Mam 26 lat, fajną pracę i jestem w szczęśliwym związku. Ale jednak gdzieś w życiu się coś poplątało. Wczoraj, będąc z chłopakiem i jego znajomymi w centrum na piwie, spotkałam koleżankę z liceum, która wyskoczyła ze swoimi koleżankami na piwo. I od wczoraj nie mogę przestać płakać, bo uświadomiłam sobie, że ja tak naprawdę nie mam z kim wyjść nawet na takie piwo czy zadzwonić i tak o pogadać o dniu codziennym.
Nie mam ani jednej koleżanki, o przyjaciółkach nie wspominając. I boję się tego, że któregoś dnia, mój chłopak postanowi poruszyć temat ślubu, a ja... nawet nie będę miała kogo poprosić o zostanie starszą... Ewidentnie coś poszło bardzo nie tak.
Przepraszam, ale musiałam się uzewnętrznić.
Dodaj anonimowe wyznanie
Powinno powstać specjalne forum dla ludzi takich, jak my :)
Mam pomysł na nazwę "Anonimowi Forever Alone".Też bym na tym forum przesiadywała.
Samotne duszyczki zawsze łakną takich okazji. Sama nie mam do kogo się odezwać i zostały mi komentarze na Anonimowych :)
Już istnieją fora internetowe dla takich ludzi, szukajcie pod hasłem "chan" np. vichan karachan
A może faktycznie rozejrzyjcie się po otoczeniu i znajdzcie kogoś z kim można wyjść na kawę. @LejdiEs, może gdzieś w sąsiedztwie jest jakaś matka, którą możesz zaprosić do siebie, tematy do rozmów się znajdą, jak nie jakieś takie typowe to przecież temat dzieci jest dobrym początkiem.
Serio, spróbować zawsze można, znaleźć jedną wspólną cechę. Czy to praca, szkoła, jakieś wspólne zainteresowanie. Jak przeszkadza samotność to może warto się rozejrzeć i wykazać inicjatywę. Powodzenia! :)
Doskonale Cię rozumiem nie tylko Ty tak masz
Jak Ci do tej pory to nie przeszkadzało i nawet nie zdawałaś sobie z tego sprawy, a zaczęło przeszkadzać dopiero jak zobaczyłaś koleżanki jakieś, to wcale Ci to niepotrzebne :p
Nie każdy musi mieć koleżanki od ploteczek :p
Może po prostu tak o się poczułaś nieswojo, bo czyjeś relacje wyglądają inaczej niż Twoje, i potem się potoczyło to lawinowo i nagle znikąd pojawił się problem, którego tak naprawdę nie ma?
Poprawcie mnie dziewczyny - jeśli się mylę - ale z moich obserwacji wynika, że dziewczynom trudniej o dobre koleżanki/przyjaciółki niż facetom o kolegę/przyjaciela. Mam wrażenie, że dziewczyny są często zazdrosne o siebie, potrafią być bardzo wredne, obgadywać i knuć za plecami. Oczywiście nie ma co do końca uogólniać, ale wielokrotnie widziałem przypadki koleżanek, które mówią wprost, że się lepiej czują w towarzystwie chłopaków. Coś w tym jest?
Tak. W gimnazjum moja klasa składała się głównie z dziewcząt. Co miesiąc wybuchała wojna, prawie każda każdą obgadywała, wbijała szpile. Poszłam do szkoły średniej, rozkład płciowy pół na pół. Faceci raz się pokłócili - poszli na "solo", dali sobie po mordzie, a po wszystkim uścisnęli dłonie i poszli na piwo. Umawiali się grupą co weekend na spotkania towarzyskie. A dziewuchy? Jedna zaszła w ciążę, więc druga, niby jej przyjaciółka, celowo próbowała odbić jej partnera. Kłótnie tak, jak w gimnazjum, choć osoby całkiem inne. Żyć się nie dało, bo sądziły, że z racji bycia kobietą ja również mam ochotę brać w tym szopkę.
Czy ja wiem, dla mnie to takie "psioczenie". Wiadomo ze są kobiety lubiące obgadać, odbić faceta itd ale faceci odbijający laski to tez nie jest rzadkość. Równie dobrze można powiedzieć, ze facetom jest trudno kumpla znaleźć, bo zazwyczaj są małomówni i po co kumpel, któremu się nie zwierzysz
Może ja mam szczęście, ale odróżnić potencjalnie spoko znajomą od głupiej pindy nauczyłam się dość szybko. Zawsze miałam więcej koleżanek, teraz na studiach prawie pół na pół, i jakoś mnie zawsze dziwi że ktoś ma taki problem ze znalezieniem chociaż 1 spoko koleżanki
Może i coś w tym jest. Co prawda większość dziewczyn i kobiet, które znam, lepiej się czuje w swoim towarzystwie niż z mężczyznami, ale to nie reguła.
Osobiście definitywnie wolę mężczyzn, ale nie dlatego, że kobiety są fałszywe czy zazdrosne (mężczyźni też potrafią być, i to bardzo). Po prostu z mężczyznami łatwiej jest porozmawiać o czymkolwiek konkretnie i rzeczowo, bez tego całego gadania o emocjach i sprawach osobistych. A kobiety ostatecznie zwykle sprowadzają wszystko do uczuć i wymiany doświadczeń życiowych.
