#M9RTw

Mam 20 lat i nigdy nie miałam chłopaka. Ostatnio zauważyłam, że gdy pojawia się temat związków to członkowie mojej rodziny zerkają na mnie wymownie i gdy mówię, że na chłopaka przyjdzie czas, to dodają "albo na dziewczynę".

Nie jestem lesbijką. Po prostu jestem nieśmiała i nie potrafię zagadać...

#mG9xA

Kiedy byłam mała chowałam się z koleżankami pod kołdrą, puszczałyśmy soczyste bączki, a później wdychając je, zgadywałyśmy co która jadła przez cały dzień.

Tak, byłyśmy nienormalne, ale przynajmniej mamy z czego śmiać się przy winku wieczorami, i nie, już nie degustujemy własnych pierdów.

#BNmTw

Kiedy miałam 5-6 lat, mój kuzyn mieszkający piętro niżej dostał komputer. Było to coś niezwykłego jak na naszą wieś, więc często przesiadywał przed tym urządzeniem dzieciaki z okolicy.
Niestety, wuj również miał dostęp do urządzenia i, w jego mniemaniu, ukrył tam rozbieranego pokera.

Wyobraźcie sobie grupkę dzieciaków 5-12 lat siedzących przed komputerem i patrzących, jak jedna osoba gra w tę grę.

#L5fMj

O friendzonie mówiono już wiele razy. O psach ogrodnika również.
W moim przypadku posunęło się to odrobinę za daleko.

Poznałem ją dwa lata temu. Urocza, drobna, długowłosa, niska. Jedna z tych, których sam uśmiech mógł przekonać cię do skoczenia w przepaść. Pierwszy raz mieliśmy okazję pogadać na imprezie urodzinowej naszego kolegi. Z pozoru wszystko szło idealnie. Świetnie się dogadywaliśmy zarówno słownie jak i w tańcu. Po imprezie odprowadziłem ją, gdzie na ławeczce pod blokiem przegadaliśmy do świtu. Wtedy widziałem zielone światło do działania, zainteresowanie tej pięknej istoty.

Przez kilka tygodni odhaczyliśmy wspólne wyjazdy we dwoje, długie spacery czy pogaduchy w sieci. W końcu postanowiłem, że wypadałoby poinformować ją o moich zamiarach wobec niej, jak już można przewidzieć - spotkało się to z odmową. Nie zbiło mnie to jednak z toru, uznałem, że może przez następne kilka tygodni uda mi się przekonać ją do siebie, tym bardziej, że miała już świadomość, że oczekuję od niej czegoś więcej. Tak się jednak nie stało, ale nie będzie tutaj klasycznego zakończenia, w którym główny bohater do śmierci siedzi przywiązany za jaja u swojej Pani. Odpuściłem, uznałem, że skoro nie chce, to nie naciskam. Kontakt odrobinę ograniczyliśmy, ale wciąż wychodziliśmy na spacery, bawiliśmy się na tych samych imprezach. Sprawa zamknięta.

W międzyczasie pojawiła się inna istota, która podobnie jak poprzednia długowłosa dama zawróciła mi w głowie. Tym razem jednak każde spotkanie nieuchronnie prowadziło do związku. Bardzo pięknego związku. Niedoszła wybranka zaczęła zauważać, że nie skupiam już na niej swojej uwagi, coraz częściej uśmiecham się pod nosem zerkając w telefon. Jak dowiedziała się, że znalazłem sobie inną to się zaczęło.

Próba zwrócenia na siebie mojej uwagi, przytyki w stronę mojej dziewczyny, nieracjonalne zachowanie w towarzystwie. Kiedy zauważyła, że nic to nie daje, zaczęła pluć jadem. O tym, że zalecam się do niej będąc z inną - nie podziałało. O tym, że wyżalam się na temat mojej lubej - nie podziałało. O tym, że odwracam się od własnych przyjaciół dla tej "szmaty" - nie podziałało. No to spróbowała gwałtu, a jako, że temat kontrowersyjny, to każdy znajomy zastanowił się dwa razy zanim wziął stronę przyjaciela - gwałciciela. Ludzie zaczęli się odcinać, matka prawie się mnie wyrzekła. Została tylko moja dziewczyna. Wylała wiele łez, kiedy biła się z myślami czy zrobiłbym coś takiego. Ostatecznie uwierzyła i jest ze mną.

