#coaGt

Mieszkam w budynku, w którym mieści się siedem mieszkań. Na parterze jest pralnia, gdzie niektórzy mieszkańcy mają swoje pralki, przeznaczone do prywatnego użytku.

Niedawno wprowadzili się nowi sąsiedzi. W skład inwentarza ich mieszkania wchodzi także pralka stojąca we wspólnej pralni. Po jakimś czasie zorientowałam się, że ktoś intensywnie użytkuje mój proszek do prania oraz Lenor, które dotychczas spokojnie stały sobie na mojej pralce. Zemsta może i prostacka, ale cóż...

Wraz z moim chłopakiem cały wieczór radośnie piliśmy piwo i dopełniliśmy w połowie pustą butelkę żółtego Lenora naszym moczem. Butelkę odstawiłam na miejsce i z radością obserwuję, jak z niej ubywa żółtego płynu.... (oczywiście mam inną butelkę do własnego prania).
Sorry, drodzy sąsiedzi, ale nie znoszę cwaniactwa i cichego podbieractwa.

#tzhrK

Parę lat temu miałem taką głupią tendencję do upijania się na imprezach. W sztok. Ktoś zawsze musiał zamawiać taksówkę i targać mnie do domu. Nie powiem - doskonale wiedziałem, że mogę na moich kumpli liczyć, więc będąc już pijanym nie przestawałem wlewać w siebie gorzały. Rano zazwyczaj budziłem się w moim łóżku.
Przyznajcie, że to prawdziwe szczęście mieć takich troskliwych kolegów! No, ale cóż - nawet najbardziej cierpliwy samarytanin powie wreszcie "A, do diabła z tym!".

To była kolejna impreza urodzinowa. Prywatka, koledzy, jakieś laski. No i alkohol. Dużo alkoholu. Skończyło się jak zwykle.
Tej nocy nie spało mi się zbyt dobrze. Leżałem na czymś twardym i zimnym. Do tego nie mogłem wyciągnąć nóg, ani przekręcić się na bok. Byłem jednak w takim stanie, że miałem to w dupie. Do czasu.
Rano obudziłem się obolały. Z wielkim trudem załapałem gdzie jestem. Leżałem u siebie w domu, w wannie - mówiąc ściślej. Na lewym boku, poniżej klatki piersiowej przyklejony miałem czerwony od krwi opatrunek. Co jest, do ch#ja? - pomyślałem. Okrutnie skacowany, ledwo się podniosłem.
Na krzesełku koło wanny stała butelka wody, kilka zakrwawionych wacików i kartka z jakimś pismem.
"Wycięliśmy ci nerkę. Nie zdejmuj opatrunku do wieczora. Masz założone szwy. Pij dużo wody, aby wypłukać z organizmu toksyny."
Mało nie umarłem. A więc stało się - legendy miejskie o łowcach organów okazały się prawdą i to akurat ja musiałem zostać ofiarą!
Narzuciłem na siebie jakiś ciuch i czym prędzej powlokłem się do najbliższej poradni. Zrobiłem chyba sporo zamieszania niezgrabnie tłumacząc moją sytuację pani w rejestracji. W histerii zerwałem z siebie koszulkę, aby pokazać przesiąknięty krwią opatrunek. Przyjęli mnie poza jakąkolwiek kolejnością.
Lekarz kazał mi się położyć na leżance i ostrożnie zdjął gazę. "Nie pij więcej..." - powiedział spokojnie. "Cooo?" - zapytałem. "No, tak tu jest napisane." - odrzekł spokojnie doktorek.
Spojrzałem na moją "ranę". Nie było żadnych szwów tylko niezgrabny napis wykonany flamastrem: "Nie pij więcej".
Lekarz nawet nie był na mnie zły. Powiedział tylko z lekkim uśmiechem, że on by się do tej rady zastosował.
W sumie to na dobre mi wyszedł ten żart. Kumple do dziś ze mnie polewają, ale swój efekt uzyskali - na imprezach wypijam teraz maksymalnie dwa piwka. Ze strachu - boję się co mogłoby im wpaść do głowy, gdybym znów zalał się w trupa...

