Gdy byłam dzieckiem, korzystając z toalety w celu opróżnienia swojego pęcherza, miałam w zwyczaju powtarzać jeden schemat. Za każdym razem oddając mocz, wymyślałam sobie, że jestem na przyjęciu dla dzieci jako osoba dorosła, nadzorująca zabawę i że rozlewam dzieciom sok. Wyglądało to mniej więcej tak, ze "porcjowałam" swoje siuśki wymyślając przy tym, dla którego dziecka ma to być, coś na zasadzie: "Dla Kasi". Chlup. "Dla Tomka". Chlup. "Dla Oli". Chlup. I tak dalej, aż do całkowitego zwolnienia maszyny losującej.
Robiłam to zawsze, niezależnie od tego, jak bardzo pełen pęcherz miałam i jak wielkie parcie na niego. Czasem, gdy nie miałam w głowie pomysłu na imię dla kolejnego dziecka, wstrzymywałam siusianie tak długo, aż go nie wymyśliłam, czasem okazywało się to nieco bolesne. No i oczywiście im więcej moczu, tym większą satysfakcję miałam z tej mojej dziwnej zabawy :)
Mój próbny egzamin gimnazjalny skończył się podobno większą rozmową pedagogów, wezwaniem moich rodziców przez proboszcza, pochwałą od polonistki i ogólnym "kurwa, nie wiemy, co o tym myśleć"...
Tematem pamiętnej rozprawki było coś w rodzaju "CZY WARTO BYĆ DOBRYM? ODPOWIEDŹ UZASADNIJ NA PODSTAWIE DWÓCH HISTORII Z KSIĄŻEK I JEDNEJ Z ŻYCIA". Co napisała mądralińska Monika? M.in., że nie warto, bo Pan Jezus był dobry, a go ukrzyżowali i że jak ktoś jest dobry, to go ludzie wykorzystują.
Jako odpowiedź "nie warto być dobrym" napisałam jako jedyna z całej tej mojej gimby. Teraz mam 25 lat i w sumie jestem jedną z tych dziwacznych osób, które w ramach neutralnej miny się uśmiechają, a do pomocy lecą pierwsze, nawet jeśli nie ma takiej potrzeby, mam zarąbistego farta, ale nadal uważam, że w sumie to miałam wtedy rację :P
Od roku jestem weganką. Tegoroczne Święta Wielkanocne upłynęły mi pod znakiem miliona pytań rodziny - dlaczego, po co, jak to bez mięsa, czy czerpię energię z kosmosu... Na wszystkie pytania odpowiedziałam z sensem, a nawet z poczuciem humoru oraz szczyptą faktów. Uważam, że to bez sensu kopać się z koniem dosłownie i w przenośni. Wtedy po raz pierwszy do akcji wkroczył mój brat, który nie lubi rodzinnych spędów. Tym razem jednak to on zadał mi pytanie:
- Czyli nie jesz swoich przyjaciół, tak?
- Tak - odpowiedziałam.
- To dlaczego zapychasz żołądek ich żarciem? Chcesz, żeby umarli?
Zatłukę gnojka, przysięgam.
Chłopak, z którym się umówiłam, co chwilę proponował mi, że odwiezie mnie do domu, mówiąc, że chyba kiepsko się bawię.
Rzeczywiście kiepsko się bawiłam, bo co chwilę mnie zagadywał i chciał ze mną iść do domu.
Moja była kierowniczka była straszną francą. Miała bogatego męża, a ludzi traktowała jak zwykłe szmaty. Tipsy, solarium, wybielone zęby i krótkie nastroszone włosy - to był jej look w stylu sportowym, jak mawiała. Miała ksywkę Guziec, bo raz, że była świnią w stosunku do pracowników, to jeszcze sypał się jej wąs. Kiedyś nazwała moją przyjaciółkę plebsem, bo ta zjawiła się na firmowej imprezie w sukience z sieciówki.
Kilka lat później sama otworzyłam sklep i zatrudniłam ową koleżankę. Pewnego dnia wyskoczyłyśmy do taniego dyskontu po kilka rzeczy na grilla. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy spostrzegłyśmy, że była gwiazda klasy średniej wyciąga towary spożywcze i żarcie dla psa z reklamówek dyskontu i przekłada do oryginalnych toreb znanych marek. Patrzę na Ankę i mówię:
- Zobacz, Ania, karma wraca.
Na to Ania:
- Z reklamówki do pudełek po drogich adidasach!