A ja pozdrawiam z komisariatu policji, gdzie czekam na przesłuchanie odnośnie domniemanego "gwałtu", o którym głośno już w naszej małej mieścince.

#3MGFC

Często gdy przechodzę obok starszej pani, która już stoi pod moim blokiem z 6h i która sprzedaje: kwiaty z własnego ogródka/maliny/truskawki/warzywa wyobrażam sobie, że brakuje jej kasy na życie i sprzedaje co ma aby mieć na chleb. Praktycznie zawsze odkupuje od niej to co sprzedaje i napawam się uczuciem spełnienia dobrego uczynku, bo dzięki temu ta pani ma za co kupić chleb...
Głupota czy odruch serca tego nie wiem...

#tmIc9

Jedno z ostatnich dodanych tu wyznań przypomniało mi moją pierwszą pracę.
Pracowałam na słuchawce - połączenia wychodzące, kilka różnych projektów, głównie sprzedażówka. Jednym ze sprzedawanych towarów była bielizna.

Nikomu. Nie. Życzę. Takiej. Roboty.

Fakt, byliśmy w tych telefonach b a r d z o namolni, ale większość z nas to byli studenci w wieku 18-25 lat, którzy po prostu próbowali sobie dorobić do studiów, niekoniecznie mając kwalifikacje do pracy w lepszym miejscu, więc każdemu zależało, by wypadać w miarę dobrze. Nie wolno nam było się rozłączać, dopóki ktoś nie rzucił słuchawką. Klient mógł nam powiedzieć wszystko - przeklinać, obrażać, grozić - nadal konsekwentnie musieliśmy z nim rozmawiać, utrzymując miły ton głosu. W dodatku musieliśmy też przedstawiać się z imienia i nazwiska.

Dwie sytuacje szczególnie utkwiły mi w pamięci.

Kilka razy w przeciągu kilku dni miałam pecha dodzwonić się do tej samej osoby. Początkowo była bardzo nieuprzejma - standard, da się zrozumieć. Później jednak zaczęła mi grozić - mówić, że mnie znajdzie, naśle na mnie swoich znajomych, że nie wrócę do domu w całości (tak, musiałam tego słuchać i się nie rozłączać). Krótko później na moje konto na portalu społecznościowym zaczęły przychodzić dziwne wiadomości z fałszywego konta. Ostatecznie sprawa rozeszła się po kościach, ale co się najadłam strachu, to moje.

Druga sytuacja - miło brzmiący pan w średnim wieku, który przez KWADRANS ze szczegółami opowiadał mi, w jakich pozycjach by mnie posuwał, coby ze mną zrobił i na jakie części mojego ciała by się spuścił, tylko po to, by na koniec obrzucić mnie serią bluzgów i się rozłączyć (nic nie kupując). Miałam 19 lat i w tamtym czasie nawet nie byłam aktywna seksualnie, a musiałam słuchać definitywnie nie do końca zdrowych fantazji jakiegoś faceta, tylko dlatego, że miałam pecha sprzedawać bieliznę, a nie np. kodeksy karne.
Co mnie rozwaliło - ta właśnie rozmowa została wylosowana do odsłuchania w czasie oceny mojej poprawności. Została uznana za źle przeprowadzoną, ponieważ "za mało przekonywałam klienta do zakupu towaru".

Rzuciłam tę robotę po kilku miesiącach i definitywnie tego nie żałuję, nawet jeśli zanim znalazłam następną czasami niezbyt miałam co jeść. Firma zaś, o ile wiem, nadal istnieje i ma się dobrze (chociaż chyba nie sprzedaje już bielizny).

#ZGUcj

Na pewno słyszeliście o tej tragedii nad Pomorzem. Wszędzie jest mnóstwo postów na ten temat. Ale patrzyliście w komentarze?

Jest tam mnóstwo hejtu na organizatorów obozu. Jacy to oni nieodpowiedzialni, głupi, że zorganizowali obóz właśnie w tym miejscu, że mogli sprawdzić pogodę.

