#FoFwP
Jestem studentką weterynarii, nie powiem, jest ciężko. Na ostatnich praktykach (załatwiłam sama, u znajomego weta) przyprowadzono nam do uśpienia psiego staruszka. Wielkie bydlę, trochę już łysawe, kulawe na wszystkie cztery nogi i z paraliżem ogona. Chyba kupił mnie tym sztywnym ogonem, którym usilnie próbował machać i tą swoją niezgrabnością. Po wręczeniu mi kawałka sznura, na którym go przyprowadzono, właściciel zapłacił i wyszedł. Bydlę sapnęło i uwaliło się na mojej nodze.
Nie wiem, co wtedy miałam w głowie, ale wszystko potoczyło się szybko. Stanęłam przed psem gestem Rejtana, powiedziałam, że jeśli pies nie cierpi, to ja go nie dam tknąć. Po badaniach, faktycznie, nie bolało. Za kwotę od byłego właściciela bydlę dostało specjalną uprząż z pasem, żebym mogła go wynosić po schodach, gdy sam przestanie sobie dawać radę.
Na początku było dość dobrze. Bydlę wchodziło dzielnie na drugie piętro, na dół go znosiłam sama. Dostawał karmę wysokokaloryczną, żeby trochę przybrał na wadze, leki.
Nie wspomniałam, że mieszkam w kamienicy z bardzo młodym sąsiedztwem. Najstarsza para ma chyba koło czterdziestki. Widok mnie tachającej bydlaka po schodach przestał dziwić. Wszystko się zmieniło, gdy wracając z uczelni potknęłam się o krawężnik i bardzo poważnie uszkodziłam kolano.
Od lekarza wróciłam z nakazem zaprzestania noszenia ciężkich rzeczy, co niestety wykluczało mojego 40 kg bydlaka. Byłam skłonna nawet przeprowadzić się do rodzinnego domu czy sprowadzić ojca do pomocy na czas rekonwalescencji, ale na to wszystko potrzeba czasu. Psi pęcherz nie rozumie tego pojęcia.
Gdy po powrocie ze szpitala bydlaka przycisnęło, zrezygnowałam z szanowania kolana i kuśtykając oboje wypełzliśmy z mieszkanka.
Zbiegający z góry sąsiad, podejrzewam, że spieszył na uczelnię, popatrzył na psa w uprzęży, moją kulę, stabilizator na kolano i wybuchnął tak głośnym śmiechem, że sąsiadka z naprzeciwka wyszła nas uciszyć. Zareagowała tak samo.
Nie wiedząc co robić, uśmiechnęłam się niemrawo i skierowałam bydlę na schody. Zostałam jednak szybko zatrzymana przez sąsiadkę w króliczych kapciach i sąsiada przejmującego ode mnie bydlaka.
Skończyło się na tym, że trzy razy dziennie bydlę było znoszone na dół i zabierane do parku, przez sąsiada czy jego kumpli, bydlę nawet knajpy odwiedzało, ja siedząc w domu zaglądałam do śpiącego dzieciaka sąsiadki, a ona robiła mi zakupy.
Moja rekonwalescencja zakończyła się dość szybko, niestety w międzyczasie bydlę bardzo podupadło na zdrowiu, pojawiły się u niego guzy, na szczęście operacyjne. Ja wróciłam na studia, on nie mógł być sam. Bezimienne bydlę zostało przemianowane na Puszeczka i spędza wieczory u babci studenta z góry, na parterze, blok dalej.
Cóż za miłe sąsiedztwo! 😀
Aż się nie chce wierzyć, że to wszystko działo się w Naszej wspaniałej Cebulandii. Jestem pełen podziwu.
@RogalDDL a mi sie nie chce wierzyc ze nie zostales zasypany fala minusow
Wyznanie ogólnie bardzo urocze i strasznie kochane sąsiedztwo, ale.. No właśnie to ALE. Autorka, skoro w przyszłości ma sama zostać weterynarzem, musi przyzwyczaić się do stanu rzeczy takiego, jaki jest i w jakiś sposób się "uodpornić", bo przecież nie będzie w stanie przygarnąć każdego zwierzaka, którego żywot można jeszcze trochę przeciągnąć
Przeciągnąć a bez sensu kończyć... Ok
A może będzie w stanie przygarnąć wszystkie zwierzaki, i co wtedy?
@KillEmWithKindness Nasz weterynarz nie usypia zdrowych, ale starych/ brzydkich/nudnych zwierzaków. Pracuje z kilkoma fundacjami i te zwierzaki są przekazywane w odpowiednie miejsca.
A dlaczego nie? Jest mnóstwo ludzi którzy zajmują się takimi starszymi zwierzętami i zapewniają im godne życie,a po ich śmierci biorą drugie,a potem trzecie i tak dalej..
Większość ludzi jest jednak na tyle związana ze swoimi pupilami, że nie chcą ich usypiać kiedy nie ma konkretnych powodów. Autorka postąpiła jak prawdziwy weterynarz i przede wszystkim - obrońca zwierząt, bo niewiadomo jak ten pies mógł skończyć odesłany do poprzedniego "właściciela".
Widzisz, jest coś takiego jak etyka. Usypianie psa, czy innego zwierzęcia tyko dlatego, że jest stare - etycznym podejściem nie jest, a konowałów, którym to nei przeszkadza należy omijać szerokim łukiem - bo skoro do życia szacunku nie mają, to i przy "leczeniu" pójdą po najmniejszej linii oporu - byle trwało długo i było kosztowne.
Zazdroszczę sąsiadów :) Moi sąsiedzi są jacyś dziwni :/
Ostatnio o 3 w nocy sąsiad z góry zaczął głośno walić w moje drzwi,
Tak się wystraszyłem, że aż mi moja nowiuśka wiertarka udarowa wypadła z ręki :/
@36873 widziałam tego mema (:
Ja swojego psiaka tez nosiłam na dwor. Wazył 25 kg na szczescie.
Bydlę ma się dalej dobrze?
Cudownj ludzie.❤
Uśmiałam się i upłakałam jednocześnie 😁 Cudowny z Ciebie człowiek i cudownych masz sąsiadów.
Wyznanie piękne i naprawdę miło się czytało, że pies na stare lata zaznał szczęścia i troskliwej opieki. Jednak nie wiem czemu, ale to bydle tak mnie razi w oczy. Nie wiem, czy tylko dla mnie, ale ma naprawdę pejoratywny wydźwięk.
A mi się właśnie podoba takie określenie, jak dla mnie jest zabawne i przyjemnie mi się to czytało :D sama do mojego psa mówię często "ty bydlaku"..
Mi też "bydle" kojarzy się strasznie negatywnie.
Ja to odczytałam bardziej jako żartobliwo- pieszczotliwe określenie, ale jak jest używane w co drugim zdaniu, to zaczyna denerwować.
Czemu cały czas mówisz bydlę. Ale to denerwuje
Fajnie, tylko po cholerę ciągle to irytujące ,,bydlę“? Słownik ci się zaciął czy jak? 😒