#losE1

Przypomniała mi się historia z czasów studiów.

Jechałam wtedy w zatłoczonym busie do domu. Wszyscy byliśmy tam ściśnięci jak sardynki w puszcze, a ja byłam "przyklejona" do przystojnego chłopaka, na co oczywiście nie narzekałam. Dziwiło mnie trochę, że ciągle tak z boku mi się przyglądał, ale wstydziłam się pierwsza zagadać.

Po kilkunastu minutach nagle zbliżył swoje usta do mojego ucha, zakrył dłonią i wyszeptał: "Masz bardzo dużą gąsienicę we włosach". W pierwszej chwili myślałam, że żartuje, ale kiedy dotknęłam włosów i poczułam jakieś dziwne włochate stworzenie, myślałam, że dostanę zawału! Wierzcie mi, nigdy w życiu nie krzyczałam tak głośno jak tamtego dnia. 

Machałam rękami nad głową jak oszalała i kiedy rzuciłam tę bogu ducha winną gąsienicę odetchnęłam z ulgą i wysiadałam na kolejnym przystanku.

Od tamtego dnia minęło już parę lat, ale do tej pory jak o tym myślę, jest mi głupio, że tak zareagowałam.

#07HrS

Kiedy byłam w podstawówce, jakoś 3-4 klasa, po powrocie ze szkoły rzuciłam plecak na podłogę w przedpokoju i poszłam zająć się swoimi sprawami.

Po jakimś czasie stwierdziłam, że czas odrobić lekcje, podniosłam więc plecak i ze zdziwieniem odkryłam, że pod nim znajduje się mokra plama. Kot nasikał mi na plecak, mocząc go oraz znajdujące się w nim książki.

Nie stać nas było na kupno nowych więc do końca klasy (a było to zimą, więc dobre parę miesięcy) chodziłam do szkoły z obsikanymi przez kota książkami.
Teraz jestem już dorosłą kobietą i lubię zapach kociego moczu, kojarzy mi się z dzieciństwem...

#AoO7g

W tej historii pojawiło się trochę łez, wstydu, ale i też na szczęście śmiechu. Wydarzenie rodem z jakiejś amerykańskiej komedii.

Rok temu w wakacje byłam z moim chłopakiem na jego działce nad jeziorem. Rozumiecie, niewielka działeczka z przyczepą kempingową otoczona przez inne sąsiadujące działki. Otóż przyczepa ta długa nie była i miała na dwóch przeciwległych końcach duże okna, które jak się potem zorientowaliśmy w ogóle nie zakrywają tego co jest w środku. Razem z moim lubym postanowiliśmy zabawić się oralnie, oczywiście ja z chęcią zabrałam się do roboty :) Jesteśmy w trakcie, bardzo skupieni i niezwracający uwagi na świat, aż nagle coś mnie tknęło. Zdecydowałam się podnieść głowę i spojrzeć przez okno, a tam OMG (aż mnie zamurowało) stał pan w wieku 60+ na sąsiedniej działce i co robił? Gapił się bezwstydnie na nas!
Jak od razu nie odskoczyłam i się nie ukryłam... Mój chłopak w pierwszej chwili nie wiedział o co chodzi, ale jak zobaczył to co ja to czym prędzej schował się ze mną. Zaczęłam płakać ze wstydu, ale potem mi przeszło i wybuchnęłam śmiechem. Jednak przez następny dzień bałam się chodzić po działce i pokazywać na wspólnej plaży. :D Przeklęte Oko Saurona :D

#ir646

Gdy przypominam sobie tę historię nie mogę powstrzymać śmiechu, ale wtedy byłam bliska zawału...
W pewien wolny weekend moja mama kazała mi posprzątać strych. Z niechęcią zabrałam się do tej pracy. Kiedy około 17.00 było już ciemno (akcja dzieje się zimą) zostało mi do posprzątania jedno pudełko. Dusząc się w kurzu stwierdziłam, że muszę na chwilę otworzyć okno. Tak też zrobiłam i wtedy usłyszałam głos:
- Poćwiartuj go w równą kostkę, wrzuć do garnka i wymieszaj z resztą.

Przerażona wydzierając się na całe gardło zbiegłam po schodach. Rodzice widząc moją panikę, poszli sprawdzić to dziwne zjawisko. Po krótkich oględzinach strychu zataczali się ze śmiechu. Okazało się, że winny był dyktafon mojej babci, który przez wiatr się przewrócił. Przepis był na gulasz, a nie na ludzkie zwłoki jak myślałam w pierwszej chwili.

