#50Ko3
Od tamtej pory nie wychodzę z domu (mam nauczanie indywidualne).
Nawet psycholog przychodzi do domu i od siedmiu lat leczy mnie z traumy, której nie mam. Prawda jest taka, że siedzenie w domu jest po prostu wygodne i nagle wszyscy zrobili się mili - rodzice, którzy wcześniej traktowali mnie jak powietrze, nagle poświęcają mi czas, patologiczna siostrzyczka nagle obsypuje prezentami, przyjaciele nagle mili. Nagle każdy mnie kocha i życzy "wyleczenia traumy", chociaż wcześniej byłam niechcianym dzieckiem do bicia.
To trochę smutne że musiało się zadzić tyle rzeczy i tak bardzo musisz kłamać żeby ktoś się tobą zainteresował.Trzymaj się autorko.
Nietypowy happy end.
Nietypowa to jesteś ty
Tak szczerze to się zastanawiam czy to w ogóle jest happy end... :/
Jezu, ludzie, ale Wy jesteście toksyczni. Ok, każdy może stwierdzić, że postąpiłby podobnie albo zupełnie odwrotnie, albo jeszcze inaczej w sytuacji Autorki. Ale żeby ją wyzywać? Ja też nie zamknęłabym się na siedem lat w domu, ale ludzie są różni, niektórzy np. są skrajnymi introwertykami i nie potrzebują szalonych wypadów z przyjaciółmi do klubu na tańce i wódkę. Niektórym wystarcza kontakt internetowy/telefoniczny, Autorka zawsze może kogoś zaprosić do domu. Jeśli dana osoba jest naprawdę jej przyjacielem to zapewne zna sytuację, rozumie i akceptuje. Nie uszczęśliwiajcie wszystkich na siłę, bo skoro Wy lubicie się spotykać poza domem to Autorka też musi. W domu można robić wiele rzeczy, żeby mieć hobby nie trzeba koniecznie np. jeździć konno, można grać, malować, pisać, haftować, uczyć się języków, hodować jakieś roślinki - wszystko w domu. Tak jak wspominałam wcześniej, dla kogoś takie zamknięcie się w domu może być czymś niewyobrażalnym, ale nie oceniajcie wszystkich swoją miarą. A nawet jakby Autorka zamknęła się w czterech ścianach tylko i wyłącznie z wygody i chęci grania na emocjach rodzin to co Was tak boli, że aż trzeba ją zwymyślać? To Was nie dotyczy. Autorkę mieszacie z błotem, bo biedna rodzina się martwi, bo funduje jej terapię, ale nikt nie wspomina o tym, że początkowo rodzina Autorki źle ją traktowała. Ona ma się z nimi liczyć, bo inaczej jest wredną zołzą, ale oni nie muszą, bo tak.
Czy tylko ja najbardziej przejęłam sie pieskiem? (Przepraszam autorko...Hejty za 3..2....1)
Wiesz psa zabili, a autorki nie ...
Mnie tam szkoda tego psa...
No dobra, takiego zakończenia się nie spodziewałam...
Mimo wszystko- moim zdaniem obróci się to przeciwko Tobie. Od 7 lat nie wychodzisz z domu? No spoko. I co? Zamierzasz tak do końca życia, czy jak Ci się znudzi, to nagle zaczniesz znowu żyć? Bo dla mnie to jest bezpowrotne zmarnowanie 7 lat życia. W tym czasie mogłaś jeździć na wycieczki, spotykać się ze znajomymi, zdobyć przyjaciółkę, przeżyć szalone lata w szkole, nauczyć się i doświadczyć różnych rzeczy, rozwijać swoje pasje i zdobywać nowe, dojrzeć w wielu aspektach, a może nawet spotkać miłość swojego życia... A Ty co? Siedziałaś w domu, bo tak wygodniej. Może wygodniej, ale moim zdaniem straciłaś na tym niewyobrażalnie i już tego nie odzyskasz.
7 bitych lat zaprzepaszczonych bezpowrotnie z własnej głupoty. W głowie mi się to nie mieści, jak można sobie samemu coś takiego zrobić.
" Zamierzasz tak do końca życia, czy jak Ci się znudzi, to nagle zaczniesz znowu żyć?" - a więc mówisz, że przez 7 lat była martwa?
" jeździć na wycieczki" - bo każdy lubi wycieczki, nie? (Nie.)
"spotykać się ze znajomymi, zdobyć przyjaciółkę" - bo przez internet się nie da. I z pewnością autorka nigdy nie wpadła na to, żeby kogoś do siebie zaprosić.