#OsvZu

Zawsze chciałam zamieszkać w Wenecji, jednak z jakiegoś powodu myślałam, że to miasto jest we Francji.
Byłam o tym tak mocno przekonana, że poszłam do gimnazjum, na profil wybierając klasę francuskojęzyczną.
Trzy lata ze znienawidzonym francuskim, całe życie z własną głupotą. Amen.

#XrFGu

W pierwszej gimnazjum byłam beznadziejna z angielskiego. Wiedziałam niby, że są jakieś zasady, ale nie mogłam ich zapamiętać, co skutkowało bólem na twarzy nauczycielki na każdej lekcji ze mną.

Wszystko zmieniło się, gdy polubiłam pewien zespół. Wtedy odkryłam świat fanfiction.
Opowiadań o mojej ulubionej parze było mało, koleżanka poleciła mi jedno w języku angielskim. Rozumiałam może pięć słów z tego wszystkiego, ale jakoś tak wyszło, że stałam się zdeterminowana i ze średnim zrozumieniem dotarłam do końca. Potem stało się to normalnością, zaczęłam robić tłumaczenia.
Teraz mówię płynnie po angielsku i przygotowuję się do rozszerzonej matury z tego przedmiotu.

Gdyby nie pragnienie czytania o gejowskim seksie, nigdy bym tego nie osiągnęła.

#DF90C

Dołożyliśmy czasów, kiedy hipokryzja to norma.
Mówi się ostatnio bardzo dużo o akceptowaniu siebie. Niestety, dotyczy to jedynie osób z nadwagą. Powtarzanie w kółko, że facet nie pies, na kości nie poleci. Serio? A na wieloryba?

Jestem chuda, to wina genów, niewiele mogę z tym zrobić. Jem naprawdę dużo. Może mam po prostu dobry metabolizm? No właśnie nie. Naprawdę chciałabym przytyć chociaż te 10 kilo, chciałabym przestać wyglądać jak szkielet.
Naprawdę się nie głodzę, ani nie cierpię na bulimię. Tak, karmią mnie w domu. Ale ja i tak usłyszę, że wyglądam jak wieszak. A co usłyszy osoba z nadwagą? Zapewne, że jest piękna.

#rKIOs

Poznałem ją 3 miesiące przed końcem 3 gimnazjum. Była cicha, do nikogo się nie odzywała. Chciałem ją poznać, bardzo mi się podobała, była w moim typie. Zagadałem, popatrzyła swoimi słodkimi oczkami i powiedziała "mnie nie warto znać''. Zdziwiłem się bardzo, jednak nie odpuściłem. Okazało się nawet, że wprowadziła się blok obok mojego, ale nigdy nie wracała tamtędy co ja, powód był taki, że nie ma po co do domu wracać.
Z czasem nasza znajomość przerodziła się w przyjaźń, wyjawiła wszystko, w domu ojciec ją bije, a matka biernie patrzy, bo to on zarabia i bez niego nie mieliby niczego. Bardzo się przejąłem jej losem i powiedziałem "przychodź do mnie kiedy chcesz, zawsze, gdyby coś się działo, to drzwi masz otwarte".

I przyszła o 5 nad ranem, zapłakana - ojciec po alkoholu zamachnął się i uderzył ją w twarz i podbił oko. Zobaczył ją mój tata, przeraził się, ale powiedziałem, że porozmawiamy o tym rano, a teraz idziemy do mnie i zabrałem ją do swojego pokoju. Przytuliłem ją mocno, położyliśmy się na łóżku. Nie zasnęła, płakała cały czas, ja ją pocieszałem, głaskałem... nie pomagało.
Rano rozmowa z tatą, tata chciał zawiadomić policję i opiekę społeczną, ale ona nie chciała, mówiła, że nie chce do domu dziecka, bo zapewne tam trafi, bo innej rodziny nie ma. Tato oznajmił, że ma tu zawsze przychodzić, kiedy chce, i nalega, aby u nas spędzała jak najwięcej czasu.
Przez podbite oko nie chodziła do szkoły, więc zawsze po szkole biegłem do niej, aby zobaczyć co z nią, czy wszystko w porządku. Więcej czasu spędzała u mnie, nawet często nocowała, bo jej ojciec miał ją w dupie, albo pijany, albo na budowie, a matka chyba w ten sposób się o nią troszczyła, że lepiej jak jej nie ma i nie oberwie.