#4Bpa5

Tego wieczoru położyłem się później. Podczas przebierania w piżamę spojrzałem na wózek naszej córeczki. Kółka były niedokładnie umyte. Westchnąłem i stwierdziłem, że nic się nie stało, gdyż następnego dnia i tak się ubrudzą, więc nie mam się co przejmować. Rzuciłem ciuchy i poszedłem spać.

Nazajutrz poszedłem do pracy. Już w godzinę później zadzwoniła do mnie żona z krzykiem, ile to się wstydu przeze mnie najadła itp. Ja zaskoczony nie mogłem się domyśleć, o co może jej chodzić. Z zastanowieniem zacząłem słuchać co mi ma do wykrzy... do powiedzenia. Stwierdziła, że jak odprowadzała córkę do przedszkola, to większość osób w szatni zaczęła się jej przyglądać i zdawkowo uśmiechać. Podobno początkowo odwzajemniała te miłe gesty, ale z każdą chwilą było ich więcej i więcej. W końcu nie wytrzymała i spojrzała w lusterko, czy wszystko ma na miejscu. Po uznaniu, iż wszystko w porządku wróciła do małej i dokończyła jej przebieranie. Lecz miłym gestom i uśmiechom obcych ludzi nie było końca. Pożegnała dziewczynkę i zmieszana wyszła z budynku. Gdy tak szła w kierunku domu doznała olśnienia, co może być przyczyną dobrego samopoczucia osób jej dziś spotkanych… zauważyła moje gacie niepewnej świeżości, które zawiesiłem na wózku poprzedniego wieczoru! Gdy tak szła przez pół miasta, dyndały sobie niczym chorągiewka. Zapytałem, gdzie one teraz są... „A wyrzuciłam do pierwszego kosza!” – zakończyła ze mną rozmowę i strzeliła focha. Tak że panowie… nie znacie dnia ani godziny, gdy możecie zawstydzić swoje dziewczyny.

#D4LdY

Jestem chory psychicznie. Jestem uzależniony od narkotyków.
Żaden lek ani lekarz nie potrafi mi pomóc.

Mój problem to właśnie ty. Bo ja to ty, ty to ja.

Zaczęło się w dzieciństwie gdy śniąc śniłem życie innych ludzi. W ciągu ośmiu godzin potrafiłem przeżyć osiemdziesiąt lat kogoś innego. Wielokrotnie z tych snów wyciągałem potrzebną wiedzę bo potrafiłem obsługiwać komputer, telewizor, nagrywarkę kaset vhs, dvd i tak dalej bez żadnych problemów w czasach kiedy to się dopiero pojawiało na rynku. Po prostu przypominam sobie jak to się obsługuje.
To samo jest z nauką języków. Ja się ich nie uczę, przypominam sobie.

Ludzie mówią że mam bujną wyobraźnię bo potrafię wymyślać niesamowicie realne przygody. Nigdy nie wymyślam, opowiadam to co pamiętam.

W mojej głowie są wspomnienia ludzi których nigdy nie poznałem. Z różnych lat, na przykład potrafię opisać bez problemu jak działa camera obscura albo jak prowadzić czołg typu Mark I.
Mój mózg to jeden wielki śmietnik.
Mam wspomnienie że tutaj pisałem kiedyś ale nie przeszło przez poczekalnię.

Po prostu. To reinkarnacja wtórna. Umieram się i rodzę. Nigdzie nie jest napisane że reinkarnuje się po kolei. Ja po prostu rodzę się, żyję sam z sobą, umieram, rodzę się dom obok i żyję z sobą jak z obcym człowiekiem z czasowymi przebłyskami co u kogoś.

Gdy tylko skończyłem szesnaście lat poznałem smak narkotyków. Pomagają mi wykasować te wspomnienia. Pozbyć się iluzji że wszystkich znam, wszystko przeżyłem, wszystko o wszystkich wiem, oprócz tych którzy urodzą się po mnie w kolejności.
Nie widać że jestem naćpany. Bez narkotyków zachowuje się jak naćpany, z nimi jak normalny człowiek. Wydaje ogromne pieniądze na amfetaminę tylko po to by móc normalnie żyć.
A w sumie mogłem.
Dzisiaj dowiedziałem się że moja firma postanowiła zrobić testy na narkotyki i zwolnić tych którzy uzyskali pozytywny wynik.
W moim przypadku nie mówi się o zawartości narkotyku w ciele tylko o zawartości ciała w narkotykach.

#772QJ

Jakieś 5 lat temu, za czasów początku związku z moim narzeczonym, gdy jeszcze mieszkałam z rodzicami i nie mieliśmy gdzie się kochać, szukaliśmy ciągle miejsc poza domem... Pewnego razu poszliśmy na spacer po osiedlu i znaleźliśmy w części, gdzie domy były niezamieszkałe, transformator elektryczny (taki mały domek).