Brzydzę się małych penisów!
Panowie, wybaczcie mi. Wiem, że to nie wasza wina. Wiem, że nie macie na to wpływu. Wiem, że nie powinno się oceniać ludzi na postawie cech fizycznych.
Poznałam świetnego faceta. Przystojny, dobrze się nam rozmawiało. Wszystko było cudownie aż do momentu, w którym nie wylądowaliśmy w pościeli. Gdy zobaczyłam jego małego penisa, to po prostu nie mogłam kontynuować. Brzydził mnie. Nie byłam w stanie wziąć go do ust ani do ręki. Na myśl o tym, że miałby mi go włożyć (a raczej "spróbować" włożyć) dostałam mdłości.
Wykręciłam się nagłym bólem głowy i poszłam do domu. Unikam kontaktu z nim. Niestety to nie była pierwsza tego rodzaju sytuacja. Jest mi strasznie wstyd. Próbowałam się przełamać, aby nie być taka "płytka", no ale po prostu nie daję rady. I nie jest to kwestia tego, że małym penisem mnie ktoś nie zaspokoi. Właściwie to nawet nie wiem, nigdy nawet nie spróbowałam dokończyć sprawy. Mały penis kojarzy mi się z penisem małego chłopca i uprawianie seksu po powstaniu w mojej głowie tego skojarzenia jest dla mnie niewykonalne.
Spotykam się z facetem, robię mu nadzieję, a potem uciekam z tak niepoważnego powodu. Źle się z tym czuję, chciałabym, aby się to więcej nie powtórzyło, no ale przecież nie będę pytała o rozmiar na pierwszej randce...
Na Anonimowych pojawia się cała masa wyznań osób, które nie mogę się pogodzić ze swoim wyglądem, bliznami, poparzeniami, defektami.
Pojawiają się też wyznania o niezwykłych zainteresowaniach np. albinizmem lub mańkutami.
A ja?
Ja uwielbiam właśnie osoby, które mają widoczne "wady". Jestem pełna podziwu do osób, u których widzę poparzenia, blizny - w takich przypadkach jestem strasznie ciekawa ich historii. I podobają mi się albo ludzie ze "skazami", albo "brzydale", którzy zwracają moją uwagę jakimś charakterystycznym elementem wyglądu.
Nie raz, nie dwa widziałam skrępowane spojrzenia osób, na których zwyczajnie niechcący się zapatrzyłam, bo mieli jakieś defekty. Przepraszam wszystkich onieśmielonych! Jeśli pasujecie do opisu i przygląda wam się jakaś wariatka, to pomyślcie, że jej się podobacie :)
Wczoraj ja i mój chłopak lekko się posprzeczaliśmy. Wieczorem, gdy już zasypiałam, powiedział do mnie "Kocham cię bardziej niż podwójnego wieśmaka z frytkami".
Nigdy nie był tak wylewny :)
Mój ojciec kiedyś pływał z kumplem pontonem po jednej z rzek koło naszej wsi. Humory im dopisywały i robili sobie różne głupie żarty. Jak mój staruszek akurat sikał do wody, balansując na miękkiej podłodze pontonu, jego kolega bezczelnie wepchnął go do akwenu i odpłynął. Ojciec, dla hecy, chcąc się ukryć i go wystraszyć, dał nura prosto w gęste tataraki rosnące przy rzece.
Gdy się wynurzył, jego oczom ukazała się lufa strzelby myśliwego, który schował się tam, aby tropić kaczki. Tatko zatrwożony i blady jak ściana podniósł ręce do góry i jęknął:
- Nie strzelaj.
Na to myśliwy, nie spuszczając oka z muszki, szepnął teatralnie:
- To nie kwacz!
Ojciec bez bicia przyznaje, że automatycznie opróżnił pęcherz do końca.
Wczoraj zatrzymała mnie pewna kobieta i poprosiła o 5 zł, bo nie miała na chleb. Pomyślałam, że jej pomogę.
Mina moja była niezapomniana, jak tę samą osobę spotkałam dzisiaj w sklepie, stałam za nią w kolejce, ona mnie nie widziała, gdy wyciągnęła portfel, były tam same banknoty po 100z. Jak wyszłam, okazało się, że zaparkowała swoim nowiutkim autem obok mojego, zrobiło jej się naprawdę głupio, gdy mnie zauważyła...
Powiem Wam, że konkretnie dorobiła się na tym swoim żebraniu...
Dodaj anonimowe wyznanie