"przeżyć szalone lata w szkole" - bo każdy musi mieć szalone szkolne lata, a jak nie to zmarnował sobie życie, ta?
" rozwijać swoje pasje" - bo w domu sie nie da... W domu nie można malować, grać na instrumentach, pisać, śpiewać... A nie czekaj. Można. Upsi.
" może nawet spotkać miłość swojego życia" - bo przez internet się nie da?
Do prawdy w głowie mi się nie mieści, że dalej są ludzie, do których nie dociera, że nie każdy ma ochotę na wycieczki i dzikie lata młodości, że są ludzie, którzy wolą siedzieć w domu, mieć ciszę i spokój.
A jak autorce się zachce to wyjdzie i zacznie sobie szaleć.
A ja się całkowicie zgadzam z gitarzystką. Jeśli ktoś myśli, że korzysta z życia siedząc wiecznie przy komputerze, to się grubo myli i najprawdopodobniej zda sobie z tego sprawę jak dorośnie i nagle okaże się, że nie potrafi funkcjonować w realnym świecie. Interakcje przez internet bardzo różnią się od tych realnych, które jednak wciąż są ważniejsze w dzisiejszych czasach...
Trochę się z tobą zgadzam, ale serio? Poznać miłość i miec przyjaciół przez internet? Poza tym autorka jest po prostu jakąś leniwą ofiarą, więc nie sądzę by miała jakieś hobby. A spotkania ze znajomymi w domu mogą się wreszcie znudzić, nie da się tak na dłuższą metę, tak samo z chłopakiem.
mam trochę ambiwalentne uczucia co do tych wypowiedzi... bo z perspektywy autorki to na pewno nie jest zmarnowane 7 lat życia. Bo może wcale jej nie zależało na wycieczkach i spotkaniach, bo jest introwertyczką, a najbardziej pragnęła domowego ciepła ze strony rodziny - i to właśnie dostała. Tyle że... też tak miałam i w tych tzw. szalonych latach ja najbardziej chciałam świętego spokoju. A dziś rzeczywiście trochę żałuję, że nie spróbowałam być odważniejsza. Obudziła się we mnie ochota na przeróżne aktywności "popracowe", kursy i różne spotkania, nie będę wymieniać jakie, ale w mojej własnej ocenie wyglądają wręcz na desperacką próbę odbudowania zmarnowanego czasu :) Bo tak czy inaczej w domowym ciepełku nie można grzać się wiecznie, kiedyś trzeba się wyprowadzić i ogarnąć w dorosłym życiu, a w końcu (przynajmniej ja chcę) założyć własną rodzinę. W dużym stopniu rozumiem dziewczynę, ale daleko mi od oceniania, jak na tym wyjdzie.
Potwierdzam, że można znaleźć przyjaciół i miłość przez Internet.
Osobiście rozumiem autorkę. Też oddałabym wycieczki i szalone młodzieńcze lata w zamian za miłość i ciepło rodzinne.
Nie rozumiem was.
Znaczy, ok. Możecie pisać "ja bym tak nie zrobił/ja bym zrobił tak" ale serio? Chce wam się bawić w wyrocznie i zachowywać się, jakby wszyscy ludzie byli tacy sami, myśleli tak samo i na końcu żałowali z tych samych powodów?
Też bym wolała siedzieć w domu. Może nie non stop, ale przez 90% czasu jakbym miała taką możliwość to bym siedziała w domu. Nie lubię imprez i szaleństw, wolę cisze i spokój, oraz oddawanie się moim pasjom na które dom mi w zupełności wystarcza. Co do przyjaciół poznanych przez internet... mam takich i dogaduje się z nimi sto razy lepiej niż z tymi poznanymi w "realu", szkole czy gdziekolwiek
czy to będzie chore, jeśli napiszę, że ci zazdroszczę? nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała móc nie wychodzić z domu, nie chodzić do szkoły, nie spotykać się z ludźmi. fobia społeczna lvl over 9000
Ważne to sobie radzić ;)
Dużo osób mówi o tym ,że autorka marnuje sobie życie. I tu chciałbym się wtrącić.
Autorka nie napisała jakiego kalectwa doznała. Może jeździ na wózku i niektórych rzeczy nie może wykonać , lecz nie zmienia to faktu ,że przynajmniej co jakiś czas powinna wyjść z domu na jakiś spacer czy chociażby posiedzieć na polu.
Nie rozumiem, skąd te minusy dla Sebastiana i innych. Pewnie dla mnie zaraz też polecą 😂.