Postanowiliśmy, że właśnie przy nim zrobimy to, czego nie dało się zrobić w domu... Nie powiem, było fajnie, choć gdy auta przejeżdżały drogą jakieś 50m od miejsca, gdzie byliśmy, ciągle się spinaliśmy w strachu, że ktoś nas zobaczy i nie daj Boże pozna...
Po wszystkim wróciliśmy do domu, jakby nigdy nic...

Kilka dni później, w niedzielę proboszcz na mszy dziwnie na mnie patrzył... Nagle przestał mnie lubić i miał pogardę w oczach... Okazało się, że kamery zamontowane na kościele (kilkadziesiąt metrów od miejsca naszej 'rozkoszy') skierowane były prosto na transformator... Przeprowadziłam się do chłopaka niedługo po zejściu a do tamtego kościoła zaczęłam chodzić dopiero po zmianie proboszcza...

#pQs4b

Pewnie nigdy nie zastanawialiście się jak mógłby wykonać sabotaż w fabryce puzzli? No, to uwaga - dziś wam o tym opowiem.
To było dobrych pięć lat temu. Skończyłem studia i potrzebowałem szybko zarobić trochę kasy na wrześniowe wojaże. Szybko wpadła mi fucha - robota w fabryce puzzli. To był jakiś rodzinny interes. Mała manufaktura. Kilka urządzeń, prowizoryczna taśma, magazyn i maszyna do pakowania pudeł w folie. Pracowało tam 7 osób - wszyscy połączeni więzami krwi - wujek szefa, kuzynka szefa, cioteczna siostra szefa. Tylko ja byłem spoza familijnego kręgu. Nie wiem czemu, ale moja "obcość" sprawiła, że traktowany byłem jak ostatni parobek. Wszyscy widzieli w mojej osobie popychadło, obrażali mnie i mną pomiatali. Początkowo mnie to nawet bawiło - śmiałem się widząc, jak jakiś wąsaty pracownik fabryki puzzli nagle poczuł władzę i usiłuje zachowywać się niczym Hitler 2.0 w HD. Z czasem jednak sytuacja zaczęła być upierdliwa.
Czara goryczy przelała się w dniu kiedy miałem dostać wypłatę. Szef rzucił mi od niechcenia połowę obiecanej kwoty i dosłownie - kazał spi#rdalać do roboty, bo dzień się jeszcze nie skończył. W sumie to trochę moja wina - zgodziłem się robić na czarno. Moje pretensje, że umówiliśmy się na wyższą pensję mówiąc, żebym się cieszył, że w ogóle mi cokolwiek płaci, bo na moje miejsce czeka już cały tłum bezrobotnych. Pewka! Cały zastęp małych Chińczyków żałośnie drapiący w drzwi pieprzonej fabryki puzzli w jakiejś polskiej dziurze!

Całą resztę dnia spędziłem w magazynie. A był on olbrzymi. Po sufit wypełniony pudełkami pełnymi puzzli. Stamtąd pudła trafiały do foliowania i dystrybucji. Więc ja - geniusz zbrodni siedziałem w tym cholernym magazynie bitych sześć godzin pod pozorem sprawdzania stanów (nikt się nie zorientował, że to ściema).
Otworzyłem każde pudełko i wyjmowałem z niego po jednym puzzlu. Wrzucałem je do mojego plecaka. Kiedy plecak się zapełnił, wychodziłem tylnymi drzwiami, biegłem do pobliskiego supermarketu i wywalałem balast do kontenera ze śmieciami. Takich kursów zrobiłem chyba z piętnaście, więc możecie wyobrazić sobie ile tych pudełek było. Harowałem w pocie czoła.
Wkrótce centra handlowe i sklepy zaczęły zwracać całe palety towaru, rozwścieczeni klienci dzwonili przez całą dobę, posypały się negatywy na Allegro, a fora internetowe zapełniły się krytyką firmy. Wyobraźcie sobie, jaki wkurw musiał szarpać ludźmi, którzy spędzają naście godzin na układaniu puzzli z 5000 elementów i na końcu okazuje się, że jednego brakuje! Firma musiała zwracać kasę, pisać przeprosiny, świecić oczami.
I wierzcie lub nie - ostatecznie splajtowała.
Nikt nie zorientował się, kto stał za tym "zamachem". Z pracy odszedłem tydzień później. Z podniesioną głową, czując słodki smak zemsty w moim kaprawym ryju.
Dodaj anonimowe wyznanie