To prawda. Często słyszę od różnych dziewczyn, że lepiej dogadują się z chłopakami (albo by chciały😂) mimo, że mają więcej koleżanek. Ja mam 2 bliskie kumpele i tyle. Większość czasu spędzam z facetami. Czuję się w ich towarzystwie swobodniej. Nieraz jakiś z moich kumpli się zapomniał i mówil do mnie "chłopie" albo "gościu", bo zachowuję się swobodnie, chociaż przyznam szczerze, że chciałbym mieć więcej koleżanek ;)
Moim zdaniem nieprawda. To jest kwestia człowieka, a nie płci. Odkąd skończyłam podstawówkę, czyli całkiem dawno, raczej otaczam się nietoksycznymi ludźmi i serio nie spotykam się z sytuacjami, żeby jakaś kobieta z mojego otoczenia jakoś złośliwie obgadywala albo knuła za plecami. Fakt, że jak mam jakiś problem ze sfery uczuciowej to wolę pogadać z facetem, ale to wynika raczej z tego, że zazwyczaj są mniej emocjonalni i podchodzą do sprawy chłodno i bardziej rzeczowo. Ale generalnie mam też koleżanki, z którymi rozmowa wygląda całkiem podobnie.
Znam to. Jak brałam ślub to nawet nie miałam wieczoru panienskiego - nie miałam kogo zaprosić. Znajome mają dzieci, pracę, swoje życie - ja też mam swoje plany. Ciężko to ominąć, gdy się już nie jest "wolnym ptakiem".
Teraz mam w pracy jedną fajną dziewczynę i próbuję się zaprzyjaźnić. Anonimki, trzymajcie za mnie kciuki, bo nie jest łatwo ;)
To koniecznie musi byc kobieta? Ja na swiadka wezme brata, a moj chlopak przyjaciela jakbysmy kiedys brali slub...
Facet na świadka bierze faceta,a kobieta musi mieć kobietę,siostrę,koleżankę,sąsiadkę
Moska, wcale nie musi. Ostatnio moj facet byl swiadkiem na slubie swojego przyjaciela, gdzie drugim swiadkiem byl prat panny mlodej
Nie chcę wyjść na bezduszną, ale może to Twoja wina? Jestem pewna, że masz lub miałaś jakieś koleżanki w szkole/na studiach/ w pracy itp. Może to Ty nie wykazywałaś chęci do jakichkolwiek spotkań, może to Ty się wykręcałaś za każdym razem lub nie miałaś po prostu ochoty wychodzić, więc one się przestały do Ciebie odzywać? Próbowałaś kiedyś sama się do kogoś odezwać? Spytać, czy ktoś ma ochotę na kawę, piwko, czy drinka, ewentualnie na jakieś pogaduchy? Czasami jest tak, że kogoś się zaprasza na wypady, że się człowiek odzywa, ale ta osoba nigdy nie ma czasu albo chęci, więc przestaje się do niej odzywać.
A jeśli jednak nie masz i nie miałaś żadnych znajomych, to może wypadałoby znaleźć? Zapisać się na siłownię i tam kogoś poznać, zagadać do współpracowników, czy znajomych z uczelni, wykazać zainteresowanie innymi ludźmi? Znaleźć sobie pasję i zacząć poznawać ludzi z taką samą pasją? Znajomi sami się nie znajdą, Ty też musisz wykazać chęć w poznaniu kogoś, a nie siedzieć na tyłku i czekać, aż ktoś się Tobą zainteresuje.
Spotkałaś koleżankę z liceum, może warto odnowić z nią kontakt? Napisać do niej, spytać, co u niej słychać, zaproponować jakieś spotkanie? Nikt sam do Ciebie nie przyjdzie, wyraź zainteresowanie innymi ludźmi...
Wiesz, może to nie do końca wina Autorki? Z czasem dzieje się tak, że ludzie zakładają rodziny, wyjeżdżają albo są pochłonięci pracą i nie zawsze mają czas, żeby się spotkać i pogadać.
Wątpię, by dosłownie każda jej koleżanka założyła rodzinę w tym samym czasie, odtrącając ją. To samo z pracą. Faktycznie mogło to się zdarzyć z kilkoma, ale ewentualne spotkanie nie musi trwać przez całą noc na imprezie i to codziennie. Warto się odezwać, zaprosić gdzieś na kawę, na tę chociażby godzinkę/dwie w międzyczasie, może któryś dzień by koleżance pasował? Albo wybrać się na wspólne zakupy po pracy, to też już jakieś spędzanie czasu. Nie chodziło mi o beztroskie spotykanie się każdego dnia, bo wiadomo, że tak się nie da.
Dokładnie, ja też mam koleżanki, które mają już dzieci, zakładają rodziny, albo żyją w ogóle bez zobowiązań i zawsze raz na jakiś czas udaje mi się z nimi spotkać. to że każdy ma w pewnym wieku swoje życie, to normalne, ale jeżeli tylko chce się utrzymywać kontakty, to nie powinna być przeszkoda. przecież nie trzeba spotykać się codziennie i też nie trzeba od razu na jakiejś imprezie. jeśli moja koleżanka ma małe dziecko, to zazwyczaj spotykamy się u niej w domu, tak żeby małego miała na oku, co nie zmienia faktu, że możemy też przy tym spokojnie pogadać. wydaje mi się, że autorka może mieć w tym swój udział, jeśli unikała kontaktów bo nie czuła potrzeby utrzymywania ich, to nie ma się co dziwić. a wydaje mi się, że to dosyć prawdopodobna wersja, bo przecież przypomniała sobie o koleżankach, dopiero jak poczuła zazdrość i zauważyła, że ona została sama.
W pewnym wieku brak posiadania koleżanek to błogosławieństwo, tak sobie mysle prawie 40letnia ja :)
Prawie 40letnia ja się nie zgadza. Mam 3, ale dobre.
Nie ilość a jakość.
Nie jesteś sama, dobrze wiem co czujesz :(
Czytając komentarze uświadomiłem sobie, że ponad 50% osób na anonimowych to piwniczaki bez znajomych, zazdroszczę :)