Wakacje się zaczęły, więc spędzaliśmy razem 24 godziny, chodziliśmy na ryby, na spacery, z psem. Najlepszy okres w moim życiu, móc ją chronić przed złem. Jednak tata nie chciał tego tak zostawić, zgłosił to do sądu, aby odebrali im prawa rodzicielskie i co mnie najbardziej zdziwiło i sprawiło, że kocham go najmocniej na świecie, to on starał się o możliwość zostania rodzicem zastępczym!
Sytuacja finansowa była bardzo dobra, mieszkanie spore. Proces był długi, najpierw trafiła do domu dziecka, jednak tata się starał długo, ciągłe procesy o przyznanie praw.
 
Po roku się udało, znowu mogę cieszyć się jej obecnością, tym, że widzę uśmiech na jej twarzy, że budzę się, a ona jest przy mnie. Przyjaźń przerodziła się w miłość. Mojego tatę traktuje jak swojego, często mu dziękuje za to, co zrobił dla niej, a on opowiada, żeby dziękowała mnie. Kocham ją, co tu dużo pisać!

#07b8I

Cześć. Piszę w bardzo nietypowej sprawie. Poszukuję rodzeństwa i mam nadzieję, że zasięg anonimowych jest ogromny i pomoże mi to cokolwiek.
Kamila i Mateusz, przed adopcją Siebierska i Siebierski. Urodzeni w Gdańsku w '98 i '99 (Kamila maj '98, a Mateusz listopad '99). Naprawdę nie wiem gdzie ich szukać. Zwracam się z ogromną prośbą o pomoc.

Jesteśmy dużą społecznością i codziennie zdarzają się dramaty rozdzielenia rodzeństwa przez nieodpowiedzialność rodziny.

Mam nadzieję, że w końcu was znajdę. Czeka na Was rodzina! Bardzo za wami tęsknimy i chcemy poznać!

#r7X3G

Nie dalej jak 3 dni temu był u mnie mój chłopak. Normalna rzecz, spędzaliśmy razem czas. Dodam, że jestem raczej osobą, która praktycznie nigdy nie odmawia seksu - oczywiście mowa tylko o nim, i również nie mam problemu z tym, żeby zaciągnąć go do łóżka.

Tak więc leżymy u mnie, on ogląda serial, ja czytam książkę, no i miałam ochotę zrobić mu dobrze ustami. Zamknęłam książkę, związałam włosy, pocałowałam go, zeszłam przez klatkę piersiową niżej, i niżej, no i biorę się do roboty. Nie protestował, jednak średnio okazywał zainteresowanie tym, co robię. Praktycznie w ogóle nie oderwał się od oglądania serialu, nawet go nie zapauzował. Przez cały ten czas patrzyłam się na niego, a on zerknął na mnie może raz, w porywach do dwóch razy.

Po kilku minutach wkurzyłam się na taki stan rzeczy i przestałam. Oczywiście nie omieszkałam nie wspomnieć mu, że to już któryś raz, kiedy on nie okazuje zainteresowania tym, że się do niego dobieram, i że to nie działa na mnie motywująco. Odburknął, że przecież jest fajnie i że mam kontynuować, no ale już średnio chciałam - w tym momencie wolał oglądać serial, no dobra, szkoda trochę, bo ja miałam wielką ochotę zrobić mu tego pieprzonego loda, ale nic na siłę.

I kładę się obok niego, trochę zgaszona całą sytuacją, on ciągle "no kochanie..." i coś tam do mnie mówi, i nagle przerywa, po czym z pełną powagą, patrzy mi się w oczy i mówi:
- No ale idź umyj zęby, bo ci śmierdzi z buzi kutasem i robieniem loda.

Dzięki stary. Więcej nie popełnię tego błędu i nie wezmę go do ust.
Dodaj anonimowe wyznanie