Lubię w myślach łączyć ludzi w pary, układając dla nich całą wspólną przyszłość.
Wszystko było w porządku, do momentu, w którym połączyłam ze sobą FoxyLadie i Vstorma.
Jestem taką kaleką i przegrywem, że spadając z drugiego szczebelka drabiny, złamałam żebro, lewą nogę i wybiłam dwa palce.
Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj.
Osiemnastka niedawno wybiła, a zaczęło się lato. Ze znajomymi planowaliśmy to od dawna. Wspólny wypad nad jezioro. Mogliśmy pozwolić sobie na wspólny wyjazd bez rodziny, bo wszyscy byliśmy już pełnoletni. Jako, że byłam najmłodsza z grupy, znajomi często traktowali mnie jak dziecko, ale z tym wiążą się wyznania na inny dzień.
Wyjazd był wcześnie rano, niestety pogoda nie dopisywała. Mimo wszystko byliśmy dobrej myśli. Po ckliwym pożegnaniu z moją mamą wreszcie usiedliśmy w pociągu. Powietrze nie tylko na zewnątrz, ale i w środku pociągu było ciężkie i wilgotne. Słońca w ogóle nie było, ale gorąc został. Po pierwszej godzinie jazdy zrobiło mi się naprawdę niedobrze. Po dwóch kwadransach nie mogłam już wytrzymać. Wszyscy widząc mój stan byli za otworzeniem okna, ale jeden buraczek nie chciał. Dziewczyna z nim zerwała dzień wcześniej i jak zwykle musiał wyżyć się na wszystkich dookoła. Swoją niechęć do otwarcia okna usprawiedliwiał tym, że będzie mu zimno. W końcu i mojej znajomej także zrobiło się niedobrze.
Jeśli chodzi o piękny koniec, to tak, obrzygałyśmy go :)
Już więcej nie pojechał z nami na wspólny wypad.
Podczas robienia jakichś czynności na stojąco np. robienie kanapek, obiadu, ale nie tylko... a nawet po prostu stania i rozmawiania z kimś, przybieram pozycje "bociana" opierając jedną ze stóp o udo drugiej nogi. Na szczęście robię to tylko wtedy, gdy nie mam na sobie butów. Często jest to całkowicie nieświadomie. Ot, taki mój tik.
Z drugiej strony... Musi to z czyjegoś punktu widzenia wyglądać zabawnie...
Moja kilkuletnia kuzynka podkradła mi jeden tomik zakurzonej mangi z regału, o czym nie dowiedziałam się do momentu, kiedy byliśmy u wujostwa w odwiedzinach i mała pokazała mi "kolorowankę, którą u mnie znalazła"...
Pracuję w alkoholach 24h i mam zmiany po 12 godzin. Często nie śpię w nocy nawet jak mam wolne, a czasami tak mocno, że nie da się mnie obudzić.
Mój chłopak, z którym mieszkam, często nie może zasnąć do godziny 3-4, a jak mu się nudzi kiedy ja śpię w najlepsze, to budzi mnie, żebym z nim chociaż pogadała czy pograła w karty.
Ostatnio miewam sny o mojej pracy.
Tego dnia zmarnowana po pracy zasnęłam koło 22. Mój luby akurat wtedy zaczął mnie budzić najpierw łaskotaniem stóp, gdzie potrafię sprzedać mocnego kopa gdy śpię. Ale tym razem nic mnie nie ruszyło. Zaczął mnie szarpać, kłaść się na mnie i dopiero wtedy się trochę dobudziłam.
- K***a, nie sprzedam ci tej wódki, wy*******aj mi stąd, żulu!
Zaczął ciągnąć temat :
- To wezmę piwo.
- Wy*******aj, bo ci coś zrobię.
No i zrobiłam. Złamałam mu nos i pojechaliśmy na SOR o 3 w nocy...
PS Już mnie nie budzi :p
PPS Nie obudziłam się nawet wtedy kiedy krzyknął z bólu, jak mu sprzedałam pięknego kopa.
Jestem dziewczyną i mam krótkie włosy. Uwielbiam je i czuję, że w końcu znalazłam swoją ulubioną fryzurę ale...
...ludzie mylą mnie z facetem.
Nie rozumiem jakim cudem. Nie wyglądam ani trochę jak facet.
Mam dość duży biust i noszę damskie ubrania, ale i tak często słyszę "proszę pana" skierowane w moją stronę.
Niby nic wielkiego ale psuje mi to samoocenę, która i tak już sięga dna.
Lubię zupy na ostro. Do rosołu czy nawet żurku zawsze hojnie sypnę pieprzem, a do jakichś azjatyckich bulionów chętnie dodaję chili. Nie jestem w stanie zjeść zupy bez choć odrobiny ostrej przyprawy.
Jednak istnieje pewien problem. Otóż dostaję czkawki za każdym razem, gdy taką zupę na ostro jem. Głośnej czkawki. Co śmieszniejsze, to objawia się ona jednym czknięciem po każdej łyżce, nigdy więcej, nigdy mniej. Nawet nie ma specjalnego znaczenia, czy zupa jest gorąca czy zimna. I nie jest to kwestia łyżki, bo przy niepieprznych zupach i różnych napojach pitych łyżką (dla sprawdzenia) problemu nie mam. Stałe dania na ostro też nie wywołują u mnie czkawki. Zupełnie nie rozumiem, czemu tak mam.
Kiedy byłam mała myślałam, że stolice państw są na środku każdego państwa...
Kiedy byłam mała, oglądałam programy przyrodnicze. Słyszałam tam, że na świecie jest słona i słodka woda. Myślałam, że skoro słona woda ma w sobie sól, to znaczy że słodka smakuje jakby ktoś dodał do niej cukier.
Wielki był mój żal, kiedy mama uświadomiła mnie, że słodka woda to ta z kranu. Nie mogłam tego pojąć. Dlaczego nazywa się słodka skoro nie ma smaku?! Moje marzenie o wykąpaniu się w słodkim jeziorze prysło jak to o chodzeniu po chmurach :'(
Dodaj anonimowe wyznanie