#LCard

Lat temu dwa, mój przyjaciel złapał paskudną chorobę, która jest nieuleczalna. Nie powoduje żadnych groźnych zmian, jest "jedynie" uciążliwa, bo objawia się ostrym bólem brzucha, wstrętem do jedzenia i innymi dolegliwościami gastrycznymi. Doskonale było widać, że to go przytłacza. Byłem cały czas przy nim, wspierałem, pocieszałem, robiłem wszystko co w mojej mocy, żeby go podnieść na duchu. Nie raz i nie dwa w ataku złości dostałem po uszach, nie raz usłyszałem coś przykrego. Sam miałem wtedy problem z tym wszystkim. Jego problem stał się moim problemem, bo nagle w żaden sposób nie mogliśmy się dogadać, często słyszałem, że mam mu dać spokój. Miewałem chwile zawahania, że być może lepiej będzie jeśli rzeczywiście dam mu spokój. Jednak powiedziałem sobie, że przyjaciół się nie zostawia.

I zrobiłem dobrze. Kilka dni temu powiedział mi, że gdyby nie wsparcie moje i jego dziewczyny, prawdopodobnie nie byłoby go z nami, bo nie poradziłby sobie z tym wszystkim sam. Podziękował mi za wszystko, a ja będąc już w domu, kiedy przypomniałem sobie jeszcze raz te słowa: "dziękuję ci, że wtedy byliście ze mną, bo pewnie już byśmy nie mogli porozmawiać", ryczałem jak bóbr. Mam 21 lat, a te kilka słów rozkleiło mnie całkowicie. Szczęście nie ma końca, zwłaszcza że wszystko powoli się ustabilizowało i takie napady bólu zdarzają się o wiele rzadziej niż kiedyś.

#hebPX

Pechowe święta?

1. Podczas zabawy podrapał mnie kot i dostałam tzw. choroby kociego pazura.

2. Spaliłam wszystkie ciastka, za jakie się wzięłam.

3. Chcąc udekorować okno światełkami, stanęłam na stole. Gdy skończyłam, zeskoczyłam na... nowiusieńką babciną wagę. Tak, zepsułam ją i muszę odkupić.

4. Sprzątając ubrania w szafce, wyrwałam drzwiczki z zawiasów.

5. Idąc w nocy do ubikacji przydzwoniłam głową w drzwi. Wyrósł piękny guz.

6. W Boże Narodzenie w kościele, na oczach tłumu, poślizgnęłam się i zaliczyłam glebę (nie powiem, mają tam solidne posadzki).

7. Byłam u wujka, siostra oblała moją bluzkę i spodnie napojem, a gdy później wracałam do samochodu w duży mróz, nabawiłam się zapalenia pęcherza.

8. Właśnie siedzę w ubikacji, z mocną biegunką. Bo jak chorować, to na całego!

Święta, magiczny czas...

#gN8JN

Jak to jest być odmieńcem?

Żyję z blizną na twarzy, dosyć dużą. Powstała ona dwuetapowo. Pierwszy - urodziłem się z naczyniakiem, a drugi podczas nieuwagi mamy rozpędziłem się na rowerze i przejechałem po krawężniku. Blizna wygląda strasznie, dodatkowo to naczyniak, więc ciągle jest czerwona i widać popękane naczynka.

Za każdym razem jak wsiadam chociażby do autobusu, unikam wzroku ludzi. Naprawdę mnie dobija. Ludzie z góry są do mnie uprzedzeni (uwierzcie, że sobie tego nie wymyślam, widzę to po ich twarzach, kiedy ze mną rozmawiają). Jedyną satysfakcją jest fakt, że taki potwór może odwrócić się do innych go obserwujących i patrzyć na nich wprowadzając w zakłopotanie.
Dziewczyny to ja raczej nie znajdę, więc w sumie co mi z tego życia?
A mimo wielu laserów, najlepszych specjalistów - nikt nie potrafi "tego" usunąć, więc nawet nie mam co liczyć na "normalne" życie. Ale żyję. Chociaż co to za życie?

#wvN57

Dziś naszło mnie i mamę na rozmowy o duchach. Rozważałyśmy nad ich istnieniem.
Mama opowiedziała mi pewną historię, która każe nam uważać, że dusze zmarłych mogą nawet manifestować swoją obecność.

Po swoich narodzinach wróciłam do domu z mamą dopiero po miesiącu. W tym czasie moja prababcia trafiła do szpitala. Umierała na raka i nie zdążyła zobaczyć mnie przed śmiercią.
Tuż po pogrzebie prababci mama była ze mną sama w domu. Spałam w łóżeczku, co ważne, szczelnie zawinięta w pieluszkę i w kocyk. Mama spała na łóżku zaraz obok, a mała lampka świeciła.