Autorka jest żałosna. Siedzi tylko w domu, oczekując litości i czułości. Kojarzy mi się ze starą zgryźliwą panią, która patrzy tylko na siebie. Sorry, ale ja po tych 7 latach bym nie wytrzymała z taką osobą. Co będzie potem? W wieku 20 lat? Dalej będzie siedziała i obijała się u rodziców, oczekując pieszczot jak kot? To jest straszne.
I jeszcze komentarze, że miłość i przyjaźń można znaleźć w Internecie. Bardzo fajna przyjaźń, z osobą, której się w życiu nie widziało, nawet nie wiadomo, czy nie oszukuje. Z miłością tak samo, może się przenieść na życie realne, ale jakim cudem niby, skoro autorka od 7 lat siedzi dupą w domu? Facet ma ciągle do niej przyjeżdżać? Machnęłabym ręką na takie coś.
I nie będzie cały czas tak pięknie, jak jej się wydaje. Kiedyś ta bajka dla autorki się skończy.
Mam wrażenie, że osoby takie, jak ty nie doczytały wyznania do końca.
Przecież tam wyraźnie pisze, że autorka była wcześniej dzieckiem do bicia i nie dostawała miłości. Co więc w tym tak złego, że teraz bierze z tego tyle ile tylko może?
I no tak. Bo coś takiego, jak kamerki wcale nie istnieje.
Przepraszam. Miało być "jest napisane".
Przez kamerkę też przytuli przyjaciółkę lub chłopaka?
No tak... Bo przyjaciółki nie można zaprosić do siebie i nie można jej wyjaśnić, jak wygląda sytuacja.
Doczytałam, jak zaczynam, to czytam do końca ;).
Była bita. Dobrze, rozumiem. I zamiast wziąć się za siebie i spierniczać od tej rodziny, to siedzi i przyjmuje od nich czułości. Skąd ma pewność, że sytuacja się nie utrzyma po jej "powrocie do zdrowia"? A jeśli się nie utrzyma, to przynajmniej wiadomo, że to wszystko było fałszywe (świetna przyjemność z udawanej troski...).
Z tego brania ile wlezie nie zostanie jej nic.
Miłość i przyjaźń przez kamerkę 😂. Odznaka dzisiejszych czasów. Gówno a nie miłość i przyjaźń. A co do odwiedzin to już się odniosłam w 1. komentarzu.
A tak w ogóle, to autorka bardzo mi się kojarzy z Roszpunką. Siedzi w bezpiecznym kokonie, ciekawe, jak po takim czasie sobie poradzi na zewnątrz. Bo będzie wyjście odkładać i odkładać... w domu jest cieplutko i bezpiecznie...
A pomyślałaś ty, że nie może umrzeć, bo np. jest za młoda albo... uwaga! Uwaga! Może ona dalej kocha rodzinę i potrzebuje nawet fałszywej troski? Ewentualnie chce się trochę pobawić (coś w rodzaju zemsty "nie chcieliście mnie kochać, to teraz będziecie mnie utrzymywać i marnować swoje pieniądze na moje terapie").
Kiedyś ludzie znali sie na odległości, pisali do siebie listy i jakoś nikt się nie czepiał, więc skończ z tym "Odznaka dzisiejszych czasów". Kim w ogóle jesteś by mówić komuś czy przyjaźń przez internet jest prawdziwa, czy nie?
Matko. Jakie "umrzeć"... Miało być uciec. Coś telefon mnie dzisiaj zawodzi :x.
Ale czy takie wyzyskiwanie nawet patoligicznej rodziny jest dobre? Nie twierdzę, że nie ma przyjaźni przez internet, ale to się robi nudne. Z przyjaciółką chce się gdzieś wyjść, przynajmniej osoby przyzwyczajone do normalnego trybu życia nie będą chciały tylko w domu autorki się spotykać. A chłopak? Nigdy nie będzie wiedział czy to prawdziwe jeśli się nie spotkają. A jak już spotkają i postanowią wziąć ślub to autorka magicznie wyzdrowieje i przeniesie się na jego miłość? Teraz autorka jest na tyle dorosła by nie pozwolić sobie na bicie, by porozmawiać z mamą co czuje. Oni otulają ją fałszywą troską, a ona okłamuje co do swojego zdrowia wyłącznie dla wygody. Gdyby autorka była naprawdę chora, ale nie. Może jej rodzina się opamiętała i martwi się o nią, a ona gra. Płacą za psychologa itd. Pieniądze nie są do kolekcjonowania, ale gdy nie trzeba ich wydawać to po co?