat na inną historię). Chciałem się pozbyć uwłaczającego mojej godności ubrania, więc zacząłem dumać nad sposobem. Myślę i myślę, aż tu nagle olśnienie! Jak narobię w gacie, to panie przedszkolanki zadzwonią do domu, a wtedy ktoś przyjdzie i mnie przebierze!

Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Zaszyłem się w kącie sali, wyobrażając sobie przytulny i ciepły kibelek. Kiedy w spodenkach pojawił się dodatkowy ciężar, a odpowiedni aromat rozszedł się po sali, reakcja przyczynowo-skutkowa rozpoczęła się. Przedszkolanka zadzwoniła do domu, a mama wysłała do przedszkola kilka lat starszą ode mnie siostrę, która nie dość, że mnie ze stroju przebrała, to jeszcze zaprowadziła do domu. Podwójny sukces!

#QeFAF

Historia sprzed chwili. Siedzę sobie, oglądam w tv horror "Omen". Ogólnie stroszek ze mnie i czasem oglądając takie filmy sama nakręcam swój strach, teraz też, jakże by inaczej, rozglądam się od czasu do czasu nerwowo po domu, lukam po oknach...
Pobudzona wyobraźnia podpowiada mi głupie rzeczy. W domu ciemno, cicho. Wszyscy śpią. Chce mi się sikać jak jasna cholera, ale jak tu pójść, kiedy akurat właśnie rozgrywają się kulminacyjne sceny w filmie, a łazienkę dzieli ode mnie ciemny, długi przedpokój...
Na ekranie apogeum nieszczęść, krzyki, krew się leje...
Nagle za plecami słyszę zachrypnięty głos przeciągający głoski "Maaaamaaaaa, piiiiiićććć".
Wiecie co? Dobrze, że chciało mi się tylko siku, a nie co innego :/

Kocham mojego synka ;)

#bojmq

Kiedyś, jeszcze przed wyjazdem za granicę na stałe, jeździłem do taty na dwa tygodnie lub na ferie i tak dalej.
Miałem w domu takie małe akwarium. Fajnie urządzone, ładne, małe, kolorowe rybki. Ogólnie było to akwarium ojca, ale "odziedziczyłem" je po tym, gdy sam wyjechał.
Dbałem, oczywiście, że dbałem. Karmiłem, zmieniałem wodę, no i włączałem grzałkę, żeby ogrzać im wodę. No właśnie tę przeklętą grzałkę... Dzień przed wyjazdem na dwa tygodnie włączyłem grzałkę, a następnie chciałem powiedzieć mojej babci, która tam mieszkała, aby wyłączała ją. Niestety w dniu mojego wyjazdu musiała jechać poza miasto. Pomyślałem, że zadzwonię.
Zapomniałem.

Grzałka grzała. Cały czas. Bez przerwy.
Babcia nic nie wiedziała jak się rybkami zajmować, więc tam nie zaglądała. Karmić też nie karmiła, bo miałem automatyczny swego rodzaju karmnik.
Po czasie babcia dzwoni, że... koniec z rybkami.
Grzałka grzała i ryby ugotowała. Autentycznie. Smród, a ryby do góry brzuchami. Woda nie przypominała czystej wody, a w ogóle nie przypominała wody.
Tak moje rybki wyginęły. Do dziś mi ich szkoda, że musiały przeżywać taką męczarnię gotując się.
Biedne ryby.

#a0Tvh

Okres świąteczny to dla mnie szczególne piekło.
Dlaczego?
Za sprawą cudownej żonki ojca.

Na wigilii zamiast życzeń usłyszałam jaka jestem okropna, że przydaję się tylko do prac domowych.
Zamiast świątecznych smakołyków opieprz za to, że bezczelnie ośmieliłam się zjeść ostatnią pomarańczę.
Zamiast prezentów pod choinką usłyszałam, że jestem suką i nie zasługuję nawet na miłe słowo.
Na dokładkę zero zrozumienia i reakcji ze strony ojca.

Piszę to nie po to, by ponarzekać. Po prostu wiele tu wyznań ludzi samotnych i smutnych, szczególnie w tym świątecznym okresie.
Nie dołujcie się! Za rok zapraszam na wspólną wigilię ;)

#jETLc

Siema, jestem osobą stroniącą od ludzi. Nie, że ich nie lubię, po prostu mam przede wszystkim problem z zawieraniem czy utrzymywaniem kontaktów. Jestem w takim wieku, że teraz co chwilę na fejsie wyskakują mi kolejne koleżanki w ciąży. Rodzina myśli, że nie mam w ogóle uczuć, bo jestem samotna, zadaję się tylko z trzema osobami i to są same dziewczyny, a o dziecku to nawet nie myślę, a nawet, że wolę dziewczyny. Ale to nie jest prawda. Za każdym razem, jak widzę dziewczynę w ciąży/z wózkiem/dzieckiem to mnie wszystko ściska, chce mi się płakać i tak bardzo marzę żeby być w ciąży, że śni mi się to nawet po nocach. Wpadłam ostatnio nawet na głupi pomysł, żeby na chwilę zacisnąć zęby i iść na jakąś imprezę tylko po to, żeby się z kimś przespać i mieć chociaż szansę, żeby zajść w ciążę.

Wiem, że to głupie. Musiałam się przed kimś wygadać, a nikomu w swoim otoczeniu nie mogłabym tego powiedzieć.

#3tcZT

Jako dziecko uwielbiałam patrzeć na reklamy w TV. Najbardziej spodobała mi się reklama podpasek... Moja dziecięca wyobraźnia podsunęła mi na myśl, że dzięki nim się chudnie i przyklejałam sobie je na brzuch.
Podbierałam je mamie i nosiłam je na brzuchu, a najgorsze, że nikt w domu nie wyprowadził mnie z błędu.

#KLGgI

Kiedy byłem w podstawówce, zostałem wysłany po zakup 2 kg ziemniaków na obiad przez swoją rodzicielkę. Została mi w tym celu wręczona torba oraz pieniądze. Oczywiście torby nie wziąłem i wyszedłem. W sklepie kupiłem kilogram ziemniaków, które zostały mi zapakowane w woreczek. Szedłem do domu, woreczek pękł, część ziemniaków wypadła na ulicę, a moja bohaterska postawa pozwoliła na uratowanie części kartofli.
Widok mojej matki widzącej brudnego syna, wyglądającego jakby stoczył bój z dzikiem i wyjmującego z kieszeni 4 ziemniaki był bezcenny. Do sklepu musiałem jednak iść drugi raz.

#PFprQ

Korzystam z komunikacji miejskiej już dobre parę lat.
Ostatnio przypomniała mi się sytuacja, która miała miejsce jakieś dwa lata temu podczas podróży tramwajem.

Jechałam wtedy do szkoły. Kiedy tramwaj zatrzymał się na jednym z przystanków, zobaczyłam jak ktoś siada naprzeciwko mnie - mężczyzna w średnim wieku, w miarę schludnie ubrany, z dwiema torbami przy boku. Po upływie zaledwie pięciu minut, ów mężczyzna zaczął wyjmować z torby ręcznik i mydło. Ściągnął buty, skarpetki i ku mojemu zdziwieniu zaczął szorować mydłem swoje stopy. Facet nie posiadał żadnych skrupułów ani wstydu. Oburzeni ludzi zaczęli się przesiadać na dalsze miejsca.
Czyścioszek... :)

#wic5a

Ostatnio prawie potrąciło mnie na pasach BMW.
W sumie nic dziwnego, szedłem w słuchawkach i go nie zauważyłem.
Dziwne było to, że było skasowane, miało cały wgnieciony prawy bok i nie miało drzwi kierowcy, a koła nie były równoległe do siebie.
W Polsce chyba januszing warsztatów nigdy mnie nie zdziwi...
Dodaj anonimowe wyznanie