Przyśniło jej się, że prababcia stoi nad nią i lekko potrząsa ją za ramię, mówiąc, że powinna wstać, bo mam mokro, trzeba mnie przebrać i nakarmić. Mama zerwała się w jednej chwili, sen był tak realistyczny. W pokoju nikogo nie było, ale...
No właśnie, ale. Leżałam rozebrana, pielucha i kocyk były równo rozłożone na boki, więc ja sama nie mogłabym tego zrobić. Ponadto zawsze budząc się płakałam, a tym razem leżałam cichutko i patrzyłam przed siebie ogromnymi oczami, jakbym jeszcze chwilę wcześniej widziała kogoś nad sobą.
Mama przebrała mnie i przystawiła do piersi, czując jednocześnie, że ktoś się jej przygląda. Lampki do rana już nie zgasiła.

Prababcia przyszła zobaczyć mnie chociaż jeden jedyny raz :)

#boSg3

Siatki siedzące obok swoich właścicielek to już standard. Dzisiaj w busie zostałam jednak wyjątkowo zaskoczona. Otóż było ostatnie wolne miejsce w autobusie, w stronę którego zmierzała starsza pani w towarzystwie swoich siatek. Jako że dla obu miejsc nie było, postanowiła ustąpić miejsca... swoim zakupom.

#Ti0uF

Ta sytuacja miała miejsce, kiedy byłam jeszcze za mała, aby ją zapamiętać. Opowiedziała mi ją mama kiedy trochę dorosłam, ale to i tak tylko dlatego, że zapytałam się jej jaki jest naprawdę powód jej ateistycznych poglądów.

No więc powiedziała mi, że kiedyś, kiedy jeszcze wierzyła w Boga, chodziła do kościoła itp., zdarzyła jej się bardzo nieprzyjemna sytuacja, a raczej nie tylko jej, ale mi także.
Mama jak co roku wpuszczała kolędę, pięknie posprzątała dom na tę okazję, ubrała mnie w najlepszą sukienkę, przygotowała kopertę i oczekiwała razem ze mną na przybycie księdza i ministrantów. Zjawili się niedługo potem. Weszli, gadka szmatka i nagle bum. Ksiądz wraz z kilkoma przydupasami w białych sukienkach weszli do salonu, gdzie na ścianie wisi dosyć duży obraz Śiwy i Parvati, mama dostała go w prezencie od swojej siostry. Jako że wtedy była rozwiedziona i w dodatku nie ułożyło jej się z drugim partnerem, ksiądz od razu to podłapał (nie wiadomo skąd miał takie informacje) i zaczął mówić, że to przez tego "diabła" na ścianie nie układa jej się w życiu, zaczął wymyślać kompletne bzdury. Podobno moja mama nigdy nie była aż taka zła. Jednak miarka przebrała się dopiero wtedy, gdy klecha zwrócił się do mnie mówiąc:
- To dziecko także jej nasieniem diabła!

To był koniec cackania się z księdzem, wypchnęła go i ministrantów niemal siłą za drzwi i to był ostatni raz, kiedy poszła do kościoła czy wpuściła kolędę.
Nie ma żadnego morału, a obraz wisi u nas na ścianie do dzisiaj. Wciąż w tym samym miejscu. W sumie to nie wyobrażam sobie, że miałoby go tam nie być.

#HZGjh

Ostatnio moja dziewczyna powiedziała mi, że jestem zbyt zapracowany i nie mam czasu na nasz związek.

Wpadłem więc na pewien pomysł i zadzwoniłem do mojego kumpla. Miał do mnie zadzwonić w ciągu 10 minut (wtedy planowałem uprawiać seks z moją dziewczyną) i udawać mojego szefa. Ja miałem popatrzeć na telefon i rzucić nim w kąt, żeby pokazać jej, że to ona jest dla mnie najważniejsza.

Kumpel zadzwonił po około 8-10 minutach, a mój seks z nią trwał około 5 minut...

#pya61

Sytuacja sprzed pięciu minut. Czekam na uboczu w znanym w Polsce brytyjskim supermarkecie na męża. Nieopodal mnie leży na podłodze lekko już rozmazana psia kupa, którą w ostatniej chwili cudem zauważyłam odchodząc od kasy. Do obiektu podchodzi pani kasjerka. "Dobrze, że ktoś to sprzątnie" - pomyślałam. Przyglądam się owej sytuacji i nie wierzę własnym oczom, gdyż wspomniana wcześniej kobieta zaczyna jeszcze bardziej rozcierać fekalia po podłodze swoimi butami. Jeździła po tym gównie dobre pół minuty, aż pozostał po nim tylko zielony ślad. Nie chcę nawet myśleć co się dzieje na jej podeszwach.
Dodaj anonimowe wyznanie