#Ded3n

Narzeczona mnie zostawiła w dniu pogrzebu mojego ojca. Powiedziała: "Miałam ci to powiedzieć, kiedy przyjdzie trochę lepszy czas, ale twoje życie to taka katastrofa, że tylko się pogarsza, więc mówię to teraz, zanim będzie jeszcze gorzej". 
Następnego dnia sąsiad potrącił mi psa.

#1PHm5

Swego czasu jeździłam na obozy. Było tam pole domków, gdzie ludzie przyjeżdżali z rodzinami odpocząć w leśnym zaciszu nad jeziorem. Pewnego dnia, gdy wracałam z żagli, zauważyłam typową Grażynę z koszykiem grzybów i typowego Janusza smażącego chleb na grillu. Kobieta zwróciła się do męża radośnie obwieszczając "No popacz tylko, jakich pięknych borowików nazbierałam!", na co on "Dej no na grilla". Coś tam zaczęła gadać o szaszłykach, a w międzyczasie ja przyjrzałam się tym grzybom i staremu samochodowi na warszawskich rejestracjach.
Cóż, w koszu były same szatany, na dodatek takie bardzo zaróżowione. Zwróciłam delikatnie pani Grażynie uwagę, że te grzybki nie są jadalne niestety, a jeśli mi nie wierzy, to niech sprawdzi, jednak obyło się bez testów. Jako że jestem panią lasów, jak mnie zwą, to w pół godziny nazbierałam koszyk borowików, podgrzybków, kurek i kani, nawet objaśniłam pani jak się z nimi obchodzić i jak odróżnić poszczególne gatunki.
Gdy skończyłam opowiadać, zawołała mnie jeszcze do kuchni, że znalazła pieczarki, ale stwierdziła, że je ususzy. Spojrzałam na wiszące na lince kawałki muchomora sromotnikowego, które ledwo się trzymały. Zdjęłam i wyrzuciłam je.

To miało miejsce parę lat temu, ale przypomniałam sobie tę historię, aby uprzedzić wszystkich "znawców", którzy nigdy na grzybach nie byli, a chcieliby zabłysnąć: czasami warto się doinformować i pamiętać, aby w szczególności dzieciom nie podawać nieznanych z pochodzenia grzybów.

#639dh

Zawsze używaliśmy prezerwatyw z moim chłopakiem, ale jakimś cudem zaszłam w ciążę. Przyjął to bardzo spokojnie i wyglądał nawet na zadowolonego. Dopiero na następny dzień po rozmowie z kumplami doszedł do wniosku, że go zdradziłam, zrobił mi niesamowitą awanturę i mnie zostawił. Dziecko jest oczywiście jego, potwierdziły to badania DNA, ale tego co się stało nie da się wymazać.

#eI6OR

Jestem z Argentyny, ale mieszkam od dłuższego czasu w Polsce - uciekłam z domu i z kraju, bo mam rodziców śmieszków. Na nazwisko im "Cerda", czyli prawie, prawie "Świnia", a na imię dali mi "Soila", kiedy przedstawiam się "Soila Cerda" komuś, kto mówi po hiszpańsku, to on słyszy "Soy la cerda", czyli tłumacząc dokładnie: "Jestem świnią", ale "cerda" to też bardzo brzydkie określenie dziewczyny, która lubi robić brzydkie rzeczy z różnymi panami. Tak więc... żarcik moim starym się udał. Pozdrawiam, Jestem Świnią.

#Y4ySv

Od zawsze mieszkałam z dziadkami. Po śmierci babci dziadek wyzywał i tłukł mnie przy każdej możliwej okazji. Nigdzie tego nie zgłaszałam przez strach, że zostanę bez dachu nad głową.
Kiedy miałam 16 lat, puściły mi nerwy i role się odwróciły. Prawie go udusiłam, ale od tamtego czasu miałam absolutny spokój z jakimikolwiek rękoczynami.
Ogień zwalczaj ogniem, tak?

#fJ16K

Jedno z najgorszych uczuć, jakie często mam, to okropne i niepohamowane zażenowanie. Jednak nie towarzyszy mi ono przy codziennych czynnościach czy wstydliwych sytuacjach. Nie, nie, nie... To by było zbyt normalne.

Za każdym razem, kiedy czytam książkę, oglądam film lub serial, kiedy jakiś bohater robi coś okropnie głupiego, upokarzającego albo wyjawiana jest jakaś wstydliwa prawda na jego temat, jest mi tak niekomfortowo i wstydzę się, jakby to było o mnie.

Kiedy czytam książkę, muszę ją odłożyć, bo tak to przeżywam. Jeśli fragment jest naprawdę żenujący, to omijam go aż do samej końcówki, a dopiero po przeczytaniu jak się skończy mogę przeczytać całość.

Filmy muszę zatrzymywać i bardzo często poskakać po pokoju, albo porobić inne dziwne rzeczy, aby się uspokoić. Nawet kiedy już włączę film, to albo zamykam oczy, albo oglądam go zza drzwi szafy.

Zawsze czuję się wtedy jak wariatka.
Nikt o tym nie wie.

Mam nadzieję, że nie jestem jedyna, która tak robi, ale nie robię sobie nadziei.

#2pht0

Gdy miałam 11 lat, pojechałam z rodzicami na wakacje do Egiptu.
Był tam sobie również pan - nazwijmy go X. Pracował w obsłudze hotelowej i poznaliśmy go na kolacji w hotelu. Jako że od dziecka uwielbiam lody (bez podtekstów, proszę :D), poprosiłam pana X, czy mógłby mi takie załatwić. Zgodził się, poszedł do kuchni. Po czym po około 5 minutach wrócił z pucharkiem lodów waniliowych - byłam wniebowzięta.
Na następny dzień pod wieczór ktoś zaczął pukać do naszych drzwi (mieszkałam w pokoju wraz z rodzicami). Otworzyłam i ujrzałam pana X wraz z owocami, ogromnym tortem ze świeczkami, a do tego śpiewał mi "Sto lat ". Stanęłam jak wryta. Dlaczego do nas przyszedł? Otóż po wejściu odłożył swój podarek, podniósł mnie jak pannę młodą i zaczął radośnie krzyczeć "Kiss me". Rodzice mieli niezły ubaw z mojej miny. Po paru minutach odstawił mnie na ziemię i zaczął rozmawiać z moim tatą.
Po krótkiej wymianie zdań pan X wyszedł z naszego pokoju wyraźnie zasmucony. Dowiedziałam się, że pytał mojego tatę, czy może wziąć mnie za żonę. Odpowiedź oczywista - nie.

PS Drogi panie X, tort był naprawdę smaczny.

#s7PDx

Moja matka ma przyjaciela. Bardzo mu ufałam, zastępował mi ojca, dawał poczucie bezpieczeństwa - chociażby przez zwykłe przytulenie, którego w tamtym czasie potrzebowałam (rodzice się rozwodzili, gdy miałam 16 lat). Okazało się, że on traktował mnie inaczej...

Zaczął molestować mnie, gdy miałam 18 lat - wykorzystał fakt, że byłam młoda, głupia, odrzucił mnie mój chłopak, odrzucił mnie ojciec; potrzebowałam miłości i uwagi oraz to, że leczyłam się z depresji. Molestował mnie na dwóch wspólnych wyjazdach. Na pierwszym, kiedy nic nie wskazywało dramatu, pojechałam z nim bez mamy do naszej wspólnej, bardzo dobrej znajomej odpocząć po ciężkim okresie w szkole (którą też wtedy nota bene zmieniałam). Zaczął mnie dotykać, jak spaliśmy, przychodził do mnie do łóżka, bałam się niemiłosiernie. Opowiedziałam o tym tej naszej znajomej - a ona... powtórzyła mu wszystko. Rączki trzymał przy sobie, ale psychicznie zgnoił. Powiedziałam mojej mamie, że ma zniknąć z mojego życia i że mnie dotykał. Nie zniknął. Sprawa przycichła. Moja mama pojechała do rodziny z nim, zabrała też mnie. W sumie do tej pory nie rozumiem, dlaczego pojechałam. Tam, jak mama się kąpała, złapał mnie od tyłu za piersi i przysunął do siebie. Wyrwałam się, znów milczałam. Bałam się. Mama zignorowała mnie w imię swojego szczęścia za pierwszym razem, zignorowała mnie później... Cóż, powiedziałam o tym jej po jakimś czasie. Stwierdziła, że to moja wina, "bo sama się pchałam na jego kolana"!

Wyprowadziłam się z domu rok później, dostałam pracę kawałek od mojego miejsca zamieszkania + studia, które skomponowały mi się tematycznie z pracą. Bajka. Zaczęłam żyć na własny rachunek, kontakty z mamą uległy znacznej poprawie, tylko został ten truteń w jej życiu. Szczerze, dopiero zobaczyłam ogrom zniszczeń zrobionych u mnie przez tego człowieka, jak się zdystansowałam do wielu spraw i się wyprowadziłam, stąd taki późny bunt i uświadomienie wagi problemu. Zaczęłam naciskać, żeby mama zakończyła tą znajomość, bo ją ten człowiek też niszczy (alkoholik, człowiek ciężko chory na depresję, manipulant, który uzależnił ją od siebie) i argument - molestował mnie.

Nie zakończyła. Usługuje jemu, jego rodzinie. Zaczęłam się z siostrą (starszą) bardzo buntować przeciwko tej znajomości. Rozumiem, że doskwiera jej samotność, ale sama wyrzekła się kilku znajomości w imię tej.
Dzisiaj usłyszałam po kolejnym buncie: "Nie będziesz wtrącać mi się w życie i ustawiać, z kim mam się spotykać, a z kim nie. To twoja wina, pchałaś mu się na kolana, to masz. I daj mi spokój!" - rozłączyła się.

Zastanawiam się, czy do niej dociera to, co mówię. Jestem bezradna. Straciłam matkę. Straciłam ją za życia. Jest dla mnie bardzo ważna, bardzo ją kocham, ale to za mocno zabolało...
Dodaj anonimowe wyznanie