Ja sama jestem harcerką i byłam na niejednym obozie. Nie zabieramy tam raczej telefonów (nie licząc kadry), ale nawet ona nie sprawdza co godzinę powiadomień. Jak wiadomo - trudno jest przewidzieć czy będzie dobra pogoda, czy zła. Jak - w środku nocy mogli przewidzieć tę nawałnicę? Kiedy nadeszła burza od razu się ewakuowali! Nic innego zrobić nie mogli! Sama jestem z innej drużyny i nie byłam na miejscu, czytałam o tym.

Wiecie jak mogą się czuć drużynowe tych zmarłych harcerek? Jak tyle ludzi ich bezpodstawnie obraża? Dla nich i innych obozowiczów było to okropne przeżycie! Gdyby to były moje dzieci, nadal nie miałabym żalu do drużynowej, bo nie mogła nic zrobić.

Proszę, zastanówcie się zanim coś napiszecie, bo to na serio może kogoś mocno urazić.

Pozdrawiam wszystkich harcerzy i harcerki i ich rodziny. Czuwaj!

#svGtm

Piątek przed długim weekendem, godzina koło 20, na telefonie nieodebrane połączenie od klienta. Nie oddzwaniam, muszę ustalić jakieś granice. Klient jednak dzwoni do mojej kierowniczki. Ta do mnie oddzwania i mówi, że dzwonił do niej też Pan Iksiński.
Myślę sobie "kurcze nie napisałam jakiejś istotnej wiadomości, czy nie dałam jakiegoś wydruku..."
Okazuje się jednak, że problem był większego kalibru i nie mógł czekać do po weekendzie. Pan kupił żarówki do biura (czyt. do domu) i zastanawia się czy odliczyć od tego VAT...
A ja zastanawiam się śmiać się czy płakać?
Z życia księgowego...

#HfApB

Kiedyś natknęłam się na historię osoby, która miała "żal" do rodziców, że nie przekazali jej (dla nich) oczywistych wartości, przekonań czy zachowań. Chodziło o mówienie i nie mówienie "Dzień dobry" - rodzice tej osobie nie powiedziały, że trzeba mówić. Tyle tytułem wstępu.

U mnie sytuacja wygląda tak, że nikt mi nie powiedział, nie przekazał jakie zasady panują w przypadku odwiedzin. Takich, wiecie, na kawę, żeby porozmawiać.
W moim rodzinnym domu nie praktykowało się czegoś takiego - odwiedziny były tylko i wyłącznie z okazji urodzin, imienin, komunii i chrztów (to były jeszcze czasy, kiedy uroczystości - szczególnie te dwie ostatnie - odbywały się w domu, a nie w restauracji). Wtedy nie było problemu - znasz datę, idziesz, dajesz prezent, siedzisz wśród ludzi określoną ilość czasu, wracasz do domu.

Wyjątkiem był odwiedziny z określonego powodu typu "Pożycz szklankę cukru", albo "Mam sprawę do twojej mamy", ale były to bardzo rzadkie sytuacje i wiadomo, po zakończeniu rozmowy na dany temat czy pożyczeniu tego cukru, gość robił w tył zwrot i już go nie było.

Z racji tego, że niedawno zamieszkałam z mężem w nowym mieszkaniu, mam cały blok sąsiadów - staramy się zagadywać na korytarzu, pytać co słychać. I jest super dopóki ktoś nie zaproponuje spotkania, np "To wpadnijcie do nas". Mój problem objawia się tym, że ja nie wiem, jak się na takich spotkania zachować, czy wypada się rozglądać bardzo po mieszkaniu, po pokoju, czy wypada zabrać coś ze sobą (ciastko do kawy? Własnej roboty czy kupne?), ile czasu wypada spędzić na takich odwiedzinach?

I najważniejsze: wiem, że wypada zaprosić kogoś na rewizytę. Ale podstawowe pytanie brzmi: ile czasu powinno minąć od poprzedniego spotkania?
Dlatego staram się wymigiwać od takich spotkań przy kawie, ciągle usprawiedliwiam się, że będę pracować itp.
Mój mąż nie ma takich problemów, bo wychował się w domu, w którym drzwi ciągle były otwarte, a sąsiedzi/rodzina wpadali bez zapowiedzi. On nie zastanawia się, nie rozkłada na części pierwsze i nie rozumie mojego problemu. Kiedyś próbowałam mu to wytłumaczyć, ale nawet nie próbował zrozumieć, więc piszę Wam to anonimowo.
Dodaj anonimowe wyznanie