#kVOJK
Niestety po jakimś czasie zaprzestałam tej praktyki, bo zwoje obsranego papieru znalazła mama. Nie przyznałam się i powiedziałam, że to pewnie babcia.
Chyba nie uwierzyła.
#0ZJU4
Jako że mam już dwadzieścia parę lat, to będąc dzieciakiem nie wiedziałam za bardzo co to jest orgazm (bo nie miałam takiego dostępu do internetu, jak teraz mają dzieciaki), dlatego mój mały, lekko dziwny umysł ubzdurał sobie, że ta "fala rozluźnienia" jest wybuchem geniuszu i oznacza to, że nachodzi mnie właśnie fala olśnienia. Nie wiem, czy ktoś zrozumie o co mi chodzi. W sumie sama tego do końca nie ogarniam. Ale działało jak placebo! Wiedziałam, że jestem geniuszem, bo dostałam "fali olśnienia" i pisałam kartkówki na 5+.
Tak że tego...
#8sHNZ
Zakładałem wtedy słuchawki na uszy, ustawiałem pokrętło głośności na maksymalny poziom i dopiero wtedy zabierałem się do roboty.
Do dziś nie jestem w stanie pojąć tamtej mojej logiki.
#EI2Vb
I tak dzięki odpowiednim warunkom i wilgotności z mojego malutkiego noska wyszedł zielony zarodek kukurydzy.
No cóż... przynajmniej tym razem udało się go wyciągnąć :D
#MjRgT
Czuję niezwykłą satysfakcję widząc, że moje rysunki są lepsze od innych i już nie czuję się jak gruba buła z parą lewych dłoni.
#2j7KQ
Na lotnisku w Delhi czekał na mnie mój serdeczny przyjaciel Abhi - Hindus, którego poznałem, gdy ten był w Polsce na wymianie studenckiej. Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy do domu mojego gospodarza. Abhi chciał zapłacić za kurs, ale kategorycznie mu tego zabroniłem.
Zapytałem taksówkarza, ile się należy. Ten podał cenę równą ok. 30 polskich złotych. Szybko odliczyłem hajs i chciałem mu go wręczyć, lecz wtedy do akcji wszedł Abhi.
Okazało się, że ceny są tam znacznie niższe i taryfiarz usiłował mnie oszukać. Mój przyjaciel nawrzeszczał na niego, wyzywając od cwaniaków, naciągaczy i kutasiarzy, którzy sprawiają, że turyści wyrabiają sobie złą opinię o Hindusach. Na koniec burcząc, rzucił taksówkarzowi połowę odliczonej kwoty i dosłownie wyciągnął mnie z pojazdu, na odchodnym rzucając kierowcy kwiecistą wiązankę na temat złego prowadzenia się jego matki.
Kiedy zrozpaczony patrzyłem, jak taksówka znikała gdzieś na linii horyzontu, Abhi przyjacielsko klepnął mnie w plecy pytając:
- No i jak ci minęła podróż, stary druhu?
- Dobrze - odrzekłem zgodnie z prawdą. - Aż do momentu, kiedy przegoniłeś w trzy diabły taksówkę z całym moim dobytkiem w bagażniku...
#kI1gf
Bawiliśmy się świetnie, ale koło godziny 20.00 zaczęło doskwierać mi nieprzyjemne uczucie przepełnienia w piersiach - karmiące mamy wiedzą, o czym mówię. Uwiadomiłam sobie, że laktator został w domu, czyli jakieś 150 km od miejsca imprezy, musiałam więc poradzić sobie ręcznie. Zamknięta (tak przynajmniej wtedy mi się wydawało) w kabinie przystąpiłam do "dojenia". A że cały proces był bardzo powolny, wpadłam na genialny pomysł. Postanowiłam własnoustnie wyssać pokarm z piersi.
Gdy byłam w trakcie, do kabiny wparowała 8-9-letnia dziewczynka.
Mam nadzieję, że widok dorosłej kobiety nagiej od pasa w górę, trzymającej własną pierś w ustach, nie zostawił trwałego śladu w psychice tego dziecka.
#09ZA8
Archimedes jest czekoladowej maści labradorem, ale nie było przy nim nic, oprócz jego miski i smyczy, ciężko więc powiedzieć jakich miał przodków i gdzie został kupiony. Jak to pies ze schroniska.
Kilka dni później, kiedy zostaliśmy już najlepszymi kumplami ever, zrobiłam piękną fotę i wrzuciłam na Twarzoksiążkę.
Kiedy mój telefon oznajmił, że mam kilkanaście nowych komentarzy, byłam zachwycona. Dopóki nie zaczęłam czytać. Oto kilka z nich:
- adoptuj, nie kupuj!
- pewnie z pseudohodowli!
- tyle niekochanych psów czeka w schroniskach, a ty kupujesz!
- a papiery masz?!
Lawina hejtu, jaka się na mnie posypała, była ogromna. Zarzucono mnie linkami dot. kwestii prawnej, związków hodowców, kar itp.
Zabolało, zwłaszcza że byli to moi prywatni znajomi, a przy tym nikt tak naprawdę nie interesował się tym, skąd go mam. Zainteresowanie wzbudził tylko "rasowy" wygląd Archimedesa.
Odczekałam jeszcze trochę, po czym wrzuciłam w komentarz zdjęcie dokumentu z pieczątką schroniska, które dostałam (od schroniskowego weterynarza). A potem znacznie zredukowałam sobie listę znajomych.
Kampanie społeczne to dobra rzecz, ale cieszę się, że Archimedes jednak nie umie czytać, bo jak nic wpadłaby psina w kompleksy :D
#50Ko3
Od tamtej pory nie wychodzę z domu (mam nauczanie indywidualne).
Nawet psycholog przychodzi do domu i od siedmiu lat leczy mnie z traumy, której nie mam. Prawda jest taka, że siedzenie w domu jest po prostu wygodne i nagle wszyscy zrobili się mili - rodzice, którzy wcześniej traktowali mnie jak powietrze, nagle poświęcają mi czas, patologiczna siostrzyczka nagle obsypuje prezentami, przyjaciele nagle mili. Nagle każdy mnie kocha i życzy "wyleczenia traumy", chociaż wcześniej byłam niechcianym dzieckiem do bicia.