#S07TG

Mam okres. Dzisiaj rano poszłam pod prysznic. Wycierałam się stojąc w brodziku, żeby nie ubrudzić podłogi krwią. Wycierałam akurat plecy, kiedy na brodziku zauważyłam wielkiego pająka. Uciekłam nago do salonu, który znajdował się najbliżej łazienki, wzięłam klapka, którym chciałam zabić tego wstrętnego pająka i szybko wróciłam się do łazienki. Podeszłam do prysznica, schyliłam się i już brałam zamach, kiedy okazało się, że pająk to tak naprawdę krew, która uderzając o brodzik rozmyła się i stworzyła wokół siebie sześć linii wyglądających jak nogi pająka.
Uważajcie na okresowe pająki - mogą być wszędzie.

#I7Ni4

W wieku 10 lat wierzyłam, że poranna i wieczorna modlitwa zdziała cuda i Pan Bóg spełni każde moje życzenie. Jednak jako nietypowe dziecko, zamiast poprosić o wyjazd do Disneylandu albo gadającego kucyka, codziennie modliłam się, aby przestać obgryzać paznokcie.

PS. Po 5 latach spełniło się moje życzenie.

#Q0tDR

Na początku chcę zaznaczyć, że nie jestem jakimś paskudnym, rozwydrzonym bachorem. Jedynie od czasu do czasu zdarzy mi się odwalić coś głupiego, ale tak to chyba ma każdy.
Dla rodziców zawsze byłam "okropnym" dzieckiem. Dlaczego? Bo nie działają na mnie kary. Można mnie bić paskiem przez kilka godzin, a moją jedyną reakcją będzie ziewnięcie. Zabranie telefonu? Spoko, mam tablet. Tablet też znika? Mam laptop. Laptop też? Spoko, są jeszcze książki. Książki też? Idę do koleżanki. Nie mogę? No to idę rysować. Nie mogę? No to pouczę się na biologię, bo lubię. Że nie wolno mi? No to uszyję coś.
Wysyłanie do pokoju? Spoko, pójdę się przespać.
Zabranie drzwi? Spoko, zamontuję sobie nad nimi zasłonę.
Zabranie zasłony? Spoko, zrobię prowizoryczne drzwi z kartonu, paru gazet i taśmy.
Zabranie prowizorycznych drzwi? Spoko. I tak nie mam nic do ukrycia.
Że nie mogę zjeść kolacji? Spoko. I tak nie jestem głodna.
Obrazisz się na mnie i nie będziesz odzywać? Spoko. Za kilka dni zapomnisz.
I tak mam od dziecka do teraz
.
Gdzie tu jakieś anonimowe wyznanie? A bo widzicie... czasami głupio mi, że nie potrafię przeżywać tych kar. A jeszcze bardziej głupio robi mi się, gdy widzę, jak brat obrywa za mnie, bo rodzice muszą na kimś rozładować gniew.

#kvinj

Wyznanie dla ludzi o mocnych nerwach.
Mam 36 lat. Mieszkam sam i z mieszkania wychodzę tylko gdy muszę. Nie mam dwóch małych palców i lewego ucha. Straciłem je w pracy.

Gdy skończyłem studia, postanowiłem wraz z kolegą wyjechać do pracy do Holandii. Najpierw sami, żeby coś nagrać, ogarnąć i ściągnąć do siebie swoje dziewczyny. Gdy dotarliśmy na miejsce szybko okazało się, że coś jest nie tak. Gdy z samego rana do naszego pokoju wparowali trzej faceci z bronią wiedziałem, że to nie wróży nic dobrego. Zabrali nam dosłownie wszystko poza bielizną, którą mieliśmy na sobie. Ogolono nam głowy i pobrano krew, po tym rzucili nam kombinezon roboczy i kazano wyjść na dwór. Upał niemiłosierny... Wraz z nami było jeszcze ok. 12 innych chłopaków w naszym wieku.
Przez 3 miesiące byliśmy wykorzystywani jako darmowa siła robocza. 7 dni w tygodniu po 14-15 godzin. Robiliśmy na roli. Wtedy mój kolega zniknął i to był ostatni raz, gdy o nim słyszano. Postanowiłem uciec. Złapali mnie pół godziny po tym, jak uwierzyłem, że uciekłem. Za karę straciłem palec. Dwie kolejne próby pozbawiły mnie drugiego palca i ucha.

Czas mijał, dni stawały się jednym, długim dniem. Czas stracił znaczenie, ale wiedziałem, że minęło sporo czasu, gdyż pogoda zaczęła się zmieniać na jesienną. Czyli jakieś 5 miesięcy niewoli. Przyszła zima i gdy myślałem, że gorzej być nie może, zostałem sprzedany za 200 euro. Kupiła mnie właścicielka domu dla psychopatycznych zboczeńców, bo zwykłym burdelem tego nie można nazwać. Spędziłem tam tydzień, może dwa, nie widziałem słońca, więc nie byłem pewien. Byłem zmuszany do obrzydliwych czynności, o których nie napiszę.
Wtedy nadarzyła się okazja, jeden z klientów chciał mnie wynająć do domu. Gdy tam już byłem, skorzystałem z okazji, przywaliłem mu krzesłem, gdy akurat się odwrócił i zacząłem biec. Biegłem aż straciłem ostatnie siły i wtedy zacząłem biec jeszcze szybciej. Dotarłem do jakiejś wsi, tam zadzwoniłem na policję i w krótkim czasie trafiłem do ambasady polskiej.

Całe dochodzenie, śledztwo, szukanie pozostałych nie przyniosło dosłownie nic. Spędziłem pół roku w psychiatryku nim znaleziono ślad, który uwiarygodnił moją opowieść, dzięki temu mnie wypuszczono i oddano rodzinie pod opiekę. Nie umiałem z nimi żyć, chciałem być sam, więc wróciłem do swojego mieszkania.
Ta dziewczyna, która miała do mnie dojechać, zapomniała o mnie po 3 miesiącach od wyjazdu. Z mojego telefonu wysłane były SMS-y do niej i rodziny... Do niej, że zrywam, a do rodziny, że wszystko OK. Rodzina nie uwierzyła i szukała mnie, ale nic to nie dało. Dziewczyna już pewnie ma nowe, lepsze życie, więc nie nawiązałem z nią kontaktu, choć była źródłem nadziei w tych czarnych miesiącach.

Wszystko było zorganizowanie przez Polaków. Polak Polakowi. Polak zniszczył swojego rodaka. Czuję wstręt do samego siebie i nic nie pomaga. Uważajcie...

#NVVSZ

Mój dziadek jest leśniczym. Przez to kim jest latem często spędzałam noce w ambonie (ta taka wieżyczka). Czasami towarzyszyła mi starsza o 10 lat kuzynka. Niedaleko był domek, w którym spali dziadkowie, wujostwo i dwóch dorosłych kuzynów, więc nigdy się nie bałam.

Pewnego lata obudziłam się nad ranem i doszłam do wniosku, że jestem trochę głodna i chce mi się siku, więc narzuciłam na siebie szlafrok i wesoło ruszyłam do domu. (Tu warto dodać, że zapomniałam kluczy). Jeszcze tylko kuzynce powiedziałam gdzie idę, a ona wymamrotała "spoko" i poszła spać dalej.
W połowie drogi usłyszałam szelest, ale myśląc, że to tylko większy zwierzak nawet się nie odwróciłam. Dopiero gdy szelest zrobił się głośniejszy, odwróciłam się za siebie. Zobaczyłam dziewczynkę - młodsza ode mnie, blond włosy, cała potargana, poobijana i brudna, w typowej dziecięcej piżamce, z buzi lała jej się krew. Przerażona wrzasnęłam i zaczęłam uciekać. Dziewczynka biegła za mną.
Jakoś ją zgubiłam i zaczęłam dobijać się do drzwi. Otworzył mi kuzyn, a ja cała zapłakana zaczęłam opowiadać co się stało. Kuzyn obudził wszystkich i razem ze swoim ojcem i dziadkiem wzięli broń (tak na wszelki wypadek) i poszli do lasu po moją kuzynkę.
Moja ciotka (wierząca w różne rzeczy) zaraz zaczęła opowiadać o tym, jak to kiedyś ktoś zabił dziecko w tym lesie i tak dalej.

Kuzyn, dziadek i wujek wrócili po dwóch godzinach z kuzynką i "duchem".
Okazało się, że dziewczynka uciekła z domu po tym, jak jej ojciec alkoholik ją pobił.

#DzsW5

Ostatnio niestety złapałam okropne przeziębienie. Katar, kaszel, te sprawy. Jednak poza tym praktycznie straciłam głos, a przy próbach wypowiedzenia się kończyło się na wielkim niepowodzeniu.

Siedząc w domu, poprosiłam moją mamę, żeby zadzwoniła w moim imieniu do przychodni i zarejestrowała mnie na wizytę. Rozpoczęła swoją rozmowę jak typowa Karyna - "Dzień dobry, mam chorą córkę...".

Nie miała pojęcia o co mi chodzi, kiedy płakałam, próbując ze śmiechu nie wypluć własnych płuc :D

#I1s9u

Już w dzieciństwie moje życie to była jedna wielka szkoła przetrwania.

Jako około 5-letnie dziecko, wiadomo, uwielbiałam się bawić. Oprócz o rok starszego chłopca nie znałam nikogo z osiedla, więc to nim spędzam czas. I tak pewnego pięknego, słonecznego dnia bawiliśmy się w chowanego. Niestety, po jakimś czasie standardowe kryjówki nam się znudziły, tak więc postanowiliśmy ukryć się tak, że nawet rodzice nas nie znajdą. Padło na osiedlowe kontenery.

Wspięliśmy się po stosiku drewna i weszliśmy do wielkiego śmietnika. Bawiliśmy się szampańsko, ale po kilku minutach kolegę zawołano na obiad. Mała gnida zostawiła mnie samą, mimo nawoływania o pomoc. On, jako że był wyższy, wyszedł z kosza bez problemu. Ja niestety nie mogłam sobie poradzić. Próbowałam wspiąć się po kupie śmieci, ale moje krótkie nóżki nie sprostały zadaniu.

Skończyło się na tym, że znalazł mnie kolega rodzeństwa. Zastanawiam się, kto miał bardziej zdziwioną minę. On, kiedy idąc spokojnie wyrzucić śmieci usłyszał płacz i wyciągał zasmarkaną dziewczynkę, czy moja starsza siostra, gdy ów kolega zapukał do drzwi z pytaniem "Czy to twoja siostra? Bo znalazłem ją w śmietniku"...

#RuPSJ

Jestem młoda, mam 15 lat.
Zdiagnozowano u mnie bardzo rzadki nowotwór macicy - nie jest złośliwy, ale niesie ze sobą bardzo, ale to bardzo krwotoczne miesiączki.
Obecnie czekam na operację. Jestem teraz w trakcie miesiączki (6 dzień).
Przez te 6 dni poziom hemoglobiny spadł mi do 8,3 (co oznacza bardzo szybką i dużą anemię), jakieś 20 minut temu wróciłam ze szpitala (2 dni leżałam i dostawałam krew).
Plan był taki, żebym jutro mogła iść do szkoły chociaż na jeden dzień (potem będą wzywać na operację).

Jednak się po prostu boję... Wystarczyło 10 minut, TYLKO 10 MINUT jazdy w samochodzie (a więc siedzenia), żeby po wstaniu dosłownie ze mnie wystrzeliło... Poleciało mi po nogach, dosłownie całe nogawki czerwone. Ale najlepsze zaczęło się w domu - jak tylko usiadłam na kibelku, pojawiło się to, czego najbardziej nie chciałam - skrzepy. Ale nie takie małe skrzepy krwi, moje skrzepy są wielkości dłoni, te największe wielkości zaciśniętej pięści.
Leciały przez 10 minut, potem poszłam w końcu do pokoju, jednak wróciłam po 3 minutach - krew leciała ciurkiem, a po chwili to obrzydliwe uczucie i spadł właśnie taki wielkości pięści - chlupnęło tak, że krew nakapała na powierzchni całej łazienki.. To było jak odkorkowanie - za tym największym skrzepem pojawiała się fala mniejszych i trwała jakieś 5 minut.
Naprawdę chcę iść jutro chociaż na jedną lekcję, ale jestem pewna, że po 45 minutach nie będę mogła ze wstydu wstać z krzesła (nie umiem ocenić, kiedy skrzepy się pojawią, więc nic nie dałoby poproszenie o pójście do łazienki).

Prawdopodobnie wytną mi całą macicę, z jednej strony jestem tym przerażona, jednak nie tym, że nie będę mogła mieć dzieci, a utratą hormonów i ich przyjmowaniem, a z drugiej to po prostu nie chcę jej mieć, nie chcę już przeżywać tych okresów (one potrafią trwać do 12 dni, z czego każdy tak obfity, jak opisałam).
Dodaj anonimowe